Dodaj do ulubionych

Uczciwość małżeńska

30.04.06, 08:34
"Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską..." Miłość, wierność -
(mniej więcej) wiadomo smile A co to jest uczciwość małżeńska? I czy(m) się
różni od zwykłej uczciwości, takiej bez żadnych przymiotników?
Żona udaje orgazm, żeby nie urazić męża. Mąż z kłopotów w pracy zwierza się
mamusi, bo nie chce martwić żony. Żona tak bardzo chce mieć drugie dziecko,
że zachodzi w ciążę "podstępem". Mąż odkłada z pensji "zaskórniaki", bo nie
chce się rozliczać żonie ze wszystkich swoich wydatków...
Tak mnie dzisiaj od rana naszło na rozważania - bo nagle uświadomiłam sobie,
że chyba nie w pełni świadomie składałam wiele lat temu przysięgę
małżeńską wink i że jest parę rzeczy, z których może powinnam się spowiadać...
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: Uczciwość małżeńska 01.05.06, 09:14
      A co to jest uczciwość małżeńska? Chyba po prostu zwyczajna uczciwość
      • skrzynka3 Re: Uczciwość małżeńska 04.05.06, 18:42
        Mnie tez to kiedys nurtowalo. Gdyby to byla ta zwykla uczciwosc to dlaczego
        zostala wlaczona do przysiegi?? Dlaczego akurat uczciwosc z tylu innych waznych
        chrzescijanskiech przymiotow zostala dolaczona do milosci i wiernosci? Wiec
        moze ta uczciwosc malzenska to jednak cos wiecej?
        Nie do konca udalo mi sie rozwiklac zagadnienie. Ale na dzis dla mnie znaczy to
        pewien szczegolny rodzaj lojalnosci wobec wspolmalzonka, szczerosci. Nie
        stawanie przeciw malzonkowi np. w koalicji z wlasnymi rodzicami czy dziecmi.
        To tak na szybko. Nie wszystko umiem trafnie ubrac w slowa. Skrzynka
    • scarbonka Re: Uczciwość małżeńska 06.05.06, 14:03
      Według mnie cała przysięga małżeńska mogłaby ograniczyc się do słów "Ślubuję Ci
      miłość". Przecież miłość małżeńska musi zawierać w sobie wierność, uczciwość,
      lojalność, życzliwość itd. Byc może dodatkowe wyszczególnienie wierności i
      uczciwości jest przypomnieniem świeżo upieczonym małżonkom, jaki sa filary
      trwałości ich związku. Żeby potem nie było, że ja męża przecież kocham, a ten
      drugi to tylko niezobowiązująca przygoda. Dodatkowe okreslenie uczciwości
      przymiotnikiem małżeńska zwraca uwagę na szczególny obszar, jakim jest życie
      rodzinne i małżeńskie. Często "przekręty" na tym polu nie są uważane za
      nieuczciwość. Ostatnio spotkałam sie na któryms forum z pytaniem czy może dojść
      do zapłodnienia jesli nasienie zostało pobrane z prezerwatywy po 15 minutah. bez
      komentarza.
    • otryt Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 00:48
      Temat tak trudny czy tak łatwy, że nikt nie pisze?
      • justyna.ada Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 09:26
        Trudny,moim zdaniem. Bo gdyby to było takie proste, że "jeśli kocha, to
        wszystko inne jest wiadome"... a nie jest.
        Niby jeśli kocha, to powinien/powinna wiedzieć że [odpowiednie wstawić], ale
        widać Kościół ma jakiś powód aby podkreślać w przysiędze małżeńskiej te trzy
        wartości ("z nich zaś największa jest miłość", zapewne...wink
        Może mimo to wartości te zasługują na "wyjęcie" z nawiasu. Może o nich łatwo
        jest zapomnieć i powiedzieć "no przecież cię kocham, o co chodzi"

        Czy można kochać małżonka autentycznie a mieć kłopoty z dochowywaniem
        wierności? A może wierność nie oznacza tylko "niezdradzania" tylko coś wiecej,
        np. gotowość do wspierania współmałżonka w potrzebie nawet wbrew sobie?

        A ta uczciwość to wiadomo że z przymiotnikiem "małżeńska" - więc może to
        oznacza na przykład lojalność względem małżonka. Jak ktoś napisał, stawanie po
        jego stronie. To wcale nie jest oczywiste dla wielu. Czym innym jest
        niezgadzanie się z małżonkiem w cztery oczy, ale czym innym jest stawanie przy
        nim wobec reszty świata, co by się nie działo.
        To może być też mówienie prawdy, to takie trudne. W dyskusjach, w kryzysach,
        wtedy kiedy jest między nami źle, mówienie prawdy. Nie "bo ty zawsze", tylko
        próba dociekania, co naprawdę zrobiliśmy/nie zrobiliśmy, jakie naprawdę sa
        nasze potrzeby. Współmałżonek nie jest jasnowidzem.
        Takie jest moje rozumienie... Może być miłość autentyczna, a kuleć w tych
        pozostałych aspektach. Może?

        TEgo nie omawiano na paafialnych konferencjach dla narzeczonych, niestety... a
        przecież to "elementarne, drogi Watsonie" wink
    • rycerzowa Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 12:06
      To nie jest przypadek, że przyrzeka się uczciwość małżeńską, oprócz ślubów
      miłości wierności, "pomocy w dobrej i złej doli" itp.
      Co ona oznacza? Według mnie taką prawdziwą przyjaźń między małżonkami.
      Czyli:
      1.Lojalność, tworzenie "wspólnego frontu", jak słusznie wszyscy podkreślają.
      2.Szczerość, jaka jest potrzebna, by dwoje ludzi żyło razem w prawdzie.
      Nie znaczy to,ze współmałżonkowi trzeba mówić dokładnie wszystko.
      Nie ma potrzeby , by znał dokładnie naszą przeszłość, nie powinno też się
      traktowac go jako "spluwaczki", czyli gadania o absolutnie wszystkich
      najdrobniejszych kłopotach i zgryzotach.
      3.Nieobciążanie współmałżonka konsekwencjami własnych zobowiązań.
      Co do długów, wszyscy wiemy, o co chodzi. Ale bywa i tak, że jedno ze
      współmałżonków chce być "dobre", wspaniałomyślne, angażuje się w pomoc dla
      innych, a obowiązki spadają solidarnie na całą rodzinę. Wszelkie takie decyzje
      powinny być podejmowane wspólnie.
      4. Na końcu, ale nie ostatnie, coś, co się w zasadzie zawiera w lojalności, ale
      wymaga podkreślenia: nie powinno się plotkować na temat wspólmałżonka, ujawniać
      osobistych tajemnic.
      • glupiakazia Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 13:05
        Czytam wątek z zainteresowaniem, nic w zasadzie nie mam do dodania, to siedzę
        cicho, ale to zdanie mnie zastanowiło:

        > Nie ma potrzeby , by znał dokładnie naszą przeszłość,

        Muszę powiedzieć z własnego doświadczenia, że wiele lat po ślubie dowiedziałam
        się o moim mężu czegoś, co szczerze mówiąc wolałabym wiedzieć wcześniej.
        Nie,żeby to zmieniło było wtedy moją decyzję związania się z nim, ale wolałabym
        wiedzieć wtedy niż dowiedzieć się 8 lat po ślubie. Jakoś to mi nie bardzo
        pasowało do tego życia w prawdzie właśnie. I szczerze mówiąc było mi trochę
        przykro. Dlatego myślę, że w uczciwości małżeńskiej i lojalności zawierałoby
        się takie postawienie sprawy: słuchaj, coś się wydarzyło, chcesz to Ci powiem,
        nie to zapominamy. Chodzi mi o to, że to że znamy lub nie znamy swojej
        przeszłości też jest w jakiś sposób wspólną decyzją.
        • verdana Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 13:20
          Caly czas sie zastanawiam. Np. dla mnie "wspólny front" nie jest warunkiem
          uczciwości, przeciwnie. Gdy współmałzonek zawini, zrobi coś ewidentnie zlego,
          stawanie po jego stonie jest po prostu nieuczciwe. Obowiązuje "uczciwość
          małżeńska", ale i uczciwość wobec innych. Nie jest uczciwe publiczne
          przyznawanie racji komus, kto racji nie ma. Inaczej jest to egoizm we dwoje.
          Stawianie dobra współmałzonka na równi z własnym - moze to by wystarczyło?
          • utka Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 13:27
            masz racje Verdana smile
            uwazam ze zawsze nalezy opowiadac sie po stronie prawdy no ale jednoczesnie tak
            probowac te prawde przedstawiac (nie falszowac jej bynajmniej), by nie
            wystepowac przeciwko czlowiekowi, przeciwko osobie (no w tym konkretnym
            przypadku malzonkowi).

            Ciewkawe jak to wspolne trzymanie frontu z 'mylacym sie' mezem ma sie do
            naszych zasad dobrego wychowania dzieci, ktore dostrzegaja omylnosc czy blad
            rodzica i jednoczesnie drugiego rodzica, ktory jest odmiennego zdania, ale
            publicznie popiera i staje murem za tym, ktory bladzi ... ?
        • utka Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 13:20
          tez mysle podobnie jak ty Kaziu, zgadzam sie, ze moj malzonek nie musi znac z
          imienia wszystkich moich licealnych czy studenckich milostek, no ale zatajanie
          rzeczy waznych (dotyczacych np leczenia - psychiatrycznego, bezplodnosci itp.)
          moze skonczyc sie nawet uniewaznieniem takiego malzenstwa.

          Dla mnie uczciwosc malzenska to po prostu i przede wszystkim nasze sprawy
          wewnatrzmalzenskie, zwiazane z naszym pozyciem malzenskim.

        • aka21 Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 14:30
          Tak sobie myślę o tej uczciwości i wydaje mi się, że to przede wszystkim
          szczerość, ale nie taka na siłę (niestety i tak się zdarza), do bólu. Mówię
          tyle ile mój współmałżonek chce wiedzieć, ale i staram się wysłuchać tyle ile
          mogę.
          Staram się dać z siebie wszystko, by było nam razem dobrze. Jeśli
          współmałżonek, z natury swojej jest skryty to nie wyciągam na siłę. To dotyczy
          też owej nieszczęsnej przeszłości. Staram się nie wywioływać wspomnień jeśli
          one są bardzo bolesne, ale i nie katować się niedomówieniami. Myślę, że można w
          tej kwestii pójść na jakiś kompromis.
          Uczciwość małżeńska to dla mnie również robienie wszystkiego co pozwala nam
          wzrastać w miłości, to praca na rzecz naszego związku, to troska o
          współmałżonka, o jego prawdziwe dobro, taka wzajemna odpowiedzialność za siebie.

    • rycerzowa Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 14:10
      Szczerość ma zapewnić życie w prawdzie,czyli konieczne jest mówienie o swoich
      potrzebach i uczuciach, ale i o ważnych faktach z przeszłości, istotnych dla
      małżeństwa. Ważnych faktach, a nie o wszystkich drobiazgach.

      Co do lojalnośći wobec małżonka, który popełnił jakiś naganny czyn, to nie jest
      tak,ze natychmiast jesteśmy z wszelkiej lojalności zwolnieni. Systemy prawne
      wszystkich państw demokratycznych dopuszczają odmowę składania zeznań w stosunku
      do bliskich osób podejrzanego, nawet jeśli chodzi o groźne przestępstwo. Czyli w
      ten sposób wyraża się szacunek dla lojalności w rodzinie.
      Pawka Morozow nie powinien być niczyim idolem, choć był przekonany, że działa w
      słusznej sprawie.

      Nie znaczy to, że trzeba się godzić na zło, to chyba oczywiste. Ale to zupełnie
      inny problem.
      • verdana Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 14:27
        Zaraz - miedzy donosicielstwem, a stawaniem murem za osoba winną jest przepaść.
        Czy żona ma obowiazek bronić np. męża-pedofila, bo jest lojalna?
        Czy ma stanąć po stonie męża-alkoholika, ktory bije dzieci, gdy dzieci błagają
        o wezwanie policji? Ma wtedy powiedzieć - o nie, niech was leje, a ja jestem
        jego zoną, przysiegałam i pozostanę uczciwa?
        Ma nie wystąpic jako świadek, kiedy wie, że mąż skrzywdził jakąś osobę,
        chocby "tylko" finansowo i od jej zeznań zależy zadoścuczynienie krzywdzie?
        I prawo nie tyle wyraza szacunek dla lojalnosci, ile tę lojalność rozumie i nie
        chce w wielu wypadkach zmuszać osób bliskich do zeznawania przeciw ukochanym
        osobom. Jednak to, co zrozumiałe nie zawsze jest uczciwe.
        Uczciwość małżenska, która doprowadza do krzywdy osób trzecich nie jest żadną
        uczciwością.
        • rycerzowa Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 16:23
          Po pierwsze - to są truizmy. Nie znajdziesz na tym forum obrońców pedofili,
          okrutników, złodziei.
          Po drugie - dyskusja jest o normalnych ludziach, o naszym codziennym życiu.
          Po trzecie - uczciwość małżeńska powinna być wzajemna.
          Po czwarte - na uczciwosc składają się wszystkie jej elementy, wszystkie
          wymienione przeze mnie 4 punkty. Czyli również ten o nienarażaniu współmałżonka,
          bez jego zgody, na konsekwencje swoich wyborów.

          A tak nawiasem mówiąc, czy to nie ty, Verdano niedawno pisałaś, że "kryłabyś"
          swego syna, gdyby zdarzyło się ,że byłby zamieszany w narkotyki?
          • verdana Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 18:01
            Chyba nie ja o tym pisałam, w kazdym razie sobie nie przypominam, może. Ale
            tak - kryłabym, gdyby zapalił jak idiota skręta, co nikogo nie krzywdzi - za
            wyjątkiem jego samego. Konsekwencją tego jest wyrzucenie ze szkoły i więzienie -
            dla mnie jest to przepis okrutny, niszczący dziecko za jeden głupi wybryk, bez
            mozliwosci poprawy czy ewentualnego leczenia. Obowiązkiem rodzica jest do tego
            nie dopuscić. Nie kryłabym absolutnie - gdyby okazało się, ze handluje
            narkotykami, albo namawia dzieciaki do ich zażywania. To pewna różnica.
            A truizmy to wcale nie są. W bardzo porządnej, "normalnej" rodzinie przyjaciół -
            mąż pożyczył "na słowo" od znajomych pieniądze, o czym wiedziały tylko obie
            zony - i nie miał zamiaru oddać. Żona powiedziała "ja nic o tym nie wiem" -
            wlasnie w imie źle pojetej uczciwości. To nie jest przypadek ani rzadki, ani
            ekstremalny.
            Nie wydaje mi się, zeby inne normy mozna bylo stosowac dla "nas" -
            ludzi "normalnych" i wszystkich innych. A piją i leją dzieci także "porządni"
            ludzie. Tylko często ktoś ich kryje - lepiej niż w
            rodzinach "patologicznych".
    • izzunia1 Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 14:54
      Ja mysle, ze z uczciwoscia jest troce jak to nakreslila autorka watku i nie
      wydaje mi sie, zeby przysiega malzenska powinna dotyczyc tylko milosci - wiele
      osob naprawde kochajacych ma klopoty z uczciwoscia malzenska.
      Kolezanka idzie sie poskarzyc kolezance, jaki to jej maz jest lamaga, bo nie
      potrafi zarobic tyle ile ona by chciala (na niektorych forach internetowych,
      gdzie pisza glownie mamusie, mam wrazenie, ze takie utyskanie na meza jest
      prawie trendy); stawianie sobie dzieci za najwyzszy cel, meza zostawiajac na
      boku; Audita pisze o zachodzeniu w ciaze "podstepem" a ja dodalabym jeszcze nie
      zachodzenie w ciaze postepem - stosowanie antykoncepcji (rowniez NPR) w
      tajemnicy przed mezem; sytuacje gdzie o zyciu malzenskim wiecej wiedza mamusie,
      ktorejkolwiek ze stron, niz osoby zainteresowane...
      Mnostwo mozna tego zebrac. A zaloze sie, ze osoby tak czyniace moglyby
      przysiac, ze kochaja wspolmalzonka.

      Nie pisalam o nieuczciwosciach meskich, ale mysle, ze tez byloby ich sporo smile
    • anula9876 Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 16:04
      Niewiele mam do dodania ale staję w obronie hasła, że uczciwość małżeńska
      oznacza m.in "stawanie jednym murem ze współmałżonkiem". Nie rozumiem dlaczego
      wszystkie przytoczone przykłady dotyczyły "krycia nieuczciwego współmałżonka"
      albo "przemilczanie jego błędów i grzechów". Chyba nie o to w tym haśle
      chodziło, a raczej o wspieranie współmałżonka w różnych sytuacjach, często
      nawet wbrew sobie i swoim przekonaniom.

      W moim małżeństwie np. istnieje róznica wyznań ze wzajemnym poszanowaniem.
      Uczciwość małżeńska przejawia się m.in. wspieraniem się nawzajem mimo różnych
      nieraz poglądów i przede wszystkim obrona swoich wzajemnych poglądów przed
      obcymi-wścibskimi, którzy często pytają: jak możesz żyć z człowiekiem innego
      wyznania? Pan Bóg każe nam być gotowymi w każdej chwili do wytłumaczenia się z
      naszej wiary. Może uczciwość małżeńska wymaga byśmy w każdej chwili potrafili
      wytłumaczyć się również z wiary współmałżonka, albo przynajmniej go wesprzeć
      nawet wbrew sobie, np. ja wierze tak, ale on wierzy tak, bo tak go nauczono, bo
      jet do tego przekonany, itp. Chyba warto czasem stanąć murem ze współmałżonkiem.
      • verdana Re: Uczciwość małżeńska 12.05.06, 18:03
        Czasem - tak, ale nie zawsze.
        Wystarczy pomysleć, co dzieje się w przypadku, gdy róznica zdań dotyczy nie
        wiary, ale p. wychowania dzieci. Albo stosunku do rodziców współmałżonka. Albo
        rozumienia pojecia "uczciwość".
    • mamalgosia a taki przykład: 13.05.06, 09:36
      Koieta zdradziłą mężczyznę. Czyn jednorazowy, żałuje, kocha męża itp. Powinna
      powiedzieć mu o tym? Czy tego wymaga uczciwość małżeńska?
      • verdana Re: a taki przykład: 13.05.06, 10:01
        Cały czas myślę o tej uczciwosci małżenskiej, nawet w domu zaczęła się ożywiona
        dyskusja.
        I coraz bardziej dochodzę do wniosku, że nie ma nic takiego jak
        specyficzna "uczciwość małżenska". Jest po prostu uczciwość i tyle.
        Człowiek uczciwy bedzie uczciwy i w małżeństwie. Bez specjalnego zastanawiania
        się, o co "w tym chodzi". Decyzję o mówieniu - niemowieniu, lojalnosci-
        nielojalności itd. powinno się chyba podejmowac na podstawie ogólnych
        standardów, a nie specyficznych, dotyczących tylko pary małżeńskiej...
        • rycerzowa Był taki dowcip... 13.05.06, 12:13
          Za komuny rozróżnialiśmy demokrację socjalistyczną od demokracji zwykłej.
          Otóz różnica była taka, jak między krzesłem elektrycznym a krzesłem zwykłym.

          Myślę,że Verdano, tobie właśnie chodzi o to, by "uczciwość" wobec małżonka nie
          oznaczała nieuczciwości wobec innych. Konkluzja - trzeba być zwyczajnie
          uczciwym człowiekiem i to wystarczy.

          Po pierwsze, nie o tym rozmawiamy, a po drugie, nie wystarczy.

          Uwypuklasz możliwy konflikt pomiędzy jednym ze składników (podkreślam to)
          uczciwości małżeńskiej, mianowicie lojalnością wobec małżonka, ze zwykłą ludzką
          uczciowścią.
          Istnieje lojalność, czyli solidarność małżeńska, rodzicielska, rodzinna,
          zawodowa , korporacyjna, narodowa itd. I czesto dochodzi do kofliktów między
          tymi róznymi rodzajami lojalności nawzajem a też i zwykłą sprawiedliwością.
          To temat na osobny wątek.

          Dyskusja, moim zdaniem, jest właśnie o tym, czy można być uczciwym człowiekiem,
          kochającym i wiernym mężem czy żoną, a jednocześnie "nieuczciwym" małżonkiem.
          Otóż można.

          Kilka przykładów.
          1. W rozmowie "między nami młodymi mężatkami" wysłuchujemy opowieści o
          oryginalnych, zabawnych upodobaniach seksualnych jednego z naszych przyjaciół.
          Podczas towarzyskich spotkań wszystkie panie usmiechają się na jego widok.
          Mówienie o seksie nie jest niby niczym nagannym.
          Ale intymne sprawy dwojga ludzi powinny pozostać ich tajemnicą, jesli obydwoje
          nie wyrażą zgody na ich ujawnienie.
          2. Mąż pochodzi ze wsi i od zawsze spędzał wakacje pomagając przy żniwach.
          Miejska żona jeździ z nim, próbuje pomagać i nic nie mówi. Ma coraz większe
          poczucie krzywdy, czuje się źle w życzliwym ale obcym mentalnie środowisku.
          Gdy po latach sprawa się podczas jakiejś kłotni wreszcie wyjaśniła, okazało się
          przy okazji ,że ich pomoc na wsi nie tylko nie była niezbędna, ale nawet swoim
          przyjazdem sprawiali krewniakom pewien kłopot.
          Ze strony żony nieuczciwym było skrywanie swoich prawdziwych uczuć, bo mąż był
          przekonany, że dla mieszczucha pobyt na wsi to nie lada atrakcja.Potem mógł juz
          nie ufać jej, gdy wyrażała zadowolenie z innych rzeczy.
          Ze strony męża nie było uczciwe,że nie zmienił swych zwyczajów z chwilą zawarcia
          małżeństwa. Odtąd należał juz nie tylko do swej rodziny, ale też do żony, a
          nawet do żony przede wszystkim, i z jej upodabaniami powinien się był liczyć.
          3. Młody mąż kupuje za premię drogi prezent swej matce. Pieniadze są im
          potrzebne na mieszkanie, żona jest więc nieco zdenerwowana, a poza tym czuje się
          podle, że taka zazdrosna jest.
          4. Męża spotkało niepowodzenie w interesach. Grono rodziny i znajomych nie
          pozostawia na delikwencie suchej nitki, wytykając mu naiwność, nieudolność, brak
          sprytu. Żona nie tylko, ze nie staje w jego obronie, to jeszcze dokłada swoje.
          5. Ktoś na forum podał przykład,że wspólmałżonek ukrył fakt, ze jest niepłodny.
          Publika o tym absolutnie wiedzieć nie musi, ale mąż/żona na pewno.
          Publice można się pochwalić swoimi kawalerskimi podbojami, żonie - raczej nie.
          Publice można powiedzieć o wspaniałej, cudownej, pierwszej miłości,lącznie z
          "rozmiarami", mężowi należy oszczędzić takich wzruszeń.

          Przykłady można mnożyć.
          Co jest istotne, taki brak małżeńskiej lojalności, brak/nadmiar szczerości,
          moze narobić w małżeństwie wiele złego.
          • verdana Re: Był taki dowcip... 13.05.06, 14:37
            Hm..
            Chyba inaczej rozumiemy slowo "uczciwość".
            Np.nie powiedzenie narzeczonemu , że sie jest bezpłodnym jest nieuczciwoscią -
            nie tylko "małżenską" - jest nieuczciwoscią po prostu.
            Nie mówienie natomiast o oczekiwaniach - to czasem jest "uczciwe" (poświęcę
            sie, bo on to lubi), a czasem "nieuczciwe" - tak samo w odniesieniu do męza jak
            i dziecka, matki, przyjaciela.
            Mowienie o cudzych sprawach intymnych wydaje mi sie tez "nieuczciwoscią"
            ogólna. opowiesci o tym, z kim sypia przyjaciel sa nie mniej nieuczciwe 9czy
            też jak sadza niektórzy- uczciwe)niż opowieści o upodobaniach męża.
            Jesli przez "uczciwość" rozumie się tylko 'nie kradnij", "nie oszukuj" - to
            może istnieje "uczciwość małżenska". Tylko ja "uczciwość" rozumiem znacznie
            szerzej.
            • rycerzowa Re: Był taki dowcip... 13.05.06, 16:53
              Maluczko, a się dowiem, żem "uczciwa inaczej"wink)))...

              Ten przykład z informowaniem o bezpłodności jest dobry. Przecież nikt nie
              będzie uważał za oszusta kogoś, kto nie ogłosi wszem i wobec, że jest bezpłodny,
              kto to zwyczajnie zatai. Nikt nie powie, że jest nieuczciwy, bo nie napisał tego
              w CV. Natomiast ewentualna przyszła żona (albo mąż) powinna to wiedzieć.

              Istnieje coś takiego jak etyka lekarska, etyka zawodu prawnika, naukowca etc.
              Znaczy to szczególne wymagania. Sens nie w tym, czy "szerzej", czy nie, ale pod
              innym kątem, w innym wymiarze. Chyba o to chodzi w tzw. uczciwości małżeńskiej.
              W koncu małżeństwo to też rodzaj powołania.
              • verdana Re: Był taki dowcip... 14.05.06, 11:23
                Informowanie o bezpłodnosci to raczej "uczciwość przedmałżenska". Po ślubie to
                grubo za późno.
          • a_weasley Chyba nie wszystko rozumiem 14.05.06, 19:30
            rycerzowa napisała:

            > 2. Mąż pochodzi ze wsi i od zawsze spędzał wakacje pomagając przy żniwach.
            > Miejska żona jeździ z nim, próbuje pomagać i nic nie mówi.
            [ciach]
            > Ze strony męża nie było uczciwe,że nie zmienił swych zwyczajów z chwilą
            zawarcia małżeństwa.

            A po co miał zmieniać, skoro żona nic nie mówiła? To był mężczyzna, a nie Duch
            Święty. Było powiedzieć.

            > Publice można się pochwalić swoimi kawalerskimi podbojami, żonie - raczej nie.

            Podbojami jak podbojami, ale o tym, że mnie coś z tą czy z tamtą łączyło,
            jeszcze jeśli ta osoba jest w tej chwili w jakiś sposób obecna w moim, ba, w
            naszym życiu, stała się bowiem przyjaciółką obojga MSZ nieucziwie byłoby NIE
            powiedzieć - to raz. Nie pojmuję zupełnie, że można o takich sprawach mówić
            osobom postronnym, a żonę trzymać w ciemnocie - to dwa.
            • rycerzowa Re: Chyba nie wszystko rozumiem 14.05.06, 22:19
              To był mężczyzna, a nie Duch
              > Święty. Było powiedzieć.

              Toć piszę, że powinna. A zwyczaje kawalerskie to zmienić trzeba, a przynajmiej
              spytać, czy trzeba zmienić.Małżeństwo nie polega na tym,że do naszej rodziny
              dochodzi dodatkowa osoba, ale że tworzy się nową rodzinę.
              Zauważ, że zbyt często niezmienione kontakty z przysłowiową "mamusią" są powodem
              rozdżwięku w wielu małżeństwach.

              >że mnie coś z tą czy z tamtą łączyło,

              Czy jako mężczyżnie muszę ci tłumaczyć różnice w znaczeniu słowa "podboje" od
              powyższego?

              BTW, gdzieś przeczytałam,że uzyłeś okreslenia "samoczwart", w znaczeniu cztery
              osoby przy stoliku. Skąd znasz takie super fajne słowo?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka