magdalaena1977
30.07.06, 13:28
Dzisiaj w kościele nasz nowy ksiądz miał kazanie o chlebie. Najpierw mnie
zdenerwował, opowiadając o tęsknocie za zwykłym chlebem i jak beztrosko
przyjmujemy ten luksus (jestem na diecie bezglutenowej i na myśl o zwykłym
chlebie z piekarni, jakiego nie jadłam od lat pociekła mi ślinka).
Potem opowiadał o braku szacunku dla chleba, o tym jak trudno go zdobyć i
zakończył pochyleniem się nad wyjątkowo ciężką i ważną pracą rolnika, który
ziarno na chleb hoduje. A i jeszcze opowiadał, jak wydajemy pieniądze na
głupoty podczas gdy ludzie na świecie głodują.
To już budzi mój racjonalny, a nie emocjonalny sprzeciw.
Czy tylko ja myślę, że
- przepływ środków w gospodarce światowej nie jest taki prosty i np. nie
kupując głupot odbieram źródło utrzymania ich wytwórcy ?
- że chleb jest w dzisiejszych czasach dość łatwy do zdobycia i tylko
najbardziej patologicznym i biednym go brakuje ?
- że marnowanie chleba jest tym samym co marnowanie innych produktów ?
- że praca rolnika nie jest lepsza od pracy umysłowej czy usługowej ?