No właśnie.
Etymologia tego słowa jest pozytywna: łac. devotio 'ofiarowanie' od
devovēre 'ślubować; poświęcać (bóstwu); przeklinać'; zob. de-; vovēre, zob.
wotum.
Ale obecnie jest to słowo o zabarwieniu pejoratywnym.
Ale na czym polega zło dewocji? I co rozumiecie pod pojęciem dewocji?
Nie będę ukrywała, że jak każdy mój wątek, ma to związek z czymś ważnym w
moim życiu.
Tak sobie myślę, że ile ludzi, tyle chyba definicji dewocji. Dla pewnej
bliskiej mi osoby dewocją jest już samo chodzenie do kościoła (dla
wzmocnienia efektu do kościoła się nie chodzi, a "lata": "Ta dewotka cały cas
lata do kościoła"). Czy więc chodzi o samo wykonywanie praktyk religijnych?
Ale przecież w tym naprawdę nie ma nic złego, przeciwnie: Wierzymy, że w ten
sposób zacieśniamy swoją więź z Bgiem, że oddajemy Mu należną cześć itp.
Myślę więc sobie, że może problem jest w manifestacji, w ostentacyjności? Że
ma się wrażenie, że ta osoba to robi na pokaz? A może głębszy problem jest w
rozdźwięku? Np. moi sąsiedzi południowi "latają" do kościoła, wszystkie
nabożeństwa majowe, październikowe, dzień w dzień, całą rodziną. A
jednocześnie nie płacą za kubły i swoje śmieci wywożą do lasu. Więc może w
tym rzecz? Że co najmniej co niedzielę przystępuję do Komunii Św., a na co
dzień jestem złośliwa, wrzeszczę na dzieci, źle myślę o moim szefie... Ale
gdyby nie Eucharystia, to może dzieci biłabym do krwi, może o szefie nie
tylko myślałabym źle, ale poprzecinałabym mu opony w samochodzie?
Myślę sobie i myślę.
Nawet podeszłam do tego w ten sposób, że może dewocją są te praktyki
religijne, których JA nie wykonuję. Ale też nie. Mam kolegę (który nb nas
podczytuje, swoje dzieci wychowuje w wierze świetnie, jest czytaty i pisaty,
a zalogować się tutaj nie chce), który robi rzeczy, których ja nie tylko nie
byłabym w stanie wykonać (np. czuwanie całonocne przy Najświętszym
Sakramencie w klasztorze), ale po prostu nie chciałabym. A jednak w jego
wykonaniu nie odbieram tego jako dewocji, przeciwnie: podziwiam go bardzo
(no, ciesz się, kolego

).
No więc co jest?