alex05012000
20.09.07, 12:28
zdażyło sie i mnie czytać książeczkę o tematyce religijnej,
flamandzkiego księdza Phila Bosmansa ... dostałam w prezencie.
otóż jest tam m.in akapit:
"obrączka śluban jest znakiem miłości i wierności. niestety czasem
miłość i wierność mogą sie w burzę zamienić. w każdym małżenstwie
nadejść mogą dni bardzo krytyczne, kiedy wydaje się, ze wszystko juz
stracone. [..] wówczas pozostaje jedyny ratunek - otwarcie sie na
światło przez pojednanie w przebaczeniu."
przebaczenie i pojednanie - postawa bardzo szlaczetna, i o ile w
przypadku jakiś drobniejszych konfliktów, nieporozumień, kryzysów
małżenskich mniejszego kalibru rozumiem i popieram, to - i tu moje
pytanie - czy żona, przez lata maltretowana psychicznie i fizycznie,
molestowana, bita, poniżana, traktowana jak pomiotło i służąca,
zastraszana, wyzywana najgorszymi wyrazami, na oczach dzieci, którym
czasem również sie oberwało... od męza/ojca ma próbować mu wybaczyć
i sie pojednywać??? czy są jakieś granice tych naszych wzniosłych
uczuć pojednania i przebaczenia??? czy w perwnym momencie, po
pewnych czynach z drugiej strony mamy prawo powiedzieć nie, aby
ratowac swoje zdrowie i psychikę, i wyzwolić dzieci od
przemocy??? ... do tego wcale nie mamy pewności czy maż sie zmieni,
i czy jego nagłe "nawrócenie" nie jest li tylko wynikiem strachu
spowodowanym krokami żony zmierzającymi do przecięcia owej ślubnej
obrączki... tak mi przy lekturze przyszło na myśl, a rzecz nie o
moim małzenstwie ale prawdziwa, zresztą takich jest tysiące...