mamalgosia
12.10.07, 14:23
"Mamo, czy jak mi się śnił pociąg, to znaczy, że Pan Bóg mi mówi, że
będę kiedyś kolejarzem?"
Dlaczego Bóg nie mówi do nas przez sny?
Dawniej przecież mówił. W Piśmie Świętym mamy na to całe mnóstwo
dowodów. A to i tak tylko ułamek tego, co się działo, jak sądzę -
teksty mówią o tym z taką łatwością i oczywistością, że odczytywanie
snów musiało być normalne i na porządku dziennym. Gdy ktoś miał
jakiś szczególny sen, szukał jego wyjaśnienia, a nie odpędzał go od
siebie, że to tylko majaki.
Czy może w snach Bóg mówił o wielkich rzeczach, a moje sprawy są
małe i nic nieznaczące?
Ale nieprawda, bo przecież i w moim życiu zdarzają się sprawy
naprawdę ważne. A poza tym np. pstre, cętkowane i łaciate samce z
Rdz 31 nie są sprawą życia i śmierci, a Bóg się wypowiada o nich -
właśnie we śnie.
Myślałam też o tym, że mam może używać rozumu, a nie zdawać się na
sny - ale to przecież odnosi się do wszystkich tych osób, o których
mówi Biblia - a jednak do nich Bóg mówił w snach.
Myślałam: mamy pełnię Objawienia, w nim przykazy, nakazy i rady - to
powinno wystarczyć. Ale często są sytuacje w życiu (naprawdę mam
teraz trzy takie zagwozdki), że nie ma wyboru między dobrem i złem,
tylko między niewiadomym a niewiadomym, obie sytuacje o niewiadomym
zabarwieniu moralnym, oba wyjścia wydają się równie
nieprzewidywalne. Jeśli wtedy się modlę o rozeznanie, proszę Boga o
wskazówkę, bo naprawdę nie wiem - mógłby wtedy powiedzieć mi coś
przez jakiś symboliczny sen...
To przy założeniu, że Bóg już teraz w snach do nas nie mówi. A może
mówi?
Jeśli mówi, to dlaczego nauka Kościoła mówi o tym, by w sny nie
wierzyć?
Wymienia się wiarę w sny jednym tchem z zabobonami, wróżbami.
a w Biblii czytam:
"Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez
ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i
czary;" (Pwt 18, 10)
Tu właśnie nic nie ma o snach, a nie sądzę by autor zapomniał.
Gdyby św. Józef nie uwierzył w swój sen, nie uciekłby do Egiptu z
Nowonarodzonym (o ile w ogóle miałby z Kim uciekać, bo wcześniej
oddaliłby od siebie swoją Małżonkę, z którą przecież został bo miał
taki nakaz we śnie)
Może rzecz w tym, że sny bywają zwodnicze? Że niejasne i że łatwo o
nadinterpretację? O manipulację?
"Marzenia senne bardzo wielu w błąd wprowadziły,
którzy zawierzywszy im upadli" (Syr 34,1n.6n).
Nie mówię tutaj o sennikach typu: "Brudną wodę śnić - kłopoty w
pracy", ale o jakieś delikatne wskazówki, co dobre w danej, trudnej
sytuacji.
Dziś śniło mi się pewne warszawskie centrum handlowe i pałac
kultury. I tak sobie rano po tym śnie pomyślałam, że szkoda, że sny
takie są do niczego. Że mówią ewentualnie o naszych wspomnieniach, o
zmartwieniach, o przeżyciach, marzeniach... Ale dlaczego nie mówią
nic pożytecznego? Dlaczego Bóg mi nie powiedział "Wstań, weź
pieniądze i idź do prywatnej kliniki, bo czas nagli" lub: "Leż i
czekaj na miejsce z NFZ, bo to nie wymaga pośpiechu"???
"Wspomniałem sobie bowiem sen, który miałem o tych sprawach: nic w
nim nie było na próżno" (Est 10,3) - pięknie, prawda?
Porozmawiacie o snach?