mamalgosia
20.09.08, 09:53
No to skoro było o porażce, to teraz o sukcesie.
Myślę, że jestem w gronie Osób, które sukcesów w wychowaniu nie
przypisują sobie.
Ale porozmawiajmy na poziomie możliwości ludzkich - co odbieracie
jako sukces wychowawczy?
Kiedyś pisaliśmy o tym, jak nauczyć dziecko czegoś, czego się samemu
nie ma, lub - odwrotnie - jak nie zaszczepić tego co się ma, a co
nie jest dobre.
No więc mój Starszy wczoraj czytał Biblię z Tatusiem - o 12letnim
Jezusie w świątyni. I potem mówi do mnie tak: "Patrz, 12 lat, a taki
mądry! No, ale nie dziwi mnie to wcale. Ja mam 6 lat i też już
jestem taki mądry".
Czyli Starszy nie ma niskiego poczucia własnej wartości - nie lubię
zarozumialstwa, ale tyle w życiu się nacierpiałam (i jeszcze pewnie
nacierpię) i tyle spraw przegrałam przez niskie poczucie własnej
wartości, że cieszę się bardzo, że on tego nie ma. Wątpię aby to był
sukces wychowawczy mój - może on ma to w charakterze. A może
rzeczywiście chwalonemu to poczucie wzrasta?
Jestem bardziej skłonna dostrzegać porażki wychowawcze i własne
niedociągnięcia w macierzyńskiej karierze, niż sukcesy. I dlatego
własnie zakładam ten wątek.
Szukałam i wygrzebałam w głowie takie coś - chyba to można
podciągnąć pod sukces wychowawczy. otóż mój Bratanek przeklina. Jest
rówieśnikiem mojego Starszego, są w tym samym przedszkolu. Bratowa
mówi, że on to słyszy w przedszkolu i na filmach, stąd się nauczył.
Ale to nie do końca jest prawda - bo w domu też im sie zdarza użyć
słów, których własnie ich syn używa. A nasz na szczęście nie. A
słyszy to samo - tylko wie, że tych słów nie używamy. Nie jest
odgrodzony od przekleństw (ojej, wczoraj za nami po chodniku szło
dwóch młodzieńców "No ja mu, k... powiedzialem: Ch..., po.... cie,
czy co?"), ale przyjął nasze zasady za swoje - tych słów nie
używamy. Cieszę się z tego bardzo. Nie chcę sobie przypisywać
jakiejś ogromnej zasługi, ale malutką mogę, prawda?
Opowiadajcie!!