ruda_kasia
01.12.08, 09:49
Zwykle nie zakłądam tego typu watków (ewentualnie wpisuję sie w
zbiorczaki), ale sprawa jest dla mnie ważna. Moja babcia idzie do
szpitala. Spędziła tam już ok 1,5 roku w ciągu ostatnich 2-3 lat.
Starciła część stopu i stała się niedołężna. Teraz choruje druga
noga. I ona po raz pierwszy się załamuje. Wychowąła 4 dzieci, miała
męża alkoholika, zajmowąła się najmłodsza wnuczką. Zawsze silna,
zwrata i gotowa. Teraz emocje ją żrą, a ja widzę, że nie daje rady.
Bo wie, że albo od rauz starci nogę (tę na razie jeszcze całą), albo
może częśc uratują, a czeka ją znowu rok w szpitalu. Niestey jest
niewierząca. Znaczy tak mentalnie. Do kościoła chadząła tylko na
pogrzeby i z okazji. Ostatnio nawet na grób dziadka nie dała się
zawieźć. Modlę się dla niej o szybkie wyleczenie lub dorbą śmierć.
Wiedząc, że Bóg moze mieć inne plany. Kiedy była w szpitalu
poprzedni raz (całą moją ciążę i jeszcze trochę), gdy wracałam z
sądu płacząc po kłotni z małóznkiem, zatrzymała mnie na pasach
starowinka zakonnica, czy mogłabynm ją podwieźc na cmentarz.
OCzywiście to zrobiłam, rozmawiałyśmy w drodze, ona widząc moja
nietęga minę zparoponowała modlitwe, ja zaś, że dziękuję, ale jeśłi
może, niech modli się za moją babcię. Chyab pomogło. Teraz proszę
Was o wstawiennictwo. I wsparcie dla mnie, żebym mogła jutro jechać
i porozmawiać z nią o sakramentach. Tak naprawdę, jak nigdy dotąd.