Dodaj do ulubionych

"zdjęty litością..."

15.02.09, 14:10
W dzisiejszej Ewangelii pewien trędowaty prosi Jezusa o uzdrowienie. A Jezus -
zdjęty litością - uzdrawia go.

Ksiądz podczas homilii powiedział, że co my możemy mówić o trądzie, skoro
odrzucamy ludzi, którzy są kulawi, ważą mniej lub więcej niż trzeba, mają
słabszy wzrok, wiedzą mniej, są niepełnosprawni umysłowo lub fizycznie... I że
gdy następnym razem spotkamy taką osobą mamy popatrzeć na nich jak Jezus -
zdjęci litością.

Przyznam, że tak jakoś średnio mi się to podoba. Bo niby dlaczego mam patrzeć
z litością na kogoś kto widzi gorzej ode mnie? Czy ja niby jestem jakaś lepsza
od niego? On gorzej widzi, a ja jestem perfidna. Inny jest po porażeniu
mózgowym, a ja kłamię. Ktoś jest kulawy, a ja leniwa.
Kto na kogo powinien patrzeć z litością?
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: "zdjęty litością..." 15.02.09, 14:13
      I jeszcze sobie myślę, jakie w tym tkwi niebezpieczeństwo. Spojrzę z litością -
      ach, ten to potrzebuje pomocy! MOJEJ pomocy!
      A potem się okazuje, ze on nie potrzebuje mojej pomocy, bo sam sobie świetnie
      radzi. Albo nie radzi sobie, ale mojej pomocy nie chce. Albo nie radzi sobie,
      ale nie umiem mu pomóc. Albo - ta pomoc, którą mu daję, nie odpowiada mu.
      Bo powinnam być, a nie puszyć się, jaka to ta moja pomoc ważna.

      "Zdjęty litością"... Czym w ogóle jest litość?
      • minerwamcg Re: "zdjęty litością..." 15.02.09, 17:07
        mamalgosia napisała:

        > I jeszcze sobie myślę, jakie w tym tkwi niebezpieczeństwo. Spojrzę
        z litością -
        > ach, ten to potrzebuje pomocy! MOJEJ pomocy!

        Mamałgosiu, przemyśl trzy możliwości:

        1. Jezus spojrzał na trędowatego z litością - no, ale On mógł sobie
        na to pozwolić (tym bardziej, że był w stanie mu radykalnie pomóc),
        my prostaczkowie takiego prawa nie mamy, z naszej strony byłoby to
        niegodne wywyższanie się,

        2. Jezus spojrzał na trędowatego z litością - wzruszył się widząc
        ludzkie cierpienie, i co mógł, to zrobił, idźmy i my czyńmy
        podobnie, nawet jeżeli nie możemy tego samego co On,

        3. Jezus spojrzał na trędowatego z litością, ale my Mu tego nie
        pochwalamy smile

        Mnie sześć dwadzieścia, czy dziewczyna pakująca się do autobusu z
        wózkiem jest chuchrem niewiele mocniejszym od lokatorzątka wózka,
        czy Agatą Wróbel - oferuję pomoc, niekoniecznie rzucając się na
        wózek szczupakiem, raczej po prostu robiąc gest, gotowa się wycofać
        jeżeli dziewczyna jednak okaże się mistrzynią podnoszenia ciężarów.
        Chce, to dobrze, da sobie radę sama, drugie dobrze, a fakt, że
        zrobiłam to ja (JAAA, PROSIACZEK smile ma znaczenie drugorzędne, byłam
        najbliżej. Bo niby dlaczego nie ja?
        A jak mnie ktoś pomaga, czuję się miło. Doskonale rozumiem, że kogoś
        może ogarnąć litość na widok mojego mocno już odstającego z przodu
        płaszcza i zrobi miejsce na ławce, pomoże wsiąść do wukadki (diabli
        nadali z tą drabiną przy drzwiach!) itp. Dobrze się stało, mnie
        pomógł, u Szefa zapunktował, na moment świat stał się lepszy.
        Pewnie, że jakoś tam dałabym sobie radę sama, ale przy czyjejś
        pomocy poszło to lepiej, składniej, mniejszym kosztem.
        • mamalgosia Re: "zdjęty litością..." 15.02.09, 18:15
          minerwamcg napisała:


          >
          > 1. Jezus spojrzał na trędowatego z litością - no, ale On mógł
          sobie
          > na to pozwolić (tym bardziej, że był w stanie mu radykalnie
          pomóc),
          A, własnie, dokładnie o tym samym pomyślałam.
          Czyli litość, to uczucie, które można żywić, gdy się jest lepszym,
          wyższym niż osoba, do której jest ono skierowane. Do Boga
          mówimy "zlituj się" właśnie z tego powodu. Mogę powiedzieć też do
          kogoś, żeby się nade mną zlitował - gdy wiem, że ma możliwość pomóc.
          Ale czy mam prawo żywić litość do kogoś innego? Przecież nie jestem
          ani lepsza, ani wyższa niż on




          > my prostaczkowie takiego prawa nie mamy, z naszej strony byłoby to
          > niegodne wywyższanie się,

          no, ot co


          >
          > 2. Jezus spojrzał na trędowatego z litością - wzruszył się widząc
          > ludzkie cierpienie, i co mógł, to zrobił, idźmy i my czyńmy
          > podobnie, nawet jeżeli nie możemy tego samego co On,
          Ale dlaczego utożsamiać litość ze wzruszeniem????



          >
          > 3. Jezus spojrzał na trędowatego z litością, ale my Mu tego nie
          > pochwalamy smile
          Eeesmile


          >
          > Mnie sześć dwadzieścia, czy dziewczyna pakująca się do autobusu z
          > wózkiem jest chuchrem niewiele mocniejszym od lokatorzątka wózka,
          > czy Agatą Wróbel - oferuję pomoc,
          No tak, ale nie z litości chyba. Może z solidarności, dobroci,
          odruchu serca. Ale nie nazwałabym tego litością.
          BTW oczywiście to przykład hipotetyczny, bo Ty masz nic nie dźwigać!

          • minerwamcg Re: "zdjęty litością..." 15.02.09, 22:54
            No więc nie. Z mojej strony nie ma zgody na Jezusa patrzącego na
            człowieka z czymś, co miałoby bodaj cień cienia zabarwienia
            pogardliwego (choćby najbardziej usprawiedliwionego, biorąc pod
            uwagę, że był Bogiem), z jakimś bodaj śladowym wywyższaniem się -
            ponieważ istotą Wcielenia było właśnie uniżenie Syna Bożego. Gdyby
            tak nie było, narodziny w stajence byłyby nomen omen szopką, śmierć
            na krzyżu niezrozumiałą fanaberią a scena w wieczerniku szyderczym
            naigrawaniem się z apostołów.
            Jezus rzeczywiście i naprawdę stał się naszym bratem. Starszym,
            mądrzejszym - ale jednak kochającym i pełnym szacunku. Gdyby tak nie
            było, jakiż miałby powód, żeby w naszej podłej, zasyfiałej,
            trędowatej kondycji uczestniczyć?
            • mamalgosia Re: "zdjęty litością..." 16.02.09, 13:20
              ale skąd pogarda??
    • minerwamcg Re: "zdjęty litością..." 15.02.09, 16:41
      mamalgosia napisała:

      > Ksiądz podczas homilii powiedział, że co my możemy mówić o
      > trądzie, skoro odrzucamy ludzi, którzy są kulawi...

      Ksiądz odrzuca? A, to nieładnie.

      > Przyznam, że tak jakoś średnio mi się to podoba. Bo niby dlaczego
      > mam patrzeć z litością na kogoś kto widzi gorzej ode mnie? Czy ja
      > niby jestem jakaś lepsza od niego? On gorzej widzi, a ja jestem
      > perfidna. Inny jest po porażeniu mózgowym, a ja kłamię. Ktoś jest
      > kulawy, a ja leniwa.

      Czy naprawdę uważasz, że Jezus patrzał na trędowatego z myślą "ja
      jestem lepszy"??? Litość nabrała nie wiedzieć czemu odcienia
      pejoratywnego, utożsamia się ją z jakąś pogardą. A tymczasem litość
      o jakiej pisze Ewangelista jest raczej współczuciem. Współ-
      odczuwaniem.

      To jedno. A drugie, że czasem takie porównywanie się przenosi się na
      grunt moralny, i wtedy robi się naprawdę niebezpiecznie. Ktoś zabił
      swoją matkę? A ja jechałam tramwajem na gapę, więc jak mogę mówić,
      że jest zły? Ktoś znęca się nad rodziną? No tak, ale ja powiedziałam
      wczoraj swojemu dziecku "nie zawracaj głowy". Ktoś oczernia moją
      ojczyznę, wiarę, Kościół? Ale ja wczoraj pomyślałam o mojej
      sąsiadce, że jest okropna. Więc jak w ogóle mogę mówić o złu, skoro
      nie jestem święta?
      I w efekcie okazuje się, że niczego nie można nazwać po imieniu.
      • mamalgosia Re: "zdjęty litością..." 15.02.09, 18:23
        minerwamcg napisała:

        > Ksiądz odrzuca? A, to nieładnie.
        No, nie wiem, tak mówiłsmile


        >
        > Czy naprawdę uważasz, że Jezus patrzał na trędowatego z myślą "ja
        > jestem lepszy"???
        Nie wykluczam. Jestem lepszy i mogę wszystko, a ciebie mi żal.
        Chory, samotny, wykluczony ze społeczności, sam sobie nie możesz
        pomóc, a Ja ci pomóc mogę.


        Litość nabrała nie wiedzieć czemu odcienia
        > pejoratywnego, utożsamia się ją z jakąś pogardą.
        Zastanawiałam się nad tym wiele razy. i chyba na jakims forum już
        pogadanka byłą. Wiele razy spotkałąm się w filmie cyz literaturze z
        wyrzuconymi przez kogoś słowami: "ja twojej litości nie potrzebuję".
        I nie chcemy, by ktoś był z nami z litości tylko z miłości.
        No, ma zabarwienie pejoratywne, albo właśnie ta wyższość. Moim
        zdaniem to nieodzowne elementy, które odróżniają litość od
        współczucia.


        A drugie, że czasem takie porównywanie się przenosi się na
        > grunt moralny, i wtedy robi się naprawdę niebezpiecznie. Ktoś
        zabił
        > swoją matkę? A ja jechałam tramwajem na gapę, więc jak mogę mówić,
        > że jest zły?
        A co w tym niebezpiecznego? Uważasz, że masz prawo okreslić kogoś
        jako "złego" - nawet jeśli znasz jego czyny?
        To tak trochę obok tematu, bo przecież wymienione przez księdza
        osoby (upośledzone, niedowidzące, kulawe itd) nie są złe -
        przynajmniej nie z wymienionego powodu


        mówić o złu, skoro
        > nie jestem święta?
        O złu mogę. Ale nie mogę okreslić człowieka jako złego. Czy gorszego
        od siebie

        • maadzik3 Re: "zdjęty litością..." 15.02.09, 19:17
          Mysle ze litosc jest w tym sensie prerogatywa Boska ze nigdy nie bedzie w
          stosunku do ludzi wywyzszaniem sie, o czym byla juz mowa. Zreszta bardzo mi sie
          Wasza dyskusja podobala.
          Litosc dawniej bywala synonimem wspoldoczuwania, ale tu sie chyba zmienil po
          prostu jezyk rozdzielajac znaczenia i przypisujac litosci to gorsze... Nie
          chcemy litosci a zrozumienia dla naszej sytuacji, wspolodczuwania, milosci... I
          to wlasnie Pan dal tredowatemu. I jeszcze prawdziwa pomoc. A nie tylko chwile
          litosci bez wnikania w jego glab. Roznica? Dla litujacego sie drugi jest
          przedmiotem ktory umozliwia pokazanie wlasnej wyzszosci, skutecznosci dzialania,
          potwierdzeniem slusznosci dotad dokonanych wyborow (skoro nie jest w tak
          fatalnej sytuacji), jednym slowem litosc w tym sensie sluzy ego litujacego sie.
          Wspolodczuwanie, milosc, zrozumienie sa ukierunkowane na druga osobe i
          podmiotowe jej traktowanie. I jakos nie mam watpliwosci ze o to Panu Naszemu
          chodzilo...
          • mamalgosia Re: "zdjęty litością..." 16.02.09, 13:22
            maadzik3 napisała:
            > Litosc dawniej bywala synonimem wspoldoczuwania, ale tu sie chyba
            zmienil po
            > prostu jezyk rozdzielajac znaczenia
            Tak, też tak myślę. Jednak ksiądz wypowiedział tę homilię w czasach
            współczesnych i mógł to wziąć pod uwagę.
            Nie piszę tego, by go w jakikolwiek sposób obwiniać, bo jednak
            pobudził do myślenia (a, to niekoniecznie dobra robotasmile).
    • kudyn Re: "zdjęty litością..." 15.02.09, 20:11
      słowo litość można tłumaczyć jeszcze jako serdeczność, czułość, miłość
      • minerwamcg Re: "zdjęty litością..." 15.02.09, 22:26
        No więc ja bym sięgnęła do źródeł. Do oryginału, żeby sprawdzić,
        jakiego słowa tam użyto i co ono w danych realiach oznaczało. Bo mam
        grube podejrzenie, że tłumacze użyli tutaj "litości" w zupełnie
        innym znaczeniu, niż przywykło się tego słowa używać we współczesnej
        polszczyźnie.
        Nie wierzę bowiem, żeby stosunek Jezusa do ludzi mógł mieć
        zabarwienie pogardliwe. Nawet jeżeli On będąc Bogiem mógł sobie na
        to pozwolić - to właśnie Jego wyjątkowość polegała na tym, że sobie
        nie pozwalał, choć mógł.
        Dlatego sądzę, że tłumacze użyli tu "litości" w nieco bardziej
        archaicznym znaczeniu, jako właśnie synonim współczucia. O "litości
        Boga" mówi się wszak w polszczyźnie od zawsze i jest to wyraz w
        jakiś sposób "tradycyjny" - ale to znaczenie pochodzi z czasów,
        kiedy jeszcze to słowo pogardliwie nacechowane nie było.
        • kudyn Re: "zdjęty litością..." 16.02.09, 00:27
          Nie napisałem tego, ale mój wcześniejszy post wynikał z sięgnięcia do oryginału.
          Moja żona ciągle mi wypomina skróty myślowe.
          W moim przekonaniu nie ma to nic wspólnego z pogardą.
          • mamalgosia Re: "zdjęty litością..." 16.02.09, 13:26
            W ogóle nie wiem, skąd się wzięła pogarda w tej rozmowie!
            Czy wyższość musi ją oznaczać? Absolutnie nie!
        • mamalgosia Re: "zdjęty litością..." 16.02.09, 13:25
          minerwo - jak już napisałam powyżej - własciwie ja nie dyskutuję nad
          tekstem ewangelicznym (choć oczywiście trochę, siłą rzeczy też), ale
          nad tym co usłyszałam w homilii, której autor zna już dzisiejsze
          zabarwienie tego słowa.
          A może nie zna? A może zna i celowo zastosował? A może nie zgłębił?
          Tak mnie to jakoś zaciekawiło.
          Rozważam teoretycznie, bo nad tym, kto we mnie wzbudzxa litość, nie
          panuję (ewentualnie nad dalszym postępowaniem, a i to nie zawsze),
          nie panuję też nad tym, w kim ja wzbudzam litość, czy wręcz
          politowanie (o, jeszcze inne słowo)
    • isma Re: "zdjęty litością..." 15.02.09, 22:24
      No, nie, dlaczego nie?
      Litosc, ze czlowiek, to stworzenie Boze chciane przez Boga dla niego samego
      (moze nierowne aniolom, ale prawie), w tak wielu rzeczach jednak niedomaga.
      Placzemy nad innym, w istocie placzac nad soba.
      • mamalgosia Re: "zdjęty litością..." 16.02.09, 13:28
        Właściwie chyba dla mnie rzecz w tym, że nie mam prawa mówić, kto
        niedomaga akurat. Bo żal mi kulawego, a w rzeczywistości ja jestem
        bardziej kulawa.
    • atama Litość 16.02.09, 07:13
      A spróbujmy litość jakoś zdefiniować. Potrzeba nam chyba najpierw
      zgody co do rozumienia słowa.
      Litość to smutek z cudzego zła (chyba za Jan Damasceński)?
      • mmb Re: Litość 16.02.09, 08:47
        Cała dyskusja zaczęła się od homilii w której ksiądz zalecał litość wobec innych
        od nas ludzi.
        Wracając do tej wypowiedzi nie byłoby całej tej dyskusji gdyby On zdefiniował
        czym jest litość.
        Druga sprawa to że ksiądz zalecając litość wobec osób kulawych, o słabszym
        wzroku, z nadwagą lub niedowagą potwierdził że jego zdaniem z powodu tych
        przypadłości litości potrzebują - czyli są w gorszej niż my zdrowi/normalni
        ludzie sytuacji.
        Niezależnie od tego jak zdefiniujemy słowo litość, dla mnie słowa nieznanego mi
        księdza są niewłaściwe bo zakładają że samo to że ktoś jest inny powoduje że
        mamy się nad nim litować/współczuć mu itp.
        Możliwe że się trochę zamotałam ale chodzi mi o to że ja na przykład podpadam
        pod aż trzy wymienionych przez księdza kategorii: kuleję, mam słaby wzrok i
        jestem gruba. Nie widzę jednak powodu by mi ktos miał współczuć czy się litować
        - radzę sobie w życiu a moje problemy zdrowotne towarzyszą mi od tak dawna że są
        po prostu częścią mnie.
        Oczywiście że gdy potrzebuje pomocy to o nią proszę i z wdzięcznością tę pomoc
        przyjm. Z reguły jednak radzę sobie dobrze sama i nie uważam by moja sytuacja
        wymagała by ktoś mi współczuł czy nawet próbował wczuć się w moją sytuację.
        • atama Re: Litość 16.02.09, 10:07
          No właśnie wydaje mi się, że ujednolicenie pojęć jest dla tej
          dyskusji niezbędne. Ksiądz tego nie zrobił, ale nie z nim tu
          rozmawiamy. Dywagujemy nt. problemu i na te potrzeby swoista
          definicja by się przydała.
          Tym bardziej, że szczególnie jeśli o litość chodzi, to jasności w
          dzisiejszych czasach co do znaczenia tego słowa nie ma. Zupełnie
          inaczej rozumiano je w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Zupełnie
          inaczej dzisiaj, kiedy jest śmiem twierdzić nacechowane dość
          negatywnie.
          We mnie również budzą się negatywne skojarzenia z postawą listości.
          A uczucie to uznawane było (jest?) za cnotę...
          • mmb Re: Litość 16.02.09, 10:14
            A ja nadal twierdzę że niezależnie od definicji pojęcia litość, nie powinniśmy
            na dzień dobry na podstawie zewnętrznych cech szuflatkowac czy osobie z którą
            mamy kontakt mamy okazać litość/współczucie.
            Do każdego powinniśmy podchodzić z miłością i być otwartym na ich problemy -
            gotowym okazać w razie potrzeby pomoc!

            Tak samo naszej pomocy może potrzebować silny mężczyzna który właśnie skręcił
            nogę na ulicy jak i przewlekle chora kobieta.
            Nie zgadzam się na szufladkowanie komu należy współczuć a komu nie.
            • atama Re: Litość 16.02.09, 10:23
              mmb napisała:
              >twierdzę że niezależnie od definicji pojęcia litość, nie powinniśmy
              > na dzień dobry na podstawie zewnętrznych cech szuflatkowac czy
              osobie z którą
              > mamy kontakt mamy okazać litość/współczucie.

              i tu się zgadzamy. Również zakładam, że najpierw trzeba poznać, czy
              zło się komuś dzieje, czy nie.
            • minerwamcg Re: Litość 16.02.09, 10:28
              Ok, ale o ile wiem, nikt w tej dyskusji (a także ksiądz) tego nie
              proponuje.
              Dobrze. Zatem ustalmy sobie, czym jest litość w pojęciu Ewangelisty
              (i jego tłumacza), to będziemy wiedzieli, czym jest wg Szefa.
              Proponuję jednak, dla dobra dyskusji i jeszcze z kilku innych
              powodów, założyć dobrą wolę księdza, i uznać, że w tej sprawie
              radził nam po prostu naśladować Jezusa. Co jest, jak by nie było,
              częstym zaleceniem ze strony duszpasterzy smile
        • atama Re: Litość 16.02.09, 10:21
          Przyjmując, że litość jest smutkiem z czyjegoś zła, można się
          zastanowić nad tym słabym wzrokiem na przykład. Jeśli Tobie to nie
          przeszkadza i złem dla Ciebie nie jest, to i nie ma miejsca na
          litość. Jeśli natomiast cierpisz z powodu słabego wzroku, to czy
          czyjś smutek nie byłby Ci w jakimś sensie miły? Że kogoś zło, które
          Ci się dzieje w ogóle obchodzi?
        • mamalgosia Re: Litość 16.02.09, 13:33
          mmb napisała:

          > Druga sprawa to że ksiądz zalecając litość wobec osób kulawych, o
          słabszym
          > wzroku, z nadwagą lub niedowagą potwierdził że jego zdaniem z
          powodu tych
          > przypadłości litości potrzebują - czyli są w gorszej niż my
          zdrowi/normalni

          O! O! Chyba o to mi włąśnie chodzi! ("chyba", bo ja nigdy nie wiem,
          o co chodzi, nawet mnie samej)

          Bo po pierwsze: czy mam prawo litować się nad kims - to już omawiamy
          powyżej - że zależy jak rozumienmy słowo "litość".
          A po drugie: co ewentualnie do tej litości upoważnia. I co to
          Ta "normalność" - bez nogi to już nienormalny?




          > księdza są niewłaściwe bo zakładają że samo to że ktoś jest inny
          powoduje że
          > mamy się nad nim litować/współczuć mu itp.
          no, no, własnie. Ale wydaje mi się, że on to właśnie chciał
          powiedzieć.

          Chyba napiszę do niego mailasmile



          > Możliwe że się trochę zamotałam ale chodzi mi o to że ja na
          przykład podpadam
          > pod aż trzy wymienionych przez księdza kategorii: kuleję, mam
          słaby wzrok i
          > jestem gruba.
          Mnie sie wydaje, że może i się zamotałaś, ale ja w tym zamotaniu
          odkryłam, że są to moje myślismile


          Nie widzę jednak powodu by mi ktos miał współczuć czy się litować
          > - radzę sobie w życiu a moje problemy zdrowotne towarzyszą mi od
          tak dawna że s
          > ą
          > po prostu częścią mnie.
          A ja chciałabym, żeby ktoś moje słabości brał pod uwage, czy nawet
          użalił się, litował itp. Ale nie moge się zgodzić, że z samego faktu
          posiadania krótkowzrocznych oczu zasługuję na litość

          • minerwamcg Re: Litość 16.02.09, 17:00
            Nie mam aż tak przewrócone w głowie, żeby sobie życzyć lub nie
            życzyć pod moim adresem takich czy innych myśli, uczuć czy słów
            (jeśli nie trafiają wprost do mnie). Za większość rzeczy, które
            myślą o mnie moi bliźni nie odpowiadam, i dopóki nie daję powodów do
            zgorszenia, odpowiadać nie mam zamiaru.
            I o to samo proszę swoich bliźnich. Niech mi będzie wolno współczuć
            niewidomemu, kulawemu, cukrzykowi sto trzydzieści kilo żywej wagi i
            anorektyczce trzydzieści kilo ledwie żywej wagi. Póki nie kiwam nad
            nimi głową pytając "ojeeej, a próbowałeś/aś z tym coś zrobić?" moje
            uczucia pozostają moje.
            Dopóki ktoś nie użala się nade mną "biedactwo, a jak ty sobie
            poradzisz z tym dzieckiem, trzeba było najpierw zmienić pracę/
            zmienić mieszkanie/zmienić samochód/zmienić męża/zmienić kota/cofnąć
            czas o dwadzieścia lat - niepotrzebne skreślić" - niechże mi
            współczuje do woli. Jak się zacznie użalać, zaproponuję mu
            pilnowanie swojego nosa, do czego również upoważniam go wobec mnie,
            na wypadek gdybym zaczęła się użalać nad nim.
            • mamalgosia Re: Litość 18.02.09, 11:01
              Czyli: współczucie - tak, użalanie się - nie?
              • minerwamcg Re: Litość 18.02.09, 14:13
                Jeżeli ktoś nie ma zamiaru okazać mi pomocy, solidarności lub
                duchowego wsparcia, a jedynie nasycić moim kosztem swoją
                Schadenfreude - niechże spada na egzotyczną roślinę wieloletnią o
                drewniejących łodygach. Takoż powinnam uczynić i ja, kiedy ogarnie
                mnie pokusa potraktować niedolę bliźniego swego w podobnie pastewny
                sposób.
    • mamalgosia zachowanie wobec inności 16.02.09, 13:38
      Bo o to chyba chodzi?
      Jesli człowiek INNY pod jakimś względem (myślę, że każdy z nas łapie
      się pod tę kategorię w jakiejś, drobnej chociaż kwestii), to nie
      zasługuje chyba z automatu na litość? No, zapewne wszystkich ludzi
      powinno nam być zalsmile, ale tak konkretnie: jak zachowywac się wobec
      osób w jakiś sposób innych? Normalnie, prawda? Potrzebują pomocy -
      próbowac udzielić. Ale chyba najważniejsze to być i widzieć w nich
      (w nas!) człowieka, równego sobie, równego wszystkim.
      I chyba to mi w tej homilii nie pasowało?

      Wiecie co, ten ksiądz jest polinezyjczykiemsmile))
    • mader1 Re: "zdjęty litością..." 16.02.09, 15:15
      Nasz ksiądz poszedł w inną stronę...
      Też uderzyłoby mnie to kazanie i poczułabym się nieswojo.
      Litość... jeżeli miłość to uczucie dominujące w człowieku - miłość do drugiego
      człowieka, bliźniego - i litość, współczucie, tkliwość, czułość, miłosierdzie to
      jedynie różne formy wyrażające tę miłość na taki sposób na jaki człowieka stać,
      zgoda. No ale muszą one być "podporządkowane " miłości ( a jak pisał Kudyn -
      chyba było tak w tekście)
      Natomiast litość może kojarzyć się z uczuciem okazywanym przez pana lub wroga.
      O ile możemy zgodzić się na Boga- Pana, to przed wrogiem i przed człowiekiem
      panem, chcielibyśmy stanąć jak równy z równym...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka