Dodaj do ulubionych

O działaniu szatana

20.06.09, 20:01
Nie umiem zatytułowac wątku smile. Przeczytalam krotki wywiad z
egzorcysta z diecezji warszawsko-praskiej.
wiadomosci.onet.pl/1561444,240,1,wypedzam_szatana_w_imie_chrystusa,kioskart.html

Niby nic szczególnego, wiekszosc z tego co powiedział juz czytalam,
wiem i zgadzam sie. Uderzyly mnie natomiast słowa - opisuje tutaj
proces uwolnienia od opetania czy zniewolenia pewnej dziewczyny
"Po kilku latach, gdy już mogła się modlić i spokojnie rozmawiać o
swojej sytuacji, powiedziała ciekawą rzecz: proszę księdza, ten
diabeł jest taki konkretny… I urwała. Dodałem wtedy: a Pan Bóg taki
nieuchwytny. Potwierdziła: tak, właśnie tak. Ta dziewczyna działała
na zasadzie: zamawiam coś u diabła i to się realizuje. Szatanie,
chcę tego i tego: mocy, zdolności, wiedzy. I to otrzymywała. A do
Pana Boga możemy się zwracać i nie dostać nic. Bóg bowiem mówi do
nas: nie będę spełniał twoich wszystkich zachcianek, bo to ty masz
iść za mną. Bóg prowadzi nas drogą wiary i wie najlepiej, co dla nas
jest dobre"

Szatanie, chcę tego a tego: zdrowia, sily, pracy, pieniedzy i mam
to. No własnie... Jestem bardzo daleko od twierdzenia że Bóg daje
nam wyłacznie cierpienie albo głownie ono, że Jego życzeniem jest
aby Jego słudzy żyli w nędzy, głodzie i chorobach. Cała Ewangelia
zachęca do ufnosci w Opatrznosc, wszystkie włosy na naszych głowach
są policzone, jestesmy ważniejsi niz wroble czy lilie wodne itd itd.

A jednoczesnie uderza fakt, że wiekszość niewierzacych to jednak
ludzie sukcesu (absolutnie nie wszyscy, niech sie nie obrazaja nasi
forumowi ateisci please). Uderza że ci ktorzy wybrali droge bez
Boga, ktorzy mieszkaja w luksusach i co roku jeżdzą za granice a
dzieci posyłaja do prywatnych szkoł - pędza takie zycie bez żadnych
wstrząsów i dramatów. ich dzieci nie choruja tak jak inne, nie sa
obciazone wadami genetycznymi, dom nie ulega spaleniu, teść
wypadkowi a wspołmałżonek udarowi. Nie mowie że "nigdy" ale mam
takich znajomych i widzę że nawet nie potrafia zrozumiec że na
przyklad jedna osoba moze miec 5 roznych chorob ktore sie beda po
kolei ujawniac. To niemozliwe po prostu. Tak mysle że gdyby nagle
zaczeli tracic te dobra i poziom zycia, zaistanialaby szansa
zwrocenia sie do Boga wiec Jego przeciwnik stara sie i otacza ich
dobrami.
A dlaczego ludzie, ktorzy dbaja o swoja relacje z Bogiem maja takie
okresy w życiu że - jak w przypadku mamalgosi- ktos ich pyta "czy
was ktos przeklął?". Na pewno odpowiedzi na takie pytanie udziela
dosc dokladnie Pismo sw. zarowno Nowy jak i Stary Testament. I
Psalmy i ksiega Hioba i fragmenty wielu innych.

Uderzylo mnie to podsumowanie ksiedza, jakże trafne - że szatan
dziala tak aby dawac czlowiekowi wszystko czego on chce i zapragnie
a usmiercic jego dusze. Pozornie pozwala sie prowadzic i gra role
bardziej dobrego od Boga - bo daje zdrowie, prace i powodzenie gdy
czlowiek poprosi. Zas Bóg chce aby czlowiek pozwolil sie prowadzic,
często nie daje powodzenia w zyciu ale za to Samego siebie i zycie
wieczne.

Oczywiscie rownie dobrze zdrowie czy praca moze byc łaska wymodlona
u Boga zas brak ich próba zesłana przez Boga albo dopuszczoną. Ale
chodzi mi o to powracajace pytanie odnosnie wielu ludzi "żyją
bezbożnie a tak dobrze im sie wiedzie".
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: O działaniu szatana 20.06.09, 20:41
      kiedyś stawiałam sobie podobne pytania. Wręcz wydawało mi się, że
      wiara w Boga wręcz wyklucza powodzenie w rozumnieniu ziemskim.
      Zwłascza, że w pewnych sferach wzrostowi wary towarzyszyły poważne
      problemy. Dziś juz tak nie myślę. Też znam ludzi sukcesu żyjacych
      daleko od Boga. Ale nie zazdroszczę. Moze i mają dużo. Ale czy
      wszystko? Pieniądze i zdrowie często tak, ale w zamian mają też
      często samotność, brak prawdziwych przyjaciół, albo po prostu czują,
      ze czegoś im brak, choć nie do końca potrafia powiedzieć czego. To
      nie jest tak, ze można być bezwarunkowo szcześliwym bez wiary i
      Boga - choć pewnie Verdana zaraz mnie zakrzyczy wink
    • magdalaena1977 Re: O działaniu szatana 20.06.09, 20:50
      sion2 napisała:

      > " A do Pana Boga możemy się zwracać i nie dostać nic.
      > Bóg bowiem mówi do nas: nie będę spełniał twoich wszystkich
      > zachcianek, bo to ty masz iść za mną.
      > Bóg prowadzi nas drogą wiary i wie najlepiej,
      > co dla nas jest dobre"
      Uważam, że ta myśl powinna być znacznie szerzej rozpropagowana.
      Bo wiele osób trwa w złudzeniu, że "działająca" modlitwa przynosi natychmiastowe
      skutki, praktyki religijne muszą dawać przyjemność i satysfakcję, nie mówiąc o
      zaprzeczaniu istnienia Boga wobec okropności świata.

      > A jednoczesnie uderza fakt, że wiekszość niewierzacych to jednak
      > ludzie sukcesu (absolutnie nie wszyscy, niech sie nie obrazaja nasi
      > forumowi ateisci please).
      Ja zupełnie nie mam takiego wrażenia. Jest mnóstwo osób niewierzących, które
      cienko przędą, nie mają kasy, nie radzą sobie w związkach ...
      Jednocześnie wiara wielu prostych ludzi jest bardzo płytka i skoncentrowana na
      zewnętrznych obrzędach - i wcale się nie kłóci np. z wiara we wróżby. A ludzie
      sukcesu (a więc raczej lepiej wykształceni) będą bardziej otwarcie przyznawać
      się do swojego ateizmu.
      • ula27121 Re: O działaniu szatana 20.06.09, 21:05
        magdalaena1977 napisała:


        > Jednocześnie wiara wielu prostych ludzi jest bardzo płytka i skoncentrowana na
        > zewnętrznych obrzędach - i wcale się nie kłóci np. z wiara we wróżby.

        A wiesz....ja takie zjawisko obserwuję wśród ludzi dosyć dobrze wykształconych...
        • nati1011 Re: O działaniu szatana 20.06.09, 21:12
          ula27121 napisała:

          ula27121 napisała:

          > magdalaena1977 napisała:
          >
          >
          > > Jednocześnie wiara wielu prostych ludzi jest bardzo płytka i
          skoncentrowa
          > na na
          > > zewnętrznych obrzędach - i wcale się nie kłóci np. z wiara we
          wróżby.
          >
          > A wiesz....ja takie zjawisko obserwuję wśród ludzi dosyć dobrze
          wykształconych
          > ...

          Ja bym nawet powiedziała, ze wróżbiarstwo to specyficzna moda
          właśnie wśród warstw srednich czy tych wykształconych. Prosci ludzie
          to przewanie czasu ani kasy na takie "zabawy" nie mają. Za to
          cześciej korzystają z "leczenia" niekonwencjonalnego bo nie mają
          znajomości ani pieniedzy na prywatne leczenie
          • magdalaena1977 Re: O działaniu szatana 20.06.09, 21:28
            nati1011 napisała:

            > Ja bym nawet powiedziała, ze wróżbiarstwo to specyficzna moda
            > właśnie wśród warstw srednich czy tych wykształconych.
            Aleczy to są ludzie, których można określić jako wierzących ?
            Bo koło mnie taka wiara we wróżby, czytanie horoskopów dotyczy raczej osób,
            które nie chodzą do kościoła i w ogóle są z Bogiem raczej na bakier.
            A wśród prostych (starszych i niewykształconych) ludzi spotykałam się bardziej z
            taką magiczną wizją świata, gdzie egzystują diabły, przesądy i Matka Boska.
    • nati1011 o horoskopach 20.06.09, 21:09
      Z wywiadu. Ksiadz egzorcysta o "niewinnych" horoskopach:


      A czytanie horoskopów też może być niebezpieczne? Przecież większość
      osób robi to dla zabawy.

      Nie wierzę, że ktoś sięga dla zabawy do horoskopu. Jeśli ktoś
      zakłada, że przeczyta sobie horoskop, by zobaczyć, co go dziś czeka,
      to warto zapytać, komu on wierzy – bo z pewnością nie Bogu. Czytanie
      horoskopu może być otwarciem drzwi dla Szatana i zaproszeniem go do
      siebie. Miałem do czynienia z osobami, które właśnie w ten sposób
      zaczynały. Jeśli ktoś zaczyna przejawiać zainteresowanie
      wróżbiarstwem, dla mnie jest to sygnał, że on już jest w coś
      uwikłany. Wystarczy w takiej praktyce wziąć udział kilka razy, by
      już doświadczyć uzależnienia.

      I co wtedy może się stać?

      Nawet najbardziej subtelne formy uzależnienia od takich praktyk
      powodują, że ich uczestnik nie będzie w stanie iść drogą Bożą.
      Będzie np. napotykał przeszkody w modlitwie. Poza tym diabeł, gdy
      już ktoś się od niego uzależni, to łatwo nie zrezygnuje.
      Uzależnienie pogłębia się, bo zły duch wciąga swą ofiarę w coraz to
      nowe formy uzależnienia. Konsekwencją tego są lęki, depresje,
      koszmary nocne.
    • ese1 Re: O działaniu szatana 20.06.09, 21:34
      w zasadzie to nam sie wydaje, ze jezeli komus sie powodzi, ma slawe i pieniadze
      i zdrowie, musi byc szczesliwy...
      miewam do czynienia z takimi ludzmi i zapewniam cie, ze choc czasami oni uznaja
      sie za szczesliwych (bo gdyby nie, to przeczyliby sami sobie) to ja dziekuje za
      takie 'szczescie'. Oczywiscie to taki skrajny przypadek uogolniony.
      a choroba nie wybiera... tutaj nie ma reguly
    • ula27121 Re: O działaniu szatana 20.06.09, 22:25
      sion2 napisała:

      > Ta dziewczyna działała
      > na zasadzie: zamawiam coś u diabła i to się realizuje. Szatanie,
      > chcę tego i tego: mocy, zdolności, wiedzy. I to otrzymywała. A do
      > Pana Boga możemy się zwracać i nie dostać nic.

      Właśnie. To jest to! Ja się ostatnio zastanawiałam nad fenomenem feng szui. Mam
      kolegę, który na egzaminie ze specjalizacji rozsypywał w okół siebie jakiś mak,
      a wcześniej zasięgał porad fachowca kiedy najlepiej do tego egzaminu
      przystępować.....i dla mnie było to trochę szokujące. Bo on naprawdę jest
      lekarzem z powołania, ma sporą wiedzę....zastanawiając się nad tym doszłam do
      wniosku, że ludzie gotowi są zrobić naprawdę bardzo wiele żeby dostać to czego
      pragną ( ja pewnie też). Bo ja nie zawsze byłam religijna ale jakoś tak miałam
      poczucie, że czasem porażki wychodzą na dobre. Że czasem nie dostajemy tego co
      byśmy chcieli żeby później dostać coś lepszego.
      Teraz ta wiedza ma dla mnie wymiar religijny. Wiem ( nie tylko z przeświadczenia
      ale i z obserwacji czy historii innych ludzi), że czasem to "nic" jest czymś
      wielkim ale można to ocenić dopiero w kontekście całego życia.

      > A dlaczego ludzie, ktorzy dbaja o swoja relacje z Bogiem maja takie
      > okresy w życiu że - jak w przypadku mamalgosi- ktos ich pyta "czy
      > was ktos przeklął

      Znam wiele osób, które dbają a nie miały takich doświadczeń....ja się staram
      dbać o te relacje ( może za słabo) a na razie moje życie bardziej przypomina
      życie tych, których opisałaś jako żyjących bez Boga. Chciałabym, żeby tak
      zostało....ale wiem, że nie mam i nie będę mieć na to wpływu. Poczucie tego, że
      wszystko dostaje jest u mnie bardzo mocne.

      Ale
      > chodzi mi o to powracajace pytanie odnosnie wielu ludzi "żyją
      > bezbożnie a tak dobrze im sie wiedzie".
      >

      No tak to jest....
      • nati1011 Re: O działaniu szatana 21.06.09, 08:46
        szczęście to nie powodzenie i sukces materialny.

        Patrząc z boku można widzieć sielankę, gdy tymczasem w środku
        rozgrywa się dramat.

        I odwrotnie, to co dla nas jest katastrofą wcale nie musi byc tym
        samym dla innych.

    • a_weasley Podobno w okopach nie ma niewierzących 21.06.09, 12:28
      Nigdy nie byłem, ale ci, co byli, tak twierdzą. Kapelani takoż.
      Jak człowiek kwitnie zdrowiem i powodzeniem w życiu osobistym i
      pracy zawodowej i problem ma głównie z upchnięciem plonów do
      spichlerzy, to szansa, że mu się w rzyci przewróci, uzna, że to
      wszystko jest naturalne, jest taki cudowny i wspaniały, a Bóg nie
      jest mu do niczego potrzebny, oczywiście rośnie.
      Jak raz i drugi przejedzie wzmiankowaną częścią ciała po tłuczonym
      szkle, to się może zastanowi.
      • nati1011 Re: Podobno w okopach nie ma niewierzących 21.06.09, 16:25
        I nie dokońca jest to efekt znanego porzekadła: jakt trwoga to do
        Boga.

        CHodzi raczej o inną perspektywę widzenia, przewartosciowanie
        swojego życia, a także utratę kontroli. Wtedy po prostu najłatwiej
        poczuć Boga.
    • ekan13 Re: O działaniu szatana 22.06.09, 00:06
      Szatan, jak pisze w Apokalipsie Sw Jan, ma mało czasu i świadomość ograniczenia tego czasu, więc musi działać spektakularnie.
      Bóg to nieskończoność, Jego zaden czas się nie ima bo jest jego władcą.
      Apokalipsa dość obrazowo ukazuje tę toczącą się walkę i jej finał...
    • mamalgosia Re: O działaniu szatana 22.06.09, 11:31
      Myślę, że "żyją bezboźnie a dobrze im się wiedzie" można rozumieć
      dwojako.
      Co znaczy: bezbożnie?
      a) bez Boga. Tzn bez odniesienia do Boga. Ale chyba wcale tak nie
      jest, że osoby, które żyją bez odniesienia do Boga mają lekko. Na to
      chyba nie ma żadnej reguły. Ateiści by nie chorowali.
      b) jest coś w tym słowie pejoratywnego. Tzn nie brzmi to tak samo,
      jak ateista. Czyżby ktoś świadomie czyniący zło? Niechcący się od
      zła odwrócić? Wtedy może być prawdziwe, że szatan takie swoje sługi
      nagradza.

      Dla mnie wszystko staje się coraz większą tajemnicą. Niezawinione
      cierpienie, ale i również niezasłużone dobro!

      Na wykładach mówiono nam, ze człowiek będący w stanie łaski
      uświęcającej może sobie niejako zasługiwać na niebo. No więc jego
      dobre uczynki szykują mu mieszkanie w domu Ojca. A człowiek któremu
      na więzi z Bogiem nie zależy (bezbożnik?) też przecież może robić
      masę dobrych rzeczy. I żeby one nie przeszły bez echa, żeby też były
      jakoś nagordzone, to mu się może lepiej wiedzie. Brzmi ta teoria
      nawet dość spójnie, ale mnie osobiście średnio przekonujesmile Choć
      wierzę, że ładna willa bezbożnika to nagroda Boża a nie szatańska
      • mamalgosia bezbożność 22.06.09, 11:32
        Definicja (miałam nosa):

        Sposób myślenia lub postępowania, polegający na usuwaniu Boga z
        życia lub ignorowaniu Go, a niekiedy nawet na rozmyślnym łamaniu
        praw i nakazów Bożych. Wiele cech może wskazywać na bezbożność
        człowieka, m.in. brak poszanowania wszelkich wartości,
        bezwzględność, świętokradztwo, nieprawość, pycha itp.
        Różne hebrajskie i greckie słowa odpowiadające terminowi „bezbożny”
        są często tłumaczone jak „hipokryta”. Hipokryzja jest jedną z form
        bezbożności, lecz nie powinno się jej utożsamiać z bezbożnością.
        Zasadniczo rzecz biorąc, bezbożny żyje, działa i myśli tak, jakby
        Boga można było ignorować lub lekceważyć.
        Różne przykłady bezbożności: Pwt 8,11-20; Hi 8,13; Ps 119,51; Rz
        1,18-32; 4,5; 5,6; 1 Tm 1,9; 4,7;6,20;2Tm 2,16; 2P 2,5-6; Jud 4,15


        • f-olka Re: bezbożność 22.06.09, 23:15
          a mnie w poście autorki uderza uogólnianie. Jesteś pewna, że w rodzinach ludzi
          bogatych jest tak sielankowo i nie wierzą w Boga? Może to ludzie bardzo
          wykształceni i po prostu nie pokazują się ze swoją wiarą? Wszak we własnej
          izdebce trzeba się modlić, a nie na pokaz.

          Szatan działa to fakt, ale nie można po prostu nie można tak uogólniać. Każdy z
          nas ma do przejścia jakąś drogę. Może Ci obecnie bogaci ludzie, w dzieciństwie
          cierpieli i postawili sobie jakiś cel? Może trawią ich inne cierpienia.

          A z modlitwą jest tak, ja to tak widzę, że proszę i Bóg sam mówił, żeby prosić
          do skutku. I proszę a po jakimś czasie okazuje się, że to jednak nie było takie
          ważne, przychodzi ukojenie, przychodzi inna chwila i okazuje się, że tamta
          potrzeba wcale nie była taka ważna. Ale są też takie chwile, że proszę: Boże
          błagam opanuj moją złość, moje zmęczenie. Daj mi siły, bo do końca dnia daleko a
          ja już zdążyłam syna 3 razy w końce za bzdurę posadzić. Pomóż mi, bo ja już sama
          nie zdołam.

          Ja to widzę tak, że Bóg daje nam to czego potrzebujemy. I czasem po prostu
          potrzebujemy cierpienia. Też żeby paść na kolana, żeby przypomnieć sobie, że
          jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga, ale bogami nie jesteśmy. I przed każdym
          egzaminem się modliłam o dobrą ocenę, ale żeby ją dostać siedziałam i kułam.
          Modliłam się o dobrą pracę ale i przygotowywałam się do spotkań, modliłam się o
          miłość, ale też jej poszukiwałam. Modliłam się o zdrowe dzieci, ale jak kazali
          mi leżeć to pomimo łez i depresji związanej z nieruszaniem się przez pół roku
          leżałam. Widzę to tak: modlę się i Bóg jeśli mam coś otrzymać daje mi narzędzie.
          nie ma nic za darmo. Mam siły i możliwości do zrealizowania własnych potrzeb.

          Jednak nie można uogólniać, że ludzie którym się dobrze powodzi to bezbożnicy
          czy wręcz kierują się do Szatana. Do bardzo raniąca opinia.
          • isma Re: bezbożność 23.06.09, 06:42
            f-olka napisała:

            Może to ludzie bardzo
            > wykształceni i po prostu nie pokazują się ze swoją wiarą

            Przepraszam, ale logika tego sądu mnie zabila...
            • capriglione Re: bezbożność 23.06.09, 09:34
              sma napisała:

              > f-olka napisała:
              >
              > Może to ludzie bardzo
              > > wykształceni i po prostu nie pokazują się ze swoją wiarą
              >
              > Przepraszam, ale logika tego sądu mnie zabila...

              Ale tak właśnie często jest! Nie zawsze, ale jednak. Obserwując chociażby
              rodzinę zauważam, że czasem ci mniej wykształceni zajmują się "lataniem do
              kościoła" i nagłaśnianiem tego faktu. Ci nieco bardziej - są bardziej
              powściągliwi...
              • f-olka jest taka logika 23.06.09, 09:43
                znam sporo osób, które są bardzo wysoko wykształcone (dr i powyżej) i są
                wierzące ale nigdy o tym nie mówią. Jest w tym logika. Znam też wiele bogatych
                osób, które także są wierzące ale trzymają to tylko w sobie. Nie pokazują tego
                na zewnątrz i też ludzie plotkują. Jakoś z bogatymi jest tak, że jak chodzą do
                kościoła to źle, jak nie chodzą to jeszcze gorzej. Ogólnie bogactwo to taka
                drzazga w oku innych ludzi jest.

                smile

                To nie zmienia faktu, że pewnie wśród bogaczy, biednych, wykształconych i nie
                działa szatan. Jednakże nie można uogólniać.
              • mader1 Re: bezbożność 23.06.09, 19:48
                capriglione napisała:


                >
                > Ale tak właśnie często jest! Nie zawsze, ale jednak. Obserwując chociażby
                > rodzinę zauważam, że czasem ci mniej wykształceni zajmują się "lataniem do
                > kościoła" i nagłaśnianiem tego faktu.

                Ale takie może nie " latanie", ale "polecenie" choć czasem, jest potrzebne wink)))
                i bywa nagłośnione przez kogoś innego wink))))

                "W tym czasie zdarzyło się, że w katedrze we Frankfurcie zobaczyła kobietę,
                która ze swoim koszem na zakupy weszła do środka i uklękła, aby się pomodlić.
                "Było to dla mnie coś zupełnie nowego. W synagogach i kościołach protestanckich,
                do których chodziłam, szło się wyłącznie na nabożeństwo. Tutaj jednak przyszedł
                ktoś prosto z rynku, do wyludnionego kościoła, jakby chciał przeprowadzić poufną
                rozmowę. Tego nie mogłam zapomnieć ".

                I jak wykształcony człowiek zobaczy " latającego", to takich możemy mieć
                świętych wink))))
                www.mbkp.info/swieci/edyta_stein.html
                Jasne, że z wiarą nie trzeba się jakoś afiszować.Wystarczy nią żyć. Ale nie
                można sie też jej wstydzić.
                Ale... ja nie wiem czy już takie pisanie na forum to nie jest afiszowanie.... (?)
                • isma Re: bezbożność 23.06.09, 20:02
                  O, Bog Ci zaplac, dobra (i wyksztalcona) kobieto, za sw. dr Stein! Wprawdzie
                  zaledwie doktor (czyzby borykanie sie z habilitacja bylo widomym dowodem
                  swietosci??? tylko ze ona to chyba ze wzgledu na plec sie nie zalapala...), ale
                  zawsze cos wink)).
    • mader1 Re: O działaniu szatana 23.06.09, 10:25
      Na szatanie nie znam się zbyt dobrze...Dlateo trudno mi było wypowiedzieć się.
      Może rzeczywiście najbliżej mi do zdania kiedyś wypowiedzianego przez Ismę, że
      bardziej trzeba skupić się na Bogu niż zajmować szatanem. Zwłaszcza, że ja
      lękowa jestem i zbytnie wchodzenie w " szatańskie tematy" mogłoby mi raczej
      zaszkodzić niż pomóc sad
      No ale on jest, realnie działa i stara się jak najbardziej może o nas. Trudno
      odnieść mi się do tego, co powiedziała ta dziewczyna. Nie dostałam " na tacy"
      tego, co chcę, choć mam wrażenie, że skoro grzeszę, to czasem przecież muszę być
      pod jego wpływem - właśnie szatana ?
      Czy z nim jest prościej ? Skoro pozwala przekraczać normy, których wielu stara
      się trzymać - na pewno. Z pewnością ten, który chce czegoś i wie, że spokojnie
      może to sobie wziąć - ukraść czy wyłudzić czy zdobyć nielegalnie ,ma tę rzecz.
      Skoro uważa, że może tak postąpić - podczas, gdy większość musi dochodzić do
      tego dłuższą drogą- nawet nie ma wyrzutów sumienia. Może mieć komplikacje innego
      rodzaju, ale je także można zagłuszyć. No to ma. Wszystko proste, realne, od
      razu. Trzeba tylko wiele razy postąpić źle, ulec zachciankom, emocjom , czasem
      zmanipulować inną osobę, która ma opory.
      No ale z jakiegoś powodu ta dziewczyna przyszła na egzorcysty. Według mnie, ale
      się nie znam, szatan równie użytkowo traktuje służącego mu człowieka, jak on
      traktuje zasady czy samego szatana. I tu leży clu.

      Co do światów biednych i bogatych, młodych i starych, chorych i zdrowych... Nie,
      nie zgadzam się. To są światy " równoległe" , gdzie zdarzają się nieszczęścia,
      tragedie i kłopoty. Tak samo wśród i wierzących i ateistów. Te same problemy,
      choć może inna skala. Rzecz w tym, że o świecie, który oglądamy z daleka, mamy
      czasem wyobrażenia, które niekoniecznie przystają do rzeczywistości.
      Podam przykład. Jeżeli sami jesteśmy z dość biednego środowiska ( czy tam
      średnio zamożnego), te osoby, które są bogate to na ogół nasi dawni koledzy z
      podobnego środowiska. Żeby dość szybko dojść do dużych pieniędzy, muszą oni tego
      mocno chcieć - czyli muszą być na te pieniądze " zorientowani" bardziej niż na
      co innego. Skoro doba jest taka sama dla nas wszystkich, tak muszą to "
      rozpracować strategicznie", żeby poświęcić zdobywaniu pieniędzy więcej czasu niż
      inni ( ci, którzy odziedziczyli, wygrali, dostali) Są więc bardziej pracowici,
      pracy poświęcają więcej czasu, niż inni , dobierają kierunek wykształcenia czy
      działania pod tym kątem. To nic złego - no ale skoro ktoś o 18.00 jest w pracy,
      nie może być na nabożeństwie.Skoro jest w pracy, nie jest z żoną.Ale jeżeli
      pieniądze są dla niego ważne, ale nie najważniejsze, to żeby nie wiem, jak źle
      wyglądało to " z boku", złe nie jest.
      To też nic złego, skoro się modli i jest blisko Boga.Nie widzimy go na zebraniu
      wspólnoty, nie widzimy jego praktyk, ale one są.
      Problem jest z tymi osobami, którym się "poprzestawiały wartości" - nie mają
      dość cierpliwości, żeby czekać na rezultaty swojej pracy, tylko idą na skróty.
      Po zasadach.
      Ale wśród bogatych są też tacy, którzy kontynuują tradycje rodziny -
      pracowitości od kilku pokoleń, zawodu rodzinnego, który akurat daje teraz
      pieniądze, dziedziczą tytuły i pieniądze itd. Są normalnymi ludźmi z normalnymi
      problemami - zdrowia, choroby, kompleksami w stosunku do dobrych rodziców... Są
      wśród nich postępujący dobrze i źle.To nie jest niczyja wina ani zasługa, że
      urodził się tu czy gdzie indziej.
      • atama Re: O działaniu szatana 23.06.09, 11:49
        Oj Mader, żeby to takie proste było to bogacenie się...
        wink)

        Co innego jednak przykuło moją uwagę, a przyznam, że się nad tym
        jakoś specjalnie wcześniej nie zastanawiałam.
        Jakoś może to nie ma większego znaczenia, ale jak to jest? Czy każdy
        grzech jest wynikiem pracy złego ducha wokół nas? Czy w każdym
        grzechu on ma swoje przysłowiowe 3 grosze?
        Czy upadamy czasem sami z siebie? Ze swojej słabości, wrodzonych
        skłonności itd...?
        A może wpadamy w pułapki, że tak powiem, zastawiane zbiorowo? Ogólne
        rozluźnienie obyczajów przykładowo.
        • mader1 Re: O działaniu szatana 23.06.09, 13:56
          nic nie jest proste bo wszystko komplikujemy wink)))
          Osobiście znam ateistów biedniejszych, bardziej samotnych czy chorych ode mnie.
          i pisząc o czyimś bogactwie, MUSIMY brać pod uwagę, że dla wielu ludzi na
          świecie już samo to, że mamy gdzie mieszkać, mamy kilka rzeczy, możemy kształcić
          dzieci ( i nie są analfabetami i mogą zdobyć zawód) i mamy kilka razy dziennie
          JEDZENIE i WODĘ( nawet domycia i prania tych wielu ubrań) jest już bogactwem
          I pisząc o bezbożnikach musimy brać pod uwagę , że dla wielu ludzi sam nasz styl
          życia ( kobiety porozbierane , samotnie spacerujące po ulicy na ten przykład)
          jest bezbożny smile)))))) i pójście w niedzielę do kościoła nic nie pomoże wink)))
          • mader1 Re: O działaniu szatana 23.06.09, 13:57
            a o szatanie... no chyba ulegam jego podszeptom, skoro czasem coś zrobię źle.
    • mamalgosia Monika 23.06.09, 10:47
      Przypomniała mi się wczoraj wieczorem jedna z moich koleżanek.
      Monika jest osobą wierzącą i praktykującą. Nie oceniam jej wiary,
      ale przypuszczam, że jest dość głęboka. W życiu codziennym kieruje
      się nakazami Bożymi, jest dobra.
      Jest zdrowa (z lekarzy spotyka się tylko z dentystą), ma dobrego
      męża (również zdrowego, raz tylko miał złamaną nogę), układa im się
      dobrze, ich małżeństwo jest jednym z lepszych jakie znam. Dwoje
      dzieci w wieku przedszkolnym. I - to już raczej rzadkie przy tak
      małych dzieciach - i one sa zdrowe. Starsze dziecko raz tylko było
      chore (rotawirus), a młodsze jeszcze oprócz kataru nie miało nic.
      Mają ładne mieszkanie, budują dom. Dwa samochody, dobra praca.
      Tak z zewnątrz.
      A od wewnątrz?... tak samo. Pogodna osoba, zadowolona z życia i
      uważająca (moim zdnaiem słusznie), że ma ku temu zadowoleniu
      podstawy.
      • atama Re: Monika 23.06.09, 11:55
        O właśnie! Też mamy znajomych - wzór cnotliwości, duchowości,
        pracowitości, uczynności. Dobrzy ludzie, wykształceni, jawnie
        wierzący (a propos powyżej wspomnianej korelacji wykształcenia z
        okazywaniem praktyk religijnych).
        I gołym okiem widać jak im Pan Bóg błogosławi. Wszyscy zwyczajnie
        zdrowi, rodzą się dzieci, jest praca, mieszkanie, samochody,
        podróże. Żyją raczej skromnie, rozrzutności tam nie widać, za to
        taką dobrą pracowitość, pogodę ducha i życzliwość.
        I niejeden może im zazdrościć, bo jest czego smile
        • f-olka Re: Monika 23.06.09, 12:27
          dlatego właśnie pisałam, że nie można uogólniać smile
          Ani nie wolno oceniać jakości wiary po ilości godzin spędzonych w Kościele. Bo
          może ktoś głęboko wierzyć i być mocno na bakier z klerem. Można chodzić do
          kościoła 5 razy dziennie a wieczorami prać dzieci i żonę ile wlezie, ale na
          zewnątrz być takim wierzącym.

          W zasadzie wszystko można smile

          A choroby i nieszczęścia mogą spotkać każdego i pewnie każdy człowiek uważa, że
          w jakimś tam stopniu spotkało go nieszczęście, bo też każdy z nas ma inny próg
          wrażliwości.
          • mama_kasia Re: Monika 23.06.09, 15:03
            > Ani nie wolno oceniać jakości wiary po ilości godzin spędzonych w Kościele. Bo
            > może ktoś głęboko wierzyć i być mocno na bakier z klerem.

            Czy zakładasz, że ktoś może być głęboko wierzący i być np.
            katolikiem i mimo swojej głębokiej wiary, a ze względu na to, że
            jest na bakier z klerem, do kościoła nie chodzić?
            Wiem, czepiam się, ale mi zgrzytnęło wink
            • isma Re: Monika 23.06.09, 17:02
              Nie, nie czepiasz sie.

              Podobnie zgrzyta mi baaaaaardzo tekst "znam sporo osób, które są bardzo wysoko
              wykształcone (dr i powyżej) i są wierzące ale nigdy o tym nie mówią". Pomijajac
              juz wewnetrzna sprzecznosc tej wypowiedzi (bo skoro ktos - wysoko wyksztalcony
              of course - NIGDY nie mowi o swojej wierze, to skad w ogole komukolwiek wiadomo,
              ze jest wierzacy wink))?), to moze ja sie myle, ale powiedziane jest w Pismie, ze
              swiatla nie trzyma sie pod korcem. Wierzacy (w co?), ktory sie do tego NIGDY nie
              przyznaje to chyba jeszcze bardziej egzotyczne zjawisko niz "wierzacy
              niepraktykujacy"...
              • f-olka no jednak może tak być 23.06.09, 17:37
                przecież i nie raz tutaj pisano, że ktoś miał spadek formy kościelnej, ale nie
                wiary. Może też być tak, że ludzie nie mówią o swojej wierze a czyny i
                zachowanie i sposób w jaki żyją są świadectwem wiary.

                Przecież nie trzeba na lewo i prawo rozpowiadać jak mocno się wierzy, nie trzeba
                stać w Kościele w pierwszej ławie i bić się w piersi i najgłośniej śpiewać, żeby
                wierzyć w Boga i żyć jemu na chwałę. Ale czasem rozumiem, że można być na bakier
                z klerem. Nie całożyciowy bakier ale właśnie zaliczać spadek formy.

                I nie napisałam, że znane mi osoby nigdy o swej wierze nie mówią ale że się z
                tym nie afiszują.
                Ola mama Franklina smile i wrześniowego
                P(s)tasia smile
                • isma Re: no jednak może tak być 23.06.09, 19:06
                  Eeeee wink)). Ja moze nie jestem AZ TAK wyksztalcona wink)), ale czytac umiem.
                  Napisalas wprzody dokladnie to, co zacytowalam - o nieuzewnetrznianiu wiary w
                  jakikolwiek sposob. O "afiszowaniu sie" zaczelas argumentowac dopiero teraz,
                  rozpaczliwie uciekajac sie do hiperboli z biciem w piersi i staniem w pierwszej
                  lawie (o czym nikt tu nie pisal).

                  Tyle tylko, ze dla mnie dawanie zewnetrznego wyrazu swojej wierze nie jest
                  tozsame z afiszowaniem. Pierwsze jest naturalnym zachowaniem, wynikajacym
                  wlasnie z glebokiej wiary (i, tak, nie wyobrazam sobie chrzescijanina, ktory
                  tego nie uzewnetrznia!), drugie - uprawia sie tylko w celu zademonstrowania
                  otoczeniu.

                  Czego swiadectwem sa czyny czlowieka, o ktorym nie wiadomo, czy wierzy w
                  Chrystusa? Zapewne jego osobistej przyzwoitosci. Ale raczej nie jego wiary...

                  Bo w kosciele mozna nie tylko glosno spiewac (nie umiem), ale przede wszystkim
                  sluchac Slowa Bozego. I uslyszec np. taka oto ewangeliczna fraze: "A powiadam
                  wam: Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego
                  wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja
                  wobec aniołów Bożych."
                  • capriglione Re: no jednak może tak być 23.06.09, 22:28
                    > Tyle tylko, ze dla mnie dawanie zewnetrznego wyrazu swojej wierze nie jest
                    > tozsame z afiszowaniem. Pierwsze jest naturalnym zachowaniem, wynikajacym
                    > wlasnie z glebokiej wiary (i, tak, nie wyobrazam sobie chrzescijanina, ktory
                    > tego nie uzewnetrznia!), drugie - uprawia sie tylko w celu zademonstrowania
                    > otoczeniu.

                    Czyli jednak zależy to od osobistego odbiorusmile Bo dla mnie z kolei dawanie
                    zewnetrznego wyrazu swojej wierze CZĘSTO JEST tozsame z afiszowaniem. Przykład:
                    gdy podczas rozmowy osoba z rodziny, bez jakiegokolwiek kontekstu, nadmienia, że
                    była wczoraj na "Fatimie", a dziś na nowennie, to mi to zgrzyta i stanowi w
                    mojej ocenie właśnie afiszowanie, a co go gorsza, jest jakby wywieraniem presji,
                    iż ja też tam powinnam była być. I choćby z czystej przekory, właśnie tam nie
                    pójdę. Miewam tak np. z Bożym Ciałem - robienie mi sugestii, iż powinnam
                    powiesić jakieś ozdoby w oknie (co zwyczajnie w świecie nie podoba mi się
                    wizualnie), rezygnuję zupełnie i z procesji i z Mszy, wybierając np. lody z
                    rodziną. Może jestem dziwna, ale naprawdę nie znoszę takich "niewinnych
                    nadmienień" - przynoszą one skutek odwrotny do zamierzonego. Jezeli chodzi o
                    grono przyjaciół czy znajomych (najczęsciej wykszt. smile) , ale nie tylko
                    oczywiście), to o sprawach wiary się po prostu najczęściej nie mówi. Ale w
                    niekt. przypadkach, jakoś to widać, że ktoś jest wierzący (mniej lub bardziej),
                    bez afiszowania się. Zresztą naprawdę brakuje mi wyobraźni, jak np. w środowisku
                    pracy miałoby wyglądać to "dawanie zewnetrznego wyrazu swojej wierze", nie mówię
                    tu, oczywista, o ogólnie moralnej postawie typu niekłamanie, lojalność,
                    nieplotkowanie o innych itd., ale cechy te można przypisywać i wierzącym i nie-.
                    • mama_kasia Re: no jednak może tak być 24.06.09, 08:27
                      Miewam tak np. z Bożym Ciałem - robienie mi sugestii, iż powinnam
                      > powiesić jakieś ozdoby w oknie (co zwyczajnie w świecie nie podoba mi się
                      > wizualnie), rezygnuję zupełnie i z procesji i z Mszy, wybierając np. lody z
                      > rodziną.

                      A to szkoda sad

                      Ale to i tak tylko zależy od Ciebie, co wybierasz, a nie od tych,
                      którzy coś mówią, czy nie mówią.


                      resztą naprawdę brakuje mi wyobraźni, jak np. w środowisk
                      > u
                      > pracy miałoby wyglądać to "dawanie zewnetrznego wyrazu swojej wierze", nie mówi
                      > ę
                      > tu, oczywista, o ogólnie moralnej postawie typu niekłamanie, lojalność,
                      > nieplotkowanie o innych itd., ale cechy te można przypisywać i wierzącym i nie-

                      Tak to jakoś u mnie w pracy było, że prędzej czy poźniej np. w
                      czasie wspólnego śniadania wychodziły sprawy kościoła, zachowania
                      księży, biskupów i po prostu trzeba było zająć stanowisko. Albo
                      np. brałam urlop w Wielki Czwartek, czy mówiłam, że w niedzielę
                      nie pracuję. Wychodziły moje przekonania w zwykłych
                      rozmowach. A od tego już tylko krok było do zadawania konkretnych
                      pytań przez koleżeństwo z pracy.
                      Ten schemat powtarza się u mojego męża, znajomych ze wspólnoty.
                      I tak np. mój mąż absolutnie się nie afiszuje, wręcz ma skłonności
                      do ukrywania się z przekonaniami, ale to i tak wychodzi, na
                      szczęście smile Choćby zwykłe pytanie: A ty gdzie byłeś w czasie
                      urlopu i musi paść prawdziwa odpowiedź: na rekolekcjach. To
                      naturalnie wychodzi.
                      A nawet nie w pracy, tylko przy spotkaniach z koleżankami (mam
                      takie grono, mieszane, wierzące i inne, niechodzące do kościoła
                      - nie wiem, jak z ich wiarą). Pytają mnie o konkretne sprawy,
                      ostatnio - po co spowiedź przed ślubem z całego życia, skoro
                      dobra spowiedź jest odpuszczeniem grzechów? Po co wracać do
                      tych starych, które już były odpuszczone?

                      Tylko widzisz, w tych przypadkach, o których mówiłam, osoby
                      z zewnątrz dowiedziały się, że jestem wierząca z religijnych praktyk. To było dla nich pierwszym sygnałem, że "coś ze mną nie tak" wink))
                      • capriglione Re: no jednak może tak być 24.06.09, 11:17
                        >A to szkoda sad
                        >Ale to i tak tylko zależy od Ciebie, co wybierasz, a nie od tych,
                        >którzy coś mówią, czy nie mówią.

                        Oczywiście, że tak! Nie mniej jednak, często takie "afiszowanie" ma wspólny
                        mianownik z próbami indoktrynacji, a na to reaguję alergicznie.

    • sion2 Re: O działaniu szatana 23.06.09, 18:14
      Załozyła wątek i sobie poszła smile. Nie mialam czasu na dluższą
      wypowiedz ale hm... generalnie akurat chcialam na inne tory żeby
      poszła dyskusja wink.
      Absolutnie nie chodzi mi o ocenianie czy statystyczne zakładanie że
      jak wierzacy to ma byc biedny a jak bogaty to wcielenie antyChrysta
      jest, przeciez napisalam to w pierwszej wypowiedzi. Owszem ludzie
      bogaci dochodza przewaznie do bogactwa swoja pracą ale przynajmniej
      ja znam takich którzy w zwiazku z tym uważaja że jesli ktos biedny
      to... leniwy i "nie wziął życia w swoje ręce". Pracoholizm i
      sprzyjające mu warunki niestety może (choc nie musi!) byc jakims
      wspoldzialaniem z diabłem.
      Nie ma swiata czarno-białego, nie ma prostego podzialu my-oni.
      Natomiast mnie chodziło raczej o te dysproporcje ze szatanowi
      bardziej zalezy abysmy mieli tu dostatek i zgubili dusze a Bogu
      abysmy nie utracili łaski zycia wiecznego chocby kosztem wiekszego
      cierpienia czy niedostatku.
      I druga rzecz, widzę po sobie i po przyjacielach ze czesto
      traktujemy Boga jak Kogos kto jest/ma byc polisa ubezpieczeniowa na
      zycie, kto powinien sprawic ze dziecko nie zachoruje albo mnie od
      razu pomoze antybiotyk, powinien skoro kocha. Że nie ma w nas, we
      mnie takiego pragnienia ktore powinno byc nadrzędne - spotkania z
      Nim, pragnienia Jego samego, doswiadczenia Go a nie tylko Jego darow
      (zdrowia, dobrej pracy, powodzenia w zyciu osobistym itd). Że jak
      spotyka nas choroba nr 987 w roku to juz nie chcemy za nic w swiecie
      jej i żądamy zdrowia zamiast odrobine zapragnac czy
      pwoiedziec "gdzie chcesz mnie zaprowadzic tym razem, pojde za Toba".
      To wszystko sa moje wlasne wyrzuty sumienia ale tez podobne zjawisko
      widze u roznych innych cierpiacych. Pozwalam sobie czesto na wyrzuty
      wobec Boga bo choleryk jestem pełna gębą takze duchową smile ale tak
      rzadko mowie Mu że moze mnie prowadzic gdzie chce.
      Chyba moze byc takie zafiksowanie na darach ktorych oczekujemy ze
      tracimy perspektywe samego Darczynce, On jest nam potrzebny tylko do
      dawania darow ktorych nam brakuje. I że czasem narastajace klopoty,
      takie "osaczanie" trudnymi sytuacjami - czy nie moze byc "wołaniem"
      Boga tęskniącego wlasnie za ludzkim sercem?
      Nie uwazam aby bogactwo zamykalo droge do Boga ale wiem że z reguły
      człowiek Go potrzebuje gdy mu czegos brakuje, sytuacja ze calkwoicie
      panuje nad swoim zyciem, sam jest kowalem swego losu trwajaca latami
      daje mniejsze szanse na poglebienie relacji z Bogiem. Wiec mysle że
      dlatego ksiadz z wywiadu zwraca uwage ze szatan woli dawac nam
      szybko i wszystko o czym marzymy. Ale oczywiscie ze bogactwem mozna
      sluzyc bliznim, nie mowie że nie...
      • mader1 Re: O działaniu szatana 23.06.09, 19:33
        > Nie uwazam aby bogactwo zamykalo droge do Boga ale wiem że z reguły
        > człowiek Go potrzebuje gdy mu czegos brakuje, sytuacja ze calkwoicie
        > panuje nad swoim zyciem, sam jest kowalem swego losu trwajaca latami
        > daje mniejsze szanse na poglebienie relacji z Bogiem.

        różnie to jest Sion, różnie.
        czytałam Twoje słowa, a dzieciaki oglądają o huraganach program i jedna z kobiet
        wspominając utratę domu i dobytku zaczęła płakać bardzo mocno " to było tak,
        jakby Bóg się od nas odwrócił" sad(((
        To przeżycie nie zbliżyło jej do Boga.

        > I druga rzecz, widzę po sobie i po przyjacielach ze czesto
        > traktujemy Boga jak Kogos kto jest/ma byc polisa ubezpieczeniowa na
        > zycie, kto powinien sprawic ze dziecko nie zachoruje albo mnie od
        > razu pomoze antybiotyk, powinien skoro kocha. Że nie ma w nas, we
        > mnie takiego pragnienia ktore powinno byc nadrzędne - spotkania z
        > Nim, pragnienia Jego samego, doswiadczenia Go a nie tylko Jego darow
        > (zdrowia, dobrej pracy, powodzenia w zyciu osobistym itd). Że jak
        > spotyka nas choroba nr 987 w roku to juz nie chcemy za nic w swiecie
        > jej i żądamy zdrowia zamiast odrobine zapragnac czy
        > pwoiedziec "gdzie chcesz mnie zaprowadzic tym razem, pojde za Toba".

        To chyba naturalne, że chcemy, żeby było nam " dobrze". I trochę buntujemy się,
        że coś idzie źle. To jest chyba motorem zmian w nas i wielu pozytywnych działań.
        Ta wewnętrzna niezgoda na zły los. Na zły los innych.Czasem nasza choroba to nie
        tylko " nasz" problem. Ona stwarza problemy naszym bliskim. Nasze zubożenie
        dotyka naszych dzieci nie tylko nas. Czasem... pewnie... aż trudno nie krzyczeć
        czy płakać do Boga " dlaczego ?" Ale to nie utrata wiary. To pytania różnie
        formułowane, zadawane takim tonem, jaki kto ma temperament.

        Bogatym trudniej, skoro Pismo św. tak prawi, to prawda. Ale różnice między
        biednymi a bogatymi, prostymi a wykształconymi nie są aż tak duże , jak się
        wydaje.Każdy musi współpracować z łaską Bożą w swojej sytuacji, jeden może ulec
        zniechęceniu, inny próżności
        • mamalgosia Re: O działaniu szatana 23.06.09, 21:51
          mader1 napisała:


          > czytałam Twoje słowa, a dzieciaki oglądają o huraganach program i
          jedna z kobie
          > t
          > wspominając utratę domu i dobytku zaczęła płakać bardzo mocno " to
          było tak,
          > jakby Bóg się od nas odwrócił" sad(((
          > To przeżycie nie zbliżyło jej do Boga.

          Mader, jeszcze nie wiem dokładnie, co myślę, ale przeczytałam te
          słowa i przypomniał mi się mój wątek o przerażeniu i jakoś mi się to
          składa - bo co z tymi nieszczęściami, które ani nas do Boga nie
          zbliżają (tylko bywa że i wręcz przeciwnie), ani my przez nie nie
          wzrastamy ("co nas nie zabije to nas wzmocni" - bzdura, nie zabije
          jednorazowo, to zabija na raty, osłabia tak, że każdy kolejny cios
          trudniej unieść)
          • krysiastach Re: O działaniu szatana 23.06.09, 23:21
            mamalgosia napisała:

            co z tymi nieszczęściami, które ani nas do Boga nie
            > zbliżają (tylko bywa że i wręcz przeciwnie), ani my przez nie nie
            > wzrastamy

            Ale w jaki sposób można ocenić czy jakieś wydarzenie nas od Boga oddala czy zbliża, czy powoduje nasz wzrost? Jakie są podstawy takiej oceny, wyznaczniki zbliżenia, oddalenia, wzrostu? Wydaje mi się to niemożliwe do określenia z perspektywy osoby doświadczającej czegoś w danej chwili.
            • mamalgosia Re: O działaniu szatana 24.06.09, 09:45
              No na przykład w ten sposób, że ktoś bluzga na Boga i przestaje
              wykazywać jakąkolwiek religijność - po tym poznać, że od Boga się
              oddala.
              Że jest słabszy, że upada częściej, że nie podejmuje wyzwań albo
              nawet codziennych obowiązków, a jak podejmuje to mu to nie wychodzi,
              że reaguje somatycznie... - po tym poznać, że bynajmniej nie wzrasta.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka