Dodaj do ulubionych

O kwiatkach i kichaniu czyli POGADUCHY

25.07.09, 12:22
Bardzo lubię POGADUCHY na FORUM założone przez Marzek kilka (!) lat temu.Można
tam przeczytać,jak urządzić balkon i jak zrobić krochmal. A ileż wspomnień !
wink)))))))))
forum.gazeta.pl/forum/w,16182,39390617,40520057,Re_Limahl_i_kajagoogoo.html
Zachęcam do poczytania. Do poczytania w wolnej chwili, bo wpisywać się trudno sad
Stąd nowe pogaduchy
Obserwuj wątek
    • mamalgosia poszukiwania kwiatka cd 25.07.09, 13:10
      Nie, złocień na pewno nie. To nie mają być takie wąskie płateczki.
      Patrzę jeszcze na tego wiesiołka w różnych odmianach i ujęciach, ale
      to nie to. Wiesiołek ma dużo kwiatów na jednej łodyce, a tamten miał
      po jednym.
      Oglądałyśmy je z kolezanką, która od lat pielęgnuje swój ogródek,
      bardzo jej się spodobały, ale też ich nie znała.
      Nie ukradłyśmy ich, ani nawet nie zrobiły zdjęcia - niech nas
      usprawiedliwi obecność 4 rozbrykanych dzieci w pzredziale wiekowym
      2,5 - 7 lat.
      Mader, ja jutro wyjeżdżam, ale Ty szukaj, proszę. Bo one naprawdę są
      ładne i warte zasadzenia
      • mamalgosia Re: poszukiwania kwiatka cd 25.07.09, 13:13
        może tutaj: ogrody.gazetadom.pl/ogrody/0,72155.html
        można go znaleźć, ale czas potrzebny
    • mamalgosia mader - priv 25.07.09, 13:21
      masz maila
    • mamalgosia najbardziej podobny 25.07.09, 17:12
      www.fotoplatforma.pl/pl/cd/zolte_kwiaty/?foto=898
      ten z podpisem "kwiaty na grządce".
      Ale chyba bledszy żółty
    • mader1 Re: O kwiatkach i kichaniu czyli POGADUCHY 26.07.09, 17:57
      Może bartonia aurea
      www.swiatkwiatow.pl/foto/bartonia-bartonia-aurea_192.jpg
      O tyle fajna, że jednoroczna i podobno łatwa w uprawie. Nie udałaby się u mnie w
      tym roku, bo nie lubi terenów podmokłych wink
      A u mnie znowu deszcz i podmokło jest od od wiosny.
      Znowu deszcz, znowu deszcz a to czas moich słoneczników.
    • sulla to skoro pogaduchy to ja z prośbą 26.07.09, 22:18
      W piątek mamy sczepienie na świnkę, odrę i różyczkę. Mam mętlik w głowie i sama
      nie wiem już co myśleć - tyle głosów za i tyle przeciw. Zwłaszcza doniesienia o
      powiązaniu tej sczepionki z autyzmem mnie martwią - niby nie zostało to
      powtwierdzone, ale ciągle zbajduję posty rodziców dzieci, które zmieniły się
      nagle po podaniu sczepionki. Naprawdę się martwię.
      Może mnie ktoś wesprzeć radą? A już na pewno poproszę o modlitwę.
      • szymama Re: to skoro pogaduchy to ja z prośbą 26.07.09, 22:35
        ja Ci nie pomoge, niestety. Ja nie szczepilam moich dzieci zadna
        szczepionka. Po konsultacjach z wieloma lekarzami rowniez z rodziny
        nie szczepie. Pracowalam kiedys w Galxo Smith Klaine i wiem duzo na
        temat szczepionek.
        Dlaczego decydujesz sie na szczepionke skojarzona jesli juz musisz
        szczepic, leiej podac w trzech wstrzyknieciach. Moje zdanie jest
        odosobnione, niemniej jednak mozna znalezc glosy takie jak moj.
        Acha, i jest to nie prawda, ze ta szczepionka powoduje autyzm. Jest
        to na prawde bzdura.
        pozdrawiam
        • sulla Re: to skoro pogaduchy to ja z prośbą 26.07.09, 23:31
          Lekarka poleciła skojarzone szczepionki jako lepsze i bezpieczniejsze. Natomiast
          o tym, żeby można było sczepić oddzielnie na świnkę, odrę i różyczkę,to
          przyznam, że nie wiedziałam. Nie spotkałam się nigdzie z taką możliwością.

          Szymamo, a czemu Ty nie szczepisz?
      • isma Re: to skoro pogaduchy to ja z prośbą 26.07.09, 22:46
        Nie szczepilismy. Glownie dlatego, ze jak byla na to pora, to mielismy dziecko
        uczulone m.in. na bialko jaja kurzego, a ta szczepionka ma tylko wersje hodowana
        na ww. Potem dlatego, ze nam powiedzieli w poradni immunologicznej, ze takie
        felerne dziecko jak nasze wink)) moze na tego rodzaju potrojna armate zle
        zareagowac, i odroczyli. A potem sie jakos, ten... rozeszlo po kosciach, a i
        mysmy nie byli przesadnie aktywni.
        W swoim czasie sie panne zaszczepi na rozyczke, o ile nie zachoruje.

        Mysle, ze dla zdrowego, normalnego dziecka, to ryzyka zadnego nie ma.
        Oczywiscie, mozna sobie zadawac pytanie, czy jest sens tego szczepienia w ogole,
        ale poki co, to ono jest obowiazkowe, no wiec wybor praktycznie zaden.
        Nie martw sie, dobrze bedzie.
        • verdana Re: to skoro pogaduchy to ja z prośbą 26.07.09, 22:51
          Jakies dwa miesiące temu ukazał sie artykul, ktory w sposób
          jednoznaczny przedstawia, ze nie ma zadnego zwiazku miedzy autyzmem
          a szczepieniem - badania, na ktorych się opierano byly fatalnie
          przeprowadzone. Jedyny zwiazek to czas - szczepienie przypada na
          okres, gdy ujawnia się autyzm. Zresztą, gdyby taki zwiazek byl
          prawdziwy, to niemożliwa bylaby kikakrotna przewaga autystycznych
          chłopców nad dziewczynkami...
          Oczywiscie inne powiklania poszczepienne sa mozliwe, choć u moich
          dzieci jedyne prawdziwe powiklania - i to powazne - pojawily sie po
          szczepieniu żółtaczki, ktorego jakos nikt się nie boi.
          A komplikacji po swince widziałam tyle, ze bałabym się nie szczepić.
          • sulla Re: to skoro pogaduchy to ja z prośbą 26.07.09, 23:32
            "Zresztą, gdyby taki zwiazek byl
            prawdziwy, to niemożliwa bylaby kikakrotna przewaga autystycznych
            chłopców nad dziewczynkami..."

            A to fakt. Nie pomyślałam o tym, masz rację.
      • mader1 Re: to skoro pogaduchy to ja z prośbą 26.07.09, 22:50
        szczepię na wszystkie szczepienia z kalendarza szczepień. Najstarsza miała tylko
        odrę w tym czasie - bo taka szczepionak była. Jeżeli chodzi o młodsze,
        przejrzałam tę potrójną . Średnią też zaszczepiłam samą odrą, bo niedawno przed
        szczepieniem przechodziła różyczkę. Chłopaka zaszczepiłam odra, różyczka, świnka
        - ze względu na świnkę, przyznam. Teraz już nie pamiętam danych, wtedy
        pooglądałam i wydało mi się to rozsądne - na tyle , na ile laik może ocenić.
        Jeden z lekarzy, dobrych lekarzy, radził mi, żeby zaszczepić, inny , leczący
        raczej naturalnie, był przeciwny wszystkim szczepieniom. Wszystkim, ale nie
        uważał, że to jest dużo gorsze od innych.
      • maadzik3 Re: to skoro pogaduchy to ja z prośbą 12.11.09, 14:03
        Ta publikacja z lanceta to z lat 90-ych i zadne badania potem nie potwierdzily
        zwiazku. Bac sie i tak bedziesz bo po tym zamieszaniu kazda z nas sie boi, ale
        to jest dobra szczepionka, w wersji obecnej zaden z konserwantow nie zawiera
        rteci (tez byly o tym artykuly). Uszy do gory. I pamietaj, ze wg danych WHO za
        2008 r. na odre zmarlo ponad milion osobsad Straszne.
      • nati1011 Re: to skoro pogaduchy to ja z prośbą 12.11.09, 15:17
        co do szczepień - to my właśnie z dusza na ramieniu - bo ząden
        lekarz nie chce wykluczyć, że problemy małej pochodza od
        szczepienia.

        Póki co neurolog zalecił szczepienie tylko tym co konieczne i nie
        skojarzone, a właśnie pojedyncze.
    • mamalgosia Erich Fried 12.11.09, 13:54
      To głupstwo
      mówi rozum
      Jest co jest
      mówi miłość

      To nieszczęście
      mówi wyrachowanie
      To po prostu cierpienie
      mówi strach
      To bez szans
      mówi rozsądek
      Jest co jest
      mówi miłość

      To śmieszne
      mówi duma
      To lekkomyślne
      mówi ostrożność
      To niemożliwe
      mówi doświadczenie
      Jest co jest
      mówi miłość

      • maadzik3 Re: Erich Fried 12.11.09, 14:05
        Ladne
        • mamalgosia Re: Erich Fried 12.11.09, 14:41
          Właśnie chyba niekoniecznie ładne. Według mnie trudne. Żeby właśnie
          kochać to co jest i to jak jest
          • maadzik3 Re: Erich Fried 12.11.09, 14:44
            Tak, trudne, ale daje tez uspokojenie. Radosc z tego co jest, kim jestesmy.
            Wiem, to nie wiersz daje, ale w swiecie gdzie ciagle slyszymy jacy mamy byc i
            czego mamy chciec pozwolenie na bycie soba, akceptacje i milosc tego co jest
            MIMO jego niedoskonalosci jest odswiezajaco ozywcze.
            • mamalgosia Re: Erich Fried 12.11.09, 14:48
              a jesli ktoś narzeka i kręci nosem, to znaczy, że nie kocha?
              • kocianna Re: Erich Fried 12.11.09, 15:06
                A jak zdefiniujemy miłość?
                Bo jak św. Paweł, to ludzie tak kochać nie potrafią...
              • budzikowa Re: Erich Fried 12.11.09, 15:48
                Ależ kocha! Bo tu chyba nie o to chodzi, że MAM kochać, bo mam taki obowiązek, ale o to, że KOCHAM i niewiele mogę z tym zrobić.

                "Jest co jest
                mówi miłość"

                W moim wolnym tłumaczeniu to oznacza:
                Jest co jest. Wściekam się, nie tak to moje życie miało wyglądać, nigdy nie spełnię moich własnych oczekiwań wobec mnie samej, wrzeszczę na dzieci, nie radzę sobie w pracy, w domu, w kontaktach z ludźmi, inni są lepsi ode mnie, jestem wredna i sama siebie nie lubię.
                ALE
                W tym wszystkim kocham. I choćby nie wiem co się działo, to taką mam funkcję wbudowaną, że kocham i chcę być kochaną. Mniej lub bardziej ułomnie, ale jednak. I jedynym miejscem, w którym mogę kochać jest moje życie TAKIE JAKIE JEST, a nie takie, jakie mam w wyobraźni, idealne, bez mojego gderania i moich porażek.

                Dzięki Mamałgosiu za ten wiersz, bo mi uderzył mocno w coś, co od kilku dni we mnie siedzi i nie może się wyartykułować, podsycane gdybaniem o życiu i tą ciemnością za oknem.
                • mamalgosia Re: Erich Fried 13.11.09, 08:42
                  budzikowa napisała:
                  > W moim wolnym tłumaczeniu to oznacza:
                  > Jest co jest. Wściekam się, nie tak to moje życie miało wyglądać,
                  nigdy nie spe
                  > łnię moich własnych oczekiwań wobec mnie samej, wrzeszczę na
                  dzieci, nie radzę
                  > sobie w pracy, w domu, w kontaktach z ludźmi, inni są lepsi ode
                  mnie, jestem wr
                  > edna i sama siebie nie lubię.

                  Właśn~ie dokładnie tak samo to odczytuję! Tylko nie ujęłam tego tak
                  ładnie w słowa, jak Tysmile I u mnie to "ale" jest troche inne. No bo
                  kocham - tak jak potrafię. Ale kocham jakby POMIMO tej
                  rzeczywistości, która czasem dołuje mocno. Nie potrafię kochać tej
                  rzeczywistości samej w sobie, bez zastrzeżeń, bez kręcenia nosem

                  Właśnie też mnie coś w tym wierszu uderzyło i dlatego go
                  zamieściłam - żeby się jakoś podzielić. No i patrz - komuś jeszcze
                  przypadł do gustusmile
                • mamalgosia ciemności za oknem 13.11.09, 08:45
                  Coś strasznego.
                  Ale to jest ciekawa rzecz, jak wszystko w głowie siedzi.
                  Ciemny wieczór wydaje mi się piękny. Światło przytulne i nastrojowe.
                  Rano - ta sama ciemność, to samo światło odbieram jako ponure,
                  straszne, okropne. Nienawidzę wstawania po ciemkusad Wstaję
                  codziennie o 6 i we wrześniu czy w czerwcu jeszcze jakoś to znoszę,
                  natomiast teraz fatalnie. Mój Mąż wstaje wczesniej, ale jemu nie
                  robi różnicy czy jest jasno czy ciemno.
                  • budzikowa Re: ciemności za oknem 13.11.09, 18:23
                    A to ja mam jeszcze inaczej - bardzo lubię ciemność poranną. Wstaję o 6.15, wszyscy domownicy jeszcze śpią i jestem całkiem sama przez te kilka chwil. I bardzo lubię myśleć o tym, że to wstawanie przed świtem to jakby przyłapywanie Pana Boga na gorącym uczynku, na chwilę przed stworzeniem świata. Za chwilę wzejdzie słońce, ziemia zacznie się kręcić, a ludzie zaczną się krzątać, ale teraz jeszcze jest spokój, jeszcze jest czas, żeby poprosić o dobry dzień. I dlatego lubię ciemność zimową, bo latem byłoby mi baardzo trudno wstawać przed świtem smile

                    Za to dołuje mnie szarówka codzienna. Przedwczoraj było właśnie tak ciemno, że przez cały dzień musiałam palić światło. I koło południa w żartach spytałam brata, o której będzie wschód słońca. A on mi na to: "Nie o której, tylko w kwietniu".
                    A poza tym ja lubię takie drobne smuteczki. Mój znajomy mawia ze zdumieniem, że ja wtedy jestem szczęśliwa, gdy jestem troszkę smutna. A co w tym takiego dziwnego?
                    • isma Re: ciemności za oknem 13.11.09, 18:43
                      Przylaczam sie do frakcji skowronczej!
                      Ciemno rano moze byc. Super. Oooo, roraty wlasnie dlatego lubie wink)). To bardzo
                      dobra pora na rozne zachwyty jest.
                      Calkiem ciemno wieczorem moze byc tez; lubie zwlaszcza "male swiatla" - np.
                      swiecacy panel nad zlewem w mojej ciemnej komputerowni, to jest kuchni wink)).
                      Ale to paskudztwo, ktore zaczyna swiat zasnuwac juz o trzeciej, to jest
                      obrzydliwe. Nie wiadomo, czy to deszcz, czy co ;-(((.
                      • mamalgosia Re: ciemności za oknem 13.11.09, 19:28
                        Zazdraszczam.
                        Dla mnie wszelkiego rodzaju zachwyty zaczynają się z pierwszym
                        brzaskiem. Wcześniej czarna dziura i czarna rozpacz
              • maadzik3 Re: Erich Fried 12.11.09, 16:02
                Alez kocha, kocha. W koncu jest, no nie? I nawet gdyby mogl wymienic np. dziecie
                na grzeczniejsze, zdrowsze, bardziej jakies to i tak by w zyciu tego nie zrobil.
                Bo to jego skarb. Jest i on je kocha. Znaczy akceptuje z dobrodziejstwem
                inwentarzasmile
                • mamalgosia Re: Erich Fried 13.11.09, 08:50
                  Dziecka na grzeczniejsze nie wymieniłabym nigdysmile

                  Wczoraj akurat rozmawiałam z koleżanką, która ma młodsze dziecko niż
                  obaj moi. Jest już stara (jak jawink), tak w życiu wyszło. Ale że
                  właśnie jest stara, to ma koleżanki, które mają już duże dzieci. I
                  mówi, że co ją zaskakuje, to to, że one ciągle narzekają na problemy
                  wychowawcze, a ja nigdy, jak już coś w spominam, to nie w formie
                  narzekania.
                  Przemyślałam to sobie. Akurat jestem osobą, która dużo narzeka, więc
                  zastanowiło mnie to stwierdzenie. No i już wiem - u nas problemy
                  zdrowotne zdominowały niemalże wszystkie inne dziedziny życia. Inne
                  problemy albo wydają się przy nich małe, ale ich nie zauważamy, albo
                  olewamy, albo odkładamy na bliżej nieokresloną przyszłość.
                  Zupełnie zachwiana równowaga
                  • verdana Re: Erich Fried 13.11.09, 22:23
                    A może nie?
                    Jak sobie przypominam moje starsze dzieci i patrze na moje mlodsze
                    (też starsze) to procz problemow ze szkołą ja własciwie nie miałam
                    problemow wychowawczych, na ktore moglabym sie tak naprawde skarzyć.
                    A jesli już, to kompletnie banalne - roztargnienie, nie mowienie o
                    szkolnych jedynkach, balaganienie (trudno by przy takiej matce byly
                    porzadne).
                    Może to nie tak, ze problemy zdrowotne wszystko zdominowaly, tylko
                    nie kazde dziecko sprawia klopoty, powiem więcej (tu chwaląć być
                    moze i Ciebie i siebiesmile) - sa matki, ktore nie uwazaja drobiazgow
                    za problemy, dyskusji za pyskowanie, a innego zdania - za bunt. I w
                    ten sposób jakos problemów brak.
                    Wten sposób mnie np. ominęły bunty nastolatkow, mam jeszcze tylko
                    jedna szanse, ale na razie się nie zapowiada, przeciwnie.
                    • mamalgosia Re: Erich Fried 14.11.09, 12:07
                      Dziękuję, Verdano.
                      Z Młodszym rzeczywiście są takie typowe "dzieciowe" drobiazgi,
                      trudno to nazwać problemami. Starszy jest trudny - czasem
                      wspominałam. Ale ogólnie jest mi z nimi bardzo fajnie smile)
                      • verdana Re: Erich Fried 14.11.09, 16:32
                        Otóż to. Trudny, ale fajnie.
                        Obawiam sie, ze dla wielu osób trudny to niefajny, niestety. A my to
                        trudne nie jesteśmywink Ja jestem na pewno...
                        • mamalgosia Re: Erich Fried 14.11.09, 18:21
                          verdana napisała:

                          > A my to
                          > trudne nie jesteśmywink Ja jestem na pewno...
                          ja też. Obrzydliwiesad
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka