Witajcie
Podczytuję Wasze forum od jakiegoś czasu i chciałabym się z Wami podzielić zdaniem, które mnie dziś zaciekawiło. Jak to właściwie jest? Można nie myśleć, nie czekać , żyć chwilą i cieszyć się codziennością mimo braku szczęścia. Żyć w poczuciu, że przyjdzie samo niespodziewanie a jak nie, to nic nie tracimy. Nie podejmować działań i pogodzić się z losem, przyjąć porażkę jako naturalny porządek świata. Da się żyć bez nadziei, planowania? Można to nazwać życiem czy raczej wegetacją?
"Nie myślmy za dużo o szczęściu...
Przyjdzie - zrobi niespodziankę...
Nie przyjdzie - nie zrobi nam zawodu..."
Ps. to mój pierwszy wątek i mam nadzieję, że mnie nie zjecie na dzień dobry