alizka85
14.10.12, 21:18
Witam...
Musiałam napisać gdzieś o tym, co czuję, bo już nie mogę po prostu. Pisałam już kiedyś na tym forum. Jakieś dwa lata temu, zaraz po nowym roku. Byłam wtedy 25 letnią bojącą się seksu i bliższego kontaktu z mężczyznami dziewicą...I nic się na dzień dzisiejszy nie zmieniło. Długo, długo myślałam, że jestem po prostu aseksualna, ale nie. Czasem odczuwałam coś na kształt podniecenia i miałam ochotę być z mężczyzną. Jednak potem wizja, że on i ja...Ja już nie mogę!Tak chciałabym mieć kogoś, aby się tak zwyczajnie przytulić. Chciałabym założyć rodzinę, ale chyba nie będzie mi to dane. Jeśli już kogoś poznaję, to...i tak zawsze się wycofuję. Na samą myśl, że on i tak zorientuje się, że ja nie umiem się całować i jestem cnotką paraliżuje mnie. Przeraża mnie też wizja, że mężczyzna musi uprawiać seks, a ja muszę mu "dać". Dla mnie to obrzydliwe jest. Jestem straszną romantyczką, ale nie jestem nieśmiała. Wstydzę się dziewictwa, i oczywiście znajomi myślą, że jestem już dawno po. A co jest największym paradoksem dotyczącym mojej osoby?Otóż moje pieprzne i rubaszne żarty w towarzystwie. Nie krępuje mnie wcale rozmowa o seksie, co jest dziwne. W towarzystwie uchodzę raczej za doświadczoną osobę. Mogę rozmawiać o tym z kolegami z pracy, a oni na to, że fajnie się ze mną rozmawia na takie tematy. Próbowałam szukać aseksualnych mężczyzn, ale internetowe znajomości kończyły się, bo byli oni jacyś dziwni...Strasznie mnie to przygnębia i nie chce mi się żyć. Moi znajomi wykruszają się. Powoli zostaję sama. Skończę jako stara panna alkoholiczka i zapiję się na śmierć albo jako wariatka opuszczona i zapomniana przez wszystkich...Dla rodziny i znajomych moich rodziców już jestem nieudacznikiem życiowym, bo jestem sama. Ostatnio jeden starszy pan powiedział, że widać po mnie, że ja dziewica...bo się uśmiecham jak ona. Ciągle słyszę docinki, że jestem wiecznie sama. Koło się zamyka. Już nie chce mi się żyć, nie mam dla kogo. Choć tyle we mnie uczucia.
Moim marzeniem jest poznać kogoś, kto wprowadzi mnie w ten świat...a jednocześnie nie wyśmieje mnie za brak doświadczenia...i nie będzie traktować mnie jak maszynki do seksu...
Czy dacie wiarę, że ja całowałam się z 5 razy w życiu i to bez języczka i ostatni raz...6 lat temu???!!! Jestem beznadziejnym przypadkiem...czasem chciałabym odejść z tego świata...czuję się jak nieudane dziecko Boga. Wiem, że zawsze będę sama. Tylko jak mam się z tym pogodzić? Tak tylko chciałam się wygadać. Wiem, że to śmieszne co napisałam. Ale cóż...ulżyło mi trochę. Pozdrawiam i jestem pewna, że drugiego takiego dziwadła jak ja na tym forum nie uświadczę...