na wierzchu, czy głęboko schowane?
Bo mnie wyszło w ostatnich dniach, że te emocje, zarezerwowane dla znajomych, dla ludzi w pracy mam na wierzchu. Nie mam problemu ich okazywać. A że choleryk jestem, to wszyscy wiedzą i wiedzą też, że za chwilę mi przejdzie.

Wiedzą też, że cholera ale chociaż szczera, więc lubią ze mną pracować, choć nie wchodzę w bliższe relacje w pracy. Są tam jakieś grupki, podgrupy i wśród nich się kotłuje nieraz. A ja idę, robię swoje i zamykam drzwi. Jak wychodzę z roboty, to zostawiam wszystko za nimi. Koniec. Tak wolę. Bez dziubdziania esów do dziewczyn i obgadywania albo przymilania się tym wpływowym. Stąd nie specjalnie lubiana ale szanowana ponoć. Mnie to pasi.
Ale te prawdziwie ważne emocje są tak głęboko we mnie, że boję się po nie sięgnąć. Zrozumiałam ostatnio, jak bardzo je w sobie schowałam. I że chyba z czegoś mnie to odziera. Znak czasów czy moje wycofanie totalne? Strach przed zranieniem czy wygoda? Pisałam do Autko o letniej herbacie. Że chociaż ona niesmaczna, to nie ma ryzyka poparzenia. Ale czy warto pić tylko letnie? Czy tak się chronię czy jestem zwykłym tchórzem? Niestety dochodzę do wniosku, że to drugie...

A jak to jest u was?