Dodaj do ulubionych

opuszczenie

23.11.06, 14:14
Witam!
Najlepiej od razu przejdę do sedna sprawy. Cierpię na dość silne zaburzenia
lękowe i depresję, z tego powodu leczę się psychiatrycznie.
Od jakichś sześciu lat nie nawiązałem żadnego nowego kontaku,
w zasadzie nie odbyłem żadnej prawdziwej
-szczerej rozmowy z kimś spoza mojej najbliższej rodziny,
nie poznałem nikogo nowego. Jestem osobowością
silnie wycofującą się -pragnę kontaktów społecznych, a jednocześnie ich unikam.
Dawno już straciłem umiejętność porozumiewania się, nie potrafię nawiązać żadnej
dłuższej rozmowy, mimo woli przerywam takową już w zaczątku, nim jeszcze dojdzie
do poważniejszej wymiany myśli. Najpierw zaczyna braknąć mi słów; w tym czasie
mój rozmówca zniechęca się do prowadzenia dialogu.
Razi mnie tłum i wszelkie obce otoczenie, a obce jest mi wszystko... Czuję
niepokój na widok przechodniów na ulicy, na uczelni w przerwach
spędzam czas stojąc pod ścianą milcząc ze wzrokiem utkwionym w podłodze.
Każdego człowieka postrzegam
przez pryzmat urojonego niebezpieczeństwa, jakie dla mnie stanowi; jestem
bardzo pdejrzliwy i nie mogę pozbyć się tej cechy.
Pragnę bliskiej znajomości, a nie mogę -czy nie umiem- takiej nawiązać.
Ten stan rzeczy wykańcza mnie, wprawia w stan skrajnego wyczerpania, otępienia.
Szukam ludzi ludzi doświadczających podobnych problemów, czy może porad jak
wyjść z impasu.
Obserwuj wątek
    • alexanderson izolacja i milczenie 23.11.06, 15:22
      Twój "przypadek" poruszył mnie, bo sam jestem bardzo podobny w zachowaniu, choć
      nigdy nie zwracałem się o pomoc do lekarza (może powinienem?). Nie umiem
      nawiązywać kontaktów ani rozmawiać - jestem nieśmiały i powściągliwy wobec
      obcych; boję się wydać śmiesznym, więc nie czynię żadnych kroków; w czasach
      podstawówki, liceum i studiów nie wychodziłem z domu nigdzie poza szkołą; nie
      mam przyjaciół, nie mam z kim porozmawiać. Krańcowym upokorzeniem była ostatnio
      sytuacja, gdy dziewczyna, w której się skrycie kochałem, przysiadła się do mnie
      kilka razy w pociągu i zaczęła rozmowę, a ja nie potrafiłem jej kontynuować.
      Wiem, czym są lata spędzone na uboczu ze wzrokiem utkwionym w podłodze. Bardzo
      pragnę bliskości z drugą osobą, a nigdy w życiu nie trzymałem nikogo za rękę...
      Nie umiem Ci pomóc, Twoje problemy wydają się być jeszcze większe niż moje, ale
      może fakt, że nie jesteś sam, będzie jakimś pocieszeniem...
      • ozyrys8 Re: izolacja i milczenie 27.11.06, 21:01
        Mam nadzieję że kiedyś się z tym uporasz. Jak zdołałeś przejść przez studia
        w takim stanie? Nie wiem sam, czy za jakiś miesiąc nie wylecę z uczelni.
        Nie mogę dać sobie rady ze stanami depresji, załamania. Kiedy tego doświadczam,
        całkowicie opadam z sił. Jak jest z tobą? Jak dawałeś sobie radę przez te lata?
        • flowe Re: izolacja i milczenie 27.11.06, 21:17
          nie będę tu pisać żadnej swojej recepty- myślę, że to co ja mogłabym Wam
          poradzić zapewne sami wiecie tylko gorzej z realizacją wink
          już pisałam o tej ksiązce(nawet w kilku wątkach więc ostatni raz o niej piszęwink
          ona może Wam w jakiś sposób pomóc: "Mądrość nieuciekania" Pema Cziedryn
          spróbujcie
        • flowe Re: izolacja i milczenie 27.11.06, 21:29
          tak tylko jeszccze od siebie- wszyscy mamy jakieś swoje lęki, tylko jednych
          wciągają one na ciemną stronę a inni po prostu postanawiają się z nimi zmierzyć

          "do one thing every day that scares you" serio

          trzeba podejść do siebie z dystansem, postanówcie sobie od jutra np wink robić
          codziennie 1 rzecz , która Was przeraża a póżniej uśmiechnijcie się do siebie z
          satysfakcją, a to że czasami wydacie się komuś śmieszni- życie wink
          każdy z nas czasami jest śmieszny
          pozdrawiam i trzymajcie się!!!
        • samotny2000 Re: izolacja i milczenie 27.11.06, 22:05
          Ja w klasie maturalnej, a dokładnie na jej początku przeżyłem depresję. To nie
          był jakiś mały dół spowodowany nadchodzącym egzaminem, to był tak straszny stan
          otępienia, stresu, zniechęcenia, załamania - ogólnie bryndza. Chociaż bardzo
          kocham swoją rodzinę to w tamtym czasie przestało mi na niej zależeć. Miałem
          wrażenie, że nic nie trzyma mnie na tym świecie, że moje życie jest pozbawione
          jakiegokolwiek sensu, że nic mnie w nim nie spotka poza porażkami. Często
          miewałem stany lękowe (do dzisiaj czasem mi isę zdarzają, ale już nie maja
          takiej siły jak wtedy). Nienawidziłem siebie (do dzisiaj jeszcze się z tym
          borykam)etc. W tym czasie jedyną rzeczą, która dawała mi ukojenie była...
          ... myśl o śmierci. Niestety tak. Śmierć wydawała mi się jedyną ucieczką od
          tych problemów. Byłem gotów na najgorsze, gdy nagle sobie uzmysłowiłem, że
          zabijając się - wystąpię przeciwko Bogu, przeciko piątemu przykazaniu. Poczułem
          straszny strach przed Bożym gniewem. W tamtym czasie Bóg był jedyną osobą,
          której nie chciałem zawieść, na której mi zależało. Wszystko to mnie odwiodło
          od samobójstwa, co wcale nie uwolniło mnie od depresji. Jeszcze przez jakiś
          miesiąc musiłem walczyć z bólem istnienia, gdy pewnego dnia wszystko jakby ze
          mnie zeszło. Poczułem taką ulgę, wolmość jakiej dawno nie miałem. To była tak
          ogromna radość, którą okupiłem łzami... szczęścia oczywiście. Bałem się, że to
          zaraz minie i wróci problem, jednak tak się nie stało. Do dziś nic się takiego
          nie powtórzyło. Teraz jestem silniejszy, bardziej samodzielny. Oczywiście - jak
          już wcześniej wspomniałem nadal się nie akceptuję, miewam czasem stany lękowe
          (bardzo sporadycznie)no i oczywiście jestem samotny (towarzysko - zero
          przyjaciół, przyjaciółek itd. O dziewczynie już nawet nie wspomnę), ale mam
          taki ogromny ładunek nadziei, którego filarem jest Bóg i rodzina. Swoim
          przykładem chcę Ci pokazać, że jest możliwe wyjście z depresji i innych jej
          pochodnych dołów. Wiem, że nie jest to łatwe, ale twoje wystąpienie na tym
          forum jest dowodem, że chcesz walczyć z tym problemem. To bardzo dużo. Nie ma
          złotego środka. Myślę, że musisz znaleść coś/kogoś naczym/nakim Ci naprawdę
          zależy, ponieważ to może być punkt wyjścia w drodze do normalnego życia.
          Wyjście z depresji wcale nie uwalnia od życiowych problemów (Odpowiedz sobie na
          pytanie; kto ich nie ma?), ale uwalnia psychikę od niesamowitego ciężaru,
          dzięki czemu walka z tymi problemami jest o wiele lżejsza. Trzymaj się stary -
          naprawdę rozumiem co przeżywasz. I dla Ciebie zaświeci kiedyś słońce.
          • flowe Re: izolacja i milczenie 27.11.06, 22:31
            pięknie napisałeś wink

            I dla Ciebie zaświeci kiedyś słońce. !!!!!!!!!!!!!!!!

            "nie pozna stron jasności, kto cienia nie tknął, nie ujrzy poranka, kto nocy
            nie przeżył. (...)
            Zaakceptuj chwilowy brak zrozumienia u innych oraz tymczasową samotność, nawet
            jeśli to bolesne. Wejrzyj w siebie. Znajdź wewnętrznego mistrza i przewodnika,
            z którym wszystko będzie łatwiejsze. Bądź sam ze sobą na sam i nie bój się
            własnego cienia! W chwili zwątpienia pamiętaj, że najciemniej jest przed
            świtem.Zaakceptuj zwierzęcość swojej natury, zaakceptuj agresje i żądze oraz
            poznaj ich prawdziwe znaczenie. Wówczas twój cień straci władzę nad tobą i
            stanie się pokornym sługą."
        • alexanderson Re: izolacja i milczenie 27.11.06, 22:41
          Jak zdołałem przejść przez studia? Jak dawałem sobie radę przez te lata? Czy w
          ogóle dawałem sobie radę? Może to po prostu przyzwyczajenie, apatia, która
          stała się częścią mojej natury - kilkanaście lat nie wychodzenia z domu,
          kilkaset przeczytanych za to książek i mnóstwo refleksji. Ja nie mam
          permanentnego stanu załamania, ja jestem zwyczajnie bardzo smutny i milczący,
          zawsze z boku. Boję się jednak ostatnio, że już nic nie czuję, że zbyt sobie do
          serca wziąłem dawno wyczytany w "Siostrach krzyżowych" Riemizowa fragment:
          "A może będzie po prostu żył, ani na przekór, ani na złość, i nie przez
          zrozumienie, i nie dla właściwości ducha swojego, ale po prostu – po nic (...).
          Po nic – po nic, ale żyć będzie! – tylko widzieć, tylko słyszeć, tylko
          odczuwać".
          Przyglądam się życiu, które przechodzi obok mnie, ale już w nim nie
          uczestniczę.
          • alexanderson Re: izolacja i milczenie 27.11.06, 22:50
            Wiesz, jakąś formą terapii może być surowe spojrzenie na siebie "z zewnątrz" -
            od roku piszę bloga, w którym analizuję własne postępki, żalę się z powodu
            zmarnowanych szans. To nie musi mieć formy publicznej, można pisać dziennik do
            szuflady, ale umiejętność przyznawania się - przed sobą - do błędów,
            zapisywania tego, wracania do tego, może być bardzo pomocne. Pouczające są tu
            dla mnie nadzwyczaj szczere "Dzienniki" Tołstoja, pisane przez niego od lat
            młodzieńczych do śmierci.
          • flowe Re: izolacja i milczenie 27.11.06, 22:52
            wez sobie do serca inny fragment,
            przepraszam jeśli kogoś urażę ale widzę tu pogrążanie się,czytaj optymistyczne
            rzeczy, ok wyżalcie się ale też szukajcie czegoś co może Wam pomóc, jestem
            przekonana, że wszyscy mamy to w sobie, trzeba tylko to odnależć

            nikt nie obiecywał nam, że będzie łątwo,
            jesteśmy w gruncie rzeczy wojownikami-WSZYSCY, życie nie jest łatwe
            ja wyznaję filozofię która co niektórym może wydać sie śmieszna: dusza sama
            wybiera sobie ciało w które sie wciela- sytuacje , zdarzenia do przepracowania
            i jak zaczynam się dołować mówię sobie że sama sobie to wybrałam i muszę się z
            tym zmierzyć i wygrać- mi pomaga wink
            • flowe Re: izolacja i milczenie 27.11.06, 22:55
              trzeba spróbować zaakceptowć siebie i wszystko co się wydarzyło, dopiero moze
              przyjsc oczyszczenie
              nie mozna uciekac od lęków trzeba je zaakceptowac,
              pierwszym krokiem moze byc pisanie
    • flowe Re: opuszczenie 27.11.06, 23:01
      ... i jeszcze coś...
      na pewno bylibyście wspaniałymi przyjaciółmi
      gdybyście tylko na to pozwolili
    • ozyrys8 Re: opuszczenie 28.11.06, 18:11
      Dzięki za wszystkie rady i zwrócenie uwagi na problem. Jeśli chodzi o pisanie
      dziennika, to co pewien czas zapisuję niektóre swoje myśli w "specjalnym"
      zeszycie, może niedługo zacznę pisać bardziej intensywnie...
    • flowe Re: opuszczenie 28.11.06, 20:35
      wysłąłam Ci maila Ozyrys wink
      sprawdż
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka