Dodaj do ulubionych

jest mi źle

09.09.07, 12:01
witam! mam 25 lat, dobrą prace, mieszkam w W-wie, do wszystkiego doszłam
ciężką pracą, niby cudownie, niby całe życie przede mną, ale właśnie rozsypał
mi się prawie 5-letni związek. Czuję się samotna, zdradzona i opuszczona, jest
mi źle aż do bólu. Szukam kogoś kto mnie przytuli i pocieszy. Szukam
przyjaciół albo kogoś kto mi przywróci wiarę w ludzi. Jeśli jest ktoś chętny
-piszcie
Obserwuj wątek
    • kruz7 Re: jest mi źle 09.09.07, 12:42
      5 lat bycia w związku to dla mnie coś na razie nieosiągalnego. Z resztą nie mam
      co załamywać jeszcze rąk. Przede mną całe życie i przed Tobą również. Masz dobrą
      pracę, ktoś napisałby, że powinnaś cieszyć się. Nic bardziej złudnego. Praca
      taka nie jest życiem, tylko je sprawia łatwiejszym. Zastanawia mnie jeden fakt.
      Doszłaś do wszystkiego ciężką pracą, więc dlaczego nie potrafisz znaleźć kogoś
      miłego dla siebie. Była to walka na noże i brak Ci znajomych? Jeśli tak, to
      ciężko być z kimś takim. Może zbyt wiele czasu poświęcałaś na pracę i efekt tego
      właśnie widzimy?
      Poznałaś smak zdrady, czyli czegoś chyba najgorszego w życiu każdego człowieka.
      Nie rozumiem tutaj, dlaczego szukasz kogoś kto przytuli Cię? Być z kimś 5 lat
      nie pozwoliłoby mi szukać takiej osoby, nawet gdyby ciężko mi było. Co innego
      spotkanie na kawę czy herbatę. Będąc z kimś nie widzę nic strasznego w takich
      spotkaniach, jeśli to nie przerodzi sę w coś więcej. Przez okres 5 lat nie
      poznałaś nikogo takiego, nie chciałaś? Byłaś wierną kobietą z nastawieniem
      wierności aż do grobu? Zazdroszczę facetowi, tylko on nie potrafił tego
      uszanować. Nie zasługiwał widocznie na Ciebie. Masz teraz dobrą pracę, którą
      musisz utrzymać, po coś przecież starałaś się o nią. To wymaga poświęcenia sporo
      czasu z życia prywatnego. Ja nie potrafię pogodzić jednego z drugim. Kosztem
      pracy, wcale nie dobrej, tracę czas na przyjemności. Może właśnie dlatego
      jestem sam, brakuje mi czasu dla kogoś mi bliskiego a co dopiero dla mnie samego.
      Czekają Cię ciężkie chwile w życiu. Co to jest jednak dla Ciebie. Zdobyłaś
      wiele, więc z tym też poradzisz sobie. Osiągnęłaś coś własnymi siłami, własna
      determinacja sprawiła, że masz coś z czego możesz być dumna. W trudnych chwilach
      nie poddałaś się. Tak samo postaraj się teraz walczyć o swoje. Wiem doskonale,
      że to nie jest takie łatwe, jak klikanie w klawiaturę. Masz pewne lata i
      osiągnęłaś coś, czego inni mogą pozazdrościć Ci. Chociażby ja. W Twoim wieku
      byłem zaledwie rok pracownikiem w prawdziwej codziennej pracy. Stawałem
      naprzeciw coraz to nowym wyzwaniom i obowiązkom. Nie miałem wówczas tyle
      doświadczeń życiowych co teraz. Ty masz to już za sobą. Osiągnęłaś w tym wieku
      dużo więcej niż ja. Stałaś się bardziej dojrzała i samodzielna. Nie pozwól, aby
      jakiś nikczemnik zepsuł to wszystko. Szkoda byłoby to wszystko stracić. Masz
      sporo za sobą a ja ciagle pracuję na to.
      • rkkrakow Re: jest mi źle 09.09.07, 13:06
        Dzieki za wsparcie, ale nie wiem czy tak duzo osiagnelam...narazie tyle ze jest
        mi zle i mam mysli w stylu rzucic to wszystko w cholere i jechac do Afryki
        ogladac zycie lwow na przyklad....Przytulanie sie to chyba nic zlego- w
        poprzedniej pracy czesto przytulalysmy sie dla wsparcia. Nie szukam kogos do
        lozka. Nigdy nie szukalam....Potrzebuję raczej rady/wygadać się/kogos na kogo
        bede mogla liczyc...zatem moze od początku opisze sytuacje: poznalismy sie na
        studiach, chodził za mną, chodził i mnie wychodził swoim uporem i zaangażowniem.
        Było cudowniesmile. Kilka wspaniałych lat w czasie studiów, wspólne sprzątanie,
        gotowanie, zakupy, imprezy, gra w karty, spacery... Potem zaczęliśmy pracę. Rok
        temu. Sprowadzilam go do firmy do ktorej sie zalapalam. Przez pierwsze pół roku
        musielismy łączyć obowiązkowy staz z pracą zawodową i nie mielismy w ogole dla
        siebie czasu, w ogole czasu nie było na nic (13h pracy na dobę). Staz sie
        skonczyl szczesliwie i ja przeszlam na jeden etat, moje byłe kochanie ciagnelo
        dalej poltora (czyli 12h dziennie) co tlumaczylam sytuacja ludzi na dorobku i
        ponadto czekalismy na zapowiadane zmiany w firmie ktore mialy nam przyniesc
        stabilizacje i widoki na wygodne zycie za prace 40h/tyg. Myslalam przeczekamy
        chociaz dziwilam sie ze nie ma dosc harowki. Jednak zapowiadane zmiany nie
        nastapily, ja mialam dosc nadgodzin i zmienilam msc temu prace na spokojniejsza
        i duzo lepiej platna. Moj mily mimo ze mial okazje (po prostu nie poszedl na juz
        umowione rozmowy kwalifikacyjne - wiem ze dostal by sie w cuglach) zostal w
        slabo oplacanej pracy z marnymi widokami ale ok moze mu to odpowiada - jesli on
        sie czuje ok to ja tez nie mam nic przeciwko, zarabiamy teraz wspolnie tyle ze z
        tych dwoch pensji daloby sie wziac kredyt na mieszkanie, wyjechac na wakacje raz
        na jakis czas i pomyslec w przyszlosci o rodzinie. Ale niestety dalej moj ex
        postanowil ciagnac dodatkowa prace. Widac uwazal ze jednak na jednym etacie za
        malo zarabia i nie moglam mu przetlumaczyc ze sa rzeczy wazniejsze...nie chcial
        z niej zrezygnowac mimo moich prosb i przekonywania. Zreszta dodatkowy czas tak
        czy siak poswiecilby nie mi ale naszym znajomym. Albo raczej jego
        znajomym...chodzi o to ze wraz ze zmiana pracy stracilam kontakt z ludzmi...nie
        wolno mi przychodzic na imprezy integracyjne (co akurat rozumiem), ale nie
        jestem tez mile widziana na jakichkolwiek wspolnych wyjsciach bo pracuje u
        konkurencji i w ogole mnie jakos tak niby dobrzy wczesniej znajomi wyobcowali.
        ..nie myslalam ze tak bedzie, ale trudno, widac nie byli prawdziwymi kolegami.
        Jednak bylo mi przykro a moj mily nie reagowal. Wrecz przeciwnie z mila checia
        chodzil na te wszystkie imprezy beze mnie. Mimo, iz mam wrazenie ze jakby
        postawil sprawe jasno to mogloby sie cos zmienic...Nie czulam zadnego wsparcia z
        jego strony... Tak czy siak stalismy sie sobie obcy, a gdy mowilam co mi lezy na
        sercu albo mnie zbywal albo obiecywal ze sie zmieni, po czym na drugi dzien
        sytuacja sie powtarzala...Nasze zycie seksualne tez nie istnialo..ostatnio to
        chyba bylo ponad pol roku temu...i to raczej nic ciekawego...nie z mojej winy.
        Tydzien temu wyprowadzilam sie do drugiego pokoju i nie spalismy razem. I nadal
        nic...Kiedys stanalby w mojej obronie jak lew, a teraz nawet nie probowal stawac
        po mojej stronie. Stresuje sie nowa sytuacja, nowa praca, kupilam sobie auto i
        stresuje sie tym ze jezdze, teraz musze znalezc mieszkanie, nie wiem jak
        podzielic to co mamy wspolnie, generalnie potrzebuje kogos kto powie cos milego,
        doda otuchy. W tej chwili mam poczucie zupelnego opuszczenia.. A dla mojego
        zdrowia psychicznego to nie jest odpowiednia sytuacja. Zmienilam prace bo z
        dwoch pensji w starej firmie nie byloby nas na wiele stac, a poza tym bylo za
        duzo nadgodzin - nie chcialam, tak zyc... a myslelismy o wspolnym wlasnym m albo
        budowie, o slubie, o zyciu, przynajmniej myslalam ze oboje o tym myslimy... Nie
        zmienilam pracy tylko dla siebie.. Wiem ze jeszcze rok temu wyszlabym za niego
        bez wahania a teraz... Jest mi zle. Znajomi spoza pracy to nasi wspolni znajomi
        (konczylismy wszyscy razem studia) i nie chce ich wpakowywac w nasze problemy.
        Tylko ze nie mam mozliwosci zeby sie wyrwac na chwile z towarzystwa mojego ex.
        Moi znajomi z liceum sa b.daleko, na drugim koncu Polski najczesciej i nie wyjde
        z nimi niestety gdzies na piwko, na imprezke. Chociaz dostaje dzieki nim
        odrobine wsparcia, gdyby nie to chyba bym oszalala. W nowej pracy tez narazie
        nie mam zaufanych osob, zreszta prawie wszyscy dzieciaci i nie maja glowy do
        wspolnych wyjsc. Czasem mysle ze najlepiej by bylo wyjechac gdzies daleko,
        daleko i zaczac wszystko od nowa, chyba sama nie poradze sobie na
        miejscu....Jednym slowem jestem samotna i dziekuje za zainteresowanie
        • kruz7 Re: jest mi źle 09.09.07, 14:36
          Jednym słowem nadal masz lepiej niż ja miałem dotychczas. Poznałaś szczęście od
          podszewki, na codzień byłaś przy kochanej osobie. Ja tęskniłem przez kilka lat
          za kimś prawie 1000 km stąd. Jesteś więc w bardziej komfortowej sytuacji. Szkoda
          tylko, że Twój ex nie docenił tego szczęscia. Razem dochodziliście do tego i
          razem to utraciliście. On nie chciał zmian na lepsze, być może z powodu kogoś
          tam w poprzedniej pracy?! Ciężko mi coś teraz napisać. Zazdroszczę Ci. Kiedyś
          też mieszkałem z dziewczyną, nie cały rok . Poznaliśmy się w drodze na studia,
          na pasach dla pieszych. Było dziwnie jak zawsze na początku. Najdziwniejsza była
          pierwsza noc u Niej. Potem coraz lepiej, aż do pewnego momentu. Zaczęło sie coś
          dziać złego. Zaczęliśmy tracić kontakt ze sobą. W nocy, śpiąc razem nie czułem
          już Jej ciepła. Wdarła się nuda i znużenie. Postanowiłem to zakończyć nie mówiąc
          konkretnie dlaczego. Zachowałem się źle, jestem draniem? Nie uważam wcale tak.
          Mówiłem Jej co mi przeszkadza, co chciałbym zmienić w naszych relacjach. Zresztą
          sama pytała się mnie oto. Na pytaniach niestety kończyło się wszystko. Z czasem
          stawała mi się coraz bardziej obojętna. Była dobrą dziewczyną, załugującą na
          dobrego faceta. Brakowało Jej umiejętności współpracy w dzień i w nocy. Jednak
          mimo tego nie interesowałem się inną kobietą. Może i u Was też czegoś zabrakło?
          Zawsze musi być przyczyna czegoś. Plany na przyszłość, wspólni znajomi to nie
          wszystko. Na tym nie zbudujesz szczęścia. Może Twój ex pracuje w tamtej pracy
          widząc tam szanse spełnienia się? Może oczekiwał zrozumienia z Twojej strony?
          Wynagrodzenie nie jest przecież najważniejsze. Mam nadzieję, że ex zrozumie swój
          błąd, do czasu kiedy nie wyprowadzisz się stamtąd.
          Ogarnęły mnie wspomnienia a raczej tęsknota za kimś nieznanym jeszcze, bliskim,
          serdecznym, do kogo mógłbym i ja przytulić się. Pisząc o tym w poprzednim
          poście, nie miałem na myśli łóżka, tylko sam fakt chęci przytulenia się do faceta.
          Na złe dni polecam wypad do Lvova, nawet na weekend. Byłem tam tydzień w tym
          roku i gorąco polecam. Łza kręciła się w oku, kiedy zbliżaliśmy się do granicy.
        • kaczorek13 Re: jest mi źle 09.09.07, 15:38
          Przykro mi, że musisz przez to przechodzić. Sama doświadczyłam rozstania po 7
          latach związku... ale wiem, że to rozstanie było jedynym wyjściem. Teraz
          przynajmniej znowu się uśmiecham...
          Z tego co piszesz wynika, że zaczęliście żyć obok siebie a nie razem. To jest
          najgorsza rzecz, jaką pamiętam... samotność w związku. Niby razem ale jednak
          osobno. Jeśli druga strona nie ma ochoty zmienić takiego stanu, to nie ma szans
          na happy end. Nie można walczyć o związek w pojedynkę, bo tworzą go dwie osoby,
          dwie osoby muszą iść w tą samą stronę, ramię w ramię. Inaczej się po prostu nie da.
          Wiem, że czujesz się zagubiona, zdradzona, samotna... Nawet jeśli z kimś
          rozmawiasz, a jest to osoba która nie znalazła się kiedyś w podobnej sytuacji,
          to niestety nie jest w stanie zrozumieć Twojego bólu. Może lepiej dla niej, ale
          wiem że w takich chwilach czujesz się jeszcze gorzej, bo nie możesz znaleźć
          zrozumienia.
          Nie będę Ci tu pisać: zrób to lub tamto. Nie ma nic gorszego niż źli doradcy.
          Zresztą nic nie wiem o Tobie, a każde doświadczenia, każda sytuacja jest inna.
          Napiszę tylko - nie poddawaj się. Masz pracę, dzięki której musisz codziennie
          rano wstać. To jest bardzo dużo. Zamknięcie się w czterech ścianach może jest
          dobre dla jednych, jednak wg mnie jest ucieczką przed problemami, a tym trzeba
          raczej stawiać czoła. Każdy ma prawo do chwili słabości, ale trzeba walczyć.
          Trzeba żyć, nie rozpamiętując przeszłości. Pamiętajmy o tym co było, wyciągajmy
          wnioski, ale nie żyjmy przeszłością.
          Praca, hobby, może jakiś sport... mi pomogły stanąć na nogi. Mam nadzieję, że i
          Ty znajdziesz swoją drogę, czego Ci gorąco życzę. Pozdrawiam Cię serdecznie!
        • boszka5 Re: Przyjażn,to lekarstwo na rany.. 10.09.07, 10:05
          Najlepszym PRZYJACIELEM jest ten,kto nie pytając o powód Twego smutku potrafi
          sprawić,że znów wraca radość.To jest prawda,przekonałam się o tym sama.Znaleźć
          prawdziwego przyjaciela,na dobre i złe to wielka sztuka i wysiłek,ale
          warto.Popatrz dookoła siebie i wybierz jedną osobę,która Twoim zdaniem zasługuje
          na przyjaźń.Wyjdź z inicjatywą spotkania,pójścia do kina,kawiarni.Nie zaczynaj
          znajomości od użalania się,to nastąpi z czasem.Daj sobie czasu,spróbuj też samej
          wyjść do kawiarenki(robię tak kiedy mam doła,z książka w ręku).Czasami dosiadam
          się do kogoś i w ten sposób mogę nawiązać rozmowę(bez zobowiązań,ale na
          luzie).Ja nie lubię pisać o SOBIE,ale uwierz MI przeżyłam już
          wiele,bardzo,bardzo wiele.Ile radości tyle smutku.Ile uśmiech tyle łez.Ile
          szczęścia,tyle nieszczęścia.
          • boszka5 Re: Przyjażn,to lekarstwo na rany.. 10.09.07, 10:14
            P.S.Wczoraj byłam z PRZYJACIÓŁMI na spacerze po Wrocławiu,jadłam smaczne
            lody,pyszną sałatkę Amerykańską,a na zakończenie poszliśmy do kina na film"U
            PANA BOGA W OGRóDKU"śmiałam się bo było z czego.SPRÓBUJ,dzieci pozostawiłam z
            teściową.Wszystko jest możliwe jeśli sama tego chcesz.A jeśli chodzi o
            przytulanie"otulę wiatrem swą szyję,by przeżyć nocą dzień cały"
    • wild.romance Re: jest mi źle 11.09.07, 00:30
      rkkrakow napisał:

      > witam! mam 25 lat, dobrą prace, mieszkam w W-wie, do wszystkiego
      doszłam
      > ciężką pracą, niby cudownie, niby całe życie przede mną, ale
      właśnie rozsypał
      > mi się prawie 5-letni związek. Czuję się samotna, zdradzona i
      opuszczona, jest
      > mi źle aż do bólu. Szukam kogoś kto mnie przytuli i pocieszy.
      Szukam
      > przyjaciół albo kogoś kto mi przywróci wiarę w ludzi. Jeśli jest
      ktoś chętny
      > -piszcie

      Przywrócić wiarę w ludzi...
      na pewno nie takie proste, ale..
      zajrzysz do @...?
      w.r

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka