Dodaj do ulubionych

Konfiskuję...

05.05.04, 22:11
Toleruję wiele rzeczy - głupie komiksy, lizaki, nieparlamentarne wyrażenia,
bałagan w pokoju. Ale absolutnie nie toleruję (tzn nie kupuję nawet pod
presją karabinu maszynowego i dyskretnie konfiskuję gdy goscie przyniosą)
wszelkich skrótów klasyki (np. Robinson dla dzieci na 14 stronach z
ilustracjami), dalszych ciągów (np. Puchatka Disney'a) i niegramatycznych,
przesłodzonych bajeczek/wierszyków/opowiadań. A wy?
Obserwuj wątek
    • klaryma Re: Konfiskuję... 06.05.04, 09:17
      Ja również. Nie mogę znieśc tych wszystkich dalszych ciągów i wariacji na temat
      np. "Kubusia Puchatka", przesłodzonych bajek, ksiażkowych wersji bajek
      Disneya...W ogóle mam wrazenie, ze ksiązek (tłumaczeń) pisanych okro[pnie
      topornym jezykiem, niegramatycznie jest coraz więcej, nie tylko dla dzieci z
      resztą. Z czego to wynika ciekawe?
      • czekolada72 Re: Konfiskuję... 06.05.04, 11:17
        Podejrzewam ze przyczyna jest prozaiczna - kasa ; byle jak, byle szybciej.
        Sama chcialam skompletowac w Świecie Ksiazki serie dla dzieci, m. in Kubusie,
        Tajemniczy Ogrood, Robin, Heidi i jeszcze pare, bardzo sympatyczne wydane, ale
        jak przegladnelam Tajemniczy, jak zobaczylam, ze cyba z 1/3 ksiazki nie ma...
        to jeszcze szybciej odstawilam na polke :( Szkoda...
    • fey Re: Konfiskuję... 31.05.04, 14:46
      Hmm... Jestem ciekawa, co znaczą te 'głupie komiksy'???
      Chodzi o formę czy zawartość? Bo jeżeli o zawartość to jestem w stanie często się zgodzić. Ale sama
      forma nie jest taka głupia!
      Dzięki połączeniu ilustracji i tekstu (bo obie te warstwy są sobie równorzędne!) rozwijamy u dzieci
      zarówno półkulę prawa, jak i lewą! i dobrze, bo dziecko dzięki temu nie zatraca umiejętności 'czytania'
      ikon! na rzecz czystego 'tekstu'!
      • verdana Re: Konfiskuję... 01.06.04, 11:39
        Głupie komiksy to oznacza komiksy składajace się ze zdań typu "Ups,
        ojej!!" "Hmm, wrr!Łubudu!". Komisy jako takie b. cenię - to moim zdaniem
        najlepsza droga do nauczenia dzieci czytania. Moje zaczęły od komiksów, a
        skonczyły na klasyce. Nie mówiąc już o takim np."Asterixie"!
        • czekolada72 Re: Konfiskuję... 01.06.04, 11:56
          Moja corka zaczytuje teraz Tytusa, Romka... Odkryla go i jest zachwycona :)
          • ewkka Re: Konfiskuję... 02.06.04, 10:10
            A ja lubię serie z Kubusiem. moja córeczka bardzo lubi Wyliczanki rymowanki .
            Autorkami polskich edycji są np. panie Chotomska i Usenko a więc osoby do
            których "literacko" mam zaufanie. ewkka
    • agnieszka_azj Re: Konfiskuję... 31.05.05, 21:30
      Nie konfiskuję, ale pozostawiam do zakupu z kieszonkowego wszystko co jest
      związane z pisemkiem "WITCH" - samo pismo, komiksy, książki, kalendarze.
      Nie chcę z tego robić owocu zakazanego i przedmiotu marzeń. Udało się to mojej
      znajomej, która z pobudek "fundamentalnie katolickich" zakazała córce
      wszystkiego, co "trąci magią" (także Harrego P.). Efekt był taki, że jej corka
      przychodzila do Ani i dosłownie rzucała sie na wszystkie tego typu lektury.
      • biealka Re: Konfiskuję... 01.06.05, 10:05
        U mnie to samo. WITCH na topie, ale tylko z kieszonkowego. Na szczęście moja
        Ola czyta całkiem sporo innych rzeczy, więc jej fascynacja czarodziejkami nie
        jest dla mnie powodem do niepokoju.
        Do tej pory nie zdarzyło mi się skonfiskować dzieciom jakiejś lektury, prędzej
        mężowi;-)
        • anndelumester Re: Konfiskuję... 01.06.05, 11:13
          Na razie nie mam czego konfiskować bo dwulatkowi ja narzucam gusta :d
          i wariacji kubusiowych nie kupuje (ma 2 książeczki z twardymi stronami, które
          dostał) podobnie jak ksiązek z ewidentnie paskudnymi ilustracjami twórczości
          np. Zielonej Sowy.
          Jak mu się poczucie estetyczne wyrobi ;-)) za młodu, to mu już potem
          najwieksze idiotyzmy nie zaszkodzą.
          Widzę to po dziecku (lat 7) przyjaciół, które w szkole przezywa fascynację
          własnie czarowniczkami, ale raczej bez uszczerbku na psyche ;)))
          A wszelkie wersje skrócone, okrojone,dalszeciagi też bedę wywalac...chociaż jak
          mały bedzie duzy to już pewnie bedą pisać lektury w punktach.
        • redwine1 Re: Konfiskuję... 16.06.05, 00:54
          dziewczyny, troche z innej beczki: czy Wy kiedys probowałyscie czytać WITCH?
          moja szesciolatka ogarnieta żądzą wydania kieszonkowego nabyła taka gazetkę, a
          ja.. nie mogłam zrozumiec o co tam chodzi :( różne formy wyrazu: tekst, komiks,
          rysunki - dobrze, ale dlaczego to sie nie trzymało kupy? a może miałam jakis
          wybrakowany egzemplarz? :)) /a moze to "dozwolone do lat 30" :)/
          pozdrawiam :)
          redwine
          • klaryma Re: Witch 16.06.05, 10:24
            z tego co się orientuję, przez wszystkie nr gazetki ciągnie się jedna długa
            opowieść z różnymi wątkami, w zasadzie, zeby wszystko zrozumieć trzeba by
            zaczac od pierwszych numerów. Można też kupić Witch w formie wyłacznie komiksów
            (właśnie ukazał sie 10 tom), wtedy łatwiej jest sie zorientować w fabule, no i
            odpadają te wszystkie durne dodatki, psychotesty, porady itp. Ale generalnie
            nie uważam, aby treść Witch była jakaś strasznie głupia, czy niebezpieczna dla
            dziewczynki. No, może 6 latka bedzie miała kłopot ze zrozumieniem wszystkiego,
            są tam wątki dotyczące pierwszych miłosci, konfliktów z rodzicami, raczej dla
            trochę starszych panienek.
    • jagodapo Re: Konfiskuję... 01.06.05, 12:43
      verdana napisała:

      > Toleruję wiele rzeczy - głupie komiksy, lizaki, nieparlamentarne wyrażenia,
      > bałagan w pokoju. Ale absolutnie nie toleruję (tzn nie kupuję nawet pod
      > presją karabinu maszynowego i dyskretnie konfiskuję gdy goscie przyniosą)
      > wszelkich skrótów klasyki (np. Robinson dla dzieci na 14 stronach z
      > ilustracjami), dalszych ciągów (np. Puchatka Disney'a) i niegramatycznych,
      > przesłodzonych bajeczek/wierszyków/opowiadań. A wy?
      A czy np. Andersena czy braci Grimmteż czytasz oryginalne wersje znane ze swego
      okrucieństwa? No, nie popadajmy w przesadę, dziecko też musi samo sobie wyrobić
      gust.
      Pamiętam jak byłam mała uwielbiałam taką różową sukienkę w jeszcze bardziej
      różowe groszki z obowiązkową kokardą. Szczyt kiczu - mama pozwalała mi ją
      ubierać tylko po domu. A dziś mam całkiem dobry gust ;-)
      • anndelumester Re: Konfiskuję... 01.06.05, 13:53
        > A czy np. Andersena czy braci Grimmteż czytasz oryginalne wersje znane ze
        swego
        >
        > okrucieństwa?
        Miałam może 7 lat i trzytomowe basnie Andersena z niesamowitymi, pieknymi
        ilustracjami były moimi ulubionymi. Do tej pory pamietam niektóre baśnie i
        ilustracje....
        Nie wyrosłam na seryjnego mordercę ani na dewiantkę ;)
        A Grimmów po prostu uwielbiałam. Podobnie mity greckie w wersji zdecydowanie
        nie dla najmłodszych,gdzie seks i przemoc były obecne ;))))
        • verdana Re: Konfiskuję... 01.06.05, 14:54
          Tak, moje dziecko (obecnie lat 10) własnie skończyło czytać dwutomowe wydanie
          Andersena z kompletem bajek - i tych dla dzieci i tych dla dorosłych.
          A jak było małe, to albo czytałam oryginał, albo - gdy był nieodpowiedni dla
          dzieci, w ogóle nie czytałam. Ostatecznie nie ma obowiązku.
          A ja w dzieciństwie uwielbiałam braci Grimm.
    • steffa Re: Konfiskuję... 09.06.05, 00:43
      Oooo konfiskuję wszystko, co ma paskudne rysunki w stylu, niestety większości
      wydawnictw...... Z tego powodu moje dziecko nie ma żadnego 'współczesnego'
      Tuwima. Nie zniosłabym ilustracji niejakiego pana PIątka.
      • j_aga Re: Konfiskuję... 16.06.05, 12:23
        Przejrzałam Tuwima z ilustracjami pana Piątka i nie wiem co w nich jest złego?
        Czytam dziecku bajki niekonieczniew orginalnych wersjach,bo jak zaczęłam czytać
        królewne snieżkę, to opis krwi na śniegu mocno mnie przeraził.
        Czytamy orginalnego Kubusia Puchatka i Chatkę puchatka, ale czytamy też jakieś
        dopisane historyjki, a nawet gazetę, bo synek je lubi.
        Jedyne czego jak mi się wydaje tolerowała nie będę to skróconych wersji lektur
        (bo zdaje się, że skracane powieści to najczęściej lektury).
        Dla mnie ważne jest to, że czytanie sprawia synkowi przyjemność (nawet teraz
        marudzi, żeby mu czytać).
        • steffa Re: Konfiskuję... 17.06.05, 00:44
          Obrazki Artura Piątka są kiczowate.
          • j_aga Re: Konfiskuję... 17.06.05, 07:22
            Ilustracje to książki dla dzieci mają być moim zdaniem wesołe i kolorowe. I
            chyba nie muszą być dziełami sztuki?
          • asik69 Re: Konfiskuję... 17.06.05, 07:59
            steffa napisała:

            > Obrazki Artura Piątka są kiczowate.

            Eee, chyba nie jest aż tak źle. Mamy "100 bajek" Brzechwy z jego ilustracjami i jakoś nigdy nie pomyslałam o nich, że są kiczowate. Pewnie, to nie są ilustracje tak oryginalne, jak większość promowanych ostatnio (np. p. Pawła Pawlaka), ale my je lubimy. Są wesołe, kolorowe, wyraziste i dowcipne. Teraz ta ksiażka otworzyła mi sie np. na rozesmianym czajniczku ;-) Nie jest tak źle!
            ;-)
            • lucapuka Re: Konfiskuję... 18.06.05, 19:38
              Ilustracje "wesołe i kolorowe" nie stymulują rozwoju dziecka, służą zaledwie
              chwilowej przyjemności, potwierdzeniu tego co dziecko już wie o świecie.
              Oczywiście dają poczucie bezpieczeństwa dziecku i towarzyszącej osobie
              dorosłej, ale nie zajmują się zadawaniem pytań, tylko udzielają bardzo
              subiektywnych odpowiedzi nie pozwalając na samodzielne wędrówki wyobraźni...

              Ilustracje które są dziełami sztuki, poza innymi swoimi ważnymi funkcjami,
              przygotowują dziecko do odbioru najróżniejszych przejawów interpretacji
              ludzkich myśli...
              Tak rzadko mówimy o edukacyjnej funkcji tzw. "obrazków" w książce.
              A ja właśnie uważam że książka dla dziecka w której ilustracje nie są dziełami
              sztuki , nie ma sensu.
              Konfiskuję kicz.
              • asik69 Re: Konfiskuję... 18.06.05, 22:44
                lucapuka napisał:

                > Ilustracje "wesołe i kolorowe" nie stymulują rozwoju dziecka, służą zaledwie
                > chwilowej przyjemności, potwierdzeniu tego co dziecko już wie o świecie.

                A czymże jest szczęsliwe życie, jak nie zbiorem "chwilowych przyjemości"?

                Życzę wzzystkim mnóstwa takich wesołych i kolorowych chwil! Choćby nawet całkiem niestymulujących naszego rozwoju...
                Pa ;-)
                • caca33 Re: Konfiskuję... 19.06.05, 00:05
                  To żeby jeszcze było dzieciaczkom milej, to owe 'przyjemne chwile' przy
                  oglądaniu tych śliczniutkich, kolorowych i wyrazistych książeczek, trzeba
                  wzmacniać, włączając im pioseneczki Michałka Wiśniewskiego. A co! Niech się
                  stymulują tym, co się rodzicom podoba.
                  Konfiskuję zgodę naszego społeczeństwa na ten kicz!!!
                  eG
                  • mamalina Re: Konfiskuję... 20.06.05, 10:14
                    caca33 napisała:

                    > To żeby jeszcze było dzieciaczkom milej, to owe 'przyjemne chwile' przy
                    > oglądaniu tych śliczniutkich, kolorowych i wyrazistych książeczek, trzeba
                    > wzmacniać, włączając im pioseneczki Michałka Wiśniewskiego. A co! Niech się
                    > stymulują tym, co się rodzicom podoba.
                    > Konfiskuję zgodę naszego społeczeństwa na ten kicz!!!
                    > eG

                    Pięknie powiedziane!!! Podpisuję się całą sobą!
                    • asik69 Re: Konfiskuję... 20.06.05, 11:02
                      Dziewczyny, oczywiście, generalnie macie rację, zgoda! Ale...
                      Ale skoro już mowa o MW ;-) Kiedy moja córeczka miała roczek czy 2, a to był ten czas, kiedy Wisniewskiego słyszało się dosłownie wszędzie, uwielbiała jego muzykę! Wszędzie: w tramwaju, markecie itd., kiedy tylko usłyszała pierwsze takty, zaczynała tańczyć, aż piejąc przy tym z radości. I co, miałam dziecku zatykać uszy, bo moim zdaniem poziom muzyki nieodpowiedni? Odbierać dziecku taką frajdę? Bo JA mam wyższe aspiracje? I bo JA wolę inny rodzaj muzyki? Wole, ale co z tego?
                      W niczym jej to nie zaszkodziło, teraz uczy się gry na pianinie i świetnie jej idzie, ma wrazliwy słuch, reaguje właściwie również na bardziej ambitne rytmy ;-))) A więc nie taki ten MW straszny, przynajmniej moim dzieciom krzywdy nie zrobił.
                      Myślę, że tak właśnie jest ze wszystkim - i z ilustracjami, i z muzyką. Nawet z tekstami, choć tu mam największe wątpliwości. Zdrowy rozsądek polega na tym, żeby nie przesadzić w żadną stronę.
                      A poza tym... jakoś wazniejsza jest dla mnie radość dziecka, niż obawa (zresztą bardzo na wyrost), że panowie Wiśniewski i Piatek zindoktrynuja mi dziecko ;-))) Więc proponuje: odrobinkę więcej luzu! Ale tylko "odrobinkę" ;-)
                      Aha, jeszcze jedno: wiecie, jak pysznie smakuje zakazany owoc?
                      • alistar1 Re: Konfiskuję... 20.06.05, 13:21
                        Konfiskuję infantylne, zdziecinniałe książeczki z obrazkami, które są brzydkie,
                        tandetne, rysowane "grubą kreską" i "dla dzieci". Nie kupuję bajeczek
                        niestarannie wydanych, na byle jakim papierze, bo "i tak dzieci je zniszczą".
                        Podziwiam i hołubię odważną wyobraźnię p. Pawlaka, staranność wydania (i treści
                        oczywiście też) "Nawet nie wiesz..." i "Wszystkich was kocham...".
                        • hki1 Re: Konfiskuję... 21.06.05, 10:09
                          Nie znoszę brzydko ilustrowanych książek i ich nie kupuję. Niestety syneczek
                          dostaje czasami w prezencie np. Zieloną Sowę. Ponieważ nie potrafię wyrzucać
                          książek do śmietnika, stosuję różne inne metody, np. dwie ma na półce pomiędzy
                          ładnymi (żeby wiedział, że są też brzydkie na świecie), kilka wynieśliśmy do
                          przychodni, dwie czekają na poprawki (zaklejenie, domalowanie itp.) - pomysł
                          podsunela jedna z autorek historii o macierzyństwie i bardzo mi się spodobał.
                          Macie jakieś pomysły na wykorzystanie brzydkich obrazków?
                          • mamalina Re: Konfiskuję... 21.06.05, 16:45
                            zaklejanie jest chyba najlepsze
                            ja nie potrafię takich książek nikomu oddać, czułabym się jak roznosiciel zarazy, więc lecą na
                            makulaturę
                            za to kupuję i rozdaję cudeńka z antykwariatów
                            i odbyłam parę poważnych rozmów z teściową :) nie byłao łatwo, ale sytuacja się oczyściła :D:D:D
    • judytak Re: Konfiskuję... 22.06.05, 02:41
      nic nie konfiskuję :oP
      nie uważam się za wyrocznię dobrego gustu, z reguły dzieciom, zwłaszcza małym,
      całkiem co innego się podoba, niż dorosłym, i nie dlatego, że "jeszcze się im
      gusta nie wyrobiły", tylko dlatego, że mają zupełnie inne potrzeby (np.
      niezmiernie ich cieszy, jak wszystkie szczegóły z tekstu można odszukać na
      ilustracji, a rozbieżności między tekstem a obrazem powodują wielkie
      problemy...)
      poza tym uważam, że dzieci mają też prawo do "czczej rozrywki" i wolno im mieć
      kontakt nie tylko z "wysoką sztuką" (to np. a propos WITCH)
      owszem zdarza się, że o jakiejś książce powiem dziecku, że "tego nie będę ci
      czytała, bo mi się nie podoba"
      zdarza się też (zwłaszcza z książeczkami typu "Brzydkie Kaczątko w 10
      obrazkach"), że po prostu opowiadam dziecku bajkę własnymi słowami, pomagając
      sobie (i dziecku) ilustracjami, rewelacyjny sposób dla małych dzieci, takich w
      wieku 2,3,4 lata, które samą baję już rozumieją, ale język oryginału, jak też
      długość jest dla nich absolutnie nieodopowiedni

      z drugiej strony fakt, że nie kupuję tego, co mi się nie podoba ;o)
      presji w tym temacie jeszcze nie doświadczyłam...

      pozdrawiam
      Judyta
      • asik69 Re: Konfiskuję... 22.06.05, 08:28
        udytak napisała:

        > nic nie konfiskuję :oP
        > nie uważam się za wyrocznię dobrego gustu, z reguły dzieciom, zwłaszcza małym,
        > całkiem co innego się podoba, niż dorosłym, i nie dlatego, że "jeszcze się im
        > gusta nie wyrobiły", tylko dlatego, że mają zupełnie inne potrzeby (np.
        > niezmiernie ich cieszy, jak wszystkie szczegóły z tekstu można odszukać na
        > ilustracji, a rozbieżności między tekstem a obrazem powodują wielkie
        > problemy...)
        > poza tym uważam, że dzieci mają też prawo do "czczej rozrywki" i wolno im mieć
        > kontakt nie tylko z "wysoką sztuką" (to np. a propos WITCH)
        > owszem zdarza się, że o jakiejś książce powiem dziecku, że "tego nie będę ci
        > czytała, bo mi się nie podoba"
        > zdarza się też (zwłaszcza z książeczkami typu "Brzydkie Kaczątko w 10
        > obrazkach"), że po prostu opowiadam dziecku bajkę własnymi słowami, pomagając
        > sobie (i dziecku) ilustracjami, rewelacyjny sposób dla małych dzieci, takich w
        > wieku 2,3,4 lata, które samą baję już rozumieją, ale język oryginału, jak też
        > długość jest dla nich absolutnie nieodopowiedni
        >
        > z drugiej strony fakt, że nie kupuję tego, co mi się nie podoba ;o)
        > presji w tym temacie jeszcze nie doświadczyłam...
        >
        > pozdrawiam
        > Judyta

        Bardzo mi sie podoba to podejście. I myslę, że uczysz swoje dzieci przy okazji czegoś bardzo waznego: TOLERANCJI.
        • lucapuka Re: Konfiskuję... 22.06.05, 12:44
          Wyszło na to że stając w obronie wartościowych książek jestem, jesteśmy, bo
          zdaje się kilku nam się dostało, niewyluzowane, nietolerancyjne no i nie znamy
          pysznego smaku zakazanych owoców.
          Nic tylko katujemy swoje nieszczęsne dzieci smutnymi, szaro burymi- byle
          artystycznymi propozycjami niewydarzonych ilustratorów.
          A te nasze biedactwa ślinią się na widok cudownie kolorowych i wesolutkich
          ilustracji, których wredna matka im nigdy nie pozwoli obejrzeć.
          Niestety problem jest dużo bardziej złożony Asiku69.
          A ja się cieszę, że moje dzieci z całej hałdy chłamu ( myslę nie tylko o
          książkach ale o wszelkich zalewających rynek towarach) potrafią wyłowić te
          niepozorne a piękne i wartościowe.
          I chyba byłyby bardzo zażenowane gdybym przyniosła im do spożycia "pyszne
          zakazane owoce".
          • asik69 Re: Konfiskuję... 22.06.05, 21:44
            > A ja się cieszę, że moje dzieci z całej hałdy chłamu ( myslę nie tylko o
            > książkach ale o wszelkich zalewających rynek towarach) potrafią wyłowić te
            > niepozorne a piękne i wartościowe.

            Ale, Lucapuko, czy to One potrafią zrobić, czy Ty?
            Jesli tak rzeczywiście jest, jak piszesz, to cieszę sie razem z Tobą. I chyba masz starsze dzieci od moich (albo dojrzalsze ;-), bo moje i chłamem sie zachwycają ;-)))

            Do dwóch pierwszych akapitów Twojej wypowiedzi nie będę się bezposrednio odnosić, bo ja przecież tego wszystkiego, co mi zarzuczasz, nie napisałam. Wyczytałaś to między wierszami, a przecież moją intencją nie było obrażanie Ciebie czy kogokolwiek innego. Ja szanuję Wasze poglądy, nawet więcej: rozumiem je, tylko po prostu nie do końca je podzielam. Wiem, że nikt tu nikogo nie katuje, Ty swoich maluchów też nie ;-) Ja chyba jestem po prostu mniej zasadnicza od Was. Kiedy moja Teściowa przynosi moim dzieciom chocby najbardziej kiczowaty prezent, to jestem jej wdzięczna, bo wiem, że robi to z głebi serca, z miłości.
            I to jest chyba jedyny punkt w Waszych wypowiedziach, jedyna rzecz, której absolutnie nie potrafię zaakceptować: próba strofowania, wychowywania Rodziców, Dziadków, Tesciowych etc. w imię krzewienia dobrego smaków u dzieci. Bo moim zdaniem w ten sposób mozna wyrządzić więcej złego niż dobrego.

            A poza tym: nie musimy sie przecież we wszystkim zgadzać, prawda? Ale to bardzo miłe forum, nie psujmy tego ;-))))))))))))))))))
            • mamalina Re: Konfiskuję... 26.06.05, 22:29
              asik69 napisała:

              > Kiedy
              > moja Teściowa przynosi moim dzieciom chocby najbardziej kiczowaty prezent, to
              > jestem jej wdzięczna, bo wiem, że robi to z głebi serca, z miłości.
              > I to jest chyba jedyny punkt w Waszych wypowiedziach, jedyna rzecz, której abso
              > lutnie nie potrafię zaakceptować: próba strofowania, wychowywania Rodziców, Dzi
              > adków, Tesciowych etc. w imię krzewienia dobrego smaków u dzieci. Bo moim zdani
              > em w ten sposób mozna wyrządzić więcej złego niż dobrego.

              wiesz, w sprawie wielu kiczowatych prezentów jakoś mnie nie bierze taka wścieklica jak w kwestii
              książeczek: pewnie dlatego, że sama się książkami i podobnymi tematami zajmuję zawodowo... a z
              kolei pamiętam, jakie sama sobie szyłam kiczowate stworki jako dziecko
              i powiem Ci, że długo się zastanawiałam, czy i co ew. robić
              ale doszłam do wniosku, że jak mam teściową skrycie znienawidzić za "zatruwanie" dziecka, wolę
              pogadać
              i zawsze dzielę się zachwytami nad nowościami i podrzucam pomysły, gdzie szukać inspiracji, ale
              niezobowiązująco
          • judytak a w krórym miejscu 23.06.05, 12:58
            napisałam coś takiego?
            bo, szczerze mówiąc, nie tylko nie napisałam, ale też nie miałam na myśli...

            pozdrawiam
            Judyta
            • steffa Re: temat 25.06.05, 23:44
              HA! Jaka wspaniała dyskusja tu się rozwinęła! A już myślałam, że nic się nie
              dzieje ;) Ponieważ otwarcie 'przyznałam się' do tego, że izoluję dziecko od
              obrazków 'radosnych i kolorowych' to powiem dlaczego ;) Po pierwsze nie
              uważam, że obrazki dla dzieci muszą być 'radosne i kolorowe', tak jak sztuka
              nie musi być 'piękna'. Po drugie w ogóle nie widzę powodu, dla którego mam
              oddzielać życie od sztuki. Mozna zyc tak, żeby ta druga była nierozerwalną
              częscią tego pierwszego. I w moim świecie nie ma miejsca na przykład dla
              książek z ilustracjami ww. typu. I ani ja, ani moje dziecko nie musimy się
              powstrzymywać przed ich kupnem, bo nas nie ciągnie. Bolą mnie za to zęby, gdy
              je widzę. I oczywiście nie chodzi o to, żeby wyrywać dziecku jego ulubione
              pisemko, ale żeby do czasu, kiedy samo zacznie wybierać, miało
              przynajmniej 'podwaliny dobrego gustu'. Dla mnie to taka sama część edukacji/
              wychowania, jak nauka jedzenia widelcem.
              • asik69 Re: temat 26.06.05, 10:25
                Po pierwsze nie
                > uważam, że obrazki dla dzieci muszą być 'radosne i kolorowe', tak jak sztuka
                > nie musi być 'piękna'.

                A ja wole, kiedy jest "radośnie i pieknie". Dotyczy to również sztuki, nie lubię nawet tej pozornie uzasadnionej "brzydoty" (wiem, wiem, "brzydota" to też pojęcie względne, stąd cudzysłów ;-)

                I wiecie co? Myslę, że to własnie jest piekne: taka różnorodnośc, nawet róznorodność naszych gustów ;-))) To by dopiero było, gdybyśmy wszyscy zgodnie zachwycali tylko i wyłącznie Piątkiem, albo tylko i wyłącznie Pawlakiem. Albo Wiśniewskim ;-)))

                A swoją drogą ciekawe, że to ilustracje, a nie teksty rozbudziły taką żywą duskusję. Czyzbyśmy w sprawie tekstów były bardziej jednomyślne?

                Pozdrawiam wszystkich, niezależnie od Waszej interpretacji słów KICZ i SZTUKA ;-)))
                • steffa Re: temat 26.06.05, 22:44
                  Właśnie - dlaczego nie tekst? Bo literatura = tekst, to dla wszystkich
                  oczywiste, że musi być dobry, a ilustracje wydają się być drugorzędne, a nie
                  są.`
                  • mamalina Re: temat 27.06.05, 11:57
                    steffa napisała:

                    > Właśnie - dlaczego nie tekst? Bo literatura = tekst, to dla wszystkich
                    > oczywiste, że musi być dobry, a ilustracje wydają się być drugorzędne, a nie
                    > są.

                    argumentu, że ważny był dla Niej tekst, użyła moja teściowa w odniesieniu do wyjątkowo paskudnej
                    książeczki - otóż, moim zdaniem, nie można go w odniesieniu do książek dziecięcych stosować, chyba
                    że jak się dziecku czyta, ono nie ma szans obejrzeć ilustracji (przyznaję, że tę metodę stosuję wobec
                    "Śpiących wierszyków" Joanny Papuzińskiej...)

                    ale zasadniczo, jak czytamy z córką, obie siedzimy nad książką; ona nie ma na razie bezpośrednio do
                    czynienia z tekstem (ma dwa i pół roku i jeszcze nie czyta ;-)), za to obrazy widzi cały czas
                    i jeśli jakiś fragment tekstu mi nie podchodzi, mogę próbować go opowiedzieć inaczej albo pominąć
                    a z ilustracjami się nie da (nie mam zamiaru urządzać jej - na razie? ;-) - szkoleń "A teraz popatrzymy
                    na brzydkie książeczki", wystarczy mi, że na brzydkie różne obrazki patrzę jadąc autem (reklamy itd.)

                    pozdrawiam
                    z szacunkiem
              • judytak Re: temat 27.06.05, 02:55
                skoro się temat rozwinął ;o)
                to może wyjaśnię,
                że nie uważam, że "obrazki dla dzieci muszą być wesołe i kolorowe"
                ale też nie uważam, że "obrazki dla dzieci nie mogą być wesołe i kolorowe"...
                jako że "poważniej" nie zajmuję się sztuką,
                więc trudno mi jest zwerbalizować kryteriów mojego wyboru,
                w każdym razie zarówno spośród wesołych, jak i smutnych, kolorowych i czarnych,
                realistycznych i abstrakcyjnych ilustracji jedne mi się podobają, a inne nie
                i jest też całe mnóstwo takich "pośrednich", co to nie wzbudzają we mnie ani
                zachwytu, ani odrazy...

                rzecz chyba nie w tym, żeby ktokolwiek musiał "się powstrzymywać" przed kupnem
                czegoś, bo przecież każdemu normalnemu człowiekowi chce się kupować to i tylko
                to, co mu się podoba...

                chodzi raczej o to, że różnym ludziom podobają się różne rzeczy, a nawet tym
                samym ludziom w różnych okresach życia potrafią się podobać całkiem różne
                rzeczy, a nawet tego samego dnia mogą mi się podobać różne rzeczy, zwłaszcza
                jeśli mają służyć różnym celom (inną muzykę będę słuchała dla odpoczynku, inną
                do tańca, inną, jak mam całą godzinę sama w domu, i całkiem inną na
                przedstawieniu w przedszkolu itd.)

                sztuka jako nierozerwalna część życia, zgadza się
                ale życie jako nierozerwalna część sztuki, no nie wiem, pewnie można i tak, ale
                ja tak nie mam
                w moim życiu różne rzeczy się zmieszczą, i mądre, i głupie ;o)

                podwaliny dobrego gustu, owszem
                tylko nie wiem, który to czas, kiedy dziecko jeszcze samo nie wybiera...
                może mi się trafiają dzieci z przesadnie zdecydowanym charakterem ;o) ale ja
                takiego czasu nie pamiętam (oczywiście można na te wybory wpływać, jak
                najbardziej, ale trzeba umiejętnie znajdywać sposoby...)

                pozdrawiam
                Judyta

                • asik69 Re: temat 27.06.05, 08:19
                  > podwaliny dobrego gustu, owszem
                  > tylko nie wiem, który to czas, kiedy dziecko jeszcze samo nie wybiera...
                  > może mi się trafiają dzieci z przesadnie zdecydowanym charakterem ;o) ale ja
                  > takiego czasu nie pamiętam (oczywiście można na te wybory wpływać, jak
                  > najbardziej, ale trzeba umiejętnie znajdywać sposoby...)
                  >

                  Wybiera już niemowle! Zresztą same o tym dobrze wiecie ;-)
                  I maluch robi to spontanicznie - jak trzylatce podobają się różowe sandałki z czerwonym, błyszczacym kwiatkiem ;-], to one jej się NAPRAWDĘ podobają.
                  Dopiero potem zaczyna się, zahaczające o snobizm (a może o konformizm?), myślenie: "To mi się podoba, bo to jest na topie". I czasami już nie wiadomo, czy coś się nam podoba, bo jest na topie, czy jest na topie, bo sie nam podoba...
                  Dziesięciolatka pewnie już nie będzie miała odwagi przyznać się, jak bardzo podobają jej się te różowe sandałki z czerwonym, błyszczacym kwiatkiem.

                  Nie krytykujmy innych za ich "niewyedukowane" gusta, bo nawet jesli sie róznią od tzw. "dobrego smaku", to może to raczej świadczy o odwadze wyrwania się z tłumu, a nie o braku smaku?
                  • lucapuka Re: temat 27.06.05, 13:56
                    No nie rozumiem... Nie wiedziałam że o " odwadze wyrwania się z tłumu" świadczy
                    szczery pociąg do "różowych sandałków z błyszczącym kwiatkiem"...jakie nosi
                    właśnie cały tłum!
                    Czemu: "snobizm, konformizm" by podobało się to co jest "na topie"?
                    Na jakim na Boga "topie"? Przeciez właśnie " na topie" jest to co popularne,
                    medialnie nagłośnione, reklamowane, pospolite i bardzo stereotypowe!
                    Obraz w książce jest pierwszym zetknięciem się dziecka ze sztuką wizualną. To
                    jakimi obrazami bedzie się je otaczać, wpłynie na jego wrażliwość estetyczną
                    oraz na sposób odbioru świata.
                    Jeśli bedzie miało kontakt tylko z wesołą, kolorową, pospolitą tandetą, wtedy
                    nauczy się że świat właśnie tak wygląda, że jest niekończącą się feerią banału,
                    infantylnej szczęśliwości, bez możliwości zapoznania się z prawdziwym jego
                    obliczem.
                    Jesli chcę uczyć dzieci odbioru sztuki to po to by wiedziały, że prócz tej
                    pięknej strony życia istnieje również świat kontrastów, walka przeciwieństw, że
                    nie wszystko jest jednoznaczne, że ludzie różnie pojmują te same rzeczy, że są
                    różne prawdy, a każdy ma prawo do swojej, że wyobraźnia człowieka jest
                    nieograniczona a interpretacje tego samego tematu moga być najróżniejsze.
                    Myślę że tę naukę będą mogły potem przełożyć na wiele innych dziedzin życia i
                    oszczędzi im to wielu rozczarowań.
                    Nawet nie zdajemy sobie często sprawy z tego jak ważny jest kontakt dziecka ze
                    sztuką, jak bardzo jesteśmy w tyle za innymi krajami traktując edukację
                    plastyczną jak piąte koło u wozu.
                    Aha jeszcze jedno: alternatywą dla tandety stały się tu na forum ilustracje
                    np. p. Pawlaka, czy p. Żelewskiej. Otóż ja pisząc o książce jako o "dziele
                    sztuki" mam na myśli zupełnie inne obrazy. W polskich księgarniach można
                    znaleźć ich niewiele, na świecie stały się obowiązująca normą. Cieszę się że
                    polskie dzieci mają szansę dzięki książce "Stworzenie" zobaczyć ilustracje
                    Wolfa Erlbrucha.
                    • mamalina Re: temat 27.06.05, 15:33
                      > Aha jeszcze jedno: alternatywą dla tandety stały się tu na forum ilustracje
                      > np. p. Pawlaka, czy p. Żelewskiej. Otóż ja pisząc o książce jako o "dziele
                      > sztuki" mam na myśli zupełnie inne obrazy. W polskich księgarniach można
                      > znaleźć ich niewiele, na świecie stały się obowiązująca normą. Cieszę się że
                      > polskie dzieci mają szansę dzięki książce "Stworzenie" zobaczyć ilustracje
                      > Wolfa Erlbrucha.

                      polecam także Kvetę Pacovską, jakby ktoś jednak chciał kolorowo ;-) i tu nikt się o tekst nie pokłóci, bo
                      tekstu ni ma
                      www.internenettes.fr/creer/kveta.html
                      Rotraut Susanne Berner
                      www.leesplein.nl/6LLvolg.html?http://www.leesplein.nl/includes/auteurs_ll.php?mode=auteursinfo&id=585
                      Bruno Munariego i Taro Gomi
                      www.corraini.com/
                      no i mnóstwo innych, co do Polski późno lub wcale nie docierają...
                      a Pawlak i parę innych osób: dobrze, że ich mamy!!!
                      • czytelniczka1975 Re: temat 27.06.05, 20:37
                        A ja polecam "Słonia na hulajnodze" z ilustracjami Iwony Całej. Niebanalne, ale - jak chcą niektórzy - kolorowe. Może to wszystkich pogodzi?
                        www.wydawnictwobis.com.pl
                        Są też "Kołysanki" J.Czechowicza tej samej ilustratorki, ale nie znam tu zadnego linku. Ciekawa jestem, jak Wam sie to spodoba? Mnie podoba sie bardzo!
                    • asik69 Re: temat 28.06.05, 08:14
                      ucapuka napisał:

                      > No nie rozumiem... Nie wiedziałam że o " odwadze wyrwania się z tłumu" świadczy
                      > szczery pociąg do "różowych sandałków z błyszczącym kwiatkiem"...jakie nosi
                      > właśnie cały tłum!

                      Rzeczywiście nie zrozumiałaś..


                      > Jeśli bedzie miało kontakt tylko z wesołą, kolorową, pospolitą tandetą, wtedy
                      > nauczy się że świat właśnie tak wygląda, że jest niekończącą się feerią banału, infantylnej szczęśliwości, bez możliwości zapoznania się z prawdziwym jego > obliczem.

                      I bardzo dobrze! Szczególnie odpowiada mi ta "infantylna szczęśliwość" ;-)
                      A możliwość zapoznania się z "prawdziwym obliczem świata" na razie daruję sobie i przede wszystkim dzieciom... aż strach pomyśleć, co może się kryć za tym eufemizmem!
                • steffa Re: temat 30.06.05, 00:20
                  No na przykład 1,5 roczne dziecko jeszcze nie wybiera (świadomie) książek. Z
                  tego, co wiem o dzieciach ;). Dorosły jest przewodnikiem, bo poznał już trochę
                  świat, ale nie zasłania 'całym sobą' tego świata. To a propos odbierania
                  dzieciom 'wyboru'. Bardzo mi się podobało hasło, które padło wcześniej 'a teraz
                  pooglądamy sobie brzydkie książeczki'. Zawiera w sobie cały absurd pewnej
                  strony naszej dyskusji. Świadomość obrazu jest w Polsce nikła i w literraturze
                  dziecięcej widać to najlepiej. Chyba dlatego, że dodatkowo zbiega się to z
                  przekonaniem, że 'dziecięcy' znaczy 'niepoważny' i 'infantylny'. Poza tym musi
                  być optymistycznie i grzecznie. Pamiętam śmieszną w sumie dyskusje z koleżanką
                  (rozmiłowaną w sztuce, więc niby 'uświadomioną'), gdy ja kupowałam dla swojego
                  syna książeczkę 'Nie wiem kto' - raczej 'przygnębiającą i burą'. Serdecznie
                  mnie od tego odwodziła, bo przecież 'dla dziecka się nie nadaje, raczej dla
                  dorosłego'. To wszystko stereotypy - uprzedzamy często jakąkolwiek reakcję ze
                  strony dziecka, mówiąc: 'to ci się nie będzie podobało', 'to jest straszne' i
                  analogicznie: 'to ci nie będzie smakowało' (bo nam nie smakuje). I jeszcze o
                  tym, że 'różnym ludziom podobają się różne rzeczy' - to fakt, ale chyba nie
                  może być argumentem, broniącym rzeczonych kiczowatych obrazków. Poza tym są
                  rzeczy, które nie będą się podobały o żadnej porze. No chyba, że po ciemku ;)
                  PRzepraszam, że tak syntetycznie, ale jestem już wyprana umysłowo i muszę się
                  starać, zeby wątku nie zgubić, che che. Poza tym wcale tu nie chodzi o
                  obrażanie kogokolwiek i zarzucanie braku gustu, lecz o uświadomienie, że kicz
                  stał się nurtem dominującym, a to mnie boli i w tym wątku to odreagowuję.
    • kanna Re: Konfiskuję... 25.06.05, 22:51
      Mój synek ma 2,6 był w kinie na Kubusiu i hefalumpach i uwielbia ta książke,
      czytam mu kilka razy dziennie. mam nadzieje, że dorosnie do oryginalnego
      Kubusia.

      pozd. Ania
      • abepe ilustracje dobre i złe 27.06.05, 22:11
        hej!
        Właśnie po lekturze tego wątku postanowiłam założyć wątek "ilustracje dobre i
        złe"
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16375&w=254674
        Na razie spisałam sobie nazwiska, które podałyście w ostatnich postach i
        obejrzałam strony. Proszę, napiszcie też w moim wątku. Nie jestem fachowcem od
        malarstwa, i także uważam, że przedmiot sztuka, prowadzony w naszych szkołach
        to jakiś niewypał. Na pewno niewiele się uczniowie z niego dowiedzą. Tak samo
        jak nasze pokolenie z lekcji plastyki (zresztą z muzyki też).
        Lubimy z mężem odwiedzac galerie i muzea historii sztuki, mamy ulubionych
        malarzy ale z oceną ilustracji dla dzieci juz trudniej. Na pewno nie podobają
        nam się ilustracje w disneyowskim stylu. Naszemu małemu przypadły do gustu
        obrazy naszego ulubionego Hundertwassera, więc pewnie łyknie trudniejsze
        ilustracje, takie, jak na podanych przed was stronach.
        Myślę, że warto znać te nazwiska. Mimo, że nie ma ich jeszcze w Polsce. Czasem
        możemy też poszukać za granicą. Proszę o jeszcze.

        Co do zwracanie uwagi babciom przynoszącym prezenty. My postanowiliśmy byc
        twardzi - raczej delikatnie zwracamy uwagę, co chcielibyśmy aby G dostawał. Na
        razie dotyczyło to głównie muzyki. Tak samo zwracam uwagę, jak ktoś daje
        Grzesiowi do jedzenia coś, czego uważamy, że nie powinien jeść. Moja babcia w
        rozpaczy - nie je (prawie)słodyczy? nie pije herbatki? Nie wolno dać?
        Postanowilismy - nasze dziecko- nasza sprawa.


        Aneta
        • mamalina Re: ilustracje dobre i złe 27.06.05, 22:18
          abepe napisała:

          > hej!
          > Właśnie po lekturze tego wątku postanowiłam założyć wątek "ilustracje dobre i
          > złe"
          > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16375&w=254674

          wyskakuje mi, że wiadomość o podanym numerze nie istnieje lub została skasowana... :(
          • caca33 nie-z-rozum-ienie 28.06.05, 08:10
            Wydaje mi się, że wiem dlaczego robi się tu, w tym wątku gorąco... W moim
            przekonaniu wynika to z istnienia dwóch (conajmniej) światów równoległych,
            które nigdy się nie przenikną, a z ocieractwa nic nie będzie. Poglądom
            wyrażanym np. w wypowiedziach asik69 towarzyszy głównie niewiedza o tym, czym
            jest artystycznie (tak to nazwijmy natenczas)ilustrowana książka dla dzieci na
            świecie, bo - prawdopodobnie - poglądy takie nie "widziały" dotąd nic takiego.
            Do linków mamaliny dołączam jeszcze te:
            www.ldj.tm.fr/erlbruch/i
            users.pandora.be/carllcneut/
            może to razem zarysuje jakieś ramy świata, o którym mówi lucapuka.
            Choć niestety nie są to książki, tylko ich wirtualna prezentacja...
            W naszym kraju odnosi się to do gustu niszowego, który (wiadomo!) nie jest
            domeną średniej krajowej, uobecnianej przez ofertę znakomitej większości
            polskich i nie tylko polskich wydawnictw. Trudno więc, by owa średnia, która
            legitymizuje ten niemal totalny kicz, przejawiała atencję albo chociaż
            tolerancję dla niszy. Średnią charakteryzuje jeszcze to, że 'czuje w sobie moc'
            eksperckiej siły własnej ekspresji i już!
            Pewnie stąd brak porozumienia.
            Oczywiście, że to świetnie, że istnieje średnia społeczeństwa, ale lepiej, gdy
            charakteryzuje sie także i dużym odchyleniem. A u nas jednak mamy - odnoszę
            wrażenie - do czynienia z tragicznym wręcz równaniem do średniej, która do tego
            jeszcze sztywni i skutecznie "broni się" przed edukacją (nazwijmy to)
            estetyczną.
            Poglądy lucypuki odzwierciedlają jeszce to, jak trudno byc prorokiem we własnym
            kraju.
            To może tyle
            Pozdrawiam
            Ca
            • asik69 do caca33 28.06.05, 09:34
              Przeczytałam ten twój post z uwagą. Ale przede wszystkim: z NIESMAKIEM. Do tej pory to była dyskusja. A ty sprawiłaś, że zrobiła się pyskówka.
              I co ci po znajomości światowych trendów artystycznych, skoro brakuje ci taktu (łagodnie rzecz ujmujac)? Czemu ma słuzyć ta bufonada?

              Trudno więc, by owa średnia, która
              > legitymizuje ten niemal totalny kicz, przejawiała atencję albo chociaż
              > tolerancję dla niszy.

              Rozumiem, że ta "srednia" i ten "totalny kicz" to o mnie i moich poglądach? Ok, ale skąd ci przyszedł do głowy brak atencji i przede wszystkim: tolerancji? Zauważ, że nigdzie nie krytykowałam ilustracji, wręcz przeciwnie: broniłam tych krytykowanych.

              Róznica między mna a toba nie polega na wiedzy czy niewiedzy. Bo słowo ci daję, widziałam już w zyciu kilka ksiażek, niektórych z nich może nawet byś nie skrytykowała ;-) Róznica polega własnie na wspomnianej tolerancji i choćby próbie zrozumienia cudzej odmienności.

              Pa, pa. Wracam do mojego kolorowego swiata, zyczliwego ludziom i ilustracjom. Nawet ludziom o innych pogladach. I nawet "niszowym" (ha, ha!) ilustracjom.
              • caca33 Re: do caca33 28.06.05, 10:33
                Cóż, jak widać - kolejny dowód na niezrozumienie.
                • mamalina Re: do caca33 28.06.05, 10:37
                  o, fajnie, fajnie, wy się tu trochę pokłóćcie, a ja już się nie potrzebuję wychylać :D
          • abepe Re: ilustracje dobre i złe 28.06.05, 08:41
            Faktycznie, coś urwało koncówkę. No to jeszcze raz:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16375&w=25467402
            Ale widzę, że lucapuca założyła nowy wątek na temat niezwykłych ilustracji.
    • icala pisze ilustratorka 28.06.05, 12:48
      przeczytałam wszystkie wypowiedzi i dorzucę swój głos, wczesniej dziękując
      czytelniczce1975 za miłe słowo.
      Właśnie napisałam artykuł o tym czym jest ilustrowanie ksiażek dla dzieci. Mój
      punkt widzenia jest bardzo subiektywny, bo ilustracją zajmuję się od bardzo
      niedawna, nie mam ugruntowanego stylu, wciąż poszukuję. Tak się złożyło, że
      komuś spodobały się moje niewyuczone obrazki i mimo iż nigdy tego nie
      planowalam - zostałam ilustratorem.
      Ale - do rzeczy. Uważam, że niezłym pomysłem byłoby po prostu wpuszczenie dzeci
      do Empiku, do działu dziecięcego - niech same poszukają tego, co im się podoba.
      Wszak są istotami myślącymi i wbrew pozorom doskonale rozumiejącymi język plam,
      kresek i kształtów.. Są "grupą docelową", która nie zastanawia sie czy rysował
      Pawlak, Żelewska czy Szancer. Dla nich ważne jest, żeby ilustracje były
      wiarygodne, uczciwe.. no i niezaprzeczalnie: pogodne, bo ich świat jest
      pogodny! Oczywiście jeśli w tekście jest straszny wilk, no to na rysunku dobrze
      byłoby gdyby też był straszny.. Ale nie może być straszniejszy! Nie zapomnę
      radzieckiej książeczki, którą dostałam mając 5 lat. Były tam tak straszne
      ilustracje, że bałam się zaglądać do niej. I pamiętam je do dziś..
      Ja staram się budzić w sobie "łobuza", mówić do dzieci swoim językiem, nie
      naśladować ich jezyka, bo to oznacza traktowanie ich niepoważnie, a na to nie
      zasługują.
      I takiego "łobuza" budźcie w sobie również wy, mamy i tatusiowie, wybierając Z
      DZIECKIEM książeczkę. Nie musi być trendy, nie musi być też nachalnie
      realistyczna, płaska, nie musi też być artystycznie "odjechana"... - popatrzcie
      na swoje dziecko, co je ciekawi? nad czym się zastanawia? moze lubi Kubusia
      Puchatka.. może straszne wilki... moze pogodne baranki..
      • mamalina Re: pisze ilustratorka 28.06.05, 15:28
        icala napisała:

        > Ale - do rzeczy. Uważam, że niezłym pomysłem byłoby po prostu wpuszczenie dzeci
        > do Empiku, do działu dziecięcego - niech same poszukają tego, co im się podoba.

        a matematyki też się same nauczą? pokaże im się trochę cyferek i jakoś sobie poskładają do kupy... ;-)

        chyba Empik przereklamowany: nie przeczę, jest duży, więc siłą rzeczy dużo się w nim mieści, w tym
        sporo fajnych, ale jak już wpuszczać, to raczej do Książeczki czy do Czułego Barbarzyńcy (którego
        dział dziecięcy, niestety, słabszy od dorosłego), gdzie dzieci i dorośli mają szansę cokolwiek dojrzeć w
        gąszczu ofert
        albo do antykwariatu zabrać, niech poczują atmosferę polowania...

        a gdzie będzie artykuł?
        • icala Re: pisze ilustratorka 28.06.05, 16:15
          hasło "Empik" rzuciłam majac na mysli większy sklep z różnorodnymi ksiażkami..
          nie jestem jego fanką, ale tylko tam znajduję książki z różnych wydawnictw w
          jednym miejscu... Ksiażeczki i czułego Barbarzyńcy w mojej Łodzi nie widzialam
          jeszcze.. ale jak się pojawią takie miejsca to zapewne zajrzę i ocenię...
          a co do matematyki to bym się spierała, bo akurat ona opiera sie na logice, a
          wybór podparty gustem logiczny byc nie musi.. ;-)

          a artykuł jak już będzie, to powiadomię. pozdrawiam!
    • i2h2 Co na to Arystoteles... 28.06.05, 14:48
      Dyskusja zboczyła na tory bliższe folozofii aniżeli literaturze, więc pozwolę
      sobie przypomnieć pojęcie, które funkcjonuje od wieków w etyce, mianowicie
      stworzoną przez Arystotelesa teorię złotego środka. Co prawda odnosiła się ona
      do żądz cielesnych i ich zaspokajania, ale od dawna rozszerzono to pojęcie na
      wiele innych dziedzin życia: jednorodność czy to pokarmów i napojów, czy to
      formy ruchu, czy też doświadczeń zmysłowych ( szeroko pojętych) prędzej czy
      później zrodzi nudę i pojawi się chęć spróbowania czegoś innego. Żyjemy w
      świecie ogromnie różnorodnym i próba odsunięcia części bodźców po pierwsze
      będzie skazana na niepowodzenie, po wtóre zaś może spowodować efekt odwrotny od
      zamierzonego: gloryfikację nieosiągalnego oraz wyobcowanie w gronie
      rówieśników. We wszystkim trzeba zachować umiar- nawet w dążeniu do
      doskonałości ;-) Szczególnie, że pojęcie kiczu jest zmienne: sto lat temu
      kiczem były obrazy impresjonistów i esowate linie secesji...
      Nie chcę przez to powiedzieć, że powinna nas cieszyć wszechobecność
      MCilustracji (podoba mi się ten termin), ale uważam, że nie wolno nam sterować
      gustami dziecięcymi. Jeśli chodzi o piękno, to wcale nie mamy monopolu na
      decydowanie, co nim jest.
      A poza tym już starożytni wiedzieli, że "o gustach się nie dyskutuje" ;-)

      Mówię moim dzieciom, że coś mi się nie podoba, tłumaczę dlaczego, podsuwam to,
      co moim zdaniem wartościowe i piękniejsze, ale właśnie MOIM ZDANIEM. I staram
      się ich zdanie zaakceptować, albo przynajmniej tolerować- i liczę na wzajemność.
      Szczególnie Piotrek wie, że liczą sie dla mnie mądre argumenty, a nie moje lub
      jego widzimisię.
      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka