Dodaj do ulubionych

Inwazja wirusów

24.02.08, 22:24
merlin.pl/frontend/browse/product/1,568198.html
wpadła mi w ręce podczas buszowania po półkach empiku - mysle ,że
byłaby wyśmienitym prezentem dla mojego prawie 8-latka (podobnie jak
8 tom C&H ;)) .Ktoś przeczytał ją uważnie ? Bo ja tylko
przekartkowałam .
Obserwuj wątek
    • katarzyna2222 Re: Inwazja wirusów 25.02.08, 09:18
      wygląda fajnie, a w środku pisana ciągłym tekstem ? jak ilustracje?
      wydawnictwo obiecujące :) pewnie się skuszę ;)
      • i2h2 Re: Inwazja wirusów 27.02.08, 21:45
        Już na stronie można zajrzeć do środka:
        www.bromba.pl/zapo/zapoMCO.html
        Na pierwszy rzut oka wygląda świetnie, a drugi rzut będzie, jak
        sobie herbaty zrobię ;-)
        • katarzyna2222 Re: Inwazja wirusów 27.02.08, 22:31
          dzięki i2h2 :)
          utwierdziłam się dzieki temu wglądowi do środka, że słusznie
          włożyłam ją do koszyka :)
          taśmociąg to jest to ;) co mój Adaś oprócz jeszcze kilku rzeczy ;)
          lubi najbardziej...
    • lunatica Hmm... 27.02.08, 22:10
      ...pamiętam, że miałam ją w ręcach, ale odłożyłam. Jakoś nie bardzo :-(
      Ale nie pamiętam co. Jakoś po prostu nie zapałałam :-(
    • bea-sjf Tom 2 17.04.08, 23:49
      www.multicobooks.pl/ksiazki/wielki_napad
      Jędrek się cieszy , bo od razu po przeczytaniu Inwazji zapytał o
      kontynuację .
      Cichutko liczę na ciąg dalszy - o zębach najchętniej ;/
      • bea-sjf pluszowe mikroby 17.04.08, 23:50
        dla maniaków:)
        www.giantmicrobes.pl/
        • i2h2 Re: pluszowe mikroby 17.04.08, 23:57
          I po co ja tam zaglądałam! Teraz będę marzyć o neuronie albo
          komarze ;-) No i mól książkowy jest, jak ta lala :-))
          Ktoś miał ciekawy pomysł, fajnie byłoby opowiadać dzieciom o
          odporności itp. i takie małe pokazywać.
        • gopio1 Re: pluszowe mikroby 18.04.08, 18:25
          Ale numer!
          Wyobraźcie sobie dziecko w przedszkolu z różowiutką przytulanką - pani pyta -
          kim jest twój pluszowy przyjaciel? - a maluch: to Syfilis... :DDD
          • abepe Re: pluszowe mikroby 18.04.08, 22:43
            Swojemu G. mogę kupić mononukleozę, już się na nią uodpornił:)) A ma
            takie urocze rzęsy
            www.giantmicrobes.pl/katalog/zakazne/mononukleoza
            • zawsze_wolna_nilka zaklepuję mola książkowego! 04.05.08, 08:11
              www.giantmicrobes.pl/katalog/potworki/mol-ksiazkowy
    • wielki.nur Re: Inwazja wirusów w Bajkonurze 20.04.08, 20:46
      Zapraszam na 'Inwazję wirusów' w Bajkonurze. W najbliższy czwartek. Na wszelki
      wypadek proszę włączyć telewizory już o 20... Czyta młody rysownik Tymek Jezierski.
      • abepe Re: Inwazja wirusów w Bajkonurze 20.04.08, 22:10
        Dzięki za informację na temat godziny:))Przez tydzień nie mielismy
        telewizora i tylko dla bajkonurra postanowiliśmy go sprowadzić:))
        • senseeko Re: Inwazja wirusów w Bajkonurze 22.04.08, 20:48
          Według programu TVP w najbliższy czwartek Bajkonurr będzie o 20.10. Czy gdzieś w sieci można obejrzeć poprzednie odcinki?
          • wielki.nur re: 22.04.08, 21:13
            Niestety nie.
            • senseeko Re: re: 22.04.08, 21:19
              Szkoda. A skąd wiesz, że w ten czwartek będzie akurat "Inwazja wirusów"?
              Czy można gdzieś dowiadywać się z wyprzedzeniem, co jest planowane w
              poszczególnych odcinkach?
              • abepe Re: re: 23.04.08, 09:27
                senseeko napisała:

                > Szkoda. A skąd wiesz, że w ten czwartek będzie akurat "Inwazja
                wirusów"?

                Bo wielki.nur to nasza wtyczka w TVP Kultura:))

                > Czy można gdzieś dowiadywać się z wyprzedzeniem, co jest planowane
                w
                > poszczególnych odcinkach?

                Chyba tylko u nas (jak wielki.nur da cynk:)
                • senseeko Re: re: 24.04.08, 22:03
                  Aaaa, to taakie buty! Nie wiedziałam, ze mamy takie szyszki na forum.
                  Oglądałam. Lektor miał wyraźną tremę i z umiejętnością czytania też średnio, ale małemu się podobało. Wszyscy natomiast zgodnie stwierdziliśmy, że efekty specjalne były pierwsza klasa! I do oglądania i do słuchania.
    • frania_z Re: Inwazja wirusów 02.05.08, 10:41
      Wracając do tematu, czyli do książki z tytułu wątku:
      Pomysł ciekawy. Realizacja nas nie zachwyciła. I o ile ilustracje, ich drapeżność i taka pozorna "brzydkość" (cudzysłów wstawiam, nie krzyczcie na mnie :-) tłumaczą się, o tyle treść jakoś do mnie nie przemawia. Książka wydała nam się zbyt chaotyczna. Są w niej dwa, a właściwie nawet trzy osobne historie. Czytać się tego nie da, bo dziecko się gubi (sprawdzałam również na młodszym szkolniaku). Dorosły musi więc sobie jakoś inaczej poradzić, jeśli nie chce dziecka zniechęcić. Ja tą ksiażkę więc dzieciom opowiadam. Najpierw podpierałam się tekstem, ale szybko zarzuciłam tę metodę i sama kombinuję.
      Jednym słowem: szkoda.
      • katrio_na Dzieki Ci Franiu ;) 03.05.08, 08:38
        Nie wypowiadalam sie bo myslalam, ze tylko ja mam negatywne zdanie o
        tej ksiazce.
        Dlatego - dzieki Ci Franiu za twoj post.
        Jesli MNP Brombinii otworzy wreszcie Dzial Krytyczny moze znajdzie
        sie miejsce na moja niezbyt pochlebna recenzje.
        Dla mnie ta ksiazka jest nie do przyjecia - to jedna wielka pomylka.
        Pomysl znakomity i nic wiecej.

        • abepe Re: Dzieki Ci Franiu ;) 03.05.08, 12:22
          katrio_na napisał:

          > Jesli MNP Brombinii otworzy wreszcie Dzial Krytyczny moze znajdzie
          > sie miejsce na moja niezbyt pochlebna recenzje.

          Myślę, że Brombini nie zakłada, że recenzje muszą być tylko
          pochwalne. Chyba po prostu tak wychodzi, że pisze się tylko o tym,
          co się pdoba.
          Ja też mam ochotę skrytykować pewną książkę, generlanie na tym forum
          uwielbianą:))
          • i2h2 Re: Dzieki Ci Franiu ;) 03.05.08, 12:43
            Brombini zakładała, daaawno temu, ale że Brombini nie krowa, to
            zdanie zmieniła ;-) I wcale nie będzie nowego działu, tylko w starym
            dojdzie rozróżnienie (bo nie jest powiedziane, że książka ma mieć
            tylko jednego typu recenzję ;-P Ktoś może lubić, a ktoś inny wręcz
            przeciwnie).
            Katrio_ny pastwienie się nad wirusami wejdzie być może jeszcze
            dziś :-)
            • alistar1 Re: Dzieki Ci Franiu ;) 03.05.08, 21:47
              Uwielbiam pastwienie się nad książkami;-) Dawaj, i2h2, dawaj!
              • i2h2 Re: Dzieki Ci Franiu ;) 04.05.08, 00:03
                Dawam, dawam ;-)
                Ktoś chce być następny w roli zwyrodniałej sadystki?
        • bea-sjf Re: Dzieki Ci Franiu ;) 03.05.08, 21:35
          Fakt ,że całość jest niespójna , część tłumacząca "kto jest kim i
          dlaczego " mogłaby się znaleźć gdzieś na końcu , sama historia
          inwazyjna jakby niedopowiedziana .Szkoda ,to fakt, bo mogłoby to być
          dziełko na miarę "Kic-Kica" .Jędrek mój połknął nie zważając na
          mankamenty ,bo głodny bardzo historii z serii" złacy kontra
          dobracy" .
          • steffa Re: Dzieki Ci Franiu ;) 07.05.08, 20:21
            "Złacy kontra dobracy" - bardzo dobre! Idealne na tytuł książki. :)
            • trollolap Re: Dzieki Ci Franiu ;) 09.05.08, 08:53
              A propos złaków i dobraków. Moim skromnym zdaniem, wirusy jakby nie patrzeć są złakami i podział w książce na złaków i dobraków jest podziałem jak najbardziej naturalnym i zgodnym z rzeczywistością.
              To jest również duża zaleta tej książki. Spotyka się bowiem nierzadko takie "utwory", w których to co złe jest przedstawiane jako dobre, albo przynajmniej równe z dobrakami. W tej książce złaki są złakami, dobraki dobrakami i to jest naturalne. Nienaturalne byłoby natomiast, gdyby było odwrotnie, albo na zasadzie: "my wirusy mamy nienaruszalne prawo do istnienia, bo też jesteśmy dobre".
          • trollolap Re: Dzieki Ci Franiu ;) 08.05.08, 21:57
            Witam,
            Przypadkowo trafiłem na to forum i pozwolę sobie zabrać głos jako gość. Czy
            mogłabyś rozwinąć czego Ci zabrakło w historii inwazyjnej?
            Mnie się wydaje, że była w porządku. Trochę się obawiam oczekiwań, by książka
            dla dzieci pokazywała wszystko, niczym jakieś dzieło naukowe, ponieważ w moim
            przekonaniu chodzi raczej o to, żeby książka przekazała coś ważnego, coś co
            zostanie dziecku na długo w pamięci. Nawet jeśli to coś będzie tylko jedno, za
            to ważne, to znaczy, że warto było książkę dziecku sprawić. Jest mnóstwo książek
            dla dzieci, które nie wnoszą niczego dobrego. A tutaj i owszem - dziecko może co
            nieco z tej książki wynieść pożytecznego. A że nie będzie to wiedza Einsteina?
            No cóż - czy aby nie za dużo oczekiwań na początek?
            Jedna książka nigdy dziecku wszystkiego nie wyjaśni. Ba - nawet wielkie opasłe
            tomy naukowe, też nie wyczerpią wszystkich możliwości.
            Zawsze będzie istnieć taka sytuacja, że coś można było jeszcze dodać.
            To jest zjawisko powszechnie spotykane nawet w pracach naukowych, a co dopiero w
            literaturze dla dzieci. Cieszmy się tym, co mamy, bo mamy naprawdę dobrą moim
            zdaniem książkę, jakiej do tej pory nie było na polskim rynku.
        • senseeko Katriono 08.05.08, 21:37
          Czytałam Twoją recenzję na b(r)ombowych książkach i zastanowiło mnie to zdanie:
          "Chciałabym zaznaczyć, że z taką lubością powtarzana przez autorkę choroba znana powszechnie pod nazwą "ptasia grypa"

          Przewertowałam książkę, by sprawdzić i znalazłam tam określenie "w tym wirusa ptasiej grypy" tylko raz i to w nawiasie.

          Piszesz także:
          "Idąc dalszym tokiem akcji: obok fabryki gdzie namnażane są wirusy przechodzi emerytowany oficer Limfocyt, który pamiętając poprzednią inwazję drobnoustrojów prawidłowo rozpoznaje wroga i ogłasza alarm, w konsekwencji czego organizm chłopca zostaje uratowany.
          To duże uproszczenie - owszem, mamy odporność swoistą, tzw. odpowiedź immunologiczną, powstałą po kontakcie z antygenem np. właśnie po przebytej chorobie, ale nie należy zapominać o oporności nieswoistej, która przeciwdziała wnikaniu drobnoustrojów do organizmu i niszczy je na zasadzie fagocytozy bądź pinocytozy, a nie ma nic wspólnego z pamięcią immunologiczną. ".

          Zauważ, że książka nie mogła opowiadać o odporności nieswoistej, ponieważ cała akcja zaczyna się w momencie gdy najeźdźca "ominął pułapki" (a więc całą odporność nieswoistą) i już do organizmu WNIKNĄŁ. I rzeczywiście gdyby system immunologiczny nie zadziałał, banalna choroba wirusowa mogłaby skończyć się śmiercią. (W niektórych przypadkach się kończy)
          Moim zdaniem dobrze, jeśli książka odrobinę postraszy - dziecko będzie miało większą motywację do mycia rąk i to mydłem.

          Na pytania dziecka w rodzaju:"Mamo to jeśli wcześniej w moim organizmie nie było wojny to on się nie obroni i ja umrę?".
          mozna odpowiedzieć - "jeśli będziesz myć ręce, to nie umrzesz. Nie pozwolisz wniknąć wirusom do organizmu, obronisz się."
          I takie są fakty.

          Chociaż zgadzam się z Tobą, że powinno być może trochę więcej pozytywów o samym systemie odpornościowym, że on sobie poradzi jeśli wirusów nie będzie za dużo, albo coś w tym rodzaju.
          Ja w każdym razie jestem zadowolona z książki, bo z tym myciem łap mydłem, to u mojego dziecka bywało różnie.
          • katrio_na Re: Katriono 10.05.08, 08:11
            1) Ptasia grypa - powtorzony jest 2 razy, przy czym zadna inna
            choroba wirusowa nie jest wymieniona. Potraktowany jest wiec
            prioryretowo. A moje zdanie jest takie, ze z medycznego punktu
            widzenia byla to bezsensowana histeria rozdmuchana medialnie. Sa
            grozniejsze wirusy a z drugiej strony sa lzejsze, cos mowiace
            dziecku, z ktorymi styka sie powszechnie. Dlatego wirus ptasiej
            grypy jest dla mnie dzialaniem publicystycznym - w ksiazce de facto
            medycznej - nie dopuszczalne.

            2) Uwazam ze ksiazka jest wyrywkiem z pewnej historii medycznej.
            Najgorszym wyrywkiem (najbardziej efektownym do przedstawienia)
            wyrwanym z calosci.
            Ja nie lubie straszyc mojego dziecka bo moje dziecko spedzilo w
            szpitalu duuuuzo czasu i z powodu zarowno swojej choroby jak i
            zawodu mamy wie o chorobach troche wiecej niz przecietny maluch.
            Ja mu te ksiazke wytlumacze i pokaze inne wyjscia.
            Ale z reguly zakladam czytelnika laika lub dziecko czytajace bez
            rodzica samo wypozyczajace ksiazke (a jest to wielce prawdopodobne
            bo okladka jest kuszaca pod katem dzisiejszego swiata) - jesli
            bedzie czytac ze zrozumieniem i wejdzie w sens tej ksiazki glebiej
            to sie przerazi. A nie potrzebnie. Bo de facto swiat zna mala ilosc
            wirusow ktore ciezko leczyc lub mozna jedynie opoznic ich dzialanie.
            Z drugiej strony prawdopodobienstwo zachorowania na te wirusy
            naszego dziecka mieszkajacego w Europie jest procentowo niewielkie.

            Co do odpowiedzi.
            Niestety wirusy nie przenosza sie tylko z niemytych rak.
            Moje dziecko wie, ze one sa wszedzie, nawet w powietrzu. I obrony
            przed nimi nie ma. Maseczka? Nie oddychanie?

            Pomysl na ksiazke jest znakomity nie neguje tego.
            Zabraklo mi kilku stron o obronnosci nieswoistej (ktora zatrzymuje
            duza czesc wirusow), o szczepionkach (chyba, ze to potraktujemy jako
            pamiec? czy taka byla intencja autorek?) , o lekach itd. A potem
            niech bedzie ta efektowna walka.

            W tej ksiazce jest za duzo niedopowiedzen a jesli sama mam wszystko
            opowiedziec mojemu dziecku - to po co ksiazka?


            • senseeko Re: Katriono 10.05.08, 19:03
              katrio_na napisał:

              > 1) Ptasia grypa - powtorzony jest 2 razy, przy czym zadna inna
              > choroba wirusowa nie jest wymieniona.

              Przekartkowałam książkę jeszcze raz, strona po stronie i nie znalazłam drugiego
              miejsca gdzie jest wymieniona ptasia grypa. Bywam jednak czasem "ślepawa" i
              zdarza mi się przeoczyć. Czy możesz podać oba miejsca występowania?
              Natomiast są wymienione inne choroby wirusowe i to właśnie te z którymi dziecko
              spotyka się na co dzień tzn katar i grypa. Wspomniane jest też że są wirusy,
              które atakują wątrobę albo przewód pokarmowy.

              To tyle w kwestii formalnej. Co do reszty tego, co piszesz, odpowiem później,
              jak książeczkę przeczytam jeszcze raz, może z synkiem. Nam się po pierwszym
              czytaniu podobała, ale moje dziecko jest inne od Twojego (jak każde) i jemu
              akurat takie "straszenie" się podobało.
            • trollolap Re: Katriono 10.05.08, 19:36
              katrio_na napisała:

              > 1) Ptasia grypa - powtorzony jest 2 razy, przy czym zadna inna
              > choroba wirusowa nie jest wymieniona.

              Katriono, chyba przesadzasz. Czy Jacek, który wracał autobusem,
              nabył Twoim zdaniem od kichającego pana w autobusie wirusy ptasiej grypy? Moim
              zdaniem ta książeczka przedstawia dziecku wirusa jako takiego. A wirusy groźne
              są i nie da się temu zaprzeczyć.

              > Potraktowany jest wiec
              > prioryretowo. A moje zdanie jest takie, ze z medycznego punktu
              > widzenia byla to bezsensowana histeria rozdmuchana medialnie. Sa
              > grozniejsze wirusy a z drugiej strony sa lzejsze, cos mowiace
              > dziecku, z ktorymi styka sie powszechnie. Dlatego wirus ptasiej
              > grypy jest dla mnie dzialaniem publicystycznym - w ksiazce de facto
              > medycznej - nie dopuszczalne.

              Chyba rozumiem o co Ci chodzi i po części się zgadzam. Też by mnie wkurzało,
              gdyby autor/ka próbowała się windować na fali popularności takiego, czy innego Iksa.
              W tym wypadku chyba jednak nie mamy do czynienia z tym przypadkiem.
              Ptasią grypę znalazłem w książce tylko raz i to raczej jako przykład tego jak
              groźny może być wirus. W książeczce jest mowa o wirusie, którym ludzie mogą się
              zarazić od innych ludzi, czyli nie o ptasiej grypie. Nie wiadomo o jaki wirus
              chodzi, ale nie zaprzeczysz chyba, że nawet zwykła grypa może być groźna i nie
              należy jej lekceważyć?
              Dziecko powinno mieć tego świadomość.

              > 2) Uwazam ze ksiazka jest wyrywkiem z pewnej historii medycznej.
              > Najgorszym wyrywkiem (najbardziej efektownym do przedstawienia)
              > wyrwanym z calosci.
              > Ja nie lubie straszyc mojego dziecka bo moje dziecko spedzilo w
              > szpitalu duuuuzo czasu i z powodu zarowno swojej choroby jak i
              > zawodu mamy wie o chorobach troche wiecej niz przecietny maluch.

              Doceniam i szanuję. Sama jednak napisałaś, że przeciętny maluch wie mniej,
              dlatego przeciętnego malucha nie zaszkodzi postraszyć. Ponadprzeciętne maluchy
              tego nie potrzebują.
              Tylko co tu jest wyjątkiem, a co regułą?
              /.../

              > Z drugiej strony prawdopodobienstwo zachorowania na te wirusy
              > naszego dziecka mieszkajacego w Europie jest procentowo niewielkie.

              No, ale Jacek z książki nie nabył przecież wirusa ptasiej grypy w autobusie.
              Zwykłą mógł złapać jak najbardziej.

              > Co do odpowiedzi.
              > Niestety wirusy nie przenosza sie tylko z niemytych rak.
              > Moje dziecko wie, ze one sa wszedzie, nawet w powietrzu. I obrony
              > przed nimi nie ma. Maseczka? Nie oddychanie?

              Noszenie maseczki to problem wyłącznie kulturowy. U nas się nie przyjęło, ale w
              Japonii, to i owszem.
              Skoro kulturowo maseczka jest u nas nie do przyjęcia, pozostaje przyzwyczajenie
              się do utrzymywania higieny. To naprawdę nie zaszkodzi, a pomóc naprawdę może.

              > Pomysl na ksiazke jest znakomity nie neguje tego.
              > Zabraklo mi kilku stron o obronnosci nieswoistej (ktora zatrzymuje
              > duza czesc wirusow), o szczepionkach (chyba, ze to potraktujemy jako
              > pamiec? czy taka byla intencja autorek?) , o lekach itd. A potem
              > niech bedzie ta efektowna walka.

              Tak się składa, że z lekturą książki jestem dzięki dziecku na bieżąco. O
              szczepionkach jest na str. 24.
              O wszystkim się nie da, bo będzie nudne. Przepraszam za moje skojarzenia, al
              trudno mi ich uniknąć. Tego typu oczekiwania przypominają domaganie się od
              reżyserów amerykańskich filmów wojennych, aby przedstawiali zawsze informację o
              tym, że Druga Wojna Światowa rozpoczęła się od ataku Niemców na Polskę
              wystrzałem z pancernika Schleswig-Holstein.

              > W tej ksiazce jest za duzo niedopowiedzen a jesli sama mam wszystko
              > opowiedziec mojemu dziecku - to po co ksiazka?

              Ja jednak będę bronił tezy, że zadaniem książki nie jest zastępowanie rodzica.
              Dobra książka powinna wzmacniać więzy rodzinne. Rodzic jest dziecku niezbędny
              przy czytaniu książki. Przynajmniej do wieku 8-9 lat. Tak myślę.
            • gopio1 Re: Katriono 10.05.08, 22:15
              katrio_na napisał:
              > Ptasia grypa - powtorzony jest 2 razy

              Tylko raz. Raz jest wirus grypy, a raz wirus ptasiej grypy - i to w nawiasie.


              > z medycznego punktu widzenia byla to bezsensowana histeria rozdmuchana medialnie.

              Fakt. Ale właśnie chyba dlatego, ptasia grypa została tu przywołana, żeby zapobiec panice i udowodnić, że to tylko histeria, az przytocze fragment:
              "Jeżeli umyjemy ręce mydłem zanim dotkniemy nimi twarzy lun nosa, pozbędziemy się setek groźnych wirusów (w tym wirusa ptasiej grypy), które mogłyby się dostać do naszego organizmu"
              Wystarczy umyc ręce i ptasia grypa niegroźna! I już, po sprawie.


              > w ksiazce de facto medycznej - nie dopuszczalne.

              Określenie jest mocno przesadzone. To książka po pierwsze dla dzieci, po drugie o myciu rąk.
              Nie mozna jej traktowac jako podręcznik medyczny...


              > dziecko czytajace bez rodzica samo wypozyczajace ksiazke - jesli bedzie czytac ze zrozumieniem
              > i wejdzie w sens tej ksiazki glebiej to sie przerazi.

              Ja myślę, że ksiązka jest skierowana do przedszkolaków i młodszych dzieci z podstawówki.
              A te czytają raczej z rodzicami.


              > Niestety wirusy nie przenosza sie tylko z niemytych rak.

              Tu się zgodze. W książce zabrakło informacji o tym, że są wirusy na obecność których nie mamy wpływu i wcale nie są tak groźne, że moga spowodowac śmierć. Ot, chociazby wirus ospy, z którym każde dziecko się zetknęło.

              O tym jak ksiązkę przyjmnie 5,5-latek napiszę po Dniu Dziecka :)
              • abepe Re: Katriono 10.05.08, 23:24
                Abstrahując nieco od książki. Cieszy mnie dyskusja z recenzją, moim
                zdaniem można by podpinac takie dyskusje pod recenzjami na brombie.
                Ciekawe, czy pojawi sie kiedyś dyskusja w odpowiedzi na pozytywną
                recenzję?
              • katrio_na Re: Katriono 11.05.08, 10:15
                Niestety musze zawiesic bronienie sie ;) bo ksiazke mielismy ponad 2
                miesiace temu w reku i trudno mi opierac sie na cytatach. Recenzje
                napisalam na goraco i pamietam, ze takie byly odczucia moje i mojego
                syna po przeczytaniu tej ksiazki.

                Nie chcialam ale zmobilizowalyscie mnie do wydania tych 15zl.
                Ale bede mogla to zrobic dopiero za niecale 2 tygodnie wiec prosze o
                chwile cierpliwosci. Narazie musze wyprawic syna na wakacje :)

                A nikt nie pisze o stronie graficzno-ilustracyjnej tej ksiazki.
                Podoba Was sie?

                • senseeko Re: Katriono 12.05.08, 13:55
                  katrio_na napisała:

                  > Niestety musze zawiesic bronienie sie ;) bo ksiazke mielismy ponad 2
                  > miesiace temu w reku i trudno mi opierac sie na cytatach.

                  To dobrze, bo ja też nie miałam czasu poczytać książeczki, a co dopiero poczytać ją z młodym. Zagoniona jestem ostatnio, nawet w niedzielę i najdziwniejsze, że właściwie nie wiem czym ;)
                  Ale w ciągu dwóch tygodni to na pewno znajdziemy z młodym czas na porozmawianie o tekscie.
                  >
                  > A nikt nie pisze o stronie graficzno-ilustracyjnej tej ksiazki.
                  > Podoba Was sie?

                  Trudno powiedzieć. Książkę poleciła mi znajoma, która jest pedagogiem dziecięcym i tak "piała" na temat ilustracji, że a priori uznałam je za świetne ;)
                  Ja jestem wychowana na J.M. Szancerze i M.Orłowskiej-Gabryś, a moim "idolem" wśród ilustratorów był i jest Janusz Grabiański.
                  A do tych ilustracji się przyzwyczaiłam i nie wiem czy podobają mi się dlatego, że są dobre, czy z przyzwyczajenia :)
                  Ja przy kupnie książek patrzę głownie na treść. Ilustracje traktuję jak dodatkowy bonus. (A jak się nie podobają to nie zwracam na nie uwagi. No chyba, ze rysownik ewidentnie "mija się" z treścią książki. Wtedy się wkurzam. Czasem emocje mnie ponoszą aż za mocno Ale tu nie ma takiego przypadku. Obrazki dość dobrze oddają treść.)
                  Mały nie narzekał, wiec chyba jest OK? Przy okazji go zapytam.
      • kzgl Re: Inwazja wirusów 10.05.08, 07:41
        A moje dziecko bardzo lubi tę książkę. Trochę pomocy było trzeba,
        bo to zupełnie nowa rzeczywistość i należało co nieco wyjaśnić, ale przeczytał sam ją już dwa razy. Wiele zależy pewnie od wieku. Jeśli dziecko jest nazbyt małe, to tekst może się okazać dla niego za trudny,
        za straszny itd. Wydaje mi się, że jest to książka dla dzieci w przedziale wieku 5-9 lat. Doskonałe wprowadzenie do wiedzy, którą potem dzieci poszerzą w szkole. Podoba mi się, ponieważ nie jest to opowiadanie o niczym, tylko próba ukazania rzeczywistości w sposób dla dziecka zrozumiały. I mowa w niej o rzeczywistości ważnej, bo wirusy istnieją i mają tendencję do ataku na świat antro.
    • madziakaw Re: Inwazja wirusów 03.06.08, 15:02
      Witam po urodzinach :)
      (Pisałam o nich w wątku "prezent dla ośmiolatka")
      Po przeczytaniu wszystkich hipotetycznych prezentów (poza Malutką Czarownicą) postanowiliśmy sprezentować solenizantowi "Detektywa Pozytywkę" i właśnie "Inwazję wirusów" stąd moja obecnośc w tym wątku.
      Detektywa, bo progenitura rozwiązał wszystkie zagadki, więc już mu ksiązka nie była potrzeba, a Wirusy - myślałam, że może mu się nie podobają i dlatego chciał oddać, ale nie. Wprawdzie nie zachwycają go tak jak Scooby ;) ale czytał z ciekawością, potem jeszcze czytaliśmy razem (najbardziej go rozbawiła strona z wybuchem, zwłaszcza ten "wstęp wzbro") i swoją decyzję uzasadnił tak:
      Ja już to czytałem i wszystko pamiętam. Ale ....(kolega solenizant) tego nie czytał, więc mu się przyda. Bo inaczej skąd będzie wiedział jak się bronić? Że na przykład trzeba myć ręce?
      No i... zaczyna mnie namawiać na kolejny odcinek (bo na półce jest miejsce, a on jest ciekawy co będzie dalej. A w bibliotece nie ma)
      Czytał ktoś "Wielki Napad"?
      www.multicobooks.pl/serie_wydawnicze/druzyna_majora_limfocyta
      W porównaniu z "Inwazją" jest lepszy czy gorszy?

      Dodając głos do dyskusji
      Najbardziej mi się podobało, że są inną czcionka napisane jakby objaśnienia. To ułatwia rodzicowi tłumaczenie historii. Progenitura najpierw przeczytał cała historię bez tych jakby przypisów, potem sam, a potem z przypisami czytaliśmy razem.
      Nie zauważyłam żeby autorka "z lubością" pisała o ptasiej grypie. Moim zdaniem właśnie na odwrót - uspokaja te panikarskie zapędy mediow, no bo co to za straszny wirus, skoro niszczy go zwykła woda z mydłem? (BTW to prawda? Wie ktoś?)
      Teraz łatwiej mi go naganiać do mycia rąk. Jak umyje samą wodą, to zaraz każę mu wrócić do łazienki i odwołuję sie do "wirusów". Pomaga.
      • bea-sjf Re: Inwazja wirusów 03.06.08, 16:34
        > Czytał ktoś "Wielki Napad"?

        Czytaliśmy- 8latek jak zwykle ze sporym zaangażowaniem , 5latek
        nieco zaniepokojony ( jedna z podstępnych bakterii zostaje zabrana
        do więzienia (chyba?) ) .
        Poziom jak w Inwazji ( ale dokładnie nie pamiętam ,bo trochę czasu
        już minęło odkąd przerabialiśmy ).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka