Dodaj do ulubionych

Finał sprawy Domu Dziecka

09.12.14, 18:57
Dyrektorka i dwie współpracownice domu dziecka odsunięte od obowiązków
Wracamy do sprawy znęcania się nad wychowankami domu dziecka w Lidzbarku Welskim koło Działdowa. Dyrektorka placówki, Małgorzata K., jej zastępczyni i jedna z pracownic zostały odsunięte od obowiązków.
Dyrektorka i dwie współpracownice domu dziecka odsunięte od obowiązków
Małgorzata K. kierowała dwiema placówkami opiekuńczo-wychowawczymi w Lidzbarku koło Działdowa od niemal pięciu lat. Funkcji dyrektora nie pełni od poniedziałku (1.12). Odwołania jej ze stanowiska zażądał rzecznik praw dziecka, który do Lidzbarka przysłał kontrolerów.

Od pełnienia obowiązków odsunięte zostały również jej zastępczyni i jedna z pracownic. Wygląda na to, że to jeszcze nie wszystko.

— Trwa postępowanie także wobec dwóch innych pracownic. Trzeba wyjaśnić jaki był ich udział w tej sprawie — mówi Marian Janicki, starosta działdowski.

Początkiem sprawy była informacja, którą 24 listopada br. otrzymali policjanci, a która została potwierdzona przez członka rodziny jednego z wychowanków placówki. Sygnał miał dotyczyć metod wychowawczych stosowanych przez dyrekcję placówki wobec dzieci.

Przeczytaj cały tekst: Dyrektorka i dwie współpracownice domu dziecka odsunięte od obowiązków - Lidzbark lidzbark.wm.pl/233084,Dyrektorka-i-dwie-wspolpracownice-domu-dziecka-odsuniete-od-obowiazkow.html#ixzz3LQNrkvda
Obserwuj wątek
    • pupa12 Dyrektorka odpowiada na zarzuty 09.12.14, 19:02
      Policjanci z Działdowa wspólnie z prokuraturą rejonową prowadzą czynności mające na celu wyjaśnienie incydentów do których dochodziło w placówce opiekuńczo wychowawczej w Lidzbarku.
      Redakcja Gazety Działdowskiej otrzymała dziwne zdjęcia z anonimowego maila, opatrzone komentarzem "Pomocy - tak traktowane są dzieci w domu dziecka w Lidzbarku".

      Widać na nich chłopców, którzy stoją na środku dużej sali i polewani są brudną cieczą. Obok nich siedzą inne dzieci, które przyglądają się temu, jak dyrektorka wylewa na głowy chłopców szary, gęsty płyn. W tle widać także dorosłe kobiety, najpewniej pozostałe wychowawczynie ośrodka. Nikt się nie uśmiecha, wyczuwa się zażenowanie. Polewani chłopcy mają smutne miny. Stoją samych w skarpetach na rozłożonej folii, ich głowy i ubrania są mokre.

      Zdjęcia zostały zrobione z bliskiej odległości, prawdopodobnie osoby uchwycone w kadrze widziały o nich. Czemu miały służyć te fotografie, co przedstawiają - zabawę w otrzęsiny czy też może karę za jakieś niestosowne zachowanie podopiecznych domu dziecka.

      Kontrowersyjne zdjęcia otrzymała też policja.
      — Początkiem sprawy była informacja, którą 24 listopada otrzymali policjanci, a która została potwierdzona przez członka rodziny jednego z wychowanków placówki. Sygnał miał dotyczyć metod wychowawczych stosowanych przez dyrekcję placówki wobec dzieci — mówi oficer prasowy Justyna Nowicka. — To pierwszy sygnał, który dotarł do policjantów, dotyczący takiego zachowania wobec wychowanków tej placówki. Wcześniej nie było tam interwencji.

      Policjanci przesłuchali już część świadków i zabezpieczyli zdjęcia. Ustalili, że w placówce mogą być krzywdzone dzieci. Potwierdzili również możliwość znęcania się nad wychowankami placówki. 26 listopada wszczęto postępowanie przygotowawcze o znęcanie się nad dziećmi.

      O incydentach mogących świadczyć o niewłaściwym traktowaniu wychowanków placówki przez dyrekcję policjanci poinformowali Starostwo Powiatowe, sąd i prokuraturę w Działdowie.

      — Nie oceniam publicznie dowodów. Prowadzimy postępowanie w tej sprawie. Zawiadomiliśmy sąd rodzinny i starostwo powiatowe, w którego gestii działa placówka — mówi Lech Sienkiewicz, szef działdowskiej prokuratury. — Dzieci oczywiście zostaną przesłuchane przez sąd. W grę wchodzi fizyczne karcenie. Będziemy rozpatrywać sprawę w kategoriach znęcania. W mojej ocenie to niedopuszczalne metody wychowawcze, ale jakie motywy temu przyświecały to się okaże. Nikomu zarzutu nie postawiliśmy, musimy wszystko dokładnie zbadać i wyjaśnić.

      Dyrektor placówki Małgorzata Kosobucka czuje się bardzo skrzywdzona całą sytuacją. — Zdjęcia zostały wykonane w lutym tego roku. Tuż, po zabawie walentynkowej — mówi. — Wówczas to zorganizowaliśmy dla dzieci wspaniałą imprezę. Na piętrze budynku ośrodka grała muzyka, były przeprowadzane konkursy. Dzieci doskonale się bawiły. Nagle grupa chłopców niepostrzeżenie zeszła na dół, gdzie rozłożony był catering. Zaczęli obrzucać się jedzeniem i polewać sokami. Wszystko zniszczyli, pobrudzili siebie i ściany. Impreza została przerwana. Chłopcy przeprosili za swoje zachowanie i zasugerowali, żeby ich ukarać również obrzucając jedzeniem. Nawet cieszyli się na taką myśl. Postanowiłam, że zmiksujemy owoce i zrobimy z tego kisiel, którym polejemy chłopców. Nic się nie stało, może nie widać tego na zdjęciu, ale wszyscy się dobrze bawili.

      Pani dyrektor od pięciu lat sprawuje pieczę nad placówką. — Od trzech lat nie było ani jednej ucieczki. Nie ma żadnych skarg, rodzice wiedzą, że ich dzieci mają u nas lepiej niż w swoich domach rodzinnych — dodaje Małgorzata Kosobucka, która zarządza dwoma ośrodkami w Lidzbarku tj. Mario i Olek. Przebywają tam dzieci w wieku od 8 do 19 lat (łącznie 44 wychowanków).

      — Kontrole przeprowadzane w placówkach nie wykazały żadnych uchybień czy zaniedbań. Dzieci chodzą do szkół, do kościoła, na zakupy. Żyją jak w normalnych rodzinach — dodaje dyrektorka. — Nie czuję się niczemu winna, ja tym dzieciom dałam więcej, niż swojej własnej córce. — Jeździmy na wycieczki, na narty. "Tyle, co pani zrobiła dla tych dzieci, nikt nie zrobił" — mówią mi w szkole. Dzieci nawet na święta nie chcą jechać do swoich domów. Leczymy dzieci w szpitalu wojewódzkim, w specjalistycznych poradniach. Troje dzieci niepełnosprawnych dowozimy do szkoły do Mławy.

      Włos z głowy nie spadł żadnemu z dzieci, socjalizowały się, cieszyły, tworzymy jedną prawdziwą rodzinę. Dobrym, słowem i pracą zachęcamy je do nauki, za dobre wyniki otrzymują wspaniałe nagrody.

      — Myślę, że jedna z wychowawczyń źle do mnie nastawiona robi takie zamieszanie. To pani, której nie przedłużyłam umowy o pracę. Bo się po prostu nie nadawała, nie miała podejścia do dzieci, nie zajmowała się nimi jak należy — dodaje Małgorzata Kosobucka. — Jest mi przykro, bo te dzieci dostały ode mnie tylko samo dobro i serce.

      mcz
      dzialdowo@gazetaolsztynskka.pl

      Przeczytaj cały tekst: Dyrektorka placówki opiekuńczo wychowawczej odpowiada na zarzuty - Lidzbark lidzbark.wm.pl/232513,Dyrektorka-placowki-opiekunczo-wychowawczej-odpowiada-na-zarzuty.html#ixzz3LQOum8ug
      • mw66 Policjanci z Działdowa odsunięcid sprawy! 29.12.14, 18:11
        Policjanci z Działdowa zostali odsunięci od wyjaśniania sprawy znęcania się nad wychowankami domu dziecka w Lidzbarku - informuje "Gazeta Olsztyńska". Postępowanie wszczęto w listopadzie, po tym, jak na policję trafiły zdjęcia mające przedstawiać złe traktowanie podopiecznych.

        Policja zajęła się sprawą w listopadzie, gdy dotarły do niej zdjęcia, na których widać dzieci polewane brudną wodą. Miała to być kara za uszkodzenie ściany w stołówce. Informacje o tym, że w placówce wychowankowie mogą być krzywdzeni otrzymaliśmy również na Kontakt 24.

        15-latek dotkliwie pobity w domu dziecka. "Nie chciał dać 25 zł i paczki papierosów"
        Miał dać starszym...

        Dochodzenie zaczęła prowadzić prokuratura w Działdowie, jednak od kilkunastu dni zajmuje się nim Prokuratura Rejonowa w Ostródzie.
        Jak poinformowała w poniedziałek Gazeta Olsztyńska, od czynności odsunięci zostali policjanci z Działdowa - ich obowiązki przejęli funkcjonariusze z Ostródy. "Gazeta Olsztyńska" wyjaśnia, że działdowska komenda straciła sprawę, bo jeden z tamtejszych policjantów - już na emeryturze - jest opiekunem prawnym podopiecznego domu dziecka.
        Wcześniej nie stwierdzano uchybień

        Kontrola przeprowadzona przez starostwo w Działdowie, która nadzoruje niepubliczny dom dziecka w Lidzbarku (woj. warmińsko - mazurskie) wykazała, że w placówce były stosowane niewłaściwe metody wychowawcze.

        Kary stosowane wobec dzieci miały obejmować m.in. zamykanie na kilka godzin w izolatce; zdarzały się również poniżające uwagi czy krzyczenie na wychowanków.

        Działający od pięciu lat dom dziecka w Lidzbarku (potocznie nazywanym Lidzbarkiem Welskim) to dwie sąsiadujące ze sobą niepubliczne placówki opiekuńczo-wychowawcze, prowadzone przez stowarzyszenie. Przebywa w nich 44 dzieci w wieku od 5 do 18 lat. Obie placówki miały dotychczas bardzo dobrą opinię. Były wielokrotnie kontrolowane - nie stwierdzono wcześniej żadnych uchybień.
        Autor: kg / Źródło: "Gazeta Olsztyńska", tvn24, PAP

    • pupa12 Nowe fakty w sprawie domu dziecka 09.04.15, 18:18
      Powraca temat brutalnego traktowania wychowanków niepublicznego domu dziecka w Lidzbarku. Sprawa wyszła na jaw w listopadzie ubiegłego roku. Prokuratorzy jeszcze przesłuchują świadków. Jak mówią, zeznania są szokujące, a zarzuty usłyszy kilka osób.

      O niepublicznym domu dziecka w Lidzbarku znowu mówi cała Polska. Podczas przesłuchiwania świadków co chwila wychodzą nowe okoliczności złego traktowania podopiecznych. Z informacji zdobytych przez prokuraturę wynika, że dzieci za karę zamykane były na kilka godzin w ciasnej izolatce, oblewane brudną wodą, smarowane fekaliami czy wywożone do lasu. Dochodzenie w sprawie podejrzenia znęcania się nad wychowankami prowadzi Prokuratura Rejonowa w Ostródzie. Prokurator Zdzisław Łukasiak mówi, że na razie nie może przedstawić szczegółów, jednak zaznaczył, że były to zachowania, które nie powinny mieć miejsca. Z dotychczasowych zeznań wynika, że zarzuty usłyszy kilka osób.

      Cały artykuł w papierowym wydaniu TC

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka