Dodaj do ulubionych

"Bądź wierny Idź!" 1944-2013

31.07.13, 18:49
Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo

bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys

i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

strzeź się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych

strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

czuwaj - kiedy światło na górach daje znak - wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

Bądź wierny Idź

Zbigniew Herbert
Obserwuj wątek
    • Gość: pysio Re: "Bądź wierny Idź!" 1944-2013 IP: *.alfaks.com 31.07.13, 20:59
      Dziś idę walczyć - Mamo!


      Dziś idę walczyć - Mamo!
      Może nie wrócę więcej,
      Może mi przyjdzie polec tak samo
      Jak, tyle, tyle tysięcy


      Poległo polskich żołnierzy
      Za Wolność naszą i sprawę,
      Ja w Polskę, Mamo, tak strasznie wierzę
      I w świętość naszej sprawy


      Dziś idę walczyć - Mamo kochana,
      Nie płacz, nie trzeba, ciesz się, jak ja,
      Serce mam w piersi rozkołatane,
      Serce mi dziś tak cudnie gra.


      To jest tak strasznie dobrze mieć Stena w ręku
      I śmiać się śmierci prosto w twarz,
      A potem zmierzyć - i prać - bez lęku
      Za kraj! Za honor nasz!


      Dziś idę walczyć - Mamo!

      • Gość: pysio Re: "Bądź wierny Idź!" 1944-2013 IP: *.alfaks.com 31.07.13, 21:06
        Czekamy [Czerwona zaraza]


        I

        Czekamy na ciebie czerwona zarazo
        Byś wybawiła nas od czarnej śmierci.
        Byś nasz kraj przedtem rozdarty na części
        Jesteś zbawieniem oczekiwanym z odrazą.
        Czekamy ciebie ty potęgo tłumu
        Zbydlęciałego pod twych rządów knutem.
        Czekamy ciebie byś nas zgniotła butem
        Swego zalewu i haseł poszumem
        Czekamy ciebie ty odwieczny Wrogu
        Morderco krwawy tłumów naszych braci.
        Czekamy ciebie, nie żeby nie płacić
        Lecz chlebem witać na zburzonym progu.
        Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco
        Jakiej ci śmierci życzymy w podzięce
        I jak bezsilnie zaciskamy ręce
        Pomocy prosząc podstępny oprawco.


        II

        Żebyś ty wiedział jak to strasznie boli
        Nas, dzieci Wolnej Niepodległej Polski
        Skuwać się w kajdany twe przeklęte
        Cuchnące jarzmem wiekowej niewoli.
        Żebyś ty wiedział dziadów naszych kacie
        Syberyjskich więzień pomna legendy.
        Jak twoją dobroć wszyscy kląć tu będą
        Wszyscy Słowianie, wszyscy twoi bracia.
        Legła twa armia zwycięska czerwona
        U stóp jasnych, płonącej Warszawy
        I ścierwią duszę syci, bólem krwawym
        Garstką szaleńców co na gruzach kona.
        Czekamy Ciebie nie dla nas żołnierzy
        Dla naszych rannych - mamy ich tysiące
        I dzieci są i matki karmiące,
        I po piwnicach zaraza się szerzy.


        III

        Miesiąc już mija od powstania chwili
        Łudzisz nas czasem armat twoich hukiem
        Wiedząc jak ciężko będzie nam potem
        Powiedzieć, że znów z nas zadrwili.
        Czekamy ciebie ty zwlekasz i zwlekasz
        Ty się nas boisz my o tym wiemy
        Chcesz byśmy tu wszyscy polegli pokotem
        Naszej zagłady pod Warszawą czekasz.
        Nic nam nie zrobisz, możesz więc wybierać
        Możesz nas ocalić, możesz nas wybawić,
        Lub czekać dalej i śmierci zostawić,
        Śmierć nie jest straszna, umiemy umierać
        Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły
        Nowa się Polska Zwycięska odrodzi
        Po której ty, nie będziesz chodził.
        Czekamy ciebie władco rozbestwionej siły.

        • Gość: pysio Re: "Bądź wierny Idź!" 1944-2013 IP: *.alfaks.com 31.07.13, 21:14
          Powstanie Warszawskie

          (Włodzimierz Wysocki)



          I nagle ból rozsadzać zaczął czaszkę,
          Wróciło to, co wraca nie od dziś:
          Powstanie przypomniało się Warszawskie
          I polski ból w rosyjską wtargnął myśl.

          Wzywali pomocy
          Błagali o broń
          A nasi sztabowcy
          Zatrzymali front.
          Chcieliśmy przez Wisłę
          Z marszu, jak się da
          I płakali wszyscy,
          Słysząc wciąż "Nielzia!".

          Było, minęło - lecz do dzisiaj w sercu
          Niczym odłamek tamte sprawy tkwią:
          Bezsilny płacz naszych krasnoarmiejców,
          I ten haniebnie zatrzymany front.

          Czemu stały armie
          Sześćdziesiąt trzy dni,
          Patrząc, jak Powstanie
          Nurza się we krwi.
          Ponoć był to atut,
          Taka nasza gra,
          Żeby wiedział Zachód,
          Kto tu rację ma.

          A może sztab miał poważniejsze sprawy,
          Może za późno zameldował zwiad?
          Dociskam gaz - zbliżam się do Warszawy,
          Nadrobić chcę spóźnienie z tamtych lat.



          (Władimir Wysocki)
    • fanka_online Re: "Bądź wierny Idź!" 1944-2013 01.08.13, 05:42
      Cześć pamięci bohaterom.
      Niech odpoczywają w pokoju.
      Amen
      • fanka_online Re: "Bądź wierny Idź!" 1944-2013 01.08.13, 15:14
        • Gość: BB Re: "Bądź wierny Idź!" 1944-2013 IP: *.adsl.inetia.pl 01.08.13, 17:09
          www.youtube.com/watch?v=GbWubkywjEc
      • tadeusz.4 Re: "Bądź wierny Idź!" 1944-2013 01.08.13, 20:22
        [*]

        Amen.
    • Gość: ...smutno mi. Re: "Bądź wierny Idź!" 1944-2013 IP: *.rzeszow.hypnet.pl 16.08.13, 01:17
      Zbigniew Herbert - Homilia

      Na ambonie mówi tłusty pasterz
      i cień pada na kościelny mur
      a lud boży zasłuchany zapłakany
      płoną świece - blaski ikon - milczy chór

      płyną słowa nad głowami się unoszą
      jaki dziwny ma ten kapłan głosu organ
      ani żeński ani męski ni anielski
      także woda z ust płynąca to nie Jordan

      bo dla księdza - proszę księdza - to jest wszystko takie proste
      Pan Bóg stworzył muchę żeby ptaszek miał co jeść
      Pan Bóg daje dzieci i na dzieci i na kościół
      prosta ręka - prosta ryba - prosta sieć

      może tak należy mówić ludziom cichym ufającym
      obiecywać - deszcze łaski - światło - cud
      lecz są także tacy którzy wątpią niepokorni
      bądźmy szczerzy - to jest także boży lud

      proszę księdza ja naprawdę Go szukałem
      i błądziłem w noc burzliwą pośród skał
      piłem piasek jadłem kamień i samotność
      tylko Krzyż płonący w górze trwał

      i czytałem Ojców Wschodu i Zachodu
      opis raju przesłodzony - zapis trwogi -
      i sądziłem że z kart książek Znak powstanie
      ale milczał - niepojęty Logos

      pewnie ksiądz mnie nie pochowa w świętej ziemi
      - ziemia jest szeroka zasnę sam
      i odejdę w dal - z Żydami odmieńcami
      bezszelestnie zwinę cały kram

      na ambonie mówi w kółko pasterz
      mówi do mnie - bracie mówi do mnie - ty
      ale ja naprawdę chcę się tylko zastrzec
      że go nie znam i że smutno mi
      • fanka_online Re: Wesoło do Smutnego 16.08.13, 13:42
        Który stwarzasz jagody

        Ty który stwarzasz jagody
        królika z marchewką
        lato chrahąszczowc
        cień wielki małych liści
        zawilec półobecny bo uwiędnic zanim go się przyniesie do domu
        czosnek niedźwiedzi dla trzmieli
        smutek roślin
        wydrę na krótkich nogach
        ślimaka co zasypia na sześć miesięcy
        niezgrabny śnieg co ma wdzięk większy zanim zacznie tańczyć
        serce choćby na chwilę
        spraw niech poeci piszą wiersze prostsze od wspaniałej poezji

        Ks. Jan Twardowski
        • Gość: GMO? Re: Wesoło do Smutnego IP: *.rzeszow.hypnet.pl 17.08.13, 00:04
          No tak, Stwórca Jagód Królika z Marchewką. GMO...

          I co ma piernik do wiatraka, a Herbert do Twardowskiego? Jak owa chusteczka, co się zawsze kojarzy z jednym?

          Dziękuję!

          "...spraw niech poeci piszą wiersze prostsze od wspaniałej poezji."
        • Gość: uczeń Re: Wesoło do Smutnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.13, 06:55
          JULIAN PRZYBOŚ -„Póki my żyjemy”

          Huk armat na wysokość łun
          wzrósł,
          niebo wali się z trzaskiem.
          Bezbronny, wbity pociskami w grunt,
          błagam o karabin jak skazaniec o łaskę
          i tylko krzyczę - niecelnie,
          z rannych i martwych wstawszy.
          Mój wzrok po torach bomb strącony w gruz
          przypada do Warszawy.

          Aż w rozpękły na dwoje słuch
          płacz mężczyzn wpadł - i ich, jak nabój, milczenie:

          W tej chwili zginął mój brat.

          Żegnam was, unoszący za granicę głowy,
          uciekający do broni,
          gdy tu, w rozwalonym schronie,
          z jeszcze żywych ostatniego tchu
          odtworzyłbym nasz hymn narodowy.


          Poeta(niejeden był "wyklęty')
          • Gość: pysio Re: Wesoło do Smutnego IP: *.alfaks.com 17.08.13, 07:19
            Jak rodził się mit Bandery - o książce "Bandera, terrorysta z Galicji”

            Dodano: 19 stycznia 2013, 18:15 Autor: Stanisław Sowa
            Jest godzina trzynasta, gdy na klatce schodowej kamienicy w zachodnioniemieckim Monachium rozlega się hałas, tak jakby ktoś upadł. Do uszu mieszkańców dobiega rozpaczliwy krzyk, a chwilę potem rzężenie umierającego człowieka…O książce "Bandera, terrorysta z Galicji"






            Jak rodził się mit Bandery - o książce "Bandera, terrorysta z Galicji”

            Ta dramatyczna scena rozegrała się 15 października 1959 roku. Jej opis stanowi wprowadzenie do lektury książki pt. "Bandera, terrorysta z Galicji”, która właśnie ukazała się na rynku księgarskim.

            Autorem jest Wiesław Romanowski – reporter (w latach 1998-2005 korespondent TVP na Ukrainie), a także dyplomata (w latach 2009-2011 był radcą Ambasady RP na Białorusi).



            Jeszcze 16 i 17 października niemiecka policja prowadziła śledztwo w sprawie śmierci 50-letniego pisarza Stefana Popiela. Jednak już w kolejnych dniach w aktach sprawy pojawiło się inne nazwisko.

            Pod fałszywym nazwiskiem Stefan Popiel ukrywał się przed aliantami Stepan Bandera. "Wielki syn narodu ukraińskiego i wieloletni przywódca rewolucyjnej walki za państwową niepodległość” – jak napisali dzień po śmierci Bandery w nekrologu jego podkomendni z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

            Bandera, jego żona Jarosława i córka Natalia ukrywali się od zakończenia II wojny światowej (Jarosława podkreślała, że urodziła się w Sanoku na Ukrainie). Bandera używał wcześniej nazwisk Karpiak i Kaspar.

            O stopniu konspiracji może świadczyć fakt, że córka Banderów, Natalia, urodzona w 1941 roku w Krakowie, dopiero w wieku 13 lat – czytając ukraińskie gazety – domyśliła się, że jest córką Stepana Bandery.
            Faszysta i bolszewik w jednym

            Kim był tytułowy bohater biografii? Ukraińskim patriotą, nacjonalistą, faszystą, czy galicyjskim terrorystą – amatorem, ogarniętym żądzą władzy i manią wielkości?

            Romanowski analizuje szczegółowo drogę życiową Bandery. Odwiedza wieś Uhrynów Stary, gdzie w rodzinie greckokatolickiego księdza Andrija Bandery 1 stycznia 1909 roku przyszedł na świat przyszły szef ekstremistycznej frakcji OUN.

            Opisuje dom rodzinny Banderów, a także ścieżkę edukacyjną Stepana, od gimnazjum w Stryju po Politechnikę Lwowską, gdzie kształcił się na agronoma.

            Dla zrozumienia politycznej, a przede wszystkim – co uwypukla Romanowski – terrorystycznej drogi Bandery istotne znaczenie ma rozwój relacji polsko-ukraińskich na przełomie XIX i XX wieku, za czasów monarchii austrowęgierskiej, a także w II Rzeczpospolitej.

            Autor przypomina przełomowe wydarzenia, opisuje zamachy terrorystyczne i sylwetki ludzi, którzy wywarli wpływ na ówczesne relacje Polaków i Ukraińców (Rusinów).

            Analizuje ukraińskie dążenia niepodległościowe, prezentując różne drogi, które miały prowadzić do zbudowania własnego państwa. Przypomina antyukraińskie akcje odwetowe władz II Rzeczpospolitej, które uderzały też w niewinnych ludzi.

            Bandera, w analizie Romanowskiego, to zwolennik permanentnej rewolucji, totalitaryzmu i osiągania celów politycznych poprzez akcje terrorystyczne.

            Ówczesny kult siły i pogarda dla prawa były typowe dla nazizmu, faszyzmu i sowieckiego totalitaryzmu. W tym sensie Stefan Bandera był i nazistą, i faszystą i bolszewikiem – dowodzi Wiesław Romanowski.

            Przypomina, że podczas krótkiego panowania Bandery na stanowisku przewodniczącego Krajowej Organizacji OUN to głównie Ukraińcy padali ofiarami rewolucyjnego terroru. Z rozkazu Bandery zamordowano 11 Ukraińców, tylko 1 Polaka (minister spraw wewnętrznych Bronisław Pieracki) i 1 Rosjanina.
            Zginął z ręki Ukraińca

            Jak narodził się mit Bandery jako bohatera narodowego i męża opatrznościowego? Romanowski wskazuje na dwa kluczowe fakty.

            Pierwszy to skazanie Bandery w procesie warszawskim na dożywotnie więzienie za udział w przygotowaniu zamachu na ministra Pierackiego, a zwłaszcza wystąpienia Bandery przed sądem w języku ukraińskim, co uznano za czyn heroiczny.

            Drugim źródłem rodzącego się mitu była śmierć Bandery, który zginął z rąk agenta KGB.

            Autor biografii bezwzględnie rozprawia się z mitem Bandery jako bojownika o narodową niepodległość. Zarzuca mu bezwzględność i okrucieństwo, brak politycznej wiedzy, niechęć do nauki.

            Już w czasach powojennych przedstawia go jako człowieka bez autorytetu międzynarodowego, który z nacjonalisty i faszysty próbuje przeobrazić się w socjaldemokratę, byle tylko zdobyć zaufanie wywiadów brytyjskiego, włoskiego czy zachodnioniemieckiego. Byle tylko zdobyć fundusze na działania propagandowe i terrorystyczne.

            Stefan Bandera zginął z ręki Ukraińca, który był agentem KGB. Bohdan Staszyński z Barszczowic pod Lwowem, miał narzędzie zbrodni doskonałej – szklany pistolet rozpylający cyjanek.

            Gdyby Bandera nie spotkał na schodach kamienicy Staszyńskiego i dalej żył w Monachium, albo wyjechał do Stanów Zjednoczonych, o co usilnie zabiegał, szybko stałby się emerytowanym politykiem.

            Podróżując po Ameryce, musiałby odpowiadać na pytania dziennikarzy o Holocaust i Wołyń, o współpracę z Hitlerem - uważa Wiesław Romanowski.
            • fanka_online Re: Wesoło do Smutnego 17.08.13, 13:24
              Wczorajszemu


              Ufałeś: na niebo jak na strunę miękko złożysz dłoń,
              muzykę podasz ustom, utoczysz dotknięciem,
              łukiem wiersza wysokie księżycowe tło
              wprowadzisz w bezmiar dolin -
              Modlitwę nocnych cieni rozwiesisz jak więcierz
              na słodkich oczach dziewann i szumach topolich.


              Ufałeś: trzepot ptaków rozsiejesz ziarnisty,
              rozległą piersią ujmiesz horyzonty, w których świat
              pływa mały jak z dzieciństwa okręcik.


              Klechda z omszałych lat
              - świty w klechdzie powiewały krwawe -
              do snu kołysała dzieci.


              Taką klechdą przełamał się dzień
              walczącej
              Warszawy.


              Wtedy -
              rozwiodły się nad miastem ornamenty łun
              na złotych kolcach wieżyc i bełkocie Wisły,
              muzyka - lecz nie nieba - krążyła jak sen,
              dziś wiesz:
              to skowyt strzałów na brukach się wił,
              otaczał, chodził wokół jak zbłąkany zwierz.


              A tobie - dni wczorajsze w oczach nie ostygły,
              ufałeś...
              Księżyc sierpem zmrużone rzęsy kosił,
              wśród krzyży zwijał świata purpurową nitkę;
              żołnierze nieśli drżące, spokorniałe oczy
              na sfruwającą powietrzem
              białą Nike.


              Falował spokój w ciepłej darni,
              kiedy młodzi plecami wsparci o wieczność
              odchodzili w głębokie posłania.
              Więc nakryły ich obłoki podobne kulistym mleczom
              i wiatr, któremuś wierzył - składał pocałunki umarłym.


              Nie wiedziałeś, że dłoń, którą uczyłeś śpiewać,
              potrafi nienawidzić i pięścią grubieć pełną,
              gniewu unosić żagiew -
              Ufałeś. Nie ukoił twoich ust śpiew drzewa
              i oczu blask nie zajął pod kopułą hełmu,
              i serca nie nasycił krzyk wbity na bagnet.


              Dzień rozbrój z woni siana. Sandały zielone
              niech zostawi przed progiem, na którym go czekasz -
              odejmij pustkę oczom, gdy w smutku zatoną,
              i nie daj mówić wiatrom o liliowych zmierzchach.
              Bo kłamią. Bo śpiewają gorejącą lawą,
              że znowu dłoń na niebo jak na strunę złożysz,
              muzykę podasz ustom -


              Dzisiaj -
              w piaskach cmentarzy
              powiędły echa strzałów,
              wiruje błękit niski jak wczoraj łaskawy,
              jak lustro.

              Każ trawie, by milczała. Jej śpiew cię zadławi,
              spowije watą wzruszeń i ciśnie w niepamięć.
              Nim ockniesz, się już serce zagubisz w obrazie
              I dłonie w przerażeniu milcząco załamiesz.

              Dzisiaj
              inaczej ziemię witać!
              Wierzyłeś: słowiczym pieniem wierszy popłynie sława harda
              i wzejdzie w barwnych tęczach, obudzi się w mitach.


              Nie tak.


              Nazbyt duszno jest słowom na wargach
              ciosanym z łun i żalu o wadze kamienia -
              Myślałeś: będzie prościej.
              A tu słowa, śpiewne słowa trzeba zamieniać,
              by godziły jak oszczep.

              T. Gajcy (1922-1944)
              • Gość: pysio Re: Wesoło do Smutnego IP: *.alfaks.com 17.08.13, 18:21
                Zbrodnie bez zbrodniarzy - rozmowa z płk. Janem Niewińskim

                Wykop
                Drukuj

                Napisał(a): Paweł Dybicz w wydaniu 28/2013.

                Zrównywanie ofiar z katami jest efektem propagandy ukraińskich nacjonalistów, w którą wpisują się nasi politycy i historycy

                Płk Jan Niewiński, ps. „Sokół” – pułkownik WP, przewodniczący Kresowego Ruchu Patriotycznego i Ogólnopolskiego Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Ludności Polskiej Kresów Wschodnich. Podczas II wojny światowej żołnierz AK, organizator samoobrony ludności polskiej w powiecie krzemienieckim. Dowodził obroną Rybczy.

                Rozmawia Paweł Dybicz

                Czy spór o nazwanie zbrodni wołyńskich ludobójstwem jest jedynym sporem między Polakami a Ukraińcami, między polskimi świadkami tamtych wydarzeń a naszymi politykami i częścią historyków?
                – Problem stosunków polsko-ukraińskich jest bardziej złożony i nie dotyczy jedynie nazewnictwa zbrodni. W tej chwili polityka dominuje i decyduje o wszystkim, a o historii w szczególności. Zbrodnia ludobójstwa jest terminem prawnym Narodów Zjednoczonych, jak również polskiego prawa karnego. To, co się działo na Kresach Wschodnich, co popularnie określamy jako zbrodnie wołyńskie, absolutnie wyczerpuje wszystkie znamiona ludobójstwa zawarte w konwencji ONZ. Nie ma zatem żadnych podstaw, żeby nazywać to inaczej niż ludobójstwem. Tymczasem polityka (i politycy) robi swoje, nagina historię, a niekiedy wręcz zmusza do fałszowania faktów historycznych.

                Nazywając zbrodnie bratobójczą walką, wydarzeniami wołyńskimi, akcjami przeciw Polakom…
                – Używa się różnych eufemizmów, ale unika słowa ludobójstwo. Tego terminu władze się boją, bo mord zakwalifikowany jako zbrodnia ludobójstwa nie podlega przedawnieniu. Władze, polskie i ukraińskie, obawiają się skutków prawnych, roszczeń itd. wynikających z określenia ludobójstwo. I dlatego w uchwale Senatu znalazły się słowa: „czystki etniczne mające znamiona zbrodni ludobójstwa”.

                NIEUZASADNIONE OBAWY

                Politycy, chyba słusznie, nie chcą winienia za nie narodu ukraińskiego.
                – Chcę wyraźnie podkreślić, że Kresowianie, rodziny pomordowanych, poszkodowani, nigdy nie obciążali narodu ukraińskiego winą za zbrodnie. Słowo ludobójstwo adresujemy wyraźnie do sprawców mordów, tj. OUN-UPA, policji w służbie niemieckiej, SS Galizien, Służby Bezpeky i tego typu organizacji. Nigdy nie rościliśmy i nie rościmy praw do odszkodowań materialnych, tym bardziej że jest to niemożliwe do zrealizowania, bo w tamtym czasie państwa ukraińskiego jako takiego nie było. Zbrodnie te wydarzyły się na dawnych terenach Rzeczypospolitej. I w związku z tym obawy naszych polityków i naszych sąsiadów Ukraińców są nieuzasadnione. Natomiast z całą mocą i konsekwentnie od lat żądamy przekazania społeczeństwu prawdy o tym, co się tam zdarzyło. Jednocześ­nie, znając sprawców, żądamy, by najwyższe władze Polski potępiły zbrodnie ludobójstwa i tych, którzy je popełnili. A formacje, które dokonały rzezi, uznały za zbrodnicze. Żądamy, ponieważ po 70 latach żaden z tych zbrodniarzy nie został ani potępiony, ani ukarany.

                Kresowiacy chcą ich ukarania?
                – W tej chwili nie ma takich możliwości, bo już nie ma kogo karać. W zasadzie sprawców już nie ma, a jeżeli są, to tacy jak Demianiuk, których stan zdrowia nie pozwala postawić przed sądem. Natomiast przekazanie społeczeństwu wiedzy o tamtych zbrodniach i sprawcach, jako przestrogi, żeby to nigdy nie mogło się powtórzyć, jest naszym obowiązkiem i tego będziemy się domagać od polskich polityków do końca naszych dni, dopóki tego nie spełnią.

                Nie za bardzo chcą to zrobić. I żeby była jasność – zarówno ci z prawa, jak i ci z lewa. Wasze żądania pozostaną więc bez echa?
                – Wiem, że zbrodnie OUN-UPA są problemem bolesnym i złożonym, ale w tej sytuacji omijanie go przez polityków niczego nie załatwia, tylko gmatwa sprawę. Na stosunek naszych polityków do tych zbrodni trzeba spojrzeć w szerszym kontekście. W globalnych planach Zachodu, głównie USA, Ukraińcy, a szczególnie nacjonaliści, są najprzydatniejsi w podgryzaniu i rozkładaniu Rosji. My też mamy wyznaczone zadania w tej materii, dlatego za wszelką cenę głosi się przyjaźń polsko-ukraińską, pojednanie. I stąd bierze się nacisk, by jak najmniej mówić o zbrodniach OUN-UPA, bo one mogą drażnić Ukraińców. Tymczasem prawda jest taka, że banderowcy mordowali nie tylko Polaków, lecz również Żydów, Czechów, Ormian, Rosjan i Cyganów. Ponadto uśmiercili kilkadziesiąt tysięcy własnych braci, Ukraińców. Jeżeli potępiamy zbrodniarzy banderowców, to czy robimy krzywdę Ukraińcom? Nie, bo stajemy w obronie także tych kilkudziesięciu tysięcy ich rodaków.

                Ukraińcy również są podzieleni w ocenach banderowców.
                – Nawet tego wielu naszych parlamentarzystów nie chce przyjąć do wiadomości. W komisji przygotowującej stanowisko Sejmu w sprawie zbrodni OUN-UPA (którego notabene do tej pory nie przyjęto, co też jest wielce znaczące) cały czas przewijała się w dyskusji jedna wielka troska: nie drażnić Ukraińców, jak oni to przyjmą, to się im nie spodoba. Powstaje pytanie, których Ukraińców. Tych, którzy też walczą z banderowcami i w dalszym ciągu uznają ich za faszystów i pomocników Hitlera? My, Kresowiacy, mówiąc Ukraińcy, mamy na myśli takich, którzy w stosunku do Polski są albo przyjaźni, albo obojętni. Natomiast nasze władze, mówiąc o Ukraińcach, mają na myśli banderowców nacjonalistów. I z nimi się ściskają. A innych Ukraińców traktują jak prorosyjskich komuchów. Naszym zdaniem, o pojednaniu z banderowcami, którzy nie odstąpili od swoich zamiarów i w dalszym ciągu umacniają antypolską, neofaszystowską ideologię wśród młodzieży, nie może być mowy.

                WSPÓLNY SCENARIUSZ

                Kościoły w Polsce i na Ukrainie przyjęły wspólne stanowisko w sprawie mordów, mówią
                o odpuszczaniu win.
                – Z dużym rozczarowaniem i oburzeniem przyjąłem deklarację Kościołów z Polski i Ukrainy. Nie ma przebaczenia bez wyznania winy, bo inaczej fałszuje się historię.

                Kiedy się czyta tę deklarację, dochodzi się do wniosku, że była zbrodnia, ale nie ma zbrodniarzy.
                – Ma pan rację. Dziwię się, że Episkopat Polski nie chce pamiętać o 200 tys. ofiar banderowskiego ludobójstwa, o bestialsko zamordowanych ponad 200 księżach katolickich. Ale gdy jednocześnie patrzę na stanowisko władz – prezydenta Komorowskiego, Sejmu, Senatu, rządu, to rozumiem, że wspólnie z Episkopatem realizują scenariusz zafałszowywania historii.

                To przejdźmy do niej. Czy rzeczywiście Polacy i mieszkający obok nich Żydzi, Ukraińcy i inne nacje nie spodziewali się ataku ukraińskich nacjonalistów?
                – Gdybyśmy się spodziewali, z pewnością nie byłoby tylu ofiar. Na Kresach II RP była ogromna mozaika narodowościowa i wszyscy żyli we względnej zgodzie i symbiozie. Mam prawo tak mówić, bo do września 1939 r. nie odnotowałem w pamięci żadnego incydentu, który można by zakwalifikować jako konflikt narodowościowy. Dopiero od września 1939 r. zaczęły się problemy.

                Przed wojną nie znaliście żądań ani deklaracji ukraińskich nacjonalistów?
                – Prawdę powiedziawszy, nie. Nie wiedzieliśmy, że w 1929 r. w Wiedniu na Kongresie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów podjęto decyzję, że w stosownym czasie, kiedy zaistnieją sprzyjające warunki, wybuchnie rewolucja, która zapoczątkuje walki o niepodległą Ukrainę. Przy czym w okresie przedwojennym na terenie Wołynia działały Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy i OUN. Jakkolwiek były to antagonistyczne partie, współdziałały w sprawach antypolskich. We wrześ­niu 1939 r. planowały taką rewolucję, ale została ona przez ich kierownictwa odwołana. Nie do wszystkich członków decyzja dotarła, w związku z tym były przypadki, że grupy ukraińskich nacjonalistów atakowały pojedynczych oficerów, grupki wojskowych, których rozbrajano i mordowano. I to jest udokumentowane. Nie są natomiast udokumentowane inne przypadki. A wtedy na tamtych terenach pojawiła się duża grupa uciekinierów z Polski centralnej
                • Gość: pysio Re: Wesoło do Smutnego IP: *.alfaks.com 17.08.13, 18:24
                  terenach pojawiła się duża grupa uciekinierów z Polski centralnej i zachodniej, którzy z całym dobytkiem, jaki mogli zabrać, kierowali się w stronę Zaleszczyk. Po drodze nocowali u różnych ukraińskich chłopów. Docierały do nas wiadomości, że w wielu wypadkach uciekinierów rabowano i mordowano. Ci ludzie znikali bez śladu. O skali tych mordów chyba już nigdy się nie dowiemy.

                  A co się wydarzyło po 17 września?
                  – Ukraiński nacjonalizm został zupełnie wyciszony. Sowieci bowiem, wyznając internacjonalizm, nie mogli pozwolić na nacjonalistyczną działalność Ukraińców. Od tego czasu na Kresach rozpoczęły się sowieckie prześladowania klasowe, a nie narodowe, liczne aresztowania, wywózki, morderstwa. Tak było do wkroczenia Niemców. I wówczas OUN uznała, że nadeszła owa dogodna chwila, czas na rewolucję, której jednym z celów było oczyszczenie ziemi uznawanej przez nich za ukraińską z elementów obcych: Polaków, Żydów, Czechów, Rosjan. A także Ukraińców, którzy nie akceptowali jej zbrodniczej ideologii.

                  Co się działo na Wołyniu przed pierwszymi mordami zbiorowymi w 1943 r.?
                  – W 1942 r. policja ukraińska, będąca w służbie niemieckiej, pod nadzorem i kierownictwem Niemców zlikwidowała wszystkie getta. Żydów, którym udało się uciec, wyłapywano i mordowano. Po likwidacji Żydów zaczęło dochodzić do pojedynczych mordów na Polakach, najpierw dokonywanych wybiórczo, na przedstawicielach głównie polskiej inteligencji, która i tak już była mocno przetrzebiona. W okresie panowania sowieckiego bowiem bardzo skutecznie unicestwiono warstwę polskiej inteligencji, wywieziono nauczycieli, osadników, policjantów, wojskowych, urzędników, zamożniejszych obywateli. Tamtejszy lud został bezbronny i bez warstwy przywódczej.

                  REAKCJE NA RZEZIE

                  Jakie były wasze reakcje na pierwsze rzezie, które zaczęły się w lutym 1943 r.?
                  – Przez pierwsze dni traktowaliśmy je jako jakieś osobiste porachunki albo napady na tle rabunkowym, nie docierało do nas, że to będzie realizowane na masową skalę. Natomiast w lutym 1943 r. zaczęły dochodzić do nas szczegółowe informacje od ludzi, którzy stanowili pierwszą falę uciekinierów. Uciekali do mniejszych bądź większych miasteczek, niektórych majątków, gdzie stały garnizony niemieckie.

                  Jak pan ocenia zachowanie Niemców w tamtym czasie?
                  – Niemcom te zbrodnie nie były na rękę, zależało im, by na zapleczu frontu panował spokój, żeby mogli ściągać kontyngenty żywności i wysyłać ludzi do pracy. Zakłócały ich plany i musieli sprowadzać więcej wojska i policji. Jako dowód na to, że były dla nich kłopotliwe, powiem, że w poszczególnych przypadkach udzielali nawet pomocy w formie przekazywania broni i amunicji oddziałom polskiej samoobrony. Sowieci też nie byli zainteresowani niepokojem na Kresach, gdyż na zapleczu frontu mieli liczne oddziały partyzanckie.

                  I było już po Stalingradzie.
                  – Tak, szczególnie po nim rozwinęła się rosyjska partyzantka. Ponieważ banderowcy byli bardzo antysowieccy, partyzanci radzieccy bazowali w większości na miejscowej ludności polskiej. Chodziło im o wyżywienie, noclegi. Odkąd zaczęło się mordowanie, wielu młodych Polaków wstępowało do partyzantki sowieckiej (jak i polskiej). W ten sposób przyczyniali się do chronienia i obrony wsi przez sowieckich partyzantów. Jak w Przebrażu, gdzie była największa samoobrona, dwadzieścia parę tysięcy ludzi, bo to był zespół wiosek. Tam samoobrona utrzymywała się dłuższy czas, a w decydującym momencie, kiedy banderowcy zaatakowali gremialnie, a naszym brakowało amunicji, jeden z naszych przebił się przez okrążenie i powiadomił partyzantów sowieckich. Oni natychmiast przyszli naszym z pomocą.

                  Jakiego typu kontakty były między oddziałami samoobrony i AK a partyzantką radziecką? Musieliście chyba pamiętać, co było pod rządami Stalina?
                  – Oczywiście, że pamiętaliśmy, ale w obliczu eksterminacji Polaków i innych narodowości przez ukraińskich nacjonalistów musieliśmy z Sowietami współdziałać. Jeżeli chodzi o Armię Krajową, trzeba wiedzieć, że Sowieci całą jej siatkę strasznie przetrzebili. Wiele oddziałów zostało zdziesiątkowanych. Ja byłem komendantem placówki AK w Rybczy, była ona mocna, ale w wielu innych miejscach na Wołyniu AK była słaba.

                  To dość zaskakująca opinia.
                  – AK jako taka na Wołyniu niewiele mogła Polakom pomóc, bo na tym terenie miała mało oddziałów. 27. Wołyńska Dywizja powstała w lutym 1944 r. W tym czasie na Wołyniu prawie już nie było Polaków, ogromna większość została wymordowana. Inaczej natomiast sytuacja wyglądała w Małopolsce Wschodniej, tam była inna proporcja Polaków i Ukraińców. Na tym terenie AK była silniejsza, lepiej zorganizowana i w związku z tym zbrodnie miały inne nasilenie niż na Wołyniu. Jest jedna rzecz, która cechuje Małopolskę Wschodnią – tam była ogromna liczba małżeństw mieszanych. I jednym z najbardziej odrażających, ponurych faktów jest to, że OUN, a szczególnie Służba Bezpeky, zmuszała Ukraińców do własnoręcznego mordowania małżonków. Pod groźbą tortur, męczeńskiej śmierci mąż Ukrainiec miał obowiązek zamordować własną żonę i córkę. Syn dziedziczący po ojcu narodowość i religię musiał zabić matkę i siostrę. To są rzeczy niespotykane, niepojęte, ale prawdziwe. Mordy w Małopolsce Wschodniej miały okrutny charakter, chociaż były już mniej masowe, bo tam Polacy byli lepiej zorganizowani.

                  Nacjonaliści ukraińscy coraz głośniej mówią, że AK mordowała ukraińską ludność cywilną, a Polaków zabijano w odwecie za działania AK.
                  – To kłamstwo. Polscy partyzanci grupowali się zawsze w lasach. Natomiast UPA bazowała w wioskach. Szczególnie na Rzeszowszczyźnie, w Lubelskiem i Zamojskiem, kiedy tam zaczęły się ukraińskie zbrodnie. Zdarzało się, że były ofiary wśród ukraińskiej ludności cywilnej, np. w Sahryniu, co banderowcy eksponują. Tam we wsi było wielkie zgrupowanie banderowskie, ze sztabem w szkole, i z tej bazy robili wypady na okoliczne polskie wioski, mordując ich mieszkańców. Wywiad AK doniósł, że banderowcy szykowali dużą akcję. Wtedy zorganizowano większe zgrupowanie składające się z partyzantów AK i BCh. Przed ich atakiem okrążono wieś i wezwano banderowców do jej opuszczenia, na co odpowiedzieli ogniem. Rozpoczęła się walka i w jej wyniku były ofiary cywilne, rzecz nieunikniona. Jeżeli nawet ci ludzie zginęli od polskiej kuli, zostało to wymuszone sytuacją. I takich przypadków było więcej.

                  POSTAWIĆ POMNIK

                  Nie od dziś mówi się o zrównywaniu ofiar – o tym, że były po stronie polskiej i ukraińskiej, a na to się nałożyła akcja „Wisła”.
                  – To zrównywanie ofiar z katami, ta relatywizacja jest efektem propagandy ukraińskich nacjonalistów, w którą wpisują się, niestety, również niektórzy nasi historycy, jak dr Grzegorz Motyka, czy politycy, jak były sekretarz generalny Unii Wolności Mirosław Czech. Teraz mocno eksponowane jest hasło odwetów. Owszem, były pojedyncze przypadki. Do mojej samoobrony należał Henryk Kozłowski, któremu siedmioosobową rodzinę wymordowano, on ocalał tylko dlatego, że w tym czasie nie było go w domu. Ten człowiek szukał okazji, żeby się mścić, i gotów był zginąć. Takich przypadków musiało być więcej, to nie ulega wątpliwości. Ale odwety? Zrównywanie ofiar z katami? Eksterminacja Ukraińców? Toż to jest mówienie i działanie na szkodę polskiej racji stanu i wbrew prawdzie historycznej. Poza tym jeżeli napastnik ginie w czasie napadu, nie jest ofiarą.

                  Co nowego dzieje się w sprawie budowy pomnika upamiętniającego ofiary banderowskich mordów?
                  – Jeżeli chodzi o sprawy formalne, nic się nie posunęło do przodu, ponieważ władze nie chcą dopuścić do tego, żeby taki pomnik powstał. Owszem, są gotowe postawić pomnik pojednania, taki, który nic by społeczeństwu nie mówił. Nasz pomnik jest w tej chwili w odlewni, częściowo odlany, ale brak pieniędzy powoduje, że nie możemy go skończyć. Mamy jednak nadzieję, że uda nam się go postawić jeszcze w tym roku.
                  Paweł Dybicz
                  • Gość: uff Re: Wesoło do Smutnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.13, 18:26
                    I kto to czyta widząc autora?
                    • Gość: pysio Re: Wesoło do Smutnego IP: *.alfaks.com 17.08.13, 18:42
                      Oprócz banderowców wszyscy bo prawda zawsze w oczy kole!
                      Jeśli możesz to wyjaśnij mi taką zagwozdkę. Czy w czasie szkolenia bunkrowego nie uczulano was czasem abyście nie czytali polskiego spojrzenia na sprawy związane z faktami historycznymi?
                      • Gość: uff Re: Wesoło do Smutnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.13, 21:05
                        Oczywiście, codziennie nas uczulają, jestem bardzo uczulony, tak mnie to uczula i rozczula.
                        • Gość: panthora Re: Wesoło do Smutnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.13, 22:16

                          No i znowu cholera zeszło na Ukraińców! Przecież były momenty gdy Polacy z Ukraińcami potrafili zgodnie współpracować - na dowód cytat z książki której tytułu strach cytować:

                          Niektórzy chłopi przechowywali u siebie Żydów, za co brali sowite wynagrodzenie. Później, gdy stałe niebezpieczeństwo, na które się narażali, zaczęło im zbytnio ciążyć, ucinali Żydom siekierą głowy. Opodal Treblinki leży wieś Wólka Okrąglik. Gospodarze tej wsi wysyłali swe żony i córki do ukraińskich strażników, zatrudnionych w obozie, i nie posiadali się z  oburzenia, gdy te kobiety przynosiły za mało pierścionków i innych kosztowności pożydowskich, uzyskanych w  zapłatę za osobiste usługi. Proceder ten był oczywiście bardzo korzystny: strzechy znikły zastąpione blachą, a cała wieś robiła wrażenie Europy, przeniesionej do zapadłego kątka Podlasia.
                          • Gość: pysio Re: Wesoło do Smutnego IP: *.alfaks.com 18.08.13, 07:11


                            Relacja spisana 2.07.1945 w Przemyślu przez Dawida Haupta, Leon Knebel, ul. 1903 w Borysławiu, syn Hermana i Miny, Archiwum ŻIH, sygnatura 301/679

                            "Myśmy przeżyli w naszym bunkrze aż do dnia oswobodzenia nas przez Armię Czerwoną t. j. do 7/8 1944 r. Uratowało się tylko na 12 osób 6 osób. Trzy osoby zabili banderowcy, którzy robili na nas obławy, a trzy osoby odstawione zostały do lagru żydowskiego, gdy policja niemiecka przy pomocy psów wytropiła je w lesie.

                            Muszę przyznać, że Waldschutzpolitzei w tym okresie zachowała się niezwykle lojalnie. Gdy tylko nie było świadków, policjanci ci puszczali wolno wykrytych Żydów, a do niektórych znajomych bunkrów przychodzili na pogawędkę.

                            Okrutni byli banderowcy, mieszkali oni również w lasach, polowali wprost na Żydów, schwytanych w sposób okrutny mordowali. Pewnego dnia było 24 ofiar zamordowanych w sposób okrutny przez banderowców. Znaleźliśmy potem trupa młodej Żydówki Mali Ehnenfeld; obie jej ręce były obcięte a na ciele były wycięte pasy skóry."

                            Relacja spisana 2.07.1945 w Tarnowie, Munio Inslicht, ur. 3.05.1935 w miejscowości Tłumacz, Archiwum ŻIH, sygnatura 301/803

                            "Chłopiec mieszkał z rodzicami i siostrą w Tłumaczu. Po wkroczeniu Niemców do miasta, matkę rozstrzelano. Ukrywał się z ojcem i siostrą. W 1945 r. banderowcy zastrzelili ojca. Został sam z siostrą. Fragment."

                            "Tatuś zaczął handlować i było nam trochę lepiej. Jeździł stale do Stanisławowa. Raz pojechał tam właśnie i [nie] wrócił więcej. W drodze napadli go banderowcy i zastrzelili wraz z drugim Żydem. Teraz przyjechaliśmy sami z siostrą bezradni do Tarnowa, kończy chłopczyk ze łazami w oczach."

                            Relacja Edmund Adler, ur. 1913 we Lwowie, spisana przez Małecka, Archiwum ŻIH 301/808

                            "W marcu 1944 roku obława banderowców w lasach hanakowskich. Jeden z banderowców przestrzegł Żydów o planowanym napadzie na bunkry. Na to grupa około 500 Żydów (w tym kobiety i dzieci) częściowo uzbrojonych zeszła się do polskiej wsi Hanaków i ukryła się po chatach. O 7-mej rano napadli banderowcy na pozostałych w lesie Żydów, spalili bunkry/drewniane, częściowo nad ziemią zbudowane i zamaskowane ziemią) rzucali granaty, były ofiary po stronie żyd. - potem banderowcy napadli na polski Hanaków i tu polska i żydowska partyzantka broniły wsi. Bohatersko zginęli Siunio Lichtenberg z Przemyslan. Zginęło 70 Polaków i 2 rodziny żyd. - Na Wielkanoc 1944 drugi napad banderowców, na wieś Hanaków. Wymordowali 60 Polaków (mężczyzn, kobiet i dzieci), wieś częściowo spalili, ilu Żydów zginęło nie wie. - Wsi broniła partyzantka polska i żydowska. Wskutek tego 2 maja 44 [roku] obława niemiecka, oddziały SS otoczyła wieś z tankami i tankietkami, część Żydów uciekła do lasu, część w schronach we wsi. Obława od 3:30 nad ranem do 10-tej rano. Cała wieś spalona, dużo ofiar żyd., ile nie wie. W tej obławie zeznający został złapany wraz z dwoma jeszcze Żydami i 2 kobietami żyd. Innych Żydów wypuszczono, bo Niemcy ich uznali za aryjczyków, a Polacy nie wydali. Jedna staruszka zaczęła się modlić i to potwierdziło jej "aryjskość".

                            Relacja Stricker Lipa Archiwum ŻIH, sygnatura 301/1136, spisała dr Laura Einchhorn

                            "Kilka razy bywały obławy na ten las, bo za śladem dochodzili zimą do każdego bunkru. Ze stu ludzi ukrytych w tym lesie uratowało się może 10. Nasz bunkier liczył 19 osób. Pewnego ranka 2-go marca 1944 napadli Ukraińcy na nasz bunkier. Trzech nas było na zewnątrz, bo trzymaliśmy straż. Wszyscy trzej zdołaliśmy się uratować. Ukraińcy podkradli się pod nasz bunkier, kilkaset może, tak, że nie można było ratować się i Ukraińcy wszystkich powyrzynali nożami, a najwięcej znęcali się nad dziećmi. Po ich odejściu wyszedłem z krzaków, gdzie byłem ukryty, zeszedłem do bunkru, gdzie leżały zwłoki pomordowanych. Dziecko moje miało 10 ran zadanych noże[m], 6 w piersi, a 4 w plecy. Żona rozebrana. Tak samo zamordowana jak jej siostra i jej dorosłe 2 córki. Wszystko to mogło trwać godzinę. Krążyłem z uratowanym siostrzeńcem 3 dni po lesie i chcieliśmy ciała pochować, ale przyszli Ukraińcy, zawalili cały bunkier, tak, że na zewnątrz nie było nic widoczne."

                            Relacja: Seweryn Dobrszklanka, ur. 21.01.1931 rok w Warszawie, syn Izraela i Barbary Lissak, Archiwum ŻIH, sygnatura 301/1222

                            "1941 r. Pierwsi Niemcy, którzy wkroczyli nie odnosili się do nas źle. Zorganizowała się ukr. milicja, która rabowała i znęcała się nad Żydami. Brali do robót, bili, starym Żydom obcinali brody."

                            "Ale w tym czasie zaczęli po okolicy grasować banderowcy, mordując Polaków i Żydów. Gospodarze, którzy bali się banderowców, kazali mi odejść do matki w lesie. Jeśli chodzi o banderowców, to Polacy byli w innym położeniu co Żydzi, bo mieli opiekę Niemców, często na noc szli do sąsiednich miasteczek, a tylko na dzień wracali do swoich gospodarstw. W czasie wspólnego niebezpieczeństwa stosunki między Polakami i Żydami bardzo się poprawiły. Mogliśmy wtedy liczyć na pomoc Polaków, natomiast nie zachodziliśmy do gospodarzy ukraińskich. Żyliśmy w lesie. Brat i ja paśliśmy krowy, matka także pracowała u chłopów, ale spaliśmy w lesie w barakach. Było to bezpieczniejsze, aniżeli spanie w opuszczonych polskich domach.

                            Pewnego dnia banderowcy otoczyli las, znaleźli 3 bunkry - szałasy żydowskie. Rzucili granat w jeden bunkier - nikt żywy już z niego nie wyszedł. Była tam matka z pięciorgiem dzieci, nazywała się Fisch - jedna jej córeczka sześcioletnia pasła krowy i ocalała. Jest ona obecnie w internacie a Zakopanem. I jeszcze jedna rodzina z 5 osób. W drugim bunkrze granat nie pękł i ludzie się rozbiegli. Banderowcy strzelali za nimi. Tego dnia przeszło 20 ludzi zostało zabitych. My nie byliśmy wtedy w lesie. Ludzi przybiegli i opowiedzieli nam o napadzie. Na drugi dzień kilku ludzi poszło zobaczyć, co się dzieje w lesie. Niektórzy uciekli a ich rodziny zostały. To co zobaczyli, było okropne. Rozerwane ręce i nogi, strzępy ludzkich ciał walały się po ziemi. Banderowcy bardzo często urządzali napady i zabili bardzo dużo Żydów. Z Małęcka było około 100 ludzi w lesie, a przeżyło około 50, resztę zamordowali banderowcy.

                            Przyszedł czas, że nie wszyscy Polacy wyjechali. W kolonii, w której myśmy przebywali, zostały 3 rodziny osadników polskich. Osadnicy byli uzbrojeni i chociaż ich karabiny nie znaczyły wiele wobec przewagi napastników, nie chcieli wyjechać. Mówili, że wolą zginąć u siebie, niż wyjechać do Niemiec. Ci Polacy nam pomagali.

                            Ukraińcy puścili pogłoskę, że nie będą mordować Żydów ani Polaków. Pracowałem w tym czasie u chłopa ukraińskiego, pasłem krowy, rozmaici banderowcy widzieli mnie i nie robili mi nic złego.

                            Żydzi ukryci w lesie dowiedzieli się o tym i zaczęli wychodzić z lasu. Okazało się, że pogłoski były tylko zasadzką ze strony banderowców.

                            Zrobili napad na 3 polskie domy, w których byli także Żydzi, zabili 12 Żydów i 10 Polaków. Weszli do domu, gdzie była moja matka. Jeden stanął przy drzwiach. Mojej matce i kilku innym udało się zbiec, reszta nie próbowała uciekać, gdyż znali Ukraińców, którzy przyszli i nie przypuszczali, że ci chcą ich zabić. Banderowcy kazali ludziom położyć się na ziemi i strzelali do nich z karabinu maszynowego. Ściągnęli ofiarom buty i wszystko, co mieli lepszego na sobie i podpalili dom.

                            Na drugi dzień matka podeszła do drugiego domu, w któym pracował mój brat. Przed domem znalazła trupa brata i jednej dziewczynki. Nie mogliśmy nawet pochować brata, gdyż Niemcy przygotowali obławę na banderowców. Matka przyszła do mnie i zabrała mnie od chłopa, u którego pracowałem. Był to też banderowiec, i chociaż chciał mnie zatrzymać, nie mieliśmy już do niego zaufania.

                            Poszliśmy do lasu. Mieliśmy tam krewnych. W tym lesie było około 100 Żydów. Prawie każda rodzina miała swój bunkier wykopany w ziemi. Byli dobrze zaopatrzeni, mieli żyto i kartofle i wogóle żywność; braklo tylko soli i tłuszczu. Zdobyli to wszystko, gdy Polacy wyjechali przed żniwami, nie zabrawszy plonów. Ale my uciekinierzy nie mieliśmy niczego. Dawano nam jedzenie, ale bywałem głodny.
                            • Gość: pysio Re: Wesoło do Smutnego IP: *.alfaks.com 18.08.13, 07:30
                              Poszliśmy do lasu. Mieliśmy tam krewnych. W tym lesie było około 100 Żydów. Prawie każda rodzina miała swój bunkier wykopany w ziemi. Byli dobrze zaopatrzeni, mieli żyto i kartofle i wogóle żywność; braklo tylko soli i tłuszczu. Zdobyli to wszystko, gdy Polacy wyjechali przed żniwami, nie zabrawszy plonów. Ale my uciekinierzy nie mieliśmy niczego. Dawano nam jedzenie, ale bywałem głodny. Przedtem pracą zarabiałem na jedzenie, również Polacy dawali żywność ze swego gospodarstwa. W lesie Żydzi musieli zaopatrzyć się tak, żeby wystarczyło jedzenia na całą zimę i nie trzeba było wychodzić z lasu, gdy spadnie śnieg, co pozostawiłoby ślady.

                              Koło nas był oddział polskiej partyzantki. Partyzanci odnosili się do nas dobrze. Śmierci nikt się nie bał.

                              Żyliśmy jak żołnierze na froncie - dzisiaj ktoś jest, jutro go już nie ma.

                              Trzy miesiące nie wychodziłem z lasu. Nie wiedzieliśmy co się dzieje na świecie, gdzie jest front. W grudniu słyszeliśmy często kanonadę, ale nie wiedzieliśmy, co ona oznacza. Z końcem grudnia banderowcy urządzili napad na las, Powstał szalony popłoch, wszyscy rozbiegli się boso, nikt nie czekał na drugiego. Banderowcy złapali 20 Żydów i puścili ich, powiedzieli, że Niemców już przepędzili, ze teraz jest ukraińskie prawo i żeby się do nich zgłaszać. Tak chcieli nas znowu dostać w pułapkę.

                              Wiedzieliśmy jednak już wtedy, z kim mamy do czynienia i podeszliśmy pod tor, aby być bliżej Niemców, którzy nas wtedy i szukali, i których Ukraińcy się bali. Przeżyliśmy najgorsze w ciągu ostatnich 2 tygodni. Uciekliśmy przed banderowcami, zapasów nie mogliśmy zabrać. Nie mogliśmy zapalać ognisk w lesie i marzliśmy. Były wtedy bardzo ostre mrozy. Gdy przebiegł zając albo koza zamieraliśmy ze strachu. W duchy widzieliśmy już kawalerzystów. Pewnego dnia dwóch ludzi poszło na zwiady i w najbliższej okolicy spotkali się ze Sowietami. Było to 20 stycznia 1944 roku."


                              Jest to relacja z pierwszej ręki i przedstawia fakty prawdziwe. Ciekawostką jest to że byli i chyba są dalej, ludzie gorsi od szwaba czy ruska! A najgorsze mamy przed sobą bo ta dzicz zamierza kontynuować swoją barbarzyńską działalność. W historii mamy wiele przykładów gdy jedne narody marzyły o mocarstwowości a ich przywódcy o byciu panami świata. Prawie zawsze w ten sposób wydawali wyrok na społeczność oczarowaną nekrofilną ideologią i siebie lub na potomstwo. Napisałem prawie bo istniejące mocarstwa też szlag trafi bo takie są prawa historii.
                              • Gość: ;) Re: Wesoło do Smutnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.13, 22:45
                                No to się zgadza: więcej Polaków z Ukraińcami łączy niż dzieli, żaden z tych narodów nie robił nic, co ten drugi by nie robił ;)

                                Zgodnie z tym nastawieniem należało członkom AK likwidować Żydów, jeśli tacy pojawili się na danym terenie. Na to nie było wyraźnego rozkazu, lecz w rozmowach dawano do zrozumienia i nawet wyraźnie o tym mówiono, że tak należy robić. Mówił o tym do mnie [Michał] Pytlak [ps. „Łom”, szef wywiadu AK w tym rejonie – A. S.] i inni członkowie AK
                                • Gość: pysio Re: Wesoło do Smutnego IP: *.alfaks.com 19.08.13, 06:29
                                  Jak zdrówko banderowcy? Po ciężkim dyżurze jesteście chyba wkurzeni na tego co wymyślił myślenie? Widać to po tęsknocie w waszych oczach za inteligencją! Zapracowani bez reszty by wypełniać misję prowydu chyba nie macie czasu by dowiedzieć się czegoś o swojej ojczyźnie? Dla patryjoty to musi być straszne. Dlatego postanowiłem ten aspekt jakoś wam przybliżyć. Jeśli chcecie to mogę wam zamieszczać jakieś informacje o waszym kraju. Napiszcie co was interesuje. Korupcja, aids, orgie nacjonalistów, postępy w budowaniu pomników "bohaterom", zmiana nazw ulic, nędza, emigracja za chlebem, prostytucja, gwałty, morderstwa czy rabunki. Te ostatnie chyba nie za bardzo bo to dla was jak powietrze i żaden szanujący się banderowiec nie zajmuje się takimi pierdołami. A może sami coś podpowiecie.
                                  • panthora Re: Wesoło do Smutnego 20.08.13, 20:25
                                    Pysio zdaje się nie zrozumiał cytatu wyżej o AK i Żydach. Otóż tam jest o tym że AK zaplanowała i konsekwentnie realizowała akcję mordowania Żydów tylko za byli Żydami - tak sobie zbrodnia z cechach ludobójstwa. Może więc coś na ten temat?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka