Dodaj do ulubionych

Prawda czy fałsz?

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.09.06, 11:28
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,75055,3608616.html
Obserwuj wątek
    • Gość: Ms X Re: Prawda czy fałsz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.06, 21:42
      nie wiem czy to prawda. Ja wróciłam do małego miasta, wprawdzie nie z Warszawy,
      ale z napewno dużo piękniejszego miejsca. zdecydowałam się tu żyć i tu
      wychowywać dzieci. tak było mi łatwiej i wygodniej. mam rodzinę, 2+1,
      utrzymujemy się z pensji duuuużo mniejszej niż 7 tys. kiedy mieszkaliśmy w
      dużym mieście, byliśmy rodziną 2+0 i o takich pieniądzach mogliśmy tylko
      pomarzyć.
      Teraz, pomimo, że się nie przelewa, nie marzę o takich pieniądzach. Wolę mieć
      szczęśliwe, uśmiechnięte dziecko.
      Obawiam się, że u osób zarabiających dużo (a 7 tys. to dla mnie i większości
      osób mieszkających w P-ślu dużo) apetyt rośnie w miare jedzenia. Pewnie daliby
      sobie radę za mniejszą kasę, ale troszkę im się w d... poprzewracało.
      Dodam, że jestem wykształcona i nie oceniam się jako osobę bezradną, a mimo to,
      nie mam ochoty wyjeżdżać.
      Chyba nie tylko o kasę w życiu chodzi, nie? a może się mylę?
      • Gość: Imac Re: Prawda czy fałsz? IP: *.chello.pl 13.09.06, 00:40
        Chyba popełniłaś błąd metodologiczny. Nie można wszystkich mierzyć swoją miarą.
        Ja rozumiem Twoją postawę, ale czy tak trudno jest zrozumieć, że ludzie mogą
        pragnąć w życiu wielu różnych rzeczy? Potępisz kogoś, bo nie chce sobie radzić
        za tyle, za ile Ty sobie radzisz? Wybrałaś mieszkanie w Przemyślu i rodzinę 2+1.
        Ktoś inny może wybrać model 2+3, albo 2+0, albo w ogóle 1. Dla kogoś innego
        ważna jest możliwość chodzenia do teatru, albo filharmonii. Dla kogoś jeszcze
        innego nie będzie ważne własne M, a możliwość systematyczego odbywania podróży.
        Potępisz ich, bo nie chcą żyć tak jak Ty?
        • Gość: Ms. X Re: Prawda czy fałsz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 06:53
          a potępiam? w jaki sposób? bo napisałam, ze im się w d... poprzewracało?
          a wypisując teksty, że 7 tys. to za mało, żeby utrzymać rodzinę w sytuacji, w
          której większość musi utrzymać się za mniej niż 2 tys, a niektórzy za 1 tys.
          nie jest dowodem na to?
          daleka jestem od potępiania. wiem, jak trudno zarobić uczciwe pieniądze. każdy
          ma prawo wydawać na co je chce i ja to szanuję. Każdy ma swój system wartości i
          sam decyduje co jest ważne a co nie. Ale, jak wpomniałam wyżej, osoba
          zarabiająca (wraz z żoną) 7 tys. i narzekająca, że to mało chyba buja w
          obłokach. A przynajmniej nie szanuje tych, którzy muszą się utrzymać za dużo
          mniej.
          • Gość: Ms. X Re: Prawda czy fałsz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.06, 07:01
            zapomniałam dodać najważniejsze: jak ktoś nie chce mieć dzieci, to ich nie
            będzie miał, wynajdując różne powody dla usprawiedliwienia, łącznie z tym, że 7
            tys to za mało...

            a to wcale nie trzeba się usprawiedliwiać. nie chcesz mieć dzieci, to ich nie
            miej, chcesz wyjechać, wyjeżdżaj!

            Pozdrawiam.
      • kober1 Re: Prawda czy fałsz? 13.09.06, 16:37
        Odniosę sie do tresci artukułu z punktu widzenia kogoś kto mieszka w Warszawie.
        Urodziłem się w Przemyślu ale obecnie pracuje w Warszawie i wspólnie z żoną
        zarabiamy niewiele mniej niż wspomniane 7tyś na rekę. Wytknę parę nieścisłosci
        co do wyliczeń autora artykułu (chodzi głównie o zawyżanie wszelkich kosztów -
        nie wiem z czego to wynika?. Może żeby pokazać jacy to męczennicy tu mieszkają
        i niczego się nie moga dorobić - trzeba im współczóć mieszkania w stolicy):

        1.cytat:"W Warszawie wynajmujemy mieszkanie. Wynajem plus opłaty (telewizja,
        telefon, internet) to koszt 1,5 tys. zł miesięcznie. Jak na Warszawę - bardzo
        tanio. Mamy siedmioletni samochód, z coraz bardziej sypiącym się silnikiem.
        Poza tym koszty stałe, np. bilety na komunikację miejską, bo mimo wszystko jest
        tańsza i szybsza od samochodu, czy karty pre-paid do telefonów komórkowych.
        Łącznie ok. 2 tys. zł."

        Wynajem mieszkania i opłaty: można taniej, sam wynajem mieszkania 40m2 (na 2
        osoby)w dzielnicach obrzeznych takich jak Ursus,dwie Pragi, Białołeka,
        Tarchomin to koszt 800-1000zł , jak kogoś nie stac to nie wynajmuje na
        Mokotowie, Żolibirzu, Ochocie czy Wilanowie...plus opłaty to góra 1200zł!!!
        Wiem to dokładnie bo sam wynajmowałem na Ursusie - 1050zł wraz z telefonem
        kablówką i internetem. Autor przestrzelił o 300zł/miesiąc (to wersja dla
        oszczędnych, dalej do centrum ale 300zł zostaje w kieszeni).

        Koszty stałe: bilety na komunikację - dla jednej osoby 3-miesięczny normalny-
        166zł (NA 3 MIESIĄCE!!!)można jeździć wszystkim: metrem,autobusem, tramwajem...
        czyli na miesiąc 55zł razy dwie osoby = 110zł/miesiąc.
        Karty pre-paid do telefonów komórkowych: zależy w jakiej sieci i kto ile
        rozmawia ale wychodzi średnio 20zł/osobę/miesiąc, razem 40zł/miesiąc

        Autor lekko wyliczył 500zł, różnica: 350zł

        Razem zaoszczędzone: około 600-650zł.

        2.Cytat:"Doliczmy koszty zmienne: jedzenie, rozrywki, np. kino (sporadycznie),
        wyjazd na weekend do rodziców (raz w miesiącu). Gotowanie obiadów domowych przy
        pracy do godz. 17 i godzinnej podróży do domu można włożyć między bajki, bo kto
        przy zdrowych zmysłach je obiad o 20? Przeważnie kupujemy więc jakiś obiad, to
        średnio 1,5-2 tys. zł.

        Co do obiadów to najwieksza ściema. Sam dokładnie pracuje do 17.00 i godzinę
        wracam do domu. I jem obiad w domu codziennie około 18.30-19.00. Tylko trzeba
        go wcześniej zrobić, albo w weekend na kilka dni albo jak się wraca. I
        zapewniam że jestem przy zdrowych zmysłach!!! A kolesiowi się nie chce, woli
        bulić za obiady na mieście a potem płakać jak to drogo. Gwarantuje że daje się
        je jeść w domu trzeba tylko troche chęci...Jedząc na mieście płaci się ok
        20zł/osobę/obiad razy dwie osoby i 30 dni = 1200zł na same obiady! To jest
        przegięcie! Jedząc w domu wydajemy z żoną na obiady około 10zł/osobę/obiad =
        600zł. Można zaoszczędzić 600zł! trzeba tylko chcieć...

        3.Cytat:"Na koniec koszty okazjonalne: ubrania, buty, impreza, prezenty czy
        ubezpieczenie samochodu - 300-500 zł."

        Tu koszty sie dublują z cytatem 2, bo rozrywki i imprezy to to samo i te koszty
        zostały już wliczone wczesniej a ubrań i butów nie kupuje się co miesiąc (na
        pewno nie tacy co płaczą jak im ciężko...)

        Mozna zaoszczedzic nastepne 200-300zł

        4.Cytat:"Podsumowując: koszty życia na średnim poziomie w Warszawie, dla nas
        dwojga to ok. 4 tys. zł. Z pozostałych 3 tys. około tysiąca rozchodzi się np.
        na dofinansowanie najbliższej rodziny i przyjemności. Zostaje 2 tys. zł"

        I znowu 1000zł na przyjemności sie kolesiowi rozchodzi. Wcześniej wydawał na
        rozrywki, imprezy a teraz jeszcze przyjemności...Przy takim trybie życia
        imprezowego nie dziwne że biadoli, a koszty mnoży po trzy razy licząc to samo...
        Ograniczmy te przyjemności do 1000zł , a zostanie zaoszczędzone kolejny tysiąc
        złotych (z ręką na sercu - ja na miesięc nie wydaję 1000zł na przyjemnosci...)

        Podsumowując: Autorowi z 7tyś na rekę zostają ledwo 2tyś, nam z żoną prawie
        3500-4000tyś i bynajmniej nie prowadzimy ascytycznego trybu życia. Kupiliśmy
        mieszkanie, spłaciliśmy kredyt, kupilismy 5-letni samochód, stać nas na 10-
        dniową wycieczkę za granicę w wakacje, myślimy o budowie domu a wszystko to
        przy zarobkach trochę mniejszych niż owe 7000zł autora.
        Więc o co tu chodzi? Cała ta opowieść to jeden wielki pic na wodę i ma chyba
        tylko służyć temu aby pokazać jak to w Polsce jest źle, że nawet 7tyś na rękę
        to mało.
        Pozdrawiam
        Kober
    • kober1 Re: Prawda czy fałsz? 13.09.06, 17:01
      A to kilka komentarzy z forum dla tego artykułu:

      Przeczytaj komentowany artykuł »
      mlody_junak 12.09.06, 10:07 + odpowiedz


      jak maja 7 tys. dochodu do dyspozycji, to brutto daje min 10 tys.
      i ciągle narzekają?

      Polakowi nigdy nie dogodzisz..

      zresztą w artykule jest niescislosc: jak mowa o racie za kredyt mieszkaniowy,
      co to niby by zjadał całe 2 tys. pozostałęj kasy. wcale nie, bo zysiujemy cenę
      płaconą za wynajem (pewnie ok 1,4 tys. [bo jeśli płaci za telewizje, telefon i
      internet więcej jak stówe -mając jeszcze wspominane później pre-paidy- to jest
      frajer!]). zatem wlasne mieszkanie jest dla nich droższe o 700 pln.



      • ps.

      Przeczytaj komentowany artykuł »
      mlody_junak 12.09.06, 10:10 + odpowiedz


      "Przeważnie kupujemy więc jakiś obiad, to średnio 1,5-2 tys. zł. "

      dość rozrzutny typek.
      1500/na 2 osoby = 750 zł.
      na średnio 21 dni roboczych w miesiącu to daje 35 zeta za kupny obiadek.

      przepłacasz chłopie! zacznij wstawać kwadrans wczesniej, robić sobie kanapki do
      pracy, a będzie Cię stać na dziecko!



      • Zgadza sie !

      Przeczytaj komentowany artykuł »
      comrade 12.09.06, 10:30 + odpowiedz


      > dość rozrzutny typek.

      Oczywiscie. Mając 7 tysiecy na rękę juz dawno powinni budować porządny dom pod
      miastem a nie jojczyć i uzalac sie nad sobą.

      To jest jakas paranoja, najpierw lansowanie tragizmu pokolenia 1500 brutto, a
      teraz okazuje sie ze i 10 tysięcy brutto to ZA MAŁO. Chryste, Polacy, czy wy
      jestescie nienormalni? Wiadomo ze apetyt rosnie w miare jedzenia ale jak czytam
      ze 7k netto na rękę to MAŁO to mnie krew zalewa. Czego wy chcecie od zycia? Nie
      macie jeszcze trzydziestki i juz chcecie zarabiac kokosy? Bo w UK zarabiałbyś 5
      razy wiecej? Przy 2,5 krotnie wiekszych cenach byś miał 2X wieksza siłe
      nabywczą, mialbys łatwiej to fakt. No ale skoro sobie tak policzyles to jedz,
      nikt cie nie trzma, ale nie piernicz ze 7k netto dochodu w 2-osobowej rodzinie w
      Polsce to mało. Paranoja,

      by nie rzec - Polactwo: wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, narzekanie naszą drugą
      naturą. Dziwie sie ze redakcja publikuje takie idiotyczne artykuły, zakrawające
      wręcz na prowokację.
      • Gość: Imac Re: Prawda czy fałsz? IP: *.chello.pl 13.09.06, 23:16
        Ale mi chodzi o coś całkiem innego.
        Jesz obiady w domu. Ok, je też je jem, nie stać mnie na codzienne jedzenie na
        mieście.
        Ale czy tak trudno wyobrazić sobie, że komuś MOŻE SIĘ NIE CHCIEĆ? Tak samo jak
        komuś może się nie chcieć wydawać na rozrywki mniej niż te 1000 zlotych, które
        tak krytykujesz.
        Dla mnie to jest bardzo abstrakcyjne, bo muszę oszczędzać i gdybym miał tyle
        pieniędzy na rozrywki to byłbym bardzo, bardzo zadowolony. Ale to jeszcze nie
        znaczy, że ktoś inny ma być z tego powodu równie zadowolony.
        Skoro to samo małżeństwo pracując za granicą mogłoby codziennie jeść w knajpach
        centrum miasta, miałoby ulgę podatkową na dziecko, tańszy kredyt mieszkaniowy,
        mogliby wydawać na rozrywki jeszcze więcej, i jeszcze zdołaliby wspomóc rodzinę
        w Polsce, plus coś odłożyć na przyszłość , to w imię czego mają oni mieszkać
        tutaj? W imię patriotyzmu?
        Mają nie narzekać, bo Wy (i ja) mamy mniej i wiemy że da się żyć za znacznie
        mniej? To nie jest jakikolwiek argument w tej dyskusji.

        Tak już jest w Polsce, że moją przyjaciółkę, która pracuje w irlandzkim hotelu
        (fizycznie) stać na o wiele więcej, niż nauczyciela, czy lekarza (uczciwego) w
        Polsce... Właśnie kupiła sobie mieszkanie, jeździ na wakacje (na dłużej niż 10
        dni), wyskok na obiad do dobrej(!) restauracji nie stanowi jakiegokolwiek
        problemu, podobnie jak kupno dobrych, markowych ubrań, kosmetyków, sprzętu RTV, AGD.
        Piszecie, jakbyście byli zazdrośni, że ktoś ma więcej niż Wy, a jest
        niezadowolony. Ja rozumiem (choć mam znacznie mniejsze dochody) że ktoś może
        mieć te 7 tysięcy i uważać, że w Polsce nie ma dla niego perspektyw. Bo
        wykonując tą samą pracę za granicą, zarabiałby wielokrotnie więcej, niż
        wzrosłyby jego koszty życia/utrzymania.

        Znam dobrze rodzinę, która utrzymuje się za 1200 złotych, a liczy cztery osoby.
        Oni też twierdzą, że tak DA się żyć. Ale nie mówią, że każdy, kto ma więcej i
        jest niezadowolony ma przewrócone w głowie!

        • kober1 Re: Prawda czy fałsz? 14.09.06, 08:07
          A mnie chodzi o treść artykułu, o to czy to prawda że za 7tyś na rekę nie da
          sie żyć, a nie o to czy za granicą jest lepiej. Treść artukułu to totalna
          bzdura pewnie zmyślona przez dziennikarza (nie przypadkowo jest to anonim).
          I do tego się odnoszę
        • kober1 Re: Prawda czy fałsz? 14.09.06, 08:07
          A mnie chodzi o treść artykułu, o to czy to prawda że za 7tyś na rekę nie da
          sie żyć, a nie o to czy za granicą jest lepiej. Treść artukułu to totalna
          bzdura pewnie zmyślona przez dziennikarza (nie przypadkowo jest to anonim).
          I do tego się odnoszę
          • Gość: Imac Re: Prawda czy fałsz? IP: *.chello.pl 14.09.06, 22:31
            Ale ja przeczytałem ten artykuł. I jego kontekst był według mnie taki, że nawet
            zarabiając wspólnie 7 tysięcy złotych, można nie widzeć w tym kraju dla siebie
            odpowiednio dobrej perspektywy. Zwłaszcza jeśli się musi kupić mieszkanie,
            wspomaga się rodzinę, chce się założyć własną rodzinę i jeszcze oczekuje się
            komfortu i wysokiej stopy życiowej. Wniosek był taki, że za granicą jednak jest
            trochę łatwiej.
            Nikt tam nie twierdził, że nie da się żyć za taką kwotę. Aby tak twierdzić,
            trzeba by być szaleńcem, w kraju gdzie rzesze ludzi zarabiają 1200 brutto i żyją.

            Po prostu: można być bardzo zamożnym (z mojej perspektywy ktoś kto ma dochody
            rzędu 7 tys jest zamozny) i mimo wszystko podliczyć sobie, że życie w Polsce nie
            ma sensu, bo perspektywa na wzrost dochodów jest słaba, a ty nie chcesz iść na
            kompromisy. Inna sprawa, że trzeba być trochę zblazowanym, ale cóż..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka