Komu wali w dzwon?

IP: *.mcon.pl 04.08.07, 19:08
Komu wali w dzwon

Przemyśl słynie z dwóch kurii metropolitarnych oraz niezliczonej
ilości kościołów i zakonów, dzięki czemu bywa nazywany „drugim Watykanem”.
Nic dziwnego, że silny jest tu kult JP II, chociaż jego wizycie (VI 1991)
towarzyszył głośny skandal związany z okupacją kościoła karmelitów (papież
chciał w nim ulokować restytuowaną greckokatolicką katedrę, która przez 172
lata tu była, ale trzódka pokazała mu, gdzie babcia koszyczek nosiła). Teraz
przemyślanie robią, co tylko mogą, aby zatrzeć i zagłuszyć te niemiłe akcenty
z przeszłości.
Choć pomnik JP II nie stanął jeszcze na placu po „Karolku”
Świerczewskim, kroi się następny hicior: 27-tonowy dzwon odlany w stolicy
polskiego ludwisarstwa, za jaką Przemyśl uchodzi. To już drugi „papieski”
dzwon. Pierwszy wirtualny o wadze 20 ton, szykowany na jubileusz roku 2000,
dzwonnik Wojtyła miał uruchomić przez naciśnięcie guziczka w swoim
watykańskim apartamencie. Nierealny od początku pomysł nie wypalił. Skończyło
się na zawierzeniu miasta Chrystusowi Królowi oraz na górującym nad nim
Krzyżu Zawierzenia - sfuszerowanym, bo groził katastrofą i musiał trafić do
poprawki, by kogoś nie zabił.
Niezrażone tamtą historią Stowarzyszenie Budowy Wielkiego Dzwonu
Papieskiego nie ustaje w wysiłkach dla „uczczenia na wieki pontyfikatu
wybitnego rodaka”. W kolejnej wersji „papieski dzwon” miał ważyć tyle
kilogramów, ile dni żył JP II, ponad 31 000, ale w końcu stanęło na 27
tonach: tona za rok pontyfikatu. Niestety pasjonaci nie mogli znaleźć w
Przemyślu godnego miejsca na dzwonnicę. Nawet sąsiedztwo Krzyża Zawierzenia
uznali za niewłaściwe, bo „dzwon-pomnik nie zasługuje na obrzucanie
kamieniami”.
Na szczęście Opatrzność czuwała i prezes stowarzyszenia Wacław Hapko
znalazł bratnią duszę w księdzu Mirosławie Drozdku, kustoszu Sanktuarium
Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach. - Spadł mi pan z nieba – usłyszał
prezes od wielkiego dzwonu i podpisał porozumienie, akceptowane ponoć przez
samego kardynała Dziwisza. Największy w Europie dzwon za milion euro po raz
pierwszy ma odezwać się na Krzeptówkach już w piątą rocznicę śmierci Jana
Pawła II. O ile następca zmarłego w maju ks. Drozdka, ks. Marian Mucha zadba
o to, by gazdowie na czas na ceprach taką kasę złoili, a chętny do pracy
przemyski ludwisarz zbuduje nową odlewnię, w czym ma mu pomóc, przekazując
działkę, wójt podprzemyskiej gminy Żurawica.
Ks. Mucha ostro wziął się do dzieła. Ma już nazwę dla dzwonu,
podpowiedzianą przez krakowską kurię – „Totus Tuus”, nawiązująca do życiowej
dewizy K.Wojtyły. Pomyślano o zestawie dzwonków wybijających
melodię ''Barki'' i ozdobieniu dzwonu sceną nawiązującą do wizyty JP II pod
figurką Matki Boskiej Fatimskiej w kaplicy na Krzeptówkach. Na dobry początek
odlanych zostanie też kilka miniaturek olbrzyma, przy którym ważący 12 ton
dzwon Zygmunta na Wawelu to zabawka. Miniaturki trafią do Benedykta XVI i
kardynała Dziwisza. Nie zapomniano o marszałkach Sejmu i Senatu, bo w końcu
od nich będzie w dużym stopniu zależało, z jakim wkładem wejdzie w cały
interes budżet państwa. Lobbowanie miniaturką, tak „na wszelki wypadek” jest
racjonalne, bo zbiórka miliona euro z tacy może się ślimaczyć.
Ciekawe, co zrobią ekolodzy i miłośnicy przyrody, gdyby
odlewnia „pod” papieski dzwon miała powstać w sąsiedztwie Arboretum w
Bolestraszycach, gdzie jak u Pana Boga za piecem mają unikalne rośliny? Piec
odlewniczy (mówi się nawet o czterech) położyłby kres tej sielance, ale też
byłaby okazja do odlania następnego dzwonu - „Arboretum”, z zestawem dzwonków
wybijającym marsz żałobny…
Janusz Adamski

www.faktyimity.pl/



Pełna wersja