Gość: lizus
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.08.07, 19:46
„Jesteś zapisany na Wielki Poniedziałek. Świetnie, wiem, tyle tylko,
że niedziela nigdy się nie skończy”
Franz Kafka
„Najpiękniejsze sześć minut w historii kina”
Sancho Panza wchodzi do kina w prowincjonalnym mieście. Szuka Don
Quixote i odnajduje go siedzącego samotnie, wpatrzonego w ekran.
Widownia jest prawie pełna. Balkon – rodzaj galerii – zapakowany
rozwrzeszczanymi dzieciakami. Po kilku daremnych próbach dotarcia do
Don Quixote, Sancho siada na parterze obok małej dziewczynki
(Dulcynea?), która częstuje go lizakiem! Film już się zaczął. Jest
to film kostiumowy, po ekranie przesuwają się rycerze w zbrojach.
Nagle pojawia się kobieta. Jest w niebezpieczeństwie. Don Quixote
wyskakuje ze swojego miejsca, dobywa miecza z pochwy, rzuca się na
ekran i ciężkimi uderzeniami tnie materiał ekranu. Kobieta i rycerze
ciągle są jeszcze widoczni, lecz czarna rysa uczyniona mieczem Don
Quixote poszerza się i nieuchronnie niszczy obraz. W końcu z ekranu
nie zostaje nic. Widać tylko drewnianą ramę, na której był rozpięty.
Widownia opuszcza salę z wyraźnym niesmakiem. Jednak dzieci z
górnego balkonu nie przestają wykrzykiwać słów zachęty dla Don
Quixote. Jedynie mała dziewczynka na parterze obok Sancho patrzy na
niego z wyrzutem.
Co robić z naszymi fantazjami? Kochać je, wierzyć im do momentu, w
którym musimy je zbezcześcić, zniszczyć (takie jest też pewnie
znaczenie filmów Orsona Wells'a) Gdy udowodnią nam, że są puste i
niespełnione, kiedy pokażą pustkę, z której zostały zrobione, to
jest to właśnie ten moment, w którym przychodzi nam zapłacić cenę za
ich prawdę, wówczas wreszcie dociera do nas, że Dulcynea, – którą
uratowaliśmy – nie potrafi nas kochać.