Dodaj do ulubionych

czy kojarzycie tę książkę ?

13.04.08, 20:56
www.allegro.pl/item346423557_dzialalnosc_oun_upa_w_pow_sanok_lesko.html
Czy jest coś warta ?
Obserwuj wątek
    • tawnyroberts Kojarzę autora... 14.04.08, 09:43
      Książki nie czytałem, ale kojarzę autora. Marian Jarosz to szef
      Związku Kombatantów Rzeczpospolitej i Byłych Więźniów Politycznych
      Ziemi Sanockiej. W latach 1946-1947 walczył z UPA w Bieszczadach
      jako komendant, zdobytego na Niemcach, pociągu
      pancernego "Panzertriebwagen Nr 16".

      pl.wikipedia.org/wiki/Panzertriebwagen_Nr_16_(poci%C4%
      85g_pancerny)


      Znalazłem krótką wypowiedź Jarosza dla "Tygodnika Sanockiego" (nr 19
      z 11 maja 2007 r.), treść poniżej. Wspomina tam o walkach z UPA.
      Jeśli cała jego książka jest taka jak ta wypowiedź, to chyba lepiej
      ją sobie odpuścić. Jednak z drugiej strony pewnie paru ciekawych
      rzeczy można by się dowiedzieć - w końcu Jarosz był uczestnikiem
      walk. Nie wiem, może sam zalicytuję...


      "Nie mam nic do ukrycia"

      Major Marian Jarosz w końcu zdecydował się odpowiedzieć
      na ataki adwersarzy. Szef Związku Kombatantów Rzeczpospolitej i
      Byłych Więźniów Politycznych Ziemi Sanockiej tłumaczy, za co
      otrzymał Virtuti Militari.

      – Niektórych bardzo nurtują moje żołnierskie losy, więc w skrócie je
      przedstawię. Nie mam nic do ukrycia. We wrześniu 1944 roku, po
      szkole ocerskiej w Riazaniu, jako podchorąży, trafiłem do
      Przemyśla. Zostałem zastępcą dowódcy zwiadu artyleryjskiego w 16
      Pułku Piechoty. W roku 1945 brałem udział w walkach o Kołobrzeg. Po
      zakończeniu wojny nastąpił rozdział żołnierzy do innych jednostek.
      Mając wykształcenie kolejowe, trafiłem do Zagórza. Najpierw byłem
      dowódcą pociągu pancernego, a następnie Dywizjonu Pociągów
      Pancernych, aż do 1948 roku. Miałem pod sobą 3000 ludzi, a teren
      naszego działania obejmował nie tylko Bieszczady – sięgał aż po
      Gorlice. Walczyliśmy z bandami UPA, broniliśmy stacji,
      rozminowywaliśmy mosty. To była trudna walka, bo banderowcy nie
      przebierali w środkach. To byli zwykli barbarzyńcy.

      M. Jarosz pokazuje stosowne dokumenty potwierdzające jego
      odznaczenia – Krzyż Walecznych, Krzyż Armii Krajowej, Krzyż
      Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, Medal Wojska, odznakę
      uczestnika walk o Kołobrzeg. I wreszcie Virtuti Militari otrzymane w
      1970 roku. – Z czyjego rozkazu otrzymałem to odznaczenie? No chyba
      nie koła gospodyń wiejskich... – kończy żartobliwie.

      Zapytany, dlaczego tak późno odpowiada na ataki kilku członków
      związku, które sam określa jako „złośliwe i wysoce krzywdzące”,
      odpowiada dość mgliście: – Czekałem, aż się wypiszą, wystrzelają. To
      jest ich rewanż za przegrane wybory z 2005 roku, gdy jednogłośnie
      zostałem ponownie wybrany na prezesa. Dodam, że funkcję pełnię już
      ponad 22 lata, w tym czasie staliśmy się jednym z najprężniej
      działających kół na Podkarpaciu.
    • mariusz9959 TW Bolek 19.06.08, 18:29
      Czytam, czytam i czytam. Jak by ktoś chciał poczytać to niech da
      znać podeślę skan, No może nie całość, bo nie dojdzie do
      poniedziałku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka