Zagłada dynowskich Żydów

28.11.08, 17:17
Dynów - niewielkie miasteczko nad Sanem na Pogórzu Dynowskim. Druga
wojna światowa. 13 września 1939 roku - do Dynowa wkraczają pierwsze
niemieckie oddziały. Rozpoczyna się hitlerowska okupacja, a z nią
zagłada żydowskich mieszkańców miasteczka. Po raz pierwszy tej wojny
na tak wielką skalę. Dlaczego właśnie tutaj? Na to pytanie starał
się odpowiedzieć Grzegorz Szajnik w wydanej niedawno
broszurce "Stosunki polsko-ukraińsko-żydowskie w mieście i gminie
Dynów". Bez rezultatu... Ale opisy gehenny dynowskich Żydów, oparte
przede wszystkim na relacjach świadków, przerażające i warte
przeczytania.


"Druga wojna światowa - holocaust"

1 września 1939 roku wybucha druga wojna światowa. Już od pierwszych
jej dni okupant na zajętych przez siebie ziemiach doprowadzał do
wyniszczenia narodowości żydowskiej. Przebywający tylko czasowo w
mieście uciekinierzy z ziem zachodnich wyraźnie opowiadali o tym,
czego hitlerowcy dopuszczają się na Żydach. Wielu więc z chwilą
zbliżania się frontu wolało nie czekać na najgorsze i wyruszyło w
kierunku Przemyśla i Lwowa. Już 7 września słychać było zbliżający
się front. W tym dniu jak i następnym w miasteczku i pobliskim
Bachórzu stacjonowały sztaby Armii Małopolska i Grupy Południe. Od
10 września przez miasto sunęły tłumy ludzi udających się na wschód.
Do nich dołączyła część miejscowych Żydów. Tego dnia ewakuowały się
dynowskie urzędy i część młodzieży.
Trzynastego września do Dynowa wkracza 2 Dywizja Górska gen.
Feursteina i 7 Dywizja Piechoty gen. Otta. Dynów zostaje zajęty.
Rozpoczęły się prześladowania i represje. Przerażeni Żydzi przez
dłuższy czas nie wychodzili na ulice. Prowadzone przez nich sklepy
były zamknięte. Czekali na śmierć. Mimo zapewnień wygłaszanych przez
radio przez gen. Brauchitscha, iż mogą się czuć spokojni, nie
dowierzali.
Był 18 września 1939 roku. Dzień na pozór niczym nie różniący się od
innych. Lecz właśnie ta data stała się najtragiczniejszym momentem w
dziejach dynowskich Żydów. Nic nie zapowiadało tego, co miało się
stać. Najprawdopodobniej tego dnia w Dynowie zjawiła się grupa
Niemców z oddziałów SS. Opowiada Mieczysław Krasnopolski: „Szedłem
obecną ulicą Mickiewicza, kiedy zauważyłem na wysokości budynku
poczty idących w moim kierunku, po przeciwnej stronie, niemieckich
żołnierzy. Odróżniali się od reszty wojska stacjonującego w Dynowie.
W oczy rzuciły mi się niesione przez nich rzeczy - lalkę bez ubrania
i pięknie wyszywany mały zagłówek - zastanawiałem się, po co im to?
Kiedy zbliżyliśmy się do siebie, na ich czapkach zobaczyłem emblemat
śmierci - trupią czaszkę i skrzyżowane kości. Na boku munduru
wyrazisty napis SS. Nigdy wcześniej, ani nigdy potem esesmani w
Dynowie nie pojawili się. Przyjechali w konkretnym celu, z
konkretnym zamiarem.”
Tuż po południu, około godziny piętnastej, Wermacht pod
kierownictwem SS przystąpił do akcji mającej na celu likwidację
ludności narodowości żydowskiej, przeważnie mężczyzn. W grupkach po
kilku, wpadali do domów, z krzykiem na ustach wypędzali z nich Żydów
na ulicę. Te wrzaski hitlerowców i bitych Żydów, słychać było z
różnych części miasta. Przerażenie zapanowało na jego ulicach.
Relacjonuje jedna z mieszkanek - Helena Szajnik: „Daty dnia, kiedy
nastąpiła pierwsza masakra dynowskich Żydów nie jestem sobie w
stanie po tylu latach przypomnieć. Szłam do kościoła. A bardziej
dokładnie to szłam zobaczyć wywózkę Żydów, a w kościele się
schroniłam. To było po południu. Żydzi zgromadzeni byli na głównej
ulicy Mickiewicza, nie widziałam wszystkich. Wszędzie było pełno
Niemców. Dochodząc do kościoła niemiecki żołnierz z karabinem
krzyknął „halt!" - zatrzymałam się - pokazując na mnie pytał: „Jude,
Jude?” Pokiwałam głowa, że nie i pokazałam, iż idę się modlić do
kościoła. Jak do dziś pamiętam twarze tych ludzi, to było coś
przerażającego.”
I znów Mieczysław Krasnopolski: „Jako ciekawski młodzieniec
wyglądałem ostrożnie na ulicę, widziałem, jak do małego sklepu w
sąsiedztwie, prowadzonego przez brodatego i niskiego wzrostu Żyda,
weszli dwaj żołnierze. Chwilę później rozległy się niemieckie
wrzaski, a opierający się Żyd, kopnięty czy uderzony wypadł przez
drzwi, pomijając schodki, aż na środek jezdni.”
W niedługim wręcz czasie plac obok kościoła przy „starej szkole"
wypełnił się mieszkańcami narodowości żydowskiej, których strzegło
wojsko. Wieczorem, szosą biegnąca w kierunku Brzozowa, przeszedł
pochód maszerujących czwórkami Żydów pod silną eskortą wojska. Po
raz ostatni spoglądali na miasto swych narodzin, swego dzieciństwa i
wieku dorosłego.
Kiedy zaczął zapadać zmrok, samochodami wywozili Niemcy swe ofiary
na miejsce egzekucji. Dziś u styku ulic ks. J. Ożoga i Podgórskiej.
Tu na niewielkiej łące, z tyłu której znajdował się wysoki na około
1,5 metra brzeg, przy pomocy broni maszynowej pozbawili życia około
dwustu Żydów. Tu również ich pogrzebano i przysypano ziemią. Te
wydarzenia relacjonuje naoczny świadek Zofia Łukaszewicz: „Szłam do
przyjaciółki na Przedmieście Dynowskie. Po chwili usłyszałam warkot
silników samochodowych, krzyki i piski przerażonych ludzi.
Wyprowadzanych z samochodów prowadzono na łąkę i ustawiano w
rzędach. Zapadłą, przeraźliwą ciszę przerwały serie z karabinów
maszynowych. Nie wiem, ile osób straciło wówczas życie. Uciekałam
jak najprędzej, żeby i mi się nie dostało.” Przez wiele miesięcy
miejsce to odstraszało. Kiedy padały deszcze, spływała ziemia
przesiąknięta krwią o ciemnobrunatnym kolorze. Spod ziemi ku górze
wydobywały się bąbelki gazów rozkładających się ciał. Dziś na
miejscu mordu znajduje się nowe osiedle i teren ten wygląda zupełnie
inaczej.
Około stu Żydów zamordowano w lesie zwanym Żurawiec, leżącym za
Dynowem na trasie do Brzozowa. Tu również Niemcy pogrzebali swe
ofiary. Miejsce to wygląda tak samo do dnia dzisiejszego. Relacja
Mieczysława Krasnopolskiego: „W 1940 roku dzięki staraniom
brzozowskich Żydów, najprawdopodobniej za niemałe pieniądze, Niemcy
zezwolili na ekshumację. Zwłoki ofiar przeniesiono na cmentarz
żydowski przy dzisiejszej ulicy Karolówka. Pochowano ich w kilku
masowych grobach. Pamiętam z opowiadań, jak na obity blachą wóz
wkładano po kolei rozkładające się ludzkie zwłoki. Widok ten był
straszny, a swąd rozkładających się ciał nie pozwalał swobodnie
oddychać. Widoku tego nie jest człowiek w stanie opisać. To trzeba
było przeżyć, widzieć.”
Po wojnie wszczęto śledztwa mające wyjaśnić kulisy tej zbrodni.
Zgodnie z poleceniem wydanym przez Sąd Grodzki w Dynowie, we
wrześniu 1945 roku zrobiono oględziny grobów. Niestety mimo
wszelkich czynności śledczych do dnia dzisiejszego liczba
pomordowanych i pochowanych tam ludzi nie jest znana, a szacunkowo
podaje się około 400 Żydów.
Relacjonuje Janina Kokot: „Jako młoda dziewczyna, razem z ojcem
pasłam krowy w pobliżu lasu Żurawiec. Wtedy mieszkałam niedaleko
tego miejsca, na Karolówce. Ciszę przerwał warkot samochodów. To
Niemcy przywieźli nimi żydowskich mieszkańców miasta i popędzili w
las. Ciekawość nie dawała mi spokoju, poszłam podglądnąć. Najpierw
rozdali im łopaty i kazali kopać dół lub dwa doły. Potężne, duże.
Kiedy skończyli, na polecenie jakiegoś żołnierza w czarnym mundurze,
z trupią główką i skrzyżowanymi kościami na czapce, wojsko, przy
pomocy broni maszynowej, pozbawiło ich życia. Nie jestem w stanie
powiedzieć, ilu Żydów było, ale bardzo dużo. Kiedy skończyli
egzekucję, zawołali mnie, ojca i jeszcze kogoś i powiedzieli, że
możemy sobie pościągać z Żydów obuwie, ubranie. Nikt się do tego,
mimo biedy, nie kwapił. Podeszliśmy bliżej. Nie wszyscy byli martwi,
część jeszcze żyła. Przysypano ich żywcem. W człowieku odezwał się
moralny obowiązek pomocy tym ludziom, większość z nich znaliśmy. Ale
zadawałam sobie pytanie, jak im pomóc?
    • tawnyroberts Zagłada dynowskich Żydów - cz. II 28.11.08, 17:22
      To było niemożliwe. Kiedy widziałam to miejsce w następnym lub
      kolejnym dniu, ziemia się jeszcze ruszała, jakby ciała zaczynały
      powolne rozkładanie.”
      Kiedy na dobre nad miastem zapadła noc, jego niespokojnych
      mieszkańców obudziły wystrzały i krzyki. Nieliczni, mieszkający w
      centrum Dynowa, czając się w oknach patrzyli, na to, co się dzieje.
      Nikt jednak nie odważył się wyjść z domu. Paraliżujący strach
      przeszywał wszystkich, bez względu na płeć, wiek i narodowość.
      Niemcy przystąpili do niszczenia synagogi. Mieczysław
      Krasnopolski: „Podjechali żołnierze samochodami na plac przed
      świątynią, po czym oświetlili ją reflektorami. Następnie,
      prawdopodobnie po oblaniu naftą lub ropą nagromadzonych w synagodze
      sprzętów, podpalili je i obserwowali rozszerzający się we wnętrzu
      budynku ogień. Dym i żar zmusiły ukrywających się Żydów na strychu i
      w różnych zakamarkach okazałej synagogi do ucieczki przez okna lub
      na dach. Ukazujące się postacie stanowiły doskonale widoczny cel.
      Kres wszystkiemu położyło załamanie się dachu."
      Helena Szajnik: „Pożar synagogi pamiętam dokładnie. Mieszkaliśmy
      niedaleko niej, poniżej, na ulicy Podwale. Była już noc, po ciężkim
      dniu uklękłam koło okna, aby się pomodlić. Nad Dynowem niebo
      rozjaśniało się, narobiłam krzyku, że coś się pali. Wybiegliśmy z
      domu i podążyliśmy w kierunku ulicy Łaziennej. Od domu przebyłam
      kilkanaście metrów, wszędzie było pełno wojska. Nie puścili nas. Na
      górze, na wzniesieniu płonęła synagoga i dom modlitwy. W oknach, jak
      do dziś pamiętam, rękoma machali Żydzi, prosili o pomoc. Niestety,
      nikt nie był w stanie im jej udzielić. To była przerażająca noc.”
      Następnego dnia nieliczni mieszkańcy odważyli się na opuszczenie
      domostw i wyjście na ulicę. Spod oka patrzyli na mury synagogi i
      dopalające się jej resztki. Na jej szerokich parapetach wisiały
      ludzkie zwłoki. Jak później nieliczni mieszkańcy wspominali,
      próbujących uciekać z synagogi rozstrzeliwano i wrzucano do stojącej
      obok niej studni. Nikt potem, już stamtąd wody nie czerpał. W końcu
      studnię przysypano. Dziś kości pogrzebanych tam żydowskich
      mieszkańców przykrywa gruba nawierzchnia asfaltu ulicy Kazimierza
      Wielkiego. Przez wiele następnych dni nie tylko Żydówki, ale także
      Polacy starali się unikać wychodzenia z domu. Po tym co się w
      mieście stało, nikt już nie mógł być pewien co może go spotkać po
      wyjściu na zewnątrz.
      Koniec października 1939 roku był kolejną czarną datą w dziejach
      społeczności żydowskiej Dynowa. Wtedy przystąpiono do całkowitego
      ich usunięcia z miasteczka. Zgodnie z niemieckim zarządzeniem w
      pewnym dniu, którego data nie jest dokładnie znana,
      najprawdopodobniej 27-28 października, nakazano pozostałym Żydom
      stawić się na głównej ulicy biegnącej przez miasteczko. Niewykonanie
      zarządzenia karane było śmiercią. Wkrótce ulice zapełniły
      przelęknione postacie. Po sformowaniu szyku, pod silną eskortą
      Wermachtu i przybyłych na początku tego miesiąca gestapowców,
      ruszyli nad San. Po przybyciu na miejsce, promem, w bród wysyłano
      Żydów na stronę zajętą przez sowieckiego agresora. Niektórych do
      wejścia w nurt wody zachęcano seriami z karabinów maszynowych.
      Perfidii temu wydarzeniu dodaje fakt, że mieszkańcy narodowości
      żydowskiej opuszczali swe miasto przy akompaniamencie orkiestry.
      Kilka, przeważnie starszych, kobiet utonęło w nurtach Sanu. W
      miasteczku pozostało jeszcze kilkanaście Żydówek przeważnie w
      podeszłym wieku.
      W kronice parani Dylągowa czytamy: „Granicą ma być San. Nie jest
      jeszcze ściśle obstawiony. Przyjmują wszystkich, którzy przychodzą z
      tamtej strony. I tu zaczynają się procesje. Żołnierze radzieccy
      zabierają przechodzących San, czy w Bartkówce, czy w Dąbrówce, czy w
      Siedliskach i wszystkich przyprowadzają na komendę tzn. na plebanię
      w Dylagowej. Tu na wikarówce sprawdzają dokumenty. Idą w większości
      Żydzi, po 200-300 osób dziennie. Poznaję kolegów z gimnazjum z
      Rzeszowa. Welfeld, Klarnet i inni. Wszyscy uciekają od Niemców i
      masowo idą do Rosji. Niemcy nie przeszkadzają iść tu, ale z powrotem
      nie puszczają. Po przyjściu na komendę okazują legitymacje i tu się
      okazuje, że wielu z nich ma dokumenty, że są komunistami od 1933,
      34, 35, 36, 37, 38 roku, nawet Żydzi wykształceni, na stanowiskach.
      A wśród nich kilku kolegów. Nie wierzyłem oczom. Taka była Polska!
      Każdemu Żydowi - komuniście komendant podaje rękę i
      mówi: „Zdrastwujcie Towariszcz, iditie kuda choczytie. Pażałusta".
      Wszystko przez Dylągowę szło dalej. Tak było przez październik i
      listopad.”
      Helena Szajnik: „Nie była to jedyna akcja wysiedlania Żydów. W
      późniejszych dniach byłam świadkiem, kiedy grupę Żydów niemieckie
      wojsko eskortowało nad San. W oczach utkwiła mi Żydówka z gumową
      nogą, do dziś mam ją przed oczyma. Zapędzono ich nad rzekę i kazano
      przejść na druga stronę. Krzyk ludzi i pisk dzieci był straszliwy,
      ze strachu odeszłam dalej. Do samego Sanu nie można było dojść ze
      względu na graniczne zasieki. Ruscy też nie kwapili się do wzięcia
      ich do siebie. Przez następne trzy lub cztery dni widziałam tę
      koczujące grupę na sowieckiej stronie. Z dala widoczne było palące
      się w nocy ognisko. Wśród tej grupy liczna była gromada dzieci, noce
      były zimne. Żydzi mieli tylko podręczny bagaż, który udało im się
      wziąść ze sobą. Większość z niego i tak utracili przechodząc przez
      San.”
      Tak wydarzenia dotyczące masakry wspomina jeden ze świadków tragedii
      Franciszek Kozioł: „Dynów nad Sanem, pow. Brzozów, woj. Lwów - to
      moja rodzinna miejscowość. 1 września 1939 r. wojna. 8 września 1939
      r. (podana data jest błędna) do Dynowa wkraczają pierwsze patrole
      niemieckie. Walki w Birczy i okolicach. Niemcy prą na wschód, na
      Lwów. W październiku 1939 r. San stanowi granicę pomiędzy Niemcami i
      Rosją. Dynów jest pod okupacja niemiecką – małe miasteczko
      zamieszkiwane przez Polaków, Żydów i trochę Ukraińców.
      Dokładnej daty nie pamiętam - koniec października lub początek
      listopada - nad Dynowem łuna, słychać najpierw zawodzenie, strzały,
      jęki, później potworne wycie. Okazało się, że do synagogi spędzono
      około 400 Żydów, oblano benzyną i podpalono żywcem. Płonęli ludzie
      (podana data oraz fakt spędzenia do synagogi ok. 400 Żydów nie
      znajduje potwierdzenia w żadnej innej relacji). Do próbujących się
      wydostać oknami strzelali żołnierze niemieccy. Tego jęku i wycia nie
      zapomnę nigdy. Płakali i zawodzili również okoliczni mieszkańcy.
      W tydzień później pozostałych Żydów rozstrzelano w trzech miejscach.
      Na drugi dzień przechodziłem tamtędy, ziemia się jeszcze poruszała,
      co świadczy o tym, że niektórzy z rozstrzelanych, w chwili gdy ich
      zakopywano, jeszcze żyli. Pozostałych przy życiu starców, kobiety i
      dzieci spędzono na rynku, poprowadzono w stronę Sanu, a tam granica.
      Kto przeszedł na druga stronę ten może i przeżył wojnę w Związku
      Radzieckim, a kto nie, ten utonął, bo San to bystra i rwąca rzeka.
      Po latach, gdy odwiedziłem rodzinny Dynów, to stwierdziłem, że w
      miejscu gdzie była synagoga, znajduje się sklep delikatesy, gdzie
      rozstrzeliwano Żydów wybudowano ośrodek zdrowia (informacja
      nieprecyzyjna), gdzie był kirkut obecnie znajduje się park. Ani
      śladu jakiejkolwiek tabliczki upamiętniającej tamte wydarzenia. A
      najciekawsze jest to, że w 1976 roku, będąc z 10 letnim synem,
      pokazałem mu Dynów. Spotkałem kolegę szkolnego jadącego po zboże.
      Ten, wskazując batem w kierunku parku, zapytał: „Czy pamiętasz co
      się tam działo?", a gdy odpowiedziałem: „Tego się nie da
      zapomnieć.”, wówczas kolega westchnął i mówi: „Opowiedz o tym mojej
      córce, ponieważ twierdzi, że to nieprawda, że tak być nie mogło.
      Fakt ten jest smutny, ale prawdziwy i daje wiele do myślenia.”
    • tawnyroberts Zagłada dynowskich Żydów - cz. III 28.11.08, 17:26
      Przez cały okres wojny pozostali w miasteczku nieliczni Żydzi
      obawiali się o swoje życie. Co pewien czas dochodziło do
      bestialskich aktów dokonywanych przez hitlerowców na znienawidzonej
      rasie. Większość z nich odbywała się na miejscowym kirkucie.
      Niejednokrotnie do Żydów strzelano również w różnych częściach
      miasta. Ich ciała przez wiele godzin leżały na ulicach, nikt wówczas
      nie odważył się wyjść na zewnątrz, by zobaczyć, co się stało.
      Dla przykładu Żydówkę Kenerową i nieznanego mieszkańca gminy Dynów,
      pochodzącego z Łubna, rozstrzelano w 1941 roku na kirkucie. W
      następnym roku Annę Schrejer w samym centrum Dynowa - rynku -
      zastrzelił żandarm.
      Natomiast w 1943 roku, w jednej z miejscowości gminy Dynów –
      Bartkówce, żandarmeria aresztowała 15 Żydów. Niestety śmierć wówczas
      poniósł Dawid Samuel, innych przewieziono do Birczy. W lipcu tegoż
      samego roku żandarmeria z dynowskiego posterunku w pobliskiej
      Dylągowej zastrzeliła troje Żydów, którzy ukrywali się w lesie, byli
      to dwaj mężczyźni i kobieta.
      Niewielu mieszkańców narodowości żydowskiej postanowiło przetrwać
      ciężkie dni wojny ukrywając się. W miasteczku było to prawie
      niemożliwe, brakowało żywności, ludzie głodowali. Inaczej rzecz
      miała się w okolicznych wioskach na terenie gminy Dynów. W ukrywaniu
      się ryzykowali nie tylko sami Żydzi, ale również i ukrywający ich
      mieszkańcy Dynowszczyzny, którym za ten czyn groziła jedyna kara -
      kara śmierci. Tylko nielicznym udało się przetrwać ten horror.
      Większość Polaków mieszkających w mieście, jak też we wioskach gminy
      Dynów, współczuło Żydom ich losu. Tak małe środowiska były ze sobą
      bardzo zżyte, choć Żydzi najczęściej spotykali się we własnym
      gronie, nie dopuszczając nikogo z zewnątrz. Wielu jednak znało się z
      czasów przedwojennych, kiedy razem spotykali się na miejscowych
      bazarach, wymieniając towary i robiąc małe interesy. Czując potrzebę
      pomocy, cześć mieszkańców, szczególnie gminy Dynów, udzieliła
      schronienia Żydom. Do najodważniejszych należeli Maria Hrycko oraz
      jej syn Franciszek. Oni to ukrywali Blimę Bezem na Kazimierówce, w
      swym gospodarstwie. Za ten czyn w 1991 roku otrzymali
      medal „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”. Do tych, którzy ukrywali
      lub pomagali Żydom należą jeszcze: Jadwiga Gołąb-Kiełbasa z Łubna,
      pomagająca Samuelowi Strausowi; Bolesław Sieńko z Łubna, ukrywający
      całą rodzinę pochodzenia żydowskiego; Zofia Bułdys, Stefania
      Krzywińska i Zofia Radon z Sielnicy pomagały ukrywającym się tam
      Żydom. Najwyższą karę za pomoc Żydom zapłacili Feliks Radoń i jego
      syn Michał z Dylągowej. Za ten czyn zostali w 1943 roku rozstrzelani.
      Zadziwiające jest jednak to, iż w wielu miastach naszego kraju,
      ludność żydowska „żyła” normalnym rytmem dni wojny, w utworzonych
      przez okupanta gettach. Dlaczego więc w Dynowie tak dobitnie chciano
      wyrazić rasową nienawiść? Dlaczego tak szybko i w tak bestialski
      sposób chciano pozbyć się znacznej części mieszkańców Dynowa? Na
      pytania te chyba już nigdy nie dostaniemy wyczerpującej odpowiedzi.
      • piotrzr opis - Zagłada dynowskich Żydów - 28.11.08, 17:50
        Dobrze że ten wątek znalazł się na nadsańskim forum. Dopełnia obrazu tej ziemi -
        jaki całkiem dobrze "komponuje" sie z pozostałymi wątkami :

        kiedyś coś niecoś na temat Dynowskich judaików było na sajcie "schtetl links"
      • tawnyroberts Gehenna dynowskich Żydów u "Czumaka" 10.12.08, 23:35
        O tragedii dynowskich Żydów pisze też pokrótce Jurij Boreć
        (Paszkowśkyj), późniejszy buławny "Czumak" w sotni "Hromenki", w
        książce "Z najkraszczymy" (str. 24 i 25). Boreć urodził się i
        wychował we wsi Łubno. W 1939 r. był właścicielem sklepiku z
        materiałami krawieckimi w Dynowie.

        "W pierwszych dniach niemieckiej okupacji miasto (Dynów) było
        martwe. Wszystkie żydowskie sklepy były zamknięte. Nie było żadnej
        władzy administracyjnej i polskie szumowiny zaczęły nocami rabować
        sklepy. Poprosiłem właściciela kamienicy, żeby uważał na nasz sklep,
        a sam postanowiłem przeczekać kilka dni w wiosce (Łubno) u rodziców.
        Wojna wojną, a pracy na gospodarce nie można zatrzymać. Póki co,
        handel w sklepach był niemożliwy, bo nikt nie znał cen, ani kursu
        waluty.

        Gdzieś tydzień później postanowiłem pójść do Dynowa. Może uda mi się
        otworzyć sklep... Po drodze, blisko miasta, obok ścieżki na
        pastwisku były dwa wielkie, świeże nasypy. Wyglądały jak wielkie
        kopce zmagazynowanych na zimę ziemniaków, tylko czemuś dookoła pełno
        było krwi...

        W mieście ruina. Wszystkie sklepy pootwierane i święcą pustkami. Nie
        widać ani jednego Żyda. Nasz sklep również otwarty i pusty. W domu
        Prokopów dowiedziałem się o ostatnich wydarzeniach w mieście.
        - W piątek - opowiadał Jurko - powiedli kilkudziesięciu Żydów w
        stronę Łubna i tam słychać było długie serie automatów. W sobotę
        zebrali wszystkich Żydów i pognali z pakunkami i dziećmi na rękach
        półtora kilometra do brzegu Sanu. W tamtym miejscu woda była
        głęboka - około metra i tam kazali im przechodzić na drugą stronę. I
        wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Kiedy kilka tysięcy Żydów
        zaczęło chaotycznie przechodzić przez rwącą wodę, moskiewska władza
        na drugim brzegu zaczęła strzelać po wodzie na znak, że ich nie chce
        przyjąć. Z tyłu po Żydach strzelali Niemcy. W wodzie wybuchła
        straszna panika. Rwący nurt porywał starszych, dzieci, zawiniątka i
        wszystko płynęło w dół. Strach przed Niemcami był silniejszy i
        Żydzi, zmagając się z wodą, szli pod moskiewskie kule na wschodni
        brzeg Sanu.

        Tak najkulturalniejsze państwo w sercu Europy, a zarazem
        najsilniejsze imperium świata, w ciągu dwóch dni załatwiło swoje
        porachunki z sześcioma tysiącami Żydów w Dynowie, czym napisało
        najstraszliwsze karty historii swoim przyszłym pokoleniom."
        • hansgrubber Re: Gehenna dynowskich Żydów u "Czumaka" 23.12.08, 16:39
          A tak by the way - czy opisal pogromy Zydow we Lwowie prowadzone
          przez zolnierzy balionu "Nachtigall" - z ktorego wywodzili sie
          pozniejsi banderowcy czyli koledzy "Czumaka"? :)
          • mariusz9959 Re: Gehenna dynowskich Żydów u "Czumaka" 23.12.08, 17:16
            hansgrubber napisał:

            > A tak by the way - czy opisal pogromy Zydow we Lwowie prowadzone
            > przez zolnierzy balionu "Nachtigall" - z ktorego wywodzili sie
            > pozniejsi banderowcy czyli koledzy "Czumaka"? :)

            A może byś tak, chociaż raz sam sprawdził czy w tej książce jest to, co cię
            interesuje a nie ciągle: napisz mi to, sprawdź mi tamto, itd. Czy tyko w
            bezwartościowej paplaninie jesteś mocny?
            • hansgrubber Re: Gehenna dynowskich Żydów u "Czumaka" 23.12.08, 17:24
              Pytanie nie sa bezwartosciowa paplaniną. Gdybys to rozumial tez
              ubawilbys sie setnie z faktu ze ktos kto wsrod kolegow mial
              mordercow Zydow opisuje Holokaust.
              • mariusz9959 Re: Gehenna dynowskich Żydów u "Czumaka" 23.12.08, 17:40
                hansgrubber napisał:

                "Gdybys to rozumial tez ubawilbys sie setnie z faktu ze ktos kto wsrod kolegow
                mial mordercow Zydow opisuje Holokaust"

                No fakt, dla Ciebie Hansgruber pisanie o holokauście może być męką, niczym dla
                diabła kąpanie się w święconej wodzie. Nie pomyślałem o tym.
                • hansgrubber Re: Gehenna dynowskich Żydów u "Czumaka" 23.12.08, 17:46
                  Slabe.
            • kozanosztra Re: Gehenna dynowskich Żydów u "Czumaka" 23.12.08, 17:44
              mariusz9959 napisał:

              > hansgrubber napisał:
              > > pozniejsi banderowcy czyli koledzy "Czumaka"? :)
              >
              > A może byś tak, chociaż raz sam sprawdził czy w tej książce jest > bezwartościowej paplaninie jesteś mocny?


              Dlaczego właśnie Żydzi? Interesujące byłyby również dla równowagi wspomnienia Czumaka opisujące, zapewne trafnie i bez aluzji; powitanie hitlerowców pod Dynowem, stawianie bram powitalnych najeźdźcom albo uroczystości "grzebania Polski" przez ukraińskich nacjonalistów i popów grekokatolickich.
              • mariusz9959 Re: Gehenna dynowskich Żydów u "Czumaka" 23.12.08, 17:49
                Warto też przeczytać broszurkę: M.Krasnopolski, G.Szajnik „Dynów w okresie
                drugiej wojny światowej”
                • hansgrubber Re: Gehenna dynowskich Żydów u "Czumaka" 23.12.08, 17:59
                  Stresc Wacpan bo szansa na broszurke nikła.
                  • mariusz9959 Re: Gehenna dynowskich Żydów u "Czumaka" 23.12.08, 18:11
                    hansgrubber napisał:

                    > Stresc Wacpan bo szansa na broszurke nikła.

                    M. Krasnopolski, G.Szajnik – Dynów w okresie drugiej wojny światowej
                    Spis treści:
                    Wstęp
                    Wojna
                    Pierwsze tygodnie okupacji.
                    Dalszy ciąg tragedii Żydów,
                    Najtrudniejsze lata okupacji.
                    Stosunek społeczeństwa do ZSRR. Wojna niemiecko-radziecka.
                    Nędza, głód, choroby. Zniszczenia wojenne.
                    Ostatnie miesiące okupacji.

                    Streszczać mi się nie chce, jak Cię ten temat interesuje będziesz musiał się
                    trochę wysilić i ją zdobyć. Wydana w 2006 roku, więc nie tak dawno.
                    • hansgrubber Re: Gehenna dynowskich Żydów u "Czumaka" 23.12.08, 18:17
                      Potrafisz zachecic. :)
              • mariusz9959 Re: Gehenna dynowskich Żydów u "Czumaka" 23.12.08, 17:59
                kozanosztra napisał:

                > Dlaczego właśnie Żydzi? Interesujące byłyby również dla równowagi wspomnienia C
                > zumaka opisujące, zapewne trafnie i bez aluzji; powitanie hitlerowców pod Dyno
                > wem, stawianie bram powitalnych najeźdźcom albo uroczystości "grzebania Polski"
                > przez ukraińskich nacjonalistów i popów grekokatolickich.

                Ty tu Kozanosztra nie wymyślaj, o czym ma „Czumak” pisać, jeżeli potrafisz to zamieść tu tekst o „..powitanie hitlerowców pod Dynowem, stawianie bram powitalnych najeźdźcom albo uroczystości "grzebania Polski"…”sam z zainteresowaniem przeczytam. Jak na razie to Twoje pisanie to zwykła paplanina.
              • tawnyroberts "Bystry" jak Kozanosztra... 23.12.08, 18:18
                Dlaczego właśnie Żydzi? Bo nie wiem czy zauważyłeś, ale to jest
                właśnie wątek o tragedii dynowskich Żydów w latach niemieckiej
                okupacji. Bystrością nie grzeszysz...
                • hansgrubber Re: "Bystry" jak Kozanosztra... 23.12.08, 18:22
                  To samo mozna powiedziec o Tobie bo powolujesz sie na autora ktorego
                  koledzy z sotni mieli zydowska krew na rekach. :)
          • tawnyroberts Co ma piernik do "Czumaka"? 23.12.08, 18:15
            A dlaczego niby miałby je opisywać? Zamieszczony fragment
            wspomnień "Czumaka" dotyczy wydarzeń z jego miejsca zamieszkania,
            wydarzeń, których był niemalże naocznym świadkiem. Boreć miał wielu
            dobrych znajomych wśród Żydów, bo sam trudnił się handlem, najpierw
            w Dynowie, a potem w Przemyślu. W czasie niemieckiej okupacji
            wielokrotnie pomagał Żydom, ryzykując przy tym czasami własnym
            życiem. W wolnej chwili zacytuję tutaj kolejne fragmenty
            wspomnień "Czumaka", dotyczące właśnie jego relacji (i jego
            rodziców) z Żydami. O pogromach we Lwowie nie będę się tutaj
            rozpisywał...

            A tak na marginesie, Twoją wypowiedź i uporczywe stosowanie jakichś
            własnych, wydumanych schematów myślowych tym razem odebrałem jako
            zwykłe czepianie się. Wyluzuj trochę, idą święta...
            • hansgrubber Re: Co ma piernik do "Czumaka"? 23.12.08, 18:25
              Z okazji swiat nie robie sobie dyspensy na prawdomownosc. Jak mozna
              byc przejetym losem mordowanych Zydow i sluzyc w organizacji ktora
              te mordy wspierala?
            • tawnyroberts Historia Mendli Bejzen 11.02.10, 12:09
              Obiecałem kiedyś ciąg dalszy wspomnień „Czumaka”, związanych z
              ratowaniem Żydów w czasie drugiej wojny światowej. Oto historia
              Żydówki Mendli Bejzen z Łubny (Łubna) koło Dynowa, rodzinnej
              wsi „Czumaka”. Tekst pochodzi z cytowanej już tutaj książki „З
              найкращими” (str. 39-41), a rozpoczyna się od opisu napadu polskiej
              bojówki na ukraińską rodzinę z Łubny.


              "Z Onufrijem Łazorom – „Kamenem” – wiązały mnie dwie siostry. Jego
              Sofijkę (żonę – przyp. tawny) zabrali do Niemiec na roboty. On
              bardzo tęsknił, bo to była piękność na całą wieś.

              „Kamiń” informuje mnie, że w okolicach Dynowa polskie bojówki
              zamordowały już kilku naszych i radzi być ostrożnym. Oni bezlitośnie
              rabują naszych wieśniaków. Z ostrożności kładę się spać w stodole i
              mam blisko siebie swoją „pukawkę”. Gdzieś po północy słyszę krzyki:
              - Bandyci! Bandyci! Rabują!
              Błyskawicznie ubieram spodnie i wybiegam na podwórze. Ludzie
              wybiegają z domów i każdy pyta, gdzie bandyci.
              - U Hrycia Paszkowśkoho! – ktoś krzyczy.
              Biegnę tam. Bandytów już nie ma. Stryj, jego żona i dzieci są bardzo
              wystraszeni. Hryć relacjonuje przebieg rabunku.
              - Do chaty wdarło się czterech w maskach. Związali mi ręce z tyłu i
              położyli twarzą do ziemi.
              To była ta chata, gdzie kiedyś żył mój dziadek i babka. Komory i
              szafy pootwierane. Zabrali kożuchy, ubrania, słoninę, a co więcej,
              to na razie ciężko powiedzieć. Wysyłam Petra Tućkoho do zarządcy
              majątku, żeby zatelefonował do Dynowa na policję, zgłosił napad i
              postarał się pomówić z Onufrijem, aby ten jak najszybiej przyjechał.
              To już nie był pierwszy rabunek Ukraińców przez polskie bojówki.

              Kiedy dobrze się rozwidniło, przyjechali z Dynowa dwaj Niemcy i dwaj
              Ukraińcy. Popytali, obejrzeli chatę. Idziemy polem pod górę do lasu
              po śladach. Nas – sześciu cywili i czterej policjanci. Na rozdrożu
              Niemcy przystanęli i oglądają teren przez lornetkę. Naraz z krzaków
              nad potokiem idzie w naszą stronę kobieta z garnuszkiem w ręce.
              Przestraszyliśmy się, bo co ona robiła w nocy w lesie? Do tego jej
              fryzura była dosyć niedbała. Kiedy podeszła bliżej, poznałem ją i
              przeraziłem się. To była Żydówka. Nasza dawna sąsiadka Mindla Bejzen.
              - Żeby tylko komuś nie wyrwało się kim ona jest, bo to byłby jej
              koniec! – pomyślałem. Wielkimi oczami wymienia spojrzenia z naszymi
              łubnianami (mieszkańcami Łubna – przyp. tawny), a bystry w takich
              wypadkach Onufrij pyta ją:
              - Jak tam pasienie? Czy nie widzieliście tutaj jakichś ludzi?
              - Nie! – odpowiada Mindla, biała jak papier i powoli idzie dalej do
              wsi. Żeby odwrócić od niej uwagę, Onufrij szuka śladów złodziei na
              innej ścieżce, znajduje je i woła tam wszystkich.
              W drodze powrotnej Onufrij cicho mówi do mnie:
              - Szczęście, że ona nie uciekała i nie zdradziła siebie.

              Kiedy Niemcy zabierali ze wsi tych kilka żydowskich rodzin, jakie
              tam żyły, Mindla uciekła do lasu. Wieczorem przyszła do nas. Dali
              jej jeść i coś do torby i poszła do potoku nocować. Mindla była dość
              zaradna: zrobiła sobie budę, nakryła gałęziami i tam spała. Bieda
              nauczyła ją rozumu i na wypadek wykrycia tego miejsca zbudowała
              sobie drugą budę. Obłożyła słomą, zamaskowała krzakami i tak żyła
              już trzeci rok. Aż tu dzisiaj o mało nie przerwała się jej życiowa
              nitka.

              O schowku Mindli opowiadała mi moja mama i prosiła, żebym nikomu o
              tym nie mówił. Mindlę żywiło na zmianę sześć ukraińskich rodzin.
              Trzy rodziny Paszkowśkych i trzy Tućkych. U nas za stodołą pod
              krzakami był wielki garnek. To był swego rodzaju skład żywności dla
              Mindli. W nim mama wystawiała kawał chleba, butelkę mleka. Innym
              razem pierogi, zupę lub coś innego. W nocy Mindla zabierała to do
              swojego garnka i wracała do lasu, a następnego dnia szła do schowka
              na jedzenie koło innych domów. Tak przeżyła kilka lat wojny, a potem
              wyjechała, zdaje się, że do Ameryki. Po wojnie historia przeżycia
              Mindli była szeroko znana w całej okolicy."
    • mariusz9959 Re: Zagłada dynowskich Żydów 23.12.08, 18:28
      Coś mi się wydaje, że Tawny powinien wywalić tą naszą paplaninę, bo tylko
      zapaskudziliśmy fajny wątek. Ja przepraszam.
      • hansgrubber Re: Zagłada dynowskich Żydów 23.12.08, 18:32
        Kto tnie slowa bedzie ciął ludzi. Powtarzam to jak mantre. :)
        • tawnyroberts Proponuję powrót do tematu wątku... 23.12.08, 19:46
          A ja powtarzam jeszcze raz: to jest wątek o tragedii dynowskich
          Żydów i prawo do jej opisywania ma każdy, także były żołnierz UPA. I
          jeszcze mała prośba: kto nie ma nic do powiedzenia na ten temat,
          niech raczej zamilknie. Dziękuję.
          • hansgrubber Re: Proponuję powrót do tematu wątku... 23.12.08, 19:57
            Ok ustepuje pola.
    • darino Re: Zagłada dynowskich Żydów 31.01.09, 09:49
      Kupiłem tę książkę Szajnika, i jestem zawiedziony. Niby znalazłem kilka
      ciekawostek, ale większość "gorących" tematów (pogrom Żydów, bracia Prokopowie)
      autor omija szerokim łukiem, żeby nie mieć kłopotów z sąsiadami, zastępując je
      okrąglutkimi, nic nie znaczącymi zdaniami.
    • piotrzr dobre przypomnienie 01.02.10, 08:28
      Cieszę się Tawny że pilnujesz rocznego okresu przymusowej archiwizacji
      i bronisz przed nią co ciekawsze wątki.
      Podczas ubiegłorocznej wizyty w Dynowej - jadąc z centrum miasta w stronę sanu
      (z górki na pazurki) wydawało mi się że po lewej stronie ulicy dostrzegłem
      starannie ogrodzony teren dawnego kirkutu ??
      • piotrzr Re: dobre przypomnienie 01.02.10, 08:31
        kirkuty.xip.pl/dynow.htm
      • tawnyroberts Nowa synagoga w Dynowie? To nie żart! 01.02.10, 12:03
        Zgadza się. Solidne ogrodzenie cmentarza żydowskiego w Dynowie na
        tzw. Zabramie wybudowano już parę lat temu. To jednak nie wszystko,
        bo jakiś czas temu pojawił się pomysł budowy hotelu i synagogi w
        pobliżu kirkutu. Rozpoczął się nawet wykup działek przylegających do
        cmentarza od strony Sanu. Ostatecznie z budowy w tym miejscu
        zrezygnowano, ze względu na trudny, podmokły teren. Jednak zupełnie
        niedawno dowiedziałem się z nieoficjalnych źródeł, że społeczność
        żydowska wydzierżawiła od jednego z dynowskich przedsiębiorców
        zrujnowaną, niedokończoną budowę w pobliżu stacji PKP, z
        przeznaczeniem właśnie na hotel i synagogę. Prace budowlane
        rozpoczną się już wiosną tego roku. Wygląda więc na to,
        że "starozakonni" na dobre wracają do Dynowa...
        • tawnyroberts Centrum Historii Polskich Żydów w Dynowie 10.02.12, 13:52
          Wspomniana synagoga jest częścią prywatnej inicjatywy rabina Pinchasa Pampa, czyli Centrum Kultury Żydów Polskich w Dynowie, które mieści się w pobliżu stacji kolejki wąskotorowej. Poniżej krótka notka rabina o powstaniu i planach związanych z tą instytucją.


          "Centrum Historii Polskich Żydów w Dynowie"

          Centrum Historii Polskich Żydów w Dynowie powstało jako moja prywatna inicjatywa. Widziałem potrzebę takiego miejsca w Polsce. To dla historii Polski, Dynowa, ludzi dostrzegających ważność tej kwestii jako części historii, życia dzisiejszego i stosunków w przyszłości. Moim marzeniem jest informowanie ludzi i mieszkańców Dynowa o naszej działalności.

          Pragniemy chronić dziedzictwo żydowskie. Jak wszyscy wiemy w Polsce żyło tysiące Żydów przez niemal tysiąc lat. Życie żydowskie kwitło i rozwijało się w każdej wsi i mieście. Okres ten cechowały m.in. okresy tolerancji religijnej i pokojowej współegzystencji z innymi wyznaniami i kulturami. Wiele z tego zostało zniszczone przez Holokaust. Dziedzictwo żydowskie w Polsce jest bardzo bogate, ale niestety nie posiada odpowiedniej dokumentacji. Nie przetrwały prawie żadne dokumenty, archiwa i wspomnienia z życia setek lokalnych społeczności żydowskich. Pozostały jedynie cmentarze i nieliczne synagogi. Musimy zatem starać się zachować i usilnie dbać o to, co pozostało.

          Chciałbym przybliżyć to wszystko pokoleniu obecnemu i pokoleniom przyszłym, ponieważ cenna i bogata historia Żydów polskich zasługuje na to. Częścią naszych starań jest przywrócenie i wzmocnienie żywotności tych społeczności żydowskich, które ucierpiały w czasie Holokaustu. Do tej pory nie było w południowej Polsce jakiegoś jednego, silnego centrum żydowskiego, kierującego się poczuciem miłości, braterstwa, wspólnoty interesów i przyjaznych kontaktów z nie żydowskimi sąsiadami.

          Nasze dynowskie Centrum to coś nowego. Jesteśmy u progu działalności, lecz już aktywni w Dynowie i okolicach. Nasze Centrum oferuje wygodne zakwaterowanie dla gości pragnących zapoznać się z historią Żydów polskich, poznać Torę, czy studiować Talmud. Mamy również synagogę (pierwsza po II Wojnie Światowej synagoga w Dynowie) koszerną kuchnię, mykwę, a ostatnio zainstalowaliśmy Aron Kodesh, w której mamy zamiar umieścić ręcznie spisany egzemplarz Tory (Sefer Torah). Chcielibyśmy też uruchomić bibliotekę ze świętymi księgami judaizmu, archiwum historyczne, muzeum i organizować wiele wydarzeń kulturalnych, jak np. Pierwsze Spotkanie Kultur. Centrum w Dynowie zajmuje się też najważniejszymi żydowskimi tradycjami i uroczystościami, takimi jak szabaty, Bar Mitzvah, wesela, czy obrzezania.

          Rabin Pinchas Pamp

          dynow360.pl/centrum_historii_zydow.html
    • tekoj1 Re: Zagłada dynowskich Żydów 11.02.10, 15:49
      Witam pana, Bardzo interesuje mnie cokolwiek o wsi Wołodz położnej
      niedaleko Ulucza, prosz eo kontakt meil onetvip1@vp.pl
      • tekoj1 Re: Zagłada dynowskich Żydów 11.02.10, 15:51
        Zapomniałem napisac ze to do Tawnyroberts
    • tawnyroberts Re: Zagłada dynowskich Żydów 26.04.13, 15:09
Pełna wersja