Dodaj do ulubionych

Hańba narodowa cz.1

20.03.09, 23:30
„Tragedia wołyńska” zamiast ludobójstwa
Kresowianie nie mogą liczyć na poparcie prezydenta Kaczyńskiego
Monika Śladewska
Amerykański parasol ochronny nad kontynuatorami tradycji OUN-UPA spowodował,
iż rozpoczęto budowę niepodległej Ukrainy na wzorcach zbrodniczych formacji,
ściśle współpracujących z Niemcami hitlerowskimi. Zbrodniarzy nazywa się
bohaterami i stawia za wzór do naśladowania. Pierwszym żądaniem
proamerykańskich zwycięzców było uznanie OUN-UPA za formację
narodowowyzwoleńczą narodu ukraińskiego. Osiągnięcie tego celu na Ukrainie
jest utrudnione z uwagi na protesty. Ukraińcy nie chcą utożsamiać się z
galicyjskimi ekstremistami, bronią dobrego imienia narodu ukraińskiego,
pamiętają o wymordowaniu przez UPA wielu tysięcy współbraci.
W Polsce natomiast, na pozanaukowej imprezie, zapoczątkowanej w 1994 r. w
Podkowie Leśnej, bezproblemowo uzgodniono, iż UPA miała charakter
narodowowyzwoleńczy. Takich osiągnięć propagandowych postounowcy w Polsce mają
więcej, m.in. doprowadzenie do potępienia przez Senat operacji „Wisła”,
nazywanej przez pogrobowców UPA akcją „Wisła”.
Polscy prezydenci, począwszy od Wałęsy, realizując strategię geopolityczną
Waszyngtonu, stanęli po stronie

wskrzeszonych upiorów przeszłości,
poparli niebezpieczne siły osiadłego po wojnie na Zachodzie nacjonalizmu
ukraińskiego, głównie jego odłamu banderowskiego, wykorzystywanego do dywersji
i działań szpiegowskich.
Kolejne polskie rządy, w imię troski o „strategicznego partnera”, tuszują
prawdę o największej zbrodni w historii, nie przeciwdziałają kłamstwom
szerzonym przez agresywnie postounowską propagandę.
Milczy znaczna część elit politycznych, senaty uniwersytetów, nauka polska nie
podejmuje tematu, jest on niewygodny politycznie, drażliwy, delikatny, jak
mówią decydenci, nawet ryzykowny.
Paradoksem historii jest, iż dotąd nie potępiono inicjatorów i wykonawców tego
ludobójstwa, nie jest rozliczony problem w wymiarze moralnym. Milczenie jest
najgorszym wariantem załatwienia sprawy, żadne „krzywdy wyrządzane sobie przez
wieki” nie usprawiedliwiają ludobójstwa. Wszelkie mowy o odpuszczeniu win i
pojednaniu, bez nazwania sprawców po imieniu, dają tylko przyzwolenie na
recydywę banderowszczyzny. Idea zemsty zawarta w „Dekalogu ukraińskiego
nacjonalisty” jest sprzeczna z zasadami chrześcijaństwa i w ogóle
człowieczeństwa, z tego względu bez dyskusji winna być potępiona. Aby
zrozumieć, co oznacza hasło „Nacja ponad wszystko”, należy sięgnąć do genezy
nacjonalizmu ukraińskiego, a nie szukać przyczyn tej straszliwej zbrodni w
zaszłościach historycznych.
Wysuwane przez Kresowian postulaty w zakresie losu polskiej ludności kresowej
trafiają na mur nie do przebicia. Pseudohistorycy i historyczni
propagandziści, którym obce są zasady naukowej sumienności, wiele dokonali,
aby ten fragment historii stosunków polsko-ukraińskich zafałszować i
minimalizować ludobójcze działania UPA, SB, SKW oraz ochotników dywizji Waffen
SS „Galizien”. Wybielaczom OUN-UPA działającym w Polsce udało się zastąpić
określenie „zbrodnia ludobójstwa” takimi pojęciami jak „konflikt
polsko-ukraiński”, „wojna chłopska” czy „wojna domowa” i ograniczyć tragedię
do Wołynia. Nie mniejszy dramat przeżyli polscy mieszkańcy Polesia, Małopolski
Wschodniej i południowo-wschodnich powiatów powojennej Polski, gdzie UPA nadal
prowadziła krwawą, fanatycznie antypolską działalność zbrojną, nie ukrywając,
że chodzi o oderwanie tych ziem od Polski.
Terminologia kontynuatorów linii politycznej prezentowana przez OUN
przeniknęła do publikacji rzekomo naukowych, publicystyki i środków masowego
przekazu. Od wymogów poprawności politycznej nie odszedł prof. Paweł
Wieczorkiewicz, w artykule „Masakra wołyńska” („Wprost”, 31.08.2008) posłużył
się terminem „polsko-ukraińska wojna domowa”, którą rzekomo mieli
wykorzystywać zarówno Sowieci, jak i Niemcy. Tak właśnie piszą ukraińscy
nacjonalistyczni historycy w celu

zakamuflowania istotnej przyczyny
masowych mordów na ludności polskiej, tę wersję powtarzają polscy historycy,
którzy nie znają dokumentów archiwalnych. Nacjonaliści ukraińscy kierowali się
własną ideologią i własnym programem w zakresie usuwania „czużyńców z ziem
ukraińskich”.
Czysto polityczny podtekst ma także twierdzenie, że mieszane narodowościowo
oddziały partyzanckie, podległe Radzieckiemu Sztabowi Partyzanckiemu – jak
pisze prof. Wieczorkiewicz – „miały wprawdzie zasługi w zwalczaniu UPA, ale z
powodu stosowania niemal równie bezwzględnych jak ta armia metod, przyczyniały
się przede wszystkim do rozpalania i tak silnych namiętności”. Jakich
namiętności? I jaką armię miał pan profesor na uwadze? Utytułowany naukowo
historyk powinien precyzyjnie określać wydarzenia sprzed lat. Jeśli miała to
być tzw. UPA, to słowo armia należało ująć w cudzysłów. W artykule pojawił się
zawoalowany motyw równowagi.
Wszystkie pomieszane sensy znalazły się w twierdzeniu profesora, że „oddziały
specjalne (dotyczy partyzantki radzieckiej) podawały się za jednostki
ukraińskie, gdy występowały przeciw Polakom – lub przeciwnie – działały pod
szyldem samoobrony lub nawet AK, gdy pacyfikowały ukraińskie wsie”.
Tak sformułowane tezy nie mają uzasadnienia w dokumentach ani w logice, są
bezkrytycznie wzięte z radosnej twórczości Grzegorza Motyki, niegdyś
pracownika IPN, ostro krytykowanego przez środowiska kresowe za kłamstwa
historyczne. Żyją jeszcze partyzanci z tych mieszanych narodowościowo
oddziałów, działali na terenie północnego Wołynia, cudem uszli spod
banderowskiej siekiery, ratowali życie wielu polskim rodzinom. Takimi wywodami
mogą czuć się urażeni, a nawet pomówieni. Ci partyzanci walczyli, podobnie jak
oddziały partyzantki radzieckiej oraz oddziały partyzanckie podległe AK, po
stronie koalicji antyhitlerowskiej, podczas gdy OUN od przedwojny była
związana z wywiadem niemieckim, z chwilą wybuchu wojny i do końca jej trwania
stała po stronie Niemiec hitlerowskich. Zbrojne formacje OUN nie walczyły na
żadnym froncie, ich celem była wyłącznie eksterminacja ludności polskiej, a
przedtem pomoc Niemcom w likwidacji gett żydowskich. Przebieranie się
partyzantów radzieckich w czasie trwania wojny nie miało miejsca, natomiast
odwrotnie tak; przykładowo sotnia „Korobki”, która podała się za partyzantów
radzieckich, została przychylnie przyjęta przez mieszkańców wsi Parośle 9
lutego 1943 r.

i podstępnie zamordowała 173 osoby.
W materiałach pomocniczych IPN „Zbrodnie przeszłości” (tom 2, s. 51)
prokuratorzy prowadzący śledztwa stwierdzają: „Nacjonaliści ukraińscy, których
określano mianem banderowców... atakowali przeważnie w nocy, byli
zamaskowani... w wielu przypadkach nosili mundury niemieckie lub sowieckie...
próbując na nich zrzucić odpowiedzialność za dokonane zbrodnie”.
Mieszkańcy byłych Kresów Wschodnich znający problem z autopsji są świadkami
programowej manipulacji historią. Po zmianie systemu politycznego oczekiwali
na zmiany w sferze pamięci, niestety nastąpił regres w stosunku do tego, co na
ten temat pisało się w PRL. W tej sytuacji organizacje kresowe podjęły
nierówną walkę o historię. Jej celem jest doprowadzenie do potępienia
zbrodniczych struktur OUN oraz ideologii, która promując nienawiść, ekspansję,
przemoc, doprowadziła do tak wielkiego nieszczęścia.
Dziejami narodowego holokaustu zajęli się Kresowanie. Jako pierwsi dokumenty
gromadzili kombatanci 27. Wołyńskiej Dywizji AK, została wydana praca
dokumentująca rzeź wołyńską. W 2002 r. ukazała się praca naukowa prof. Wiktora
Poliszczuka pt. „Dowody zbrodni OUN-UPA”.
Od 1992 r. działa we Wrocławiu Stowarzyszenie Upamiętniania Ofiar Zbrodni
Ukraińskich Nacjonalistów. Z natury rzeczy jest
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka