Dodaj do ulubionych

Obóz w Jaworznie - ukraiński etap

21.03.09, 08:31
Wczoraj w rzeszowskich "Nowinach" ukazał się tekst o mieszkance
Lubaczowa, starającej się o rekompensatę za pobyt w jednym z
najokrutniejszych polskich obozów pracy w Jaworznie. To dobry moment
na rozpoczęcie dyskusji o gehennie kilku tysięcy Ukraińców,
więzionych i torturowanych w Jaworznie przeważnie tylko za to, że...
byli Ukraińcami.


„Pani jest Polką? Renta się nie należy”

Elżbieta Dorocicz z Lubaczowa urodziła się w jednym z
najokrutniejszych polskich obozów pracy w Jaworznie. Od pięciu lat
walczy o rekompensatę.
- Matka nie zdążyła opowiedzieć mi wszystkiego o tym strasznym
miejscu, w którym się urodziłam. Prawdy musiałam szukać sama po jej
śmierci. Dziś nikt nie chce zrekompensować mi krzywd, jakich obie
tam doznałyśmy - mówi Elżbieta Dorocicz.

Lubaczów. Dom na przedmieściu. Pani Elżbieta układa na stole
wydobyte z opasłej teczki dokumenty. Zdobyła je z trudem po wielu
latach starań. Potwierdzają, że urodziła się w Centralnym Obozie
Pracy w Jaworznie w 1947 roku. Jej matka trafiła tam będąc w 7
miesiącu ciąży. Podobnie jak większość więźniów nigdy nie usłyszała
wyroku sądowego ani nie dowiedziała się, jaki zarzut jej postawiono.
Z obozu wyszła po trzech miesiącach razem z miesięczną córką
Elżbietą.
- Z relacji bliskich osób wiem, że matka wróciła stamtąd skrajnie
wyczerpana - opowiada z przejęciem. - Ja cała pokryta byłam
ropniami. Przez ponad rok obie byłyśmy leczone w Krakowie.

*Zresocjalizować współpracowników UPA*

Obóz w Jaworznie należał do najokrutniejszych. Przetrzymywano w nim
m.in. obywateli polskich narodowości ukraińskiej podejrzanych o
współpracę lub sympatyzowanie z OUN i UPA i działalność przeciwko
Polsce. Większość z nich skazano bez wyroków sądowych i nigdy nie
udowodniono im winy. Sposobem na ich „resocjalizację" były tortury.
Ponieważ obóz w czasie II wojny światowej był filią obozu w
Oświęcimiu, więźniowie przetrzymywani byli w warunkach podobnych do
tych z czasów wojny - teren okalały druty kolczaste pod napięciem,
więźniowie byli prześladowani, a w obozie panował głód.
E. Dorocicz: - Przez długi czas nie wolno było mówić o takich
sprawach jak Jaworzno. Kiedy dowiedziałam się wreszcie, w jakich
warunkach ostatnie miesiące ciąży musiała przeżyć moja matka i w
jakich warunkach mnie urodzić, doznałam szoku. To cud, że udało nam
się przeżyć.

*Sama dopisała: narodowość polska*

Na stole leży kopia pisma, w którym do drukowanego tekstu dopisane
zostało odręcznie „narodowość polska". To wniosek o udzielenie
specjalnego świadczenia, które w kwietniu 2004 roku rząd polski
przyznał byłym więźniom obozu, obywatelom polskim narodowości
ukraińskiej. 562,58 zł na miesiąc dostały osoby niepobierające
emerytury lub renty, a 281,29 zł pozostali.
Wniosek ten z prośbą o wypełnienie i odesłanie E. Dorocicz otrzymała
z Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych wraz z
informacją, że znalazła się na liście osób uprawnionych do
otrzymania świadczenia. Swoją narodowość dopisała tam sama. Wkrótce
dostała odpowiedź, że nie spełnia jednego z warunków do przyznania
renty. Uprawnieni są do niej tylko obywatele polscy narodowości
ukraińskiej. Od tamtej pory bezskutecznie walczy o jakiekolwiek
zadośćuczynienie.
- Gdybym wyrzekła się swoich polskich korzeni, dziś miałabym ten
niewielki dodatek - nie kryje rozgoryczenia. - Ale nie mogłam tego
zrobić, bo od dziecka byłam wychowywana w poszanowaniu i miłości do
wszystkiego co polskie.

*Wyglądałam jak chłopiec*

Dziś naukowcy i lekarze dowodzą, że przeżycia kobiety w ciąży
wpływają na stan i rozwój jej dziecka. W jakim stanie mogła być
kobieta, która codziennie bała się o życie swoje i swojej
nienarodzonej pociechy? E. Dorocicz nie ma wątpliwości, że problemy
ze zdrowiem, z którymi boryka się od najmłodszych lat, w części
biorą się z pierwszych tygodni życia spędzonych w obozie i obozowych
przeżyć, jakich doświadczyła jej ciężarna matka.
- Na tym zdjęciu w przedszkolu wszystkie moje koleżanki mają piękne
kokardy i warkocze - pokazuje fotografię sprzed lat. - Ja wyglądam
jak chłopiec, bo przez kilka lat po urodzeniu nie rosły mi w ogóle
włosy. A ślady po ropniach, jakich nabawiłam się w obozie, mam do
dziś. Przez lata leczyła nadszarpnięte nerwy i nadciśnienie. 21 razy
była w szpitalu. Niedługo czekają ją kolejne operacje.
- Na leki wydaję prawie całą swoją emeryturę, czyli 700 zł. Do tego
dochodzi jeszcze leczenie męża, który jest po zawale. Choćby ze
względu na zły stan mojego zdrowia, który w części jest na pewno
pozostałością po obozie, powinnam otrzymać jakąś rekompensatę - mówi
rozżalona kobieta. Od 2003 roku jest na już emeryturze, ale
wcześniej przez 11 lat nie pracowała z powodu całkowitej
niezdolności do pracy.

*Chcę tylko tyle, ile dostali inni*

O rekompensatę od rządu walczy od 5 lat. Zwracała się już do
kolejnych premierów, prezydenta, posłów i Rzecznika Praw
Obywatelskich. Bez rezultatu. Jeszcze w 2004 r. zaskarżyła do
Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie decyzję prezesa
Rady Ministrów, który odrzucił jej ponowne roszczenia. Sąd skargę
oddalił. Z powodu poważnej choroby nie odwołała się od tej decyzji w
ustawowym terminie i sprawa została uznana za ostatecznie zakończoną.
- Wszędzie muszę udowadniać, że naprawdę mi ciężko. Tak jakbym
chciała wyłudzić od naszego państwa jakieś niebotyczne
odszkodowanie. A chciałabym dostać jedynie tyle, ile otrzymali byli
więźniowie narodowości ukraińskiej. Tylko na pokrycie kosztów leków,
jakie muszę przyjmować - tłumaczy.

*Nie poddam się*

Jak sama przyznaje, była już bliska rezygnacji. Postanowiła jednak,
że po tylu latach walki nie może się poddać.
- Nie walczę tylko dla siebie. Na pewno są jeszcze byli więźniowie
tego obozu, którzy od lat noszą jego piętno i nie doczekali się
odszkodowania - mówi. - Wiem, że oprócz mojej matki w obozie
więzione były jeszcze dwie kobiety z Lubaczowa lub okolic, w tym
matka biskupa diecezji charkowsko-zaporoskiej Mariana Buczka. Czy
żyje ktoś jeszcze, nie wiem - zastanawia się kobieta. I dodaje z
nadzieją: - Może w końcu ktoś nam nasze krzywdy wynagrodzi...

*****

Prasa opisywała kilka lat temu przypadek Adama Schuberta z Tarnowa,
który wygrał od MSWiA 28 tys. zł za krzywdy poniesione w łonie matki
więzionej w Jaworznie. Biegli potwierdzili, że istnieje związek z
jego obecnym stanem zdrowia a przeżyciami z dzieciństwa i życia
płodowego.

Iwona Szczybyło
Obserwuj wątek
    • venus99 Re: Obóz w Jaworznie - ukraiński etap 21.03.09, 08:52
      to rzeczywiście wyjatkowa niesprawiedliwośc.tym wieksza,że jak
      powszechnie wiadomo Ukraina wypłaciła rodzinom pomordowanych Polaków
      znaczne odszkodowania i wyraziła ubolewanie z powodu bestialskiego
      wymordowania około 100 000 bezbronnych osób.
      • tololo Re: Obóz w Jaworznie - ukraiński etap 12.07.12, 18:57
        Kiedy to wypłaciła i kiedy to przyznała się!!??
    • mat120 Re: Obóz w Jaworznie - ukraiński etap 21.03.09, 19:36
      tawnyroberts napisał:
      To dobry moment na rozpoczęcie dyskusji o gehennie kilku tysięcy Ukraińców,
      więzionych i torturowanych w Jaworznie przeważnie tylko za to, że... byli
      Ukraińcami.

      Zaczynasz się Tawny upodabniać w łgarstwach do proboszcza
      z Rzeszowa.:) Komu jak komu ale Tobie powinno być wiadomo, że
      Jaworznie osadzono kilka tysięcy Ukraińców wcale nie za to, że byli Ukraińcami
      ale za to, że albo byli, albo ich podejrzewano
      o przynależność do cywilnej siatki OUN. Powód jak najbardziej uzasadniony by
      taki element odizolować od cywilizowanego świata. Siedzieli więc w większości
      całkowicie zasłużenie, w tym kobiety, które stanowiły znaczącą część
      banderowskiej siatki.
      Dlaczego nie stać Cię na docenienie tego, że Lachy mogły (zamiast osadzać ich w
      obozie) zastosować wariant banderowski i wszystkich po prostu np. ściąć? A poza
      tym nikt im tam nie obcinał rąk, wydłubywał oczu, rozpruwał brzuchów itp. O co
      więc te żale?
      Przecież kto mieczem wojuje ten najczęściej od miecza ginie.
      Czyżby ta prosta prawda nie dotyczyła polskich Ukraińców?
      • tawnyroberts Obóz Jaworzno - ukraiński etap 15.04.09, 12:07
        Nie będę się wdawał w niepotrzebną dyskusję z poglądami na temat
        obozu w Jaworznie, które zaprezentował w swoim wpisie Mat. W zamian
        zamieszczam ciekawy i obiektywny tekst Łukasza Kamińskiego "Obóz
        Jaworzno: ukraiński etap", będący jednym z referatów podczas
        krasiczyńskiej konferencji o akcji "Wisła" w 2002 r. Mam nadzieję,
        że lektura wystąpienia Kamińskiego da Matowi odpowiedź na pytanie:
        dlaczego nie wiadomo mi, że "w Jaworznie osadzono kilka tysięcy
        Ukraińców wcale nie za to, że byli Ukraińcami, ale za to, że albo
        byli, albo ich podejrzewano o przynależność do cywilnej siatki OUN".

        Dla pozostałych, mniej obeznanych z tematyką forumowiczów, referat
        może spełniać rolę takiego "ukraińskiego" Jaworzna w pigułce - czyli
        co wypadałoby wiedzieć o obozie, żeby wziąść udział w jakiejś
        dyskusji i nie wypisywać takich bzdur jak Mat. Znawców zagadnienia
        tekst pewnie niczym nowym nie zaskoczy (o ile już go nie znają), ale
        czasami dobrze mieć liczne dane statystyczne na temat obozu pod ręką.


        "Obóz Jaworzno: ukraiński etap"

        Trzynastoletnie dzieje obozu pracy przymusowej w Jaworznie
        rozpoczynają się 15 czerwca 1943 r., kiedy utworzono
        Arbeitslager „Neu Dachs", będący filią oświęcimskiego obozu zagłady.
        Jego powstanie związane było z zapotrzebowaniem na siłę roboczą do
        rozbudowy miejscowej elektrowni oraz wydobycia węgla w lokalnych
        kopalniach. Obóz przestał istnieć tuż przed zajęciem Jaworzna przez
        wojska sowieckie, 17 stycznia 1945 r. Podobnie jak w przypadku wielu
        innych obozów hitlerowskich, przerwa w jego funkcjonowaniu nie
        trwała zbyt długo. Prawdopodobnie już po miesiącu zaczęto osadzać w
        Jaworznie jeńców wojennych, volksdeutschów oraz kolaborantów.
        Rozporządzeniem z 25 kwietnia 1945 r. powołano w Jaworznie Centralny
        Obóz Pracy. Do maja 1947 r. pełnił on - wraz z podobozami w
        Chrustach i Libiążu - kluczową rolę w systemie obozów jenieckich w
        Polsce. W marcu 1947 r. formalnie liczył blisko 20 tyś. więźniów,
        zarówno jeńców wojennych, jak i cywilów. De facto jednakże liczba
        osób przebywających w COP była znacznie niższa, gdyż większość
        jeńców, stanowiących główną grupę osadzonych, pracowała poza obozem,
        często w odległych rejonach kraju, tylko formalnie będąc
        przypisanymi do obozu w Jaworznie. Podobnie było w przypadku
        więźniów cywilnych (oprócz kolaborantów byli to także skazani przez
        Komisję Specjalną do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem
        Gospodarczym) - „wypożyczano" ich na dłuższe okresy do pracy,
        głównie w kopalniach. Także więźniowie obozu oświęcimskiego zostali
        formalnie przypisani do COP, faktycznie zaś nadal przebywali na
        terenie dawnego KL Auschwitz.

        Po podjęciu 29 marca 1947 r. przez Biuro Polityczne Polskiej Partii
        Robotniczej decyzji o przesiedleniu ludności ukraińskiej rozpoczęły
        się przygotowania do akcji „Wisła". Jednym z jej elementów było
        stworzenie w COP Jaworzno „podobozu ukraińskiego". Został on
        powołany na mocy uchwały Biura Politycznego PPR z 23 kwietnia 1947
        r., miał charakter „przejściowy", a osadzać w nim
        należało „podejrzanych Ukraińców".

        Pierwsza selekcja odbywała się w pułkowych punktach zbornych, w
        których przetrzymywano wysiedlaną ludność przed dalszym transportem.
        Zbędna z punktu widzenia logistyki, kilkudniowa zwłoka w
        transporcie, uciążliwa dla przesiedlanych, służyła właśnie przede
        wszystkim „filtracji" i wychwyceniu „podejrzanych Ukraińców".
        Zgodnie z dwiema instrukcjami z 23 kwietnia 1947 r., na podstawie
        danych wywiadowczych zdobytych w trakcie akcji, informacji zebranych
        wcześniej przez Urząd Bezpieczeństwa, obserwacji własnych oraz
        wskazówek udzielanych przez agenturę zwerbowaną w trakcie operacji
        dzielono osoby podejrzane na trzy kategorie. Do grupy „A" zaliczano
        osoby notowane przez UB, kategorię „B" przyznawano Ukraińcom
        notowanym przez zwiad wojskowy, a „C" tym, którzy wydali się
        niepewni w wyniku obserwacji prowadzonej w punkcie zbornym lub
        informacji agenturalnych przekazanych w toku akcji. Jak wskazują
        raporty szefa Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Krakowie płk. Oskara
        Karlinera, w rzeczywistości spora grupa osób została uznana za
        podejrzane w wyniku zwykłej sąsiedzkiej zawiści, chęci przejęcia ich
        majątku itp. W Oświęcimiu, gdzie był centralny punkt rozdziału
        transportów wysiedleńczych, odbywała się ponowna weryfikacja,
        podczas której wychwycono jeszcze kilkuset podejrzanych.

        Większość „podejrzanych Ukraińców" skierowano w odrębnych
        transportach do COP Jaworzno. Trafili tam również przedstawiciele
        ukraińskiej inteligencji aresztowani w odrębnej akcji, a od lipca
        1947 r. także te osoby, które nielegalnie powracały na ojcowiznę. W
        maju 1948 r. w obozie osadzono na kilka dni grupę żołnierzy
        Ukraińskiej Powstańczej Armii, pochwyconych na terytorium
        Czechosłowacji. Więźniów prowadzono pieszo ze stacji w Szczakowej do
        COP. Po drodze byli oni narażeni na wyzwiska, a nawet obrzucanie
        kamieniami przez miejscową ludność, przekonaną, że ma do czynienia
        z „banderowcami" i „zabójcami gen. Świerczewskiego".

        Pierwszy transport Ukraińców przybył do Jaworzna 9 maja 1947 r.
        Pojedyncze osoby, poza wspomnianą grupą żołnierzy UPA, przybywały do
        obozu jeszcze na początku 1948 r. Ogółem przez „podobóz ukraiński"
        przeszły 3873 osoby, wśród nich ponad osiemset kobiet (w tym około
        osiemdziesięciu w ciąży), kilkanaścioro dzieci, ponad stu starców i
        kalek. Uwięziono także kilkadziesiąt osób narodowości polskiej.

        W COP działały dwie specjalne grupy śledcze Ministerstwa
        Bezpieczeństwa Publicznego - pod dowództwem kpt. Józefa Bika oraz
        mjr. Wróblewskiego. Pierwsza z nich do połowy września 1947 r.
        wyselekcjonowała około pięciuset osób, które następnie po
        sporządzeniu aktów oskarżenia skierowano do Krakowa, gdzie stanęły
        przed Wojskowym Sądem Rejonowym. Kolejna grupa śledcza w ciągu dwóch
        miesięcy zdołała postawić przed sądem zaledwie osiem osób. Łącznie
        przez cały okres śledztwa (do maja 1948 r.) zdołano przesłać z
        aktami oskarżenia do więzienia przy Montelupich w Krakowie 547 osób.
        Większość z nich została skazana, w tym 93 osoby na karę śmierci. W
        trakcie śledztwa więźniów torturowano. Do podstawowych form tortur
        należało bicie - gołą pięścią, deską, kijem, prętami metalowymi,
        nogą od stołu, kablem itp. Stosowano również elektrowstrząsy,
        wbijanie szpilek, wieszanie na rurce, wreszcie „pal Andersa".
        Osadzonych szykanowano także poza śledztwem. Oprócz katorżniczej
        pracy, do której skierowano część Ukraińców, popularne były
        ćwiczenia fizyczne. Więźniów zmuszano do wielogodzinnych niekiedy
        marszobiegów, stania na baczność, czołgania się, chodzenia „żabką".
        Szczególnie złą sławę zyskała tzw. ukraińska procesja (podobna do
        późniejszej „ścieżki zdrowia"), w trakcie której biciu towarzyszyło
        upokarzanie więźniów, parodiowanie obrzędów greckokatolickich itp.
        Częstą karą było umieszczanie w karcerze wypełnionym częściowo wodą.
        • tawnyroberts Obóz Jaworzno - ukraiński etap - cz. II 15.04.09, 12:15
          Zmarło 161 osadzonych (4,3 proc.). Ta stosunkowo wysoka śmiertelność
          była wynikiem - obok tortur - przede wszystkim fatalnego stanu
          sanitarnego obozu oraz złego wyżywienia więźniów. Warunki bytowe
          w „podobozie ukraińskim" były znacznie gorsze niż w „niemieckiej"
          części COP. Jesienią 1947 r. 60 proc. więźniów nie miało obuwia.
          Brakowało bielizny, ubrań; jedna z kobiet, aby owinąć swoje nowo
          narodzone dziecko, musiała podrzeć swoją jedyną spódnicę. W barakach
          panowała wszawica, która powodowała epidemie chorób zakaźnych, w tym
          tyfusu. Nie było ciepłej wody ani mydła, wspólne latryny nie były
          dezynfekowane.

          Cierpiały także rodziny osób osadzonych w Jaworznie. Nie dość, że
          same przeżywały tragedię wysiedlenia ze stron ojczystych, to w
          dodatku targał nimi niepokój o losy najbliższych. W związku z
          brakiem wiadomości o losie aresztowanych krążyły rozmaite pogłoski.
          Mówiono m.in. o masowych egzekucjach i wywózkach do ZSRR. W
          szczególnie ciężkiej sytuacji znalazły się rodziny więźniów
          osadzonych w COP bez sankcji prokuratorskiej - nie były w stanie
          nawet ustalić miejsca pobytu swoich bliskich. Jak informował
          przełożonych ppłk Oskar Karliner, „setki osób [...] odchodzi po
          uzyskaniu informacji, że taki nie jest notowany, nie mogąc,
          oczywista, otrzymać żadnej informacji, gdzie znajduje się osoba
          poszukiwana". Wydawane z zasady przez prokuraturę zgody na podanie
          paczki żywnościowej osadzonym przeważnie nie były honorowane przez
          COP. Mimo ogromnych kosztów związanych z przejazdem z Mazur czy
          Pomorza, rodziny odchodziły spod bramy obozu z niczym.

          Jak już wspomniano, większości Ukraińców nie zdołano w toku śledztwa
          udowodnić jakiejkolwiek wrogiej działalności. Co więcej, około
          tysiąca z nich przebywało w obozie bezprawnie, bez odpowiedniego
          nakazu prokuratorskiego. Już 20 września 1947 r. gotowych było ponad
          2 tysiące postanowień o umorzeniu postępowania i zwolnieniu
          podejrzanych. Tymczasem z powodu zmiany ekipy śledczej większość
          tych osób jeszcze przez blisko rok przebywała w obozie, a część z
          nich zmarła.

          Zwalnianie Ukraińców z COP Jaworzno rozpoczęło się 30 grudnia 1947
          r. i trwało do stycznia 1949 r. Od sierpnia 1948 r. w Jaworznie
          przebywało już tylko kilkadziesiąt osób głównie przedstawiciele
          ukraińskiej inteligencji. Osoby zwalniane kierowano w zbiorowych
          transportach do miejsc osiedlenia ich rodzin, przede wszystkim na
          ziemie zachodnie i północne.

          Obóz w Jaworznie nie pozostał zbyt długo pusty. Już w 1950 r. na
          miejsce Niemców i Ukraińców zaczęto przywozić młodocianych więźniów
          politycznych. W tym szczególnym miejscu mieli oni zostać poddani
          reedukacji, po czym powrócić na łono socjalistycznego społeczeństwa.
          Ponad 10 tys. „jaworzniaków" zamyka długą listę ofiar obozu w
          Jaworznie, ofiar dwu totalitaryzmów.

          Łukasz Kamiński
        • mat120 Re: Obóz Jaworzno - ukraiński etap 15.04.09, 22:13
          tawnyroberts napisał:
          Nie będę się wdawał w niepotrzebną dyskusję z poglądami na temat
          obozu w Jaworznie, które zaprezentował w swoim wpisie Mat.

          Tawny, to co zamieściłem w swojej wypowiedzi to nie pogląd tylko zaprzeczenie
          oczywistemu kłamstwu:

          "To dobry moment na rozpoczęcie dyskusji o gehennie kilku tysięcy Ukraińców,
          więzionych i torturowanych w Jaworznie przeważnie tylko za to, że... byli
          Ukraińcami."

          A czy zechcesz tego kłamstwa bronić czy też nie to już Twoja sprawa.

          PS. Przy okazji mam do Ciebie prośbę. Mykoła zamieścił link do bardzo ciekawej
          dyskusji w NS. Czy byłaby możliwość przetłumaczenia jej na j. polski?
          • tawnyroberts Gehenna i link Mariusza 15.04.09, 23:24
            Myślę, że tego "kłamstwa" wystarczająco bronią ustalenia
            niezależnych polskich historyków, takich jak chociażby Łukasz
            Kamiński. A na temat "gehenny kilku tysięcy Ukraińców w Jaworznie"
            pewnie napiszę jeszcze niejedno...

            P.S. O jaki link Mariusza Ci dokładnie chodzi?
            • mat120 Re: Gehenna i link Mariusza 16.04.09, 07:34
              tawnyroberts napisał:
              Myślę, że tego "kłamstwa" wystarczająco bronią ustalenia
              > niezależnych polskich historyków, takich jak chociażby Łukasz
              > Kamiński.

              Napisałeś, że Ukraińcy w Jaworznie siedzieli przeważnie za to, że byli Ukraińcami. Kłam temu zadaje jednak również Kamiński, na którego się powołujesz pisząc o "kłamstwie":

              "Przetrzymywano w nim m.in. obywateli polskich narodowości ukraińskiej podejrzanych o współpracę lub sympatyzowanie z OUN i UPA i działalność przeciwko Polsce."

              Chodzi o link:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=45535&w=78621848&a=93856486
              do artykułu w NS:

              nslowo.pl/content/view/390/73/
              • tawnyroberts Tłumaczenie 16.04.09, 09:04
                Wszystko Ci się wymieszało, to nie są słowa Kamińskiego. Zacytowałeś
                Iwonę Szczybyło, autorkę artykułu "Pani jest Polką? Renta się nie
                należy", który ukazał się w podkarpackich "Nowinach". Kamiński
                jedynie wspomina, że w Jaworznie "uwięziono także kilkadziesiąt osób
                narodowości polskiej". Ale mniejsza o to.

                Co do tłumaczenia, to postaram się je zrobić, ale uda mi się to
                pewnie dopiero w przyszłym tygodniu.
                • mat120 Re: Tłumaczenie 16.04.09, 19:25
                  tawnyroberts napisał:
                  ... to nie są słowa Kamińskiego.

                  Fakt, zasugerowałem się Kamińskim a to słowa Szczybyło.
                  Rad bym jednak wiedzieć gdzie mogę znaleźć ustalenia Kamińskiego broniące tego
                  "kłamstwa".

                  A za tłumaczenie z góry dziękuję i pozdrawiam.
                • mat120 Re: Tłumaczenie 01.05.09, 08:01
                  Nieśmiało przypominam się.:) Ta dyskusja jest, moim zdaniem,
                  w kontekście zbliżającego się zjazdu ZUwP, bardzo interesująca.
        • tololo Re: Obóz Jaworzno - ukraiński etap 12.07.12, 19:16
          Nikt nie popiera metod, które nie należały do cywilizowanych. Ale zachowajmy proporcje. OUN i UPA wymordowały tysiące Polaków. Bestialstwo Ukraińców było nie do opisania! Po II wojnie nienawiść do Polaków nie wygasła - przeniosła się na tereny dzisiejszej Polski. Władze komunistyczne potraktowały Ukraińców nie gorzej niż Polaków z AK i nikt nie powinien ich usprawiedliwiać, ale nie może być zgody na "równouprawnienie". Każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie - nie sądzę, że w Jawożnie osadzone były same ukraińskie anioły. Do tego śmiertelność uwięzionych tam osób to niecałe 6% - nie porównujmy tego do klasycznego niemieckiego obozu koncentracyjnego! To nie jest uprawnione! Nikt nikogo tam nie zagazowywał!
          Uznajmy, że komunistyczna akcja Wisła była typowa dla komunistów i przypominała wylanie dziecka z kąpielą (przypomnijmy wysiedlenia Polaków ze wschodu) ale uznajmy również że OUN I UPA to organizacje LUDOBÓJCZE!!! a nie żadni bohaterowie jak AK
          • 99venus Re: Obóz Jaworzno - ukraiński etap 13.07.12, 12:15
            wybielacze UPA używają wszelkich chwytów aby na szali sprawiedliwości zrównoważyć przeszło 100 tysięcy bestialsko pomordowanych Polaków obozem w Jaworznie gdzie jak powszechnie wiadomo siedzieli sami niewinni i pacyfiści.
          • tawnyroberts Wołyń a akcja "Wisła" 13.07.12, 13:28
            Akcja "Wisła" i obóz w Jaworznie nie były odpowiedzią polskiej strony na tzw. rzeź wołyńską, jak to próbujesz tutaj zainsynuować. To były próby ostatecznego rozwiązania kwestii ukraińskiej w Polsce i zasadniczo z antypolską akcją OUN-UPA nie miały nic wspólnego. Odpowiedzią Polaków na rzeź wołyńską były akcje odwetowe polskiego podziemia przeciwko ukraińskiej ludności cywilnej Wołynia. Oczywiście skala tych napadów była nieporównywalnie mniejsza, może 1:10, w najlepszym razie, jak twierdzi część ukraińskich historyków, 1:5. Trudno dzisiaj wyrokować, czy było to spowodowane zamierzonym humanitaryzmem polskiej strony, czy po prostu słabością nielicznych polskich oddziałów w "ukraińskim morzu". Biorąc pod uwagę późniejszy rozwój wydarzeń na Zakerzonni, obstawiałbym raczej to drugie, ale to tylko moja opinia.

            Fakt wymordowania przez podziemie ukraińskie kilkudziesięciu tysięcy Polaków z Wołynia i Galicji Wschodniej nie daje podstaw, żeby przemilczeć polskie zbrodnie na ludności ukraińskiej tylko dlatego, że komuś nie pasują proporcje. Każda zbrodnia zasługuje na potępienie, każda niewinna ofiara zasługuje na pamięć i szacunek. Narodowość i wyznanie nie mają tutaj najmniejszego znaczenia. Jeśli Polacy pielęgnują pamięć o swoich zabitych, to takie same prawo mają Ukraińcy w odniesieniu do swoich. Skoro wspólne, polsko-ukraińskie i ukraińsko-polskie, uczczenie ofiar tamtych tragicznych lat ma, póki co, z różnych przyczyn charakter incydentalny, to może nie przeszkadzajmy sobie w obchodzeniu rocznic własnych tragedii, nie próbujmy ich wzajemnie dyskredytować. To jeszcze bardziej oddala od siebie dwa bratnie narody, ale odnoszę wrażenie, zwłaszcza tutaj w Polsce, że pewnie niektórym właśnie o to chodzi.
      • dejski Re: Obóz w Jaworznie - ukraiński etap 17.08.10, 11:48
        mat120 napisał:
        > Dlaczego nie stać Cię na docenienie tego, że Lachy mogły (zamiast osadzać ich w
        > obozie) zastosować wariant banderowski i wszystkich po prostu np. ściąć? A poza
        > tym nikt im tam nie obcinał rąk, wydłubywał oczu, rozpruwał brzuchów itp.

        Istotnym określeniem jest tu "banderowski", bo to faszystowska ideologia rodem z OUN wniosła najwięcej brutalizacji i terroru w relacje Ukraińców do Polaków na ówczesnych kresach RP. Na początku konfliktu, jeszcze za czasów Petlury, Ukraińcy w Bieszczadach stosowali bardziej cywilizowane metody, niewygodne osoby usiłowano aresztować i przetrzymywać w więzieniu, o czym pisze Józef Pawłusiewicz w "Na dnie jeziora".
    • venus99 Re: Obóz w Jaworznie - ukraiński etap 15.04.09, 20:16
      w trakcie czytania artykułu aż mi się serce krajało.trzeba mieć
      bardzo dużo wyobrażni aby twierdzić,że w Jaworznie siedzieli
      niewinni ludzie.ale w końcu mamy demokrację i każde kłamstwo jest
      bezkarne.moją uwagę zwrócił fragment:"osadzono grupę żołnierzy
      UPA...więźniów prowadzono pieszo...po drodze byli oni na wyzwiska a
      nawet obrzucani kamieniami przezmiejscową ludność przekonaną,że ma
      do czynienia z banderowcami i zabójcami gen.Świerczewskiego".nazwać
      bandytę z UPA żołnierzem-duża fantazja.bardzo dziwne,że upowców
      nazywano banderowcami,z czego to się wzięło,zupełnie
      niezrozumiałe,prawda?a gen.Świerczewski pożegnał się z życiem bo
      potknął się na schodach.i w tym wszystkim tak naprawdę ciekawi mnie
      tylko jedna rzecz:naprawdę w te swoje opowieści wierzycie?
      • tawnyroberts Łukasz Kamiński - sylwetka 15.04.09, 20:53
        Cieszy mnie, że z uwagą przeczytałeś ten referat. Na pewno coś z
        niego pozostanie w Twojej głowie na dłużej, mimo tak negatywnego
        podejścia do ukraińskich ofiar COP w Jaworznie. Odpowiadając na
        Twoje pytanie dotyczące artykułu wyjaśniam, że nie są
        to "moje", "nasze" opowieści, a tekst Łukasza Kamińskiego - bardzo
        zdolnego polskiego historyka młodego pokolenia w stopniu doktora,
        pracownika Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego i
        wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Na potwierdzenie
        moich słów zamieszczam notkę biograficzną Kamińskiego znalezioną na
        Wikipedii.


        Łukasz Andrzej Kamiński (ur. 1973) – polski historyk, specjalizujący
        się w najnowszej historii Polski, p.o. dyrektora Biura Edukacji
        Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej od 15 kwietnia 2009 r.

        Jest absolwentem i pracownikiem Instytutu Historycznego Uniwersytetu
        Wrocławskiego. Stopień doktora nauk humanistycznych w zakresie
        historii uzyskał 26 maja 1999 r. na podstawie pracy "Formy
        pozainstytucjonalnego żywiołowego oporu społecznego w Polsce 1944-
        1948". Od 2006 był wicedyrektorem Biura Edukacji Publicznej
        Instytutu Pamięci Narodowej, od 15 kwietnia 2009 jest p.o. dyrektora
        Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej. Redaktor
        studiów i materiałów z dziejów opozycji i oporu społecznego, członek
        Kolegium Biuletynu Instytutu Pamięci Narodowej. Zajmuje się dziejami
        społecznymi Polski Ludowej i krajów Europy środkowej. Odznaczony
        Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2009).

        pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81ukasz_Kami%C5%84ski


        Jeśli nadal masz jakieś wątpliwości, co do kompetencji i
        obiektywizmu autora referatu, to już niestety nie jestem w stanie
        ich rozwiać.
        • venus99 Re: Łukasz Kamiński - sylwetka 15.04.09, 21:32
          dziękuję bardzo za szybką odpowiedź.
          nie mam negatywnego podejścia do Ukraińców przebywających w Jaworznie
          (do innych też nie),uważam tylko,że nie są oni ofiarami jak
          piszesz.różni nas całkowicie stosunek do UPA,Bandery,ukraińskiego
          nacjonalizmu i oceny wydarzeń na Ukrainie w latach wojny.
          co do artykułu:nie ukrywam,że jeżeli autorem jest pracownik ipn to
          czytam to z olbrzymią podejrzliwością.nie mam do tych ludzi za grosz
          zaufania.a po informacji,że został odznaczony po ostatniej awanturze
          utwierdzam się w swoim przekonaniu.artykuł napisany przez
          Kamińskiego jest kiepski i odbiegający od stanu faktycznego.
          naczelnym założeniem jest teza,że jeżeli obóz był załozony po wojnie
          przez komuchów to więźniowie są niewinni i są ofiarami.takie proste
          widzenie świata przez człowieka,który niewiele w zyciu widział i
          przeżył.niech juz lepiej pisze dywagacje o dziejach opozycji i oporu
          społecznego.
          • lokis1271 Kolejne pytanie pomocnicze 15.04.09, 21:39
            Witam Panie Tawny !
            Na jakiej podstawie dr Kamiński, a i Pan przy okazyji twierdzi, że Ukraińcy byli internowani w COP w Jaworznie wyłącznie z powodów narodowościowych, a nie ze względu na zbrojną, antypolską działalność OUN-UPA w południowo-wschodniej części PRL-u (w tym również na terenie ob. województwa podkarpackiego), którą w ramach w/w organizacji prowadziła wyłącznie ukraińska mniejszość narodowa ?
            Pozostaję z szacunkiem
            L. Bodio

            PS.
            I w tym przypadku nie spodziewam się rzeczowej odpowiedzi.
            LB
            • tawnyroberts I odpowiedź... 15.04.09, 23:11
              Doktor Kamiński cytuje fragmenty uchwały Biura Politycznego PPR z 23
              kwietnia 1947 r., w której stwierdzono, że w COP Jaworzno należało
              osadzać "podejrzanych Ukraińców". I nawet jeśli w tekście uchwały,
              którym niestety nie dysponuję, doprecyzowano o jakie podejrzenia
              chodzi (sympatyzowanie lub przynależność do OUN lub UPA), to i tak
              niewiele to zmienia. Przecież podejrzanym mógł być dokładnie każdy,
              a patriotycznie nastawione ukraińskie duchowieństwo i inteligencja
              trafiały do Jaworzna niejako z urzędu.
              Reczywistość obozowa opisana przez Kamińskiego potwierdza ten tok
              myślenia:

              "Ogółem przez „podobóz ukraiński" przeszły 3873 osoby, wśród nich
              ponad osiemset kobiet (w tym około osiemdziesięciu w ciąży),
              kilkanaścioro dzieci, ponad stu starców i kalek. (...)
              Łącznie przez cały okres śledztwa (do maja 1948 r.) zdołano przesłać
              z aktami oskarżenia do więzienia przy Montelupich w Krakowie 547
              osób. Większość z nich została skazana, w tym 93 osoby na karę
              śmierci. (...)
              Jak już wspomniano, większości Ukraińców nie zdołano w toku śledztwa
              udowodnić jakiejkolwiek wrogiej działalności. Co więcej, około
              tysiąca z nich przebywało w obozie bezprawnie, bez odpowiedniego
              nakazu prokuratorskiego. Już 20 września 1947 r. gotowych było ponad
              2 tysiące postanowień o umorzeniu postępowania i zwolnieniu
              podejrzanych. Tymczasem z powodu zmiany ekipy śledczej większość
              tych osób jeszcze przez blisko rok przebywała w obozie, a część z
              nich zmarła.
              Zwalnianie Ukraińców z COP Jaworzno rozpoczęło się 30 grudnia 1947
              r. i trwało do stycznia 1949 r. Od sierpnia 1948 r. w Jaworznie
              przebywało już tylko kilkadziesiąt osób głównie przedstawiciele
              ukraińskiej inteligencji."

              Pomijając fakt przetrzymywania w obozie kobiet, dzieci i kalek, z
              tekstu Kamińskiego wynika, że z ogółu internowanych zaledwie 14
              procent (!!!) usłyszało konkretne zarzuty (sporządzono dla nich akty
              oskarżenia i większość skazano). Pozostali więźniowie byli
              przetrzymywani w Jaworznie niesłusznie i biorą dzisiaj za to
              odszkodowania (oczywiście jeśli żyją), wypłacane dobrowolnie przez
              państwo polskie. To właśnie dzięki takim argumentom przychylam się
              do przypisanej mi w Twoim wpisie tezy. Jak słusznie zauważyłeś, nie
              tylko ja...

              P.S. Co do pierwszego pytania pomocniczego nie uważam, żeby nazwanie
              żołnierza UPA "banderowcem" było dla niego jakąś specjalną obelgą,
              pomimo, że nie wszyscy upowcy należeli do OUN-b. Doktor Kamiński
              pewnie myśli podobnie, chyba błędnie odczytałeś jego intencje w tym
              zdaniu.

              Pozdrowienia!
              • venus99 Re: I odpowiedź... 16.04.09, 09:24
                w obozie przetrzymywano kobiety,dzieci i kaleki-jeżeli nie
                udowodniono im winy(co wcale nie znaczy,że byli niewinni) zostali
                zwolnieni.i to jest ta drobna różnica pomiędzy tym co się działo w
                Jaworznie a tym co na Wołyniu i Podolu.tam ani kobiety ani dzieci
                ani kalecy nie byli przetrzymywani tylko mordowani i to w bestialski
                sposób.
                -----------------
                Kamiński-gdyby Hitlera polski sąd po wojnie skazał na karę śmierci
                to pewnie ten wzorowy pracownik ipn pisałby o zbrodni komunistycznej.
        • lokis1271 Pytanie pomocnicze 15.04.09, 21:32
          Szanowny Panie Tawny !
          Dlaczego dr Kamiński, a i Pan przy okazji, uważa za obelgę nazwanie "banderowcami" członków UPA, które przecież było zbrojnym ramieniem OUN-b (kierowanej w tamtym czasie przez S. Banderę z Monachium) i sugerowanie przez to, iż w ten sposób byli oni (banderowcy-dop. LB) dodatkowo szykanowani ?
          Nie spodziewam się odpowiedzi.
          Pozostaję z szacunkiem
          L. Bodio
    • krouk Biuletyn IPN z sierpnia 2001 17.04.09, 14:51

      A w nim m.in.:

      Arkadiusz Kwieciński - "ŚLEDZTWO W SPRAWIE ZBRODNI
      POPEŁNIONYCH W CENTRALNYM OBOZIE PRACY W JAWORZNIE
      NA OBYWATELACH POLSKICH NARODOWOŚCI UKRAIŃSKIEJ" - tekst podobnie
      jak cały numer "Biuletynu" dostępny do pobrania w pdf.:

      www.ipn.gov.pl/portal/pl/24/1323/nr_82001.html
    • tawnyroberts Ukraińscy duchowni w COP w Jaworznie 15.06.09, 10:36
      Świetnym dopełnieniem dyskusji o ukraińskim etapie COP w Jaworznie
      jest tekst Igora Hałagidy o losach greckokatolickich i prawosławnych
      duchownych, przetrzymywanych w tym obozie. Dr Igor Hałagida jest
      pracownikiem gdańskiego oddziału IPN i wykładowcą historii na
      Wydziale Filologiczno-Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego.


      "UKRAIŃSCY DUCHOWNI GRECKOKATOLICCY I PRAWOSŁAWNI W COP W
      JAWORZNIE"

      Dzieje „ukraińskiego” okresu COP w Jaworznie doczekały się już
      pewnej liczby publikacji. Kwestię tę podejmowali w swych pracach
      m.in. Eugeniusz Misiło, Kazimierz Mieroszewski czy Łukasz Kamiński.
      Ukazało się też sporo tekstów o charakterze memuarystycznym,
      publikowanych bądź to na łamach czasopism (w tym ukraińskiego
      tygodnika „Nasze Słowo”), bądź w publikacjach zwartych. W chwili
      obecnej w Toronto do końca dobiegają prace redakcyjne nad tomem
      wspomnień Ukraińców – byłych więźniów Jaworzna. Informacje dotyczące
      tego zagadnienia można także odnaleźć w publikacjach traktujących w
      ogóle o akcji „Wisła”, czy dziejów mniejszości ukraińskiej w PRL.
      Niniejszy tekst dotyczy stosunkowo mało znanego zagadnienia (i
      jednocześnie niedużej liczebnie grupy ukraińskich więźniów), tzn.
      niemal półtorarocznego pobytu w tym miejscu odosobnienia kapłanów
      narodowości ukraińskiej.

      Jak to już zostało odnotowane w literaturze przedmiotu, w 1947 r. w
      COP w Jaworznie uwięziono 27 księży, w tym 22 duchownych
      greckokatolickich i 5 prawosławnych. Pierwsi kapłani osadzeni
      zostali w maju 1947 r. Byli to księża uniccy: ks. Włodzimierz
      Boziuk, ks. Eustachy Charachalis, ks. Jan Jaremin, ks. Emilian
      Kałeniuk, ks. Eugeniusz Chylak i ks. Stefan Szeremeta. W następnym
      miesiącu za drutami obozu znalazło się dwóch kolejnych kapłanów: ks.
      Michał Haszczak i ks. Stefan Dziubina. Największą grupę księży – aż
      czternastu – uwięziono w lipcu 1947 r. Byli to greckokatoliccy
      kapłani: o. Adam (imię zakonne Andrzej) Abrahamowicz, ks. Jan Bułat,
      ks. Konstanty Daćko, ks. Grzegorz Fedoryszczak, ks. Jarosław
      Hrebeniak, ks. Aleksy Kolankowski, ks. Emilian Kotys, ks. Sylwester
      Krupa, ks. Julian Krynicki, ks. Piotr Maziar, ks. Jerzy Męciński i
      ks. Mikołaj Zając oraz dwaj duchowni prawosławni: ks. Damian
      Towstiuk i ks. Bazyli Laszenko. W sierpniu wśród więźniów znalazł
      się greckokatolicki duchowny ks. Jan Seneta i trzej prawosławni
      kapłani: ks. Mikołaj Kostyszyn, ks. Aleksy Nestorowicz i ks. Józef
      Kundeus, którzy zatrzymani zostali przez funkcjonariuszy
      olsztyńskiego WUBP już na ziemiach północnych i przewiezieni zostali
      do Jaworzna po krótkim pobycie w olsztyńskim areszcie. Ostatnim
      duchownym osadzonym w COP w Jaworznie był greckokatolicki kapłan ks.
      Michał Doczyło, także zatrzymany już po akcji „Wisła” na ziemiach
      zachodnich. W obozie znalazł się on 23 września 1947 r. Żaden z
      księży nie został uwięziony na podstawie wyroku sądowego.
      Prawdopodobnie też, choć kwestia ta wymaga dalszych poszukiwań
      archiwalnych, na osadzenie przynajmniej części z ich nie została
      początkowo wydana sankcja prokuratorska. Jak wynika ze wspomnień,
      pierwotnie uwięzieni kapłani zostali umieszczeni w różnych barakach,
      z czasem jednak wszystkich ich przeniesiono do baraku oznaczonego
      numerem 12.

      W momencie uwięzienia w COP w Jaworznie ukraińscy duchowni byli już
      w zaawansowanym wieku. Aż 16 (ponad 59%) księży urodziło się przed
      1900 r., 7 (niemal 26%) w dekadzie lat 1900-1910 i jedynie 4 po roku
      1910 (ponad 14%). Najstarszymi duchownymi byli uniccy kapłani: ks.
      Chylak ur. w 1877 r. i ks. Krynicki, który na świat przyszedł rok
      później. Najmłodszym był prawosławny duchowny ks. Nesterowicz, który
      urodził się w 1920 r.

      Zgodnie z tradycją Kościołów wschodnich, umożliwiającą (upraszczając
      nieco tę kwestię) osobom duchownym rezygnację z celibatu, niektórzy
      księża osadzeni w COP w Jaworznie mieli własne rodziny. Z
      posiadanych na dzień dzisiejszy danych wiadomo iż 10 z nich było
      bezżennymi, 4 było wdowcami, 11 miało żony, w przypadku 2 duchownych
      prawosławnych nie udało się zebrać tego rodzaju danych, choć
      prawdopodobnie nie żyli w stanie wolnym. Kwestia ta godna jest
      zaznaczenia, ponieważ niektórzy z uwięzionych kapłanów za drutami
      Jaworzna znaleźli się razem ze swymi bliskimi. W sytuacji takiej
      byli: owdowiały w 1940 r. ks. Daćko, który osadzony został razem z
      dziećmi Teodorą i Adrianem; będący również wdowcem ks. Kotys,
      uwięziony razem z córką Iwanną; wdowiec ks. Krynicki, więziony razem
      z córką Heleną i synem Aleksandrem; ks. Męciński, osadzony razem ze
      swą żoną Włodzimierą i ks. Szeremeta, którego aresztowano i
      uwięziono razem z żoną Jaromirą i córką Marią. Duchowni ci nie mogli
      więc raczej liczyć na żadną pomoc ze strony swych, pozostałych na
      wolności, rodzin. Wyjątkowym „szczęśliwcem” (choć słowo to niezbyt
      pasuje do omawianych wydarzeń), okazał się ks. Chylak, który wyszedł
      na wolność dzięki staraniom swego syna – wówczas urzędnika w
      Ministerstwie Rolnictwa. Inni kapłani mogli ewentualnie otrzymywać
      paczki żywnościowe organizowane przez pozostałe na wolności rodziny,
      czy parafian (choć w niektórych relacjach wspomina się, iż personel
      obozu utrudniał dostarczanie przesyłek kapłanom) lub też na pomoc
      organizowaną przez innych księży czy struktury kościelne. Wiadomo
      więc, iż w przypadku kapłanów prawosławnych starania o ich
      zwolnienie czy udzielenie im jakiejkolwiek innej pomocy czynił
      Warszawski Konsystorz Prawosławny, zaś w przypadku duchownych
      greckokatolickich już w 1947 r. nadeszła, za pośrednictwem prymasa
      Hlonda, pomoc pieniężna ze Stolicy Apostolskiej.

      Nie wszyscy księża osadzeni w COP w Jaworznie w pełni identyfikowali
      się z ukraińską tożsamością narodową, co już samo w sobie podważa
      stawiane im w czasie śledztwa zarzuty współpracy z ukraińskim
      podziemiem (o czym szerzej niżej). Najjaskrawszym przykładem był ks.
      Chylak, który uważał się za Rusina i jeszcze przed 1939 r. otwarcie
      głosił poglądy rusofilskie. Być może to w jakimś sensie tłumaczy
      jego stosunkowo szybkie zwolnienie z Jaworzna. Między duchownymi
      znalazło się kilka osób o, jeżeli można to w ten sposób sformułować,
      niezwykle ciekawych życiorysach. Jedynie dla przykładu w tym miejscu
      wymienić można studytę o. Abrahamowicza, który na świat przyszedł w
      rodzinie karaimskiej i chrzest przyjął w wieku 7 lat, czy też
      prawosławnego duchownego ks. Towstiuka, który pochodził z Zakarpacia
      i aż do 1954 r. (a więc i w okresie pobytu w obozie) posiadał
      obywatelstwo rumuńskie.

      Część spośród osadzonych w COP w Jaworznie kapłanów była już
      wcześniej, w różnym okresie i przez różne władze, więziona.
      Wspomniany ks. Chylak, jak wzmiankowano zwolennik poglądów
      rusofilskich, był zatrzymany jeszcze w 1914 r. przez władze Austro-
      Węgier i uwięziony w obozie w Talerhof. Z tych samych powodów ponad
      ćwierć wieku później w 1941 r. został on aresztowany przez Gestapo i
      do 1945 r. był internowany w Kielcach. Więźniem Talerhof był też ks.
      Maziar. Z kolei ks. Bułat za narodową proukraińską działalność przed
      1939 r. był przez krótki okres więźniem Berezy Kartuskiej. Przed
      komunistycznym sądem w 1946 r., a więc jeszcze przed uwięzieniem w
      Jaworznie, stanął z kolei ks. Haszczak, który już wówczas został
      oczyszczony ze stawianych mu zarzutów.
      • tawnyroberts Ukraińscy duchowni w COP w Jaworznie - cz. II 15.06.09, 11:36
        Duchownych uwięzionych w COP w Jaworznie, podobnie jak innych
        więźniów ukraińskich, oskarżano o przynależność do ukraińskiego
        podziemia tzn. oddziałów UPA lub siatki cywilnej OUN. Zarzuty te
        były bezpodstawne, niekiedy oparte na pogłoskach czy niesprawdzonych
        donosach. Jak się wydaje najczęściej decyzje o zatrzymaniu kapłanów
        podejmowane były przez dowódcę oddziału wysiedlającego daną
        miejscowość lub funkcjonariuszy lokalnej bezpieki. Było to zresztą
        zgodne z wytycznymi, które obligowały oddziały wysiedlające do
        sporządzania ad hoc (w przypadku ich braku) spisów osób podejrzanych
        o kontakty z ukraińską partyzantką. „Przystąpić natychmiast do
        wykonywania spisów inteligencji ukraińskiej oraz jej
        rozpracowywania, zwracając szczególną uwagę na na kler
        greckokatolicki, jako trzon działalności ukraińskiego podziemia.
        Bezwzględnie wykryć Ukraińców podszywających się pod narodowość
        polską” – polecał na przykład swym podwładnym dowódca 7. DP płk Jan
        Kobylański. Wydaje się więc, że podstawowym faktem, decydującym o
        skierowaniu tych akurat kapłanów do obozu w Jaworznie, był sam fakt,
        iż postrzegano ich jako duchownych narodowości ukraińskiej. Z
        drugiej jednak strony niektórzy z uwięzionych księży rzeczywiście
        mogli utrzymywać jakieś kontakty z podziemiem, aczkolwiek, co należy
        zaznaczyć, nie wykraczały one poza ich obowiązki duszpasterskie,
        których jako kapłani nie mogli odmówić (grzebanie zabitych,
        spowiadanie, błogosławienie małżeństw itp.).

        Mimo to, działająca w COP w Jaworznie grupa śledcza MBP starała się
        wydobyć od kapłanów samooskarżające zeznania. W czasie przesłuchań
        stosowano, podobnie jak wobec innych więźniów, brutalne metody -
        najczęściej bicie. Niejednokrotnie kapłani byli też bici przez
        salowych i barakowych. Jak wynika ze wspomnień byłych więźniów, w
        baraku nr 12, w którym jak wyżej wspomniano umieszczono kapłanów,
        najokrutniejszym salowym – bezpośrednim nadzorcą nad więźniami, był
        Józef Iwanów z Sanoka (ur. 3 XI 1910 r., nr obozowy 641), zaś
        nadbarakowym Jan Węgrzyn (ur. 24 VII 1903 r., nr obozowy
        970). „Prawdopodobnie obozowa administracja dowiedziawszy się, że on
        wyjątkowo nie lubi duchownych, wszystkich ich dała pod jego nadzór.
        On rzeczywiście okrutnie nas wszystkich katował, zadając fizyczne i
        moralne tortury” – pisał po latach o salowym Iwanowie ks. Dziubina.

        Niektórzy księża zmuszani byli do pracy fizycznej (np. ks. Kotys i
        ks. Towstiuk pracowali w pobliskiej kopalni), czy też różnego
        rodzaju wyczerpujących, a często bezsensownych, prac
        porządkowych. „By moralnie poniżyć księży, wymyślano nam inne prace –
        wspominał cytowany ks. Dziubina. – Gdy spadł pierwszy mokry śnieg,
        wydano nakaz zamieść go z dróżek między barakami wysypanych żużlem.
        Zmiecione błoto kazali nam kłaść na wóz, któremuś z księży zaprząc
        się, a innego duchownego sadzali na błotnistą kupę na wozie, dawali
        miotłę i pośród krzyku oraz śmiechu wywozili poza terytorium
        baraków. Jednego razu znaleźli między barakami zdechłego kota.
        Zmusili ks. Męcińskiego do urządzenia mu pogrzebu. Narzucili na
        niego jakąś płachtę, która miał imitować ornat, w rękę wetknęli
        miotłę, zgonili innych więźniów. Po drwinach, nareszcie zanieśli
        kota za barak i zakopali. Raz naszych księży zgonili pod wieżę
        strażniczą śpiewać religijne pieśni dla wartownika na tej wieży.
        Dodatkową udręka było to, że zaraz obok niej była latryna”. Wśród
        tortur i szykan stosowanych wobec księży wymienić też należy
        zmuszanie do wykonywania różnego rodzaju wyniszczających „ćwiczeń”:
        biegów, „żabek”, przysiadów, wielogodzinnego stania z cegłami w
        rękach itp., co w połączeniu z zaawansowanym, jak wspomniano,
        wiekiem i głodowymi racjami przydzielanej żywności prowadziło do
        szybkiego wycieńczenia organizmu. „Na księdza Jaremina siadali i
        jeździli na nim wierzchem” – wspominał po latach jeden z więźniów.

        W efekcie takiego traktowania i warunków bytowych panujących w COP w
        Jaworznie, jeden z greckokatolickich księży - ks. Krynicki - zmarł
        31 lipca 1948 r. Świadek jego śmierci wspominał po latach: „Przed
        jednym z baraków siedziała grupa więźniów, grali w szachy, był
        między nimi proboszcz wsi Wierzbica ks. Julian Krynicki. Raptem
        usłyszeliśmy, że on mocno zachrapał [...] powoli osunął się na
        ziemię. Podnieśliśmy go, chcieliśmy ratować, lecz na próżno. Był
        martwy. [...] Ze śmiercią ks. Krynickiego związany jest fakt, że po
        raz pierwszy zmarłemu więźniowi dano trumnę i pozwolono odprawić nad
        nim parastas (nabożeństwo żałobne – I.H). Jednak w samym pogrzebie
        nie braliśmy udziału; nie pozwolono nam”. Na udział w pochówku nie
        zezwolono też córce zmarłego, która przetrzymywana była w żeńskiej
        części podobozu. Duchowny pochowany został na przyobozowym cmentarzu.

        Mimo stosowanych brutalnych metod śledztwa jedynie od jednego z
        uwięzionych kapłanów – ks. Kolankowskiego – wydobyto zeznania, na
        podstawie których postawiono mu zarzut współpracy z ukraińską
        partyzantką, bowiem w kryjówce pod stodołą jego probostwa dowództwo
        ukraińskiego podziemia ukryło część swego archiwum, które zostało
        następnie w 1948 r. odnalezione przez funkcjonariuszy MBP. Z tego
        też powodu 20 kwietnia 1948 r. ks. Kolankowskiego wywieziono z obozu
        do więzienia przy ul. Montelupich w Krakowie. 4 maja tego samego
        roku został on skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie na 10
        lat więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich na 5 lat oraz
        pozbawienie mienia na rzecz skarbu państwa. 12 sierpnia 1948 r.
        duchownego przewieziono do więzienia w Sztumie, gdzie zmarł 26 lipca
        1953 r. Według akt sprawy zgon nastąpił w szpitalu więziennym z
        powodu niewydolności układu krążenia, choć w literaturze przedmiotu
        można też odnaleźć informacje, że duchowny został zamordowany przez
        więziennych strażników (utopiony w przeciwpożarowej beczce z wodą).

        Rzecz jasna duchownym nie pozwalano pełnić żadnych posług
        religijnych. Jedynym właściwie wyjątkiem był wspomniany wyżej
        parastas, który zezwolono odmówić nad zmarłym ks. Krynickim.
        Więźniom pozostawała więc jedynie cicha, własna i odmawiana często
        po kryjomu, modlitwa. Z przekazów osób przetrzymywanych w ukraińskim
        podobozie COP w Jaworznie wynika, iż tylko raz, na Boże Narodzenie w
        grudniu 1947 r., zezwolono na pobyt kapłana katolickiego obrządku
        łacińskiego, który odprawił nabożeństwo w więziennym szpitalu i
        ochrzcił około 20 urodzonych już w obozie dzieci. Przynajmniej jedno
        dziecko zostało też potajemnie ochrzczone przez ks. Dziubinę w
        katolickim obrządku wschodnim.

        Pierwszym duchownym z przedstawianej tu grupy więźniów, który został
        zwolniony z obozu, był ks. Chylak, który – jak już wspomniano –
        wyszedł na wolność dzięki staraniom swego syna już półtora miesiąca
        po uwięzieniu. Na początku września 1947 r. zwolniony też został ks.
        Boziuk. Kwestią pozostałych 24 księży i brakiem wyników toczonego
        wobec nich śledztwa zainteresowała się latem 1948 r. centrala
        bezpieki, a konkretniej Departament V MBP, w kompetencji którego
        znajdowały się wszelkie sprawy kościelne. W połowie sierpnia 1948 r.
        (najprawdopodobniej 16 lub 17) do obozu przyjechał delegowany
        specjalnie w tej sprawie oficer śledczy owego Departamentu Karol
        Soplak, który co najmniej przez następne dwa dni przesłuchiwał
        kapłanów. Zdobyte przez niego materiały nie wniosły jednak, jak się
        wydaje, wiele nowych faktów.
        • mat120 Re: Ukraińscy duchowni w COP w Jaworznie - cz. II 17.06.09, 19:54
          tawnyroberts napisał:
          Duchownych uwięzionych w COP w Jaworznie, podobnie jak innych
          więźniów ukraińskich, oskarżano o przynależność do ukraińskiego
          podziemia tzn. oddziałów UPA lub siatki cywilnej OUN. Zarzuty te
          były bezpodstawne,...

          Bardzo ciekawe...:) Tawnyroberts, czy zgadzasz się z autorem? Czy aby na pewno
          taki np. niesławnej pamięci ks. Dziubina nie był banderowskim kapelanem?
      • tawnyroberts Ukraińscy duchowni w COP w Jaworznie - cz. III 15.06.09, 12:35
        W następnych tygodniach nastąpiła więc wymiana korespondencji między
        prokuraturą, a różnymi komórkami organów bezpieczeństwa, zarówno
        szczebla wojewódzkiego, jak i centralnego. „Z uwagi na to, że do
        Wydziału Śledczego tutejszego Urzędu, Wojskowa Prokuratura Rejonowa
        w Krakowie przesyła szereg pism, próśb od rodzin wymienionych w
        raporcie duchownych, oraz pism napływających od aresztowanych z COP,
        w których opisują swój zły stan zdrowia, jak również z uwagi na to,
        że sankcja prokuratorska wydana w lipcu 1947 r. jest przedawniona, a
        do dalszego przedłużenia sankcji nie posiadamy materiałów
        obciążających, w związku z tym prosimy o wydanie decyzji w sprawie
        wyżej wymienionych osób” – pisał w październiku 1948 r. do Warszawy,
        w sprawie więzionych w Jaworznie księży, zastępca szefa WUBP w
        Krakowie. Ostateczne rozstrzygnięcie w tej sprawie podjęte zostało w
        MBP w grudniu tego samego roku. „Celem zakończenia śledztwa
        przeciwko księżom greckokatolickim i prawosławnym podejrzanym o
        współpracę z UPA i osadzonym w COP w Jaworznie – pisała dyrektor
        Departamentu V Julia Brystygier do szefa WUBP w Krakowie – deleguję
        kierownika Sekcji 1 Departamentu V ob. Karola Soplaka i referenta
        ob. Kosińskiego od dnia 6 do 10 XII 1948 r. Większą część księży
        przewiduję zwolnić, a niektórych osadzić w więzieniu karno-śledczym,
        celem prowadzenia dalszego śledztwa. W związku z powyższym proszę:
        1) przydzielić do pomocy wyżej wymienionym pracownikom V
        Departamentu jednego waszego pracownika z Wydziału Śledczego lub
        Wydziału V dla szybkiego przesłuchania wszystkich księży; 2) polecić
        Wydziałowi Śledczemu wystosować wnioski na zwolnienie i osadzenie w
        więzieniu karno-śledczym tych księży, którzy będą wytypowani do
        zwolnienia i osadzenia w więzieniu przez ob. Soplaka po ich
        przesłuchaniu i po uprzednim telefonicznym porozumieniu ze mną.
        Księża zakwalifikowani do osadzenia w więzieniu zostaną
        przetransportowani do więzienia karno-śledczego według wskazówek
        dyrektora Departamentu VI MBP”. Jeszcze dwa dni przed wysłaniem tego
        pisma wspomniany wyżej funkcjonariusz Karol Soplak sporządził plan
        działań, które zamierzał podjąć po przybyciu na miejsce. Na
        podstawie materiałów, którymi dysponował, wytypował on 6 księży
        greckokatolickich do werbunku (ks. Szeremeta, ks. Maziar, ks. Krupa,
        ks. Jaremin, ks. Bułat, ks. Zając – trzej ostatni określeni zostali
        jako „rezerwowi”) oraz duchownych, którym zarzucano współpracę z
        podziemiem ukraińskim i których zamierzano osadzić wprost w
        więzieniu (ks. Haszczak, ks. Daćko, ks. Zając – gdyby nie zgodził
        się na werbunek i prawosławny kapłan ks. Towstiuk). Pozostałych
        zamierzano zwolnić. Między zwolnionymi mieli też być księża, których
        bezpieka zamierzała pozyskać do współpracy. Ci, którzy by się
        ewentualnie na to nie zgodzili, mieli dołączyć do grupy więźniów.
        Plan ten miał być realizowany w COP w Jaworznie w dniach 7-9 grudnia
        1948 r. „Dnia 6 XII 1948 r. kierownik sekcji Soplak z referentem
        Kosińskim wyjadą do Jaworzna przez Kraków – uściślał przebieg całego
        przedsięwzięcia. - W Krakowie Wydział Śledczy przygotuje wnioski do
        zwolnienia księży wymienionych w pkt. 2 i osadzenia w więzieniu
        księży wymienionych w pkt. 3, z tym, że wnioski na pozostałych
        księży podlegających zwolnieniu i osadzeniu w więzieniu Wydział
        Śledczy wystosuje po dokonaniu werbunków przez kierownika Soplaka w
        Jaworznie. [...] Dnia 7, 8 i 9 XII 1948 r. kierownik Soplak,
        referent Kosiński i jeden pracownik Wydziału Śledczego lub Sekcji 5.
        Wydziału V WUBP Kraków przeprowadzą przesłuchania wszystkich
        wymienionych księży, z tym, że Soplak przesłucha tylko wytypowanych
        do werbunku w celu werbunku. [...] Księży, którzy nie pójdą na
        werbunek niezwłocznie po przesłuchaniu należy odizolować, by
        zapobiec porozumieniu się z resztą księży, których się zwolni. [...]
        Po zakończeniu akcji werbunku i przesłuchania Soplak natychmiast
        przez WCz (łączność na wysokiej częstotliwości – I.H.) zawiadomi
        dyrektora Departamentu V MBP o rezultacie akcji oraz wystąpi z
        konkretnym wnioskiem na zwolnienie i osadzenie w więzieniu tych
        księży, których się zwerbuje i którzy nie pójdą na werbunek. [...]
        Księży zakwalifikowanych do osadzenia w więzieniu karno-śledczym
        należy osadzić w więzieniu w Opolu”.

        Obecny etap kwerendy archiwalnej nie daje podstaw by stwierdzić,
        czy, a jeżeli tak to dokładnie których, duchownych udało się
        wówczas „złamać” oraz w jakim stopniu mogli oni ewentualnie podjąć
        współpracę z organami bezpieczeństwa. W odnalezionych przez
        piszącego te słowa archiwaliach można jedynie natrafić na
        informację, że do sprawy obiektowej założonej na duchowieństwo
        greckokatolickie o kryptonimie „A-O” pozyskano (najprawdopodobniej
        właśnie w obozie w Jaworznie) ks. Szeremetę, który zgodził się
        pracować jako informator o ps. „Wacek”. Jednak – jak stwierdzono w
        jednym z dokumentów – „okazało się, że »Wacek« posiada bardzo słabe
        możliwości rozpracowywania tej grupy i wobec tego przekazano go na
        kontakt do WUBP Kraków, gdzie obecnie przebywa”. W sumie więc w
        kwestii tej wiadomo niewiele. Faktem jest jedynie to, że 12 grudnia
        1948 r. 18 osób (17 duchownych oraz 1 osoba świecka – Jan Lewko)
        zostało zwolnionych z Jaworzna. „Wszyscy zwolnieni otrzymali nakazy
        zwolnienia i odebrano od nich zobowiązania o zachowaniu tajemnicy na
        jakie okoliczności byli przesłuchiwani. Ponadto wszystkim zwolnionym
        zwrócono depozyty i ich dokumenty osobiste. W zamian odebrano
        pokwitowania odbioru. Wszyscy zwolnieni zostali odstawieni autem do
        Szczakowej, która jest węzłową stacją. Stamtąd rozjechali się do
        swoich miejsc zamieszkania” – raportował swym zwierzchnikom w
        Warszawie ówczesny naczelnik Wydziału V WUBP w Krakowie. Zwolnienie
        wspomnianych duchownych nie oznaczało, rzecz jasna, że organa
        bezpieczeństwa przestały się nimi interesować. Wręcz przeciwnie. Już
        7 stycznia 1949 r. WUBP w Krakowie przesłał do Warszawy wykaz
        zwolnionych duchownych z adresami pod które się oni udali
        opuszczając Jaworzno. Ich dalszym rozpracowywaniem miały się już
        zająć terenowe (wojewódzkie i powiatowe) urzędy bezpieczeństwa.

        Ostatnich 6 kapłanów (ks. Daćko, ks. Haszczak, ks. Krupa, ks.
        Maziar, ks. Towstiuk, i ks. Zając) zgodnie ze wspomnianym wyżej
        planem przewieziono 8 stycznia 1949 r. do więzienia na Montelupich w
        Krakowie, a następnie, po około dwóch tygodniach, do karno-śledczego
        więzienia w Grudziądzu. „Przesyłając w załączeniu postanowienie
        Naczelnej Prokuratury Wojskowej o tymczasowym aresztowaniu wraz z
        nakazami przyjęcia obywateli: Krupa Sylwester, Daćko Konstanty,
        Maziar Piotr, Towstiuk Damian, Haszczak Mikołaj i Zając Mikołaj
        osadzonych w COP w Jaworznie proszę o wydanie zarządzenia
        niezwłocznego przetransportowania wyżej wymienionych do więzienia
        karno-śledczego w Grudziądzu” – stwierdzano w jednym z dokumentów. W
        Grudziądzu duchowni ponownie byli przesłuchiwani przez wspomnianego
        oficera śledczego MBP Soplaka i nakłaniani przez niego do współpracy
        z bezpieką. Powiodło się to w jednym przypadku. Ks. Maziar został
        wówczas zwerbowany jako informator „Adam”, a następnie włączony do
        wspomnianej już sprawy obiektowej „A-O”, w ramach której zamierzano
        rozpracowywać pozostałych w Polsce duchownych greckokatolickich.
        Mimo to werbunek ten nie okazał się sukcesem.
      • tawnyroberts Ukraińscy duchowni w COP w Jaworznie - cz. IV 15.06.09, 13:00
        Jak stwierdzono w jednym z dokumentów, nowopozyskany
        informator „świadomie ujawnił fakt współpracy z UB przed
        rozpracowywanymi figurantami (o. Puszkarski, ks. Hrynyk) i
        jednocześnie oświadczył dla przedstawiciela UB, że »na swoich ludzi
        nie będzie mówić«. Wobec powyższego został aresztowany”. Powtórnego
        zatrzymania ks. Maziara dokonali funkcjonariusze MBP 28 IV 1949 r. w
        Warszawie. Tego samego dnia funkcjonariusze człuchowskiego PUBP
        aresztowali jego żonę i córkę, które jednak wkrótce zostały
        zwolnione. Duchowny skazany został 28 IV 1952 r. przez WSR w
        Warszawie na 10 lat więzienia, utratę praw publicznych i
        obywatelskich praw honorowych na lat 5 oraz przepadek mienia.
        Zwolniony został 22 VII 1953 r. Niewiele brakowało by także ks.
        Daćko wyraził zgodę na współpracę z bezpieką. Zaczął on nawet pisać
        zobowiązanie, jednak nie ukończył go i nie złożył pod nim swego
        podpisu. „Ja niżej podpisany ks. Daćko Konstanty zobowiązuję się do
        utrzymania w ścisłej tajemnicy, że dnia 2 III 1949 r. inspektor
        Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego proponował mi współpracę z
        Organami Bezpieczeństwa Publicznego, na którą nie zgodziłem się i
        nie chciałem podpisać zobowiązania. Jestem uprzedzony, że za
        rozgłoszenie i ujawnienie przed kimkolwiek powyższej tajemnicy będę
        pociągnięty do surowej odpowiedzialności, do kary śmierci włącznie” –
        pisał on następnie pod dyktando funkcjonariusza bezpieki. O
        pozostałych kapłanach brak jakichkolwiek informacji. Decyzją
        Naczelnej Prokuratury Wojskowej z 5 marca 1948 r. wszyscy
        przetrzymywani w Grudziądzu księża mieli zostać zwolnieni. Na
        wolność wyszli oni 8 marca 1949 r., co wywołało nawet pewien opór
        kierownictwa Wydziału V MBP.

        Pobyt w COP Jaworznie odbił się fatalnie na zdrowiu więzionych
        duchownych. Niektórzy nigdy już nie powrócili do pełni sił. Kilku
        zmarło wkrótce po opuszczenia obozu. Wszyscy księża (zarówno uniccy,
        jak i prawosławni) po dłuższym lub krótszym czasie powrócili do
        pracy duszpasterskiej. Księża prawosławni objęli parafie na Mazurach
        albo Lubelszczyźnie (jako ostatni obowiązki kapłańskie podjął ks.
        Towstiuk w 1954 r.), zaś duchowni greckokatoliccy w przeważającej
        większości, w związku z nieuznawaniem przez władze komunistyczne
        Kościoła greckokatolickiego, zaczęli pracować jako wikariusze w
        parafiach łacińskich na zachodnich i północnych ziemiach Polski. Do
        obrządku wschodniego powrócili po 1957 r.

        Jak wyżej wspomniano zwolnieni z COP w Jaworznie kapłani nadal
        znajdowali się pod obserwacją organów bezpieczeństwa i lokalnych
        urzędników. „Pobudza wśród wiernych, szczególnie z akcji »W«,
        nacjonalizm ukraiński poprzez wygłaszanie kazań w języku ukraińskim
        itp. Ludność ta jest tym bardzo zbudowana” – charakteryzowano na
        przykład w jednym z dokumentów prawosławnego kapłana ks. Kostyszyna.
        Niektórych z nich już po opuszczeniu obozu próbowano pozyskać do
        współpracy. Próby te, co jak się wydaje, należy łączyć z
        traumatycznymi obozowymi przeżyciami i groźbami ponownego
        uwięzienia, w trzech przypadkach zakończyły się powodzeniem.
        Prawdopodobnie jeszcze w 1948 r., przebywający wówczas w Ostródzie
        ks. Boziuk został pozyskany przez funkcjonariuszy z miejscowego PUBP
        jako informator (pseudonimu nie ustalono). Nie wiadomo jak długo i
        na ile owocna była ta współpraca kapłana z bezpieką. W jednym z
        dokumentów sporządzonych dwa lata później w Wydziale V WUBP w
        Olsztynie stwierdzano jedynie, iż przebywający na łacińskiej parafii
        w Baniach Mazurskich ks. Boziuk „żadnych materiałów nie daje [...],
        na spotkaniach odmawia wykonywania zadań, tłumacząc się brakiem
        czasu itp., stara się wszelkimi sposobami uwolnić od współpracy”.
        Kolejnym duchownym pozyskanym przez bezpiekę był wikariusz
        rzymskokatolickiej parafii w Malborku ks. Charchalis, zwerbowany 24
        marca 1950 r. przez funkcjonariuszy WUBP w Gdańsku, jako
        informator „Polesie”. Również ten kapłan starał się uchylać od
        wykonywania stawianych przed nim zadań. „Na werbunek poszedł
        niechętnie, pod groźbą aresztowania i wznowienia śledztwa do jego
        kontaktów z UPA – charakteryzowano duchownego w jednym z dokumentów.
        [...] - Jest to ksiądz zamknięty w sobie, małomówny i schorowany
        (serce, puchną mu nogi). Nigdzie nie chodzi z tego powodu. Twierdzi,
        że żadnych kontaktów nie utrzymuje poza swoim proboszczem. Na temat
        księży greckokatolickich unika rozmów. Nosi się z zamiarem wyjazdu z
        Malborka i zwolnienia się na pewien czas z obowiązków
        duszpasterskich. [...] Po uzyskaniu zwolnienia pragnie zamieszkać
        przy rodzinie i leczyć się. Z nienawiścią w głosie podkreśla ciągle,
        że przyczyną jego choroby jest Jaworzno, że siedział tam półtora
        roku niewinnie. Doniesienia pisze pod przymusem podczas spotkań”.
        Ostatnim ukraińskim duchownym, byłym więźniem COP w Jaworznie,
        zwerbowanym do współpracy był ks. Michał Doczyło, który 30 grudnia
        1950 r. został pozyskany przez WUBP w Koszalinie jako
        informator „Janek”. Z przedstawianej trójki był on, jak się wydaje,
        najbardziej zaangażowany w kontaktach z bezpieką, gdyż mimo faktu,
        że do werbunku posłużono się groźbami, to w materiałach archiwalnych
        zawarto informacje, że za donosy otrzymywał też pieniądze. Nie
        wiadomo jak długo wspomniani duchowni byli wykorzystywani przez
        organa bezpieczeństwa. Nie udało się też dotychczas ustalić czy i w
        jakim stopniu zaszkodzili środowiskom w jakich przebywali.
        Pozyskania księży, dawnych więźniów COP w Jaworznie, przez
        peerelowskie organa bezpieczeństwa nie można jednak oceniać
        jednoznacznie. W mniemaniu piszącego te słowa zwerbowani przez
        bezpiekę duchowni byli raczej ofiarami systemu niż jego wykonawcami,
        zaś ich zgoda na współpracę w niemałym stopniu podyktowana była
        wspomnieniami z COP w Jaworznie i obawami przed ponownym uwięzieniem.
      • tawnyroberts Ukraińscy duchowni w COP w Jaworznie - aneks 15.06.09, 14:02
        Duchowni greckokatoliccy i prawosławni uwięzieni w COP w Jaworznie
        (1947-1949):

        L.p. / Nazwisko i imię / Kapłan / Numer obozowy / Data osadzenia /
        Data zwolnienia

        1. Abrahamowicz Adam / greckokatolicki / 2639 / 16 VII 1947 / 12 XII
        1948
        2. Boziuk Włodzimierz / greckokatolicki / 357 / 14 V 1947 / 2 IX 1947
        3. Bułat Jan / greckokatolicki / 2581 / 10 VII 1947 / 12 XII 1948
        4. Charchalis Eustachy / greckokatolicki / 356 / 14 V 1947 / 12 XII
        1948
        5. Chylak Eugeniusz / greckokatolicki / 584 / 20 V 1947 / 12 VI 1947
        6. Daćko Konstanty / greckokatolicki / 3305 / 7 VII 1947 / 8 I 1949
        7. Doczyło Michał / greckokatolicki / 3664 / 23 IX 1947 / 12 XII 1948
        8. Dziubina Stefan / greckokatolicki / 2041 / 27 VI 1947 / 12 XII
        1948
        9. Fedoryszczak Grzegorz / greckokatolicki / 3309 / 7 VIII 1947 / 12
        XII 1948
        10. Haszczak Michał / greckokatolicki / 1792 / 10 VI 1947 / 8 I 1949
        11. Hrebeniak Jarosław / greckokatolicki / 2432 / 3 VII 1947 / 12
        XII 1948
        12. Jaremin Jan / greckokatolicki / 354 / 14 V 1947 / 12 XII 1948
        13. Kałeniuk Emilian / greckokatolicki / 385 / 14 V 1947 / 12 XII
        1948
        14. Kolankowski Aleksy / greckokatolicki / 2518 / 7 VII 1947 / 20 IV
        1948
        15. Kostyszyn Mikołaj / prawosławny / 336 / 13 VIII 1947 / 12 XII
        1948
        16. Kotys Emilian / greckokatolicki / 2521 / 7 VII 1947 / 12 XII 1948
        17. Krupa Sylwester / greckokatolicki / 2593 / 12 VII 1947 / 8 I 1949
        18. Krynicki Julian / greckokatolicki / 3315 / 7 VII 1947 / 31 VII
        1948
        19. Kundeus Józef / prawosławny / 3335 / 13 VIII 1947 / 12 XII 1948
        20. Laszenko Bazyli / prawosławny / 2529 / 9 VII 1947 / 12 XII 1948
        21. Maziar Piotr / greckokatolicki / 2597 / 12 VII 1947 / 8 I 1949
        22. Męciński Jerzy / greckokatolicki / 2539 / 7 VII 1947 / 12 XII
        1948
        23. Nesterowicz Aleksy / prawosławny / 3337 / 13 VIII 1947 / 12 XII
        1948
        24. Seneta Jan / greckokatolicki / 3313 / 13 VIII 1947 / 12 XII 1948
        25. Szeremeta Stefan / greckokatolicki / 590 / 20 V 1947 / 12 XII
        1948
        26. Towstiuk Damian / prawosławny / 3153 / 25 VII 1947 / 8 I 1949
        27. Zając Mikołaj / greckokatolicki / 2564 / 7 VII 1947 / 8 I 1949

        Źródło: zestawienie własne autora.

        dr Igor Hałagida

        harazd.net/statti/?97:1

        Pod linkiem oprócz artykułu znajdują się także objaśnienia skrótów,
        przypisy i komentarze internautów.
        • stefka_z_kuzminy Re: aneks 17.06.09, 20:41
          tawnyroberts napisał:

          > Duchowni greckokatoliccy i prawosławni uwięzieni w COP


          Ten miał szczęście, nie tknęła go ręka ludowej sprawiedliwości -
          nawiał z banderowcami do Niemiec.

          pl.wikipedia.org/wiki/Plik:1943_malinowski.jpg
          Działania Małynowśkiego prowadziły w głównej mierze do ukrainizacji
          struktur administracji poprzez usuwanie z diecezji księży
          sprzyjających w okresie międzywojennym orientacji staroruskiej
          (moskalofile), wprowadzeniu rozporządzeń i stosowaniu w pracach
          ordynariatu języka ukraińskiego oraz utrzymywaniu jak najlepszych
          relacji z władzami niemieckimi [2]. W 1940 wystosował petycję do
          okupacyjnych władz niemieckich o odebranie katolikom kościoła
          parafialnego w Sanoku pw. Przemienienia Pańskiego i przekazania go
          Ukraińcom.
          • piotrzr Re: aneks 15.06.10, 09:47
            pozwolisz, że podciągnę ten wątek. żal co by "propał"
            • slimaked Re: aneks 07.08.10, 19:34
              Moja babcia była w obozie w Jaworznie. Jest Polką i została niesłusznie
              oskarżona o pomoc partyzantom. Do obozu trafiła w 1946 w wieku 21 lat, szyła
              mundury, w obozie była 9 m-cy. Nie dostała za to żadnego odszkodowania, sąd w
              Opolu w 1996 roku stwierdził, ze się jej nie należy. Miała prawo się odwołać,
              ale powiedziała na sali sądowej, że ona nie będzie nikogo o nic prosić. Byłam z
              nią na tej rozprawie, po wyjściu miała łzy w oczach. Nie dlatego, ze jej kasy
              nie dali. Ale dlatego, że "nie ma dowodów, ze była więźniem obozu w Jaworznie".
              (co śmieszne, te 9 m-cy zaliczyli jej jako okres pracy do emerytury!)
              "Na pamiątkę" została jej karta zwolnienia z obozu ze zdjęciem, informująca, ze
              udaje się z Jaworzna do miejsca przesiedlenia.
              Hańba dla państwa polskiego.
              • piotrzr sądownictwo III RP 07.08.10, 23:27
                oto sądownicto III RP, następczyni prawnej tej starej Q - rwy - PRL - pełne jest
                niesprawiedliwych z moralnego punktu widzeniaa , wyroków wobec więźniów
                Jaworzna. Widać łatwiej tolerować katolickich terrorystów spod znaku krzyża ,
                niż naprawić krzywdy moskiewskiej dziwki :)
                przykład ?? w proszę bardzo :

                Sąd Apelacyjny w Katowicach, po rozpoznaniu w sprawie z wniosku Andrzeja G. o
                stwierdzenie nieważności wyroku Sądu Okręgowego w Sosnowcu z dnia 25
                października 1949 r., sygn. akt (...), w oparciu o przepisy ustawy z dnia 23
                lutego 1991 r. o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób
                represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego
                (Dz. U. 1991 r. Nr 34 poz. 149) zażalenia wniesionego przez pełnomocnika
                wnioskodawcy na postanowienie Sądu Wojewódzkiego w Katowicach z dnia 12 marca
                1998 r., sygn. akt (...), w przedmiocie oddalenia wniosku, na podstawie art. 386
                § 1 kpk postanawia:
                1. utrzymać w mocy zaskarżone postanowienie;
                2. kosztami postępowania odwoławczego obciążyć Skarb Państwa.
                Z uzasadnienia

                Postanowieniem z dnia 12 marca 1998 r. Sąd Wojewódzki w Katowicach oddalił
                wniosek o unieważnienie opisanego wyżej wyroku Sądu Okręgowego w Sosnowcu,
                albowiem jak wykazało przeprowadzone postępowania, skazanie Andrzeja G. nie było
                związane z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego, albo z
                powodu prowadzenia takiej działalności.
                Na powyższe postanowienie zażalenie wniósł pełnomocnik wnioskodawcy, który
                zarzuca obrazę prawa materialnego - przepisów ustawy lutowej i wnosi o zmianę
                zaskarżonego postanowienia przez stwierdzenie nieważności wyroku byłego Sądu
                Okręgowego w Sosnowcu, ewentualnie o uchylenie zaskarżonego postanowienia i
                przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Wojewódzkiemu w Katowicach.
                Sąd Apelacyjny zważył, co następuje:
                Zażalenie nie jest zasadne.
                Z dokonanych prawidłowo ustaleń faktycznych wynika, iż Andrzej G. został skazany
                wyrokiem byłego Sądu Okręgowego w Sosnowcu z dnia 25 września 1949 r., sygn. akt
                (...), za przestępstwo określone w art. 23 Rozporządzenia Prezydenta
                Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 23 grudnia 1927 r. o granicach Państwa,
                zmienionego dekretem z dnia 15 września 1948 r., polegającego na tym, iż Andrzej
                G., bez wymaganego zezwolenia, przebywał w strefie przygranicznej i za to
                wymierzono mu karę 1 roku i 6 miesięcy więzienia, którą odbył w okresie od dnia
                15 czerwca 1949 r. do dnia 15 grudnia 1950 r.
                Z zeznań Andrzeja G. wynika, iż nie należał do żadnej organizacji politycznej,
                zamieszkiwał w O. S., a do G. pojechał „aby uprzedzić znajomych - żeby się
                wszystkiego wystrzegali”. Przytoczone zeznania wnioskodawcy wskazują, iż jego
                wyjazd do G. nie był związany z działalnością patriotyczną i obrazu tego nie
                zmieniają również przesłuchani w sprawie świadkowie Andrzej F. oraz Jan P.
                Prawidłowo zatem Sąd Wojewódzki uznał, iż skazanie Andrzeja G. z mocy wyroku
                byłego Sądu Okręgowego w Sosnowcu nie było związane z działalnością na rzecz
                niepodległego bytu Państwa Polskiego, albo iż orzeczenie wydane z powodu takiej
                działalności. Nie może być również mowy o tym, aby w ramach opisanych w art. 1
                ust. 1 ustawy lutowej, wnioskodawca popełnił czyn w celu uniknięcia w stosunku
                do innej osoby represji związanej z prowadzeniem walki o niepodległy byt Państwa
                Polskiego (ust. 2 art. 1). Wnioskodawca przyznał, iż poprzednio też był
                represjonowany i w ramach akcji „ Wisła” został wysiedlony, a następnie osadzony
                w obozie pracy w Jaworznie.
                W motywach zażalenia pełnomocnik zarzuca, iż wnioskodawca w związku z jego
                pobytem w obozie pracy w Jaworznie był traktowany przez Urząd Bezpieczeństwa
                jako przeciwnik „władzy ludowej” i że w świetle zebranych dowodów rysuje się też
                wyraziście subiektywny zamiar oporu wnioskodawcy wobec władz komunistycznych.
                W związku z tym trzeba wskazać, iż osadzenie Andrzeja G. w obozie pracy w
                Jaworznie nie miało nic wspólnego z walką o niepodległy byt Państwa Polskiego i
                tak samo gdyby założyć, iż po opuszczeniu obozu wnioskodawca nadal był
                represjonowany przez stosowanie różnych szykan ze strony ówczesnego Urzędu
                Bezpieczeństwa, a nawet był traktowany jako przeciwnik władzy ludowej, to
                również nie jest wystarczającą przesłanką do unieważnienia omówionego wcześniej
                wyroku byłego Sądu Okręgowego.
                Wnioskodawca został skazany za przestępstwo pospolite i jak sam przyznaje
                pojechał do G. aby uprzedzić znajomych „żeby się wszystkiego wystrzegali”. Zatem
                sam wyjazd do G. nastąpił z inicjatywy Andrzeja G., który nawet jeżeli
                przekazywał znajomym jakieś ostrzeżenia, to nie jest to wystarczający powód do
                uznania, że właśnie w ten sposób walczył o niepodległy byt Państwa Polskiego.
                • slimaked Re: sądownictwo III RP 14.08.10, 17:11
                  Starych ludzi nazywają kłamcami, byle tylko uniknąć odszkodowań. O takim
                  państwie polskim będę uczyć moje dzieci.
    • wolyniak2 Re: Obóz w Jaworznie - ukraiński etap 17.08.11, 21:16
      Tawny, lubie zaglądać na Twoje forum, doceniam wagę podejmowanych tematów, ale trudno podjąć rozsądną i rzeczową dyskusję o losach Ukraińców w polskim obozie pracy w Jaworznie, jeżeli parę tygodni temu prasa przyniosła informacje o odkryciach nowych szczątków polskich kobiet i dzieci zamordowanych w sierpniu 1943 przez UPA i okoliczną ludność na tzw. trupim polu koło wsi Ostrówki na Ukrainie. Z artykułu wynika, iż od lat 90. XX w. dzięki pracom ekshumacyjnym zidentyfikowano ponad 600 szczatków kobiet i dzieci, dalszych, ok. 400 spoczywa na tym piekielnym polu i czeka na "Ojcze Nasz...". Zatem wybacz Tawny, ale w kontekście takich informacji nie każdego Lacha stać na dyskusje o cięzkim losie Ukraińców w polskich obozach pracy. Pozdrawiam
      • tawnyroberts Każda zbrodnia zasługuje na potępienie 18.08.11, 09:16
        Wobec tego polecam Ci krótki wywiad z dr Stanisławem Stępniem - dyrektorem Południowo-Wschodniego Instytutu Naukowego w Przemyślu, zamieszczony niespełna dwa tygodnie temu w rzeszowskich "Nowinach", akurat w charakterze komentarza do artykułu na temat ekshumacji w Ostrówkach.


        „Każda zbrodnia zasługuje na potępienie”

        Rozmowa z dr STANISŁAWEM STĘPNIEM, dyrektorem Południowo-Wschodniego Instytutu Naukowego w Przemyślu

        - Ziemia na Wołyniu odsłania kolejne, ponure tajemnice związane z polsko-ukraińską przeszłością. Pamiętne wydarzenia z 1943 roku to bez wątpienia jeden z najtragiczniejszych okresów w historii obu narodów.
        - Mordy na Wołyniu zajmują szczególne miejsce w naszej pamięci. Szczególne, ponieważ w PRL-u wszystko, co z tym związane było tabu, zakazane. Dopiero mniej więcej od 15 lat odkrywamy fakty o tamtych wydarzeniach, dowiadujemy się szokujących historii. Przedtem nie dysponowaliśmy badaniami, które mogły określić, dlaczego doszło do tak krwawych walk między dotychczasowymi sąsiadami.

        - Co było powodem takich zachowań?
        - U podstaw tej tragedii leży walka o ziemie: zarówno w sensie państwowym, jak i zwyczajnym, indywidualnym. Na Wołyniu pod koniec II wojny światowej chodziło o przyszłe granice powojennego państwa polskiego i o granice przyszłej Ukrainy, ale także o możliwość powiększenia własnego gospodarstwa rolnego. Metodą dochodzenia swoich racji stała się siła, coś naturalnego w okresie wojny. Polacy tam przegrali, ponieważ na Wołyniu byli w mniejszości, żyli jakby w „morzu” ukraińskim. Konflikt polsko-ukraiński narastał przez wieki, nie potrafiliśmy się dogadać. Wołyń stanowił pewien rachunek krzywd, co oczywiście nie usprawiedliwia tych ukraińskich sił politycznych, które zdecydowały się na takie metody. Zbyt łatwo kierowano się chęcią zemsty. W pewnych momentach współczesnej historii takie odruchy stawały się udziałem również Polaków, wystarczy przypomnieć tzw. rabację w Galicji z 1846 r. W latach II wojny światowej, po jednej i drugiej stronie można wskazać na przypadki mściwości, a nawet zezwierzęcenia. Oczywiście nie bez znaczenia pozostawały wpływy z zewnątrz: Moskwy i III Rzeszy. Okupanci wychodzili z prostego założenia: Polacy i Ukraińcy zajęci wzajemnym zabijaniem się, nie będą mieli czasu na wysadzanie niemieckich pociągów jadących na wschód, ani sił na przeciwdziałanie radzieckiej propagandzie politycznej.

        - Na Wołyniu mieliśmy do czynienia z ludobójstwem w sensie prawnym?
        - Historyk nie może i nie powinien rozstrzygać takich kwestii. Tego rodzaju osąd należy do specjalistów z zakresu prawa międzynarodowego. Na razie wiemy, że nie ma wśród nich zgodności na ten temat. Spór toczy się o to, czy ci ludzie ginęli wyłącznie z tego powodu, że byli Polakami, czy ginęli, ponieważ jako Polacy mieszkali na ziemi ukraińskiej, i w odczuciu Ukraińców zabierali im ziemię, a przecież w okresie międzywojennym istniał wśród chłopów ogromny głód ziemi.

        - Ukraińcy na Wołyniu niechętnie wracają pamięcią do mordów na Polakach.
        - To naturalne zachowanie. Wszystkie narody chętnie dziedziczą chwałę, ale nie chcą dziedziczyć tego, co złe, tego, co ich kompromituje. Dzisiejsi Ukraińcy z tamtych terenów nie zrobili nic złego Polakom. Zabijali ich przodkowie, dlatego oni odseparowują się od krwawego rozdziału historii, może czasem nawet chcą o tym zapomnieć. Ukraińcy nie różnią się od innych narodów. A trzeba też pamiętać, że społeczeństwo ukraińskie nie jest i nie było monolitem. Są na Wołyniu Ukraińcy pomagający odbudowywać polskie kościoły i cmentarze, ale są i tacy, którzy chcieliby zatuszować ślady polskości.

        - Może na wzór relacji polsko-żydowskich należy upamiętniać Ukraińców zaangażowanych w ratowanie Polaków przed śmiercią z rąk UPA?
        - Jestem gorącym zwolennikiem takiego postępowania. Jeśli w morzu nienawiści znajdowali się ludzie, którzy wbrew swojej grupie etnicznej, ratowali bliźniego, wówczas zasłużyli na uznanie i wdzięczność. Rzeczywisty proces pojednania polsko-ukraińskiego rozpocznie się wtedy, kiedy zaczniemy bić się we własne piersi, a nie w cudze. My musimy badać własne przewinienia w stosunku do Ukraińców i odwrotnie. Po obu stronach mamy już dziś pozytywne przykłady historyków rzetelnie piszących o tych sprawach, chociaż nie mogę zrozumieć, dlaczego nadal niektórzy Polacy i Ukraińcy próbują identyfikować się ze zbrodniarzami we własnym narodzie. Zbrodnia jest zbrodnią i zawsze zasługuje na potępienie bez względu na przynależność narodową osoby, która jej dokonała. Prawdziwie pomóc własnemu narodowi można jedynie przez oczyszczenie, pokazanie błędów i przewinień, a nie przez ich tuszowanie. I tu nie chodzi o jakieś samobiczowanie, ale uchronienie swoich dzieci, swoich wnuków, prawnuków przed popełnianiem takich samych błędów, chodzi o naukę z historii na przyszłość.

        Rozmawiał Dariusz Delmanowicz

        "Nowiny", 5-7 sierpnia 2011 r.


        P.S. Wyniki prac ekshumacyjnych w Ostrówkach nie powinny być sensacją dla osób obeznanych z tematyką konfliktu polsko-ukraińskiego z lat 1943-1947. Od dawna było wiadomo, że w Ostrówkach i w sąsiedniej Woli Ostrowieckiej zginęło ok. 1000 osób, i że były wśród nich starcy, kobiety i dzieci. W trakcie pierwszej ekshumacji, przeprowadzonej na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, wydobyto szczątki ponad 300 ofiar, teraz odnajdowane są kolejne. Jednak zamierzeniem planowanego upamiętnienia, jakie ma powstać w Ostrówkach, a z drugiej strony granicy w Sahryniu pod Hrubieszowem, gdzie z rąk oddziałów AK i BCh zginęło kilkuset Ukraińców, jest pojednanie i próba zrozumienia wspólnej, trudnej historii, a nie zaś wypominanie tylko własnych krzywd i powtórne nakręcanie spirali nienawiści. Każda zbrodnia zasługuje na potępienie, tak jak i każda niewinna ofiara zasługuje na pamięć i szacunek. I z Ostrówek, i z Sahrynia, i z Jaworzna...
        • wolyniak2 Re: Każda zbrodnia zasługuje na potępienie 18.08.11, 20:50
          Dzięki. Artykuł interesujący. To, że nie chcę dyskutować o Jaworznie, nie oznacza że kwestionuję tragedię, która tam miała miejsce. Znam historię obozu z opowiadań przyjaciół Niemców?-Polaków? z Opolskiego, których rodzice przeżyli ten obóz. Co do setek "Ostrówek" na ziemi ukraińskiej, miejsca, w których dokonano kaźni Polaków są znane i opisane w literaturze od dawna, natomiast sensacją zazwyczaj est zgoda strony ukraińskiej na prace ekshumacyjne, które potwierdzają dokonane zbrodnie i ewentualne upamiętnienie. Mam nadzieję, że z czasem takie decyzje strony ukraińskiej przestaną być czymś wyjątkowym. Na pewno zgadzamy się w jednym: Każda zbrodnia zasługuje na potępienie, tak jak i każda niewinna ofiara zasługuje na pamięć i szacunek. I z Ostrówek, i z Sahrynia, i z Jaworzna
    • tawnyroberts Pamiętajmy o Jaworznie 25.08.11, 20:57
      Do dyskusji o "konctaborze" w Jaworznie wróciliśmy akurat w przededniu corocznych uroczystości poświęconych byłym więźniom obozu i wszystkim ofiarom akcji "Wisła". Szczegóły obchodów podaję za "Naszym Słowem".


      "Pamiętajmy o Jaworznie"

      Zarząd Koła ZUwP w Katowicach i Duszpasterska Rada Parafialna UCGK Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy zawiadamiają, że w sobotę, 10 września 2011 r., o 10.00 w Jaworznie zostanie odprawiona Służba Boża i panachyda za byłych więźniów obozu koncentracyjnego i wszystkie ofiary akcji "Wisła".

      Liturgia odbędzie się przy pomniku ofiar Centralnego Obozu Pracy (w lesie).

      Zwracamy się z gorącym apelem do ukraińskiej społeczności, aby wzięła udział w tych żałobnych uroczystościach.

      W programie obchodów przewidziano Służbę Bożą, wystąpienia przedstawicieli władz i program artystyczny w wykonaniu uczniów z Przemyśla.

      "Nasze Słowo", Nr 30, 24 lipca 2011 r.
    • tawnyroberts Halina Fajfer - wspomnienie z Jaworzna 02.03.12, 15:00
      Na reklamowanej już na forum stronie internetowej "Rybotycze i Borysławka - ocalić od zapomnienia" są obozowe wspomnienia mieszkanki Borysławki Haliny Fajfer, z domu Sroka lub raczej Soroka (z ukraińskiego Сорока), spisane przez autorkę serwisu Joannę Wilgucką. Zachęcam do poczytania, głównie z uwagi na opisy codziennego życia więźniów Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie.


      Halina Fajfer (z domu Sroka) urodziła się 7 października 1930 roku. Pochodzi z miejscowości Borysławka (obecnie niezamieszkałej) położonej ok. 1 km od Rybotycz (woj. podkarpackie). Wieś została wysiedlona. Dzięki temu, że ojciec był Polakiem rodzinie pozwolono zostać w znajdującej się w sąsiedztwie wsi Rybotycze.

      W 1947 roku, w wieku 16 lat, trafiła do Obozu w Jaworznie. W rozmowie ze mną tak to wspomina:

      Joanna Wilgucka: - Jak to się stało, że trafiłaś do Jaworzna?

      Halina Fajfer: - Przyjechali do domu, do Rybotycz. Wojsko. Ja nic nie byłam winna. Wzięli za to, że byłam Ukrainką, tato był Polakiem, a mama Ukrainką. Zabrali na wóz. Powieźli na Wojtkowę, z Wojtkowej do więzienia w Sanoku, a stamtąd do Jaworzna. W Wojtkowej w piwnicy trzymali. Z piwnicy wołali do stodoły i gwałcili. Trzy gwiazdki, dwa paski - to miał na mundurze ten kto to robił.
      W czasie przesłuchań pytali o bandy UPA. W czasie jednego z nich zbito mnie, a później zadano mi pytanie: - Kto cie bił? Odpowiedziałam: - Pan, on powtórka, zemdlałam... Obudziłam się zlana wodą. Po piętach bili, pośladkach, krzyżu. Tak bili, że sukienka popękała. Wszystko czarne było. Straszyli, że rozbiorą i do pszczół puszczą. Jak poszłam do łaźni w Jaworznie, to porucznik mówi: - Aż strach.
      Później przyjechały takie wagony jak się krowy przewozi i przewieziono nas do obozu. Jak przyjechaliśmy do Jaworzna i wychodziliśmy z wagonów, to ludzie w nas kamieniami rzucali. Myśleli, że to ukraińska banda jedzie, a tam dużo Polaków było. Wszystkim zarzucali wspieranie UPA. Na Wojtkowej w piwnicy nas trzymali, przed nami byli tam inni ludzie. Grzebienia nie było. Kto się spodziewał. To się zaraz wraca. Jak dotarliśmy do Jaworzna, to nas postrzygli całkiem.

      J.W.: Żeby się wszy nie zaległy?

      H.F.: O to chodzi właśnie. Dali nas na barak, a na drugi dzień zaraz na przesłuchania wołali. No i rano apel. Raz, dwa, raz, dwa, kolejno odlicz. To się odliczało. Później skakało się żabki, później cegłę do góry się trzymało.

      J.W.: To była kara?

      H.F.: Normalnie, to kara była.

      J.W.: Kara za co?

      H.F.: Za nic, za darmo, a kto był winien?

      J.W.: Jak wyglądało przesłuchanie?

      H.F.: Jak się przyszło: - Obywatelu poruczniku, więźniarka Sroka Halina melduje się na rozkaz. W Jaworznie z 40 razy mnie przesłuchiwali, ale już nie bili tak jak na Wojtkowej. Ciągle te same pytania o współpracę z UPA. Polacy również byli oskarżani o UPA. Jak byłam raz na przesłuchaniu to mówię: - Jak mnie nie wypuścicie to się rzucę do basenu, który jest za oknem. Ja przychodzę na drugi dzień - basen ogrodzony już jest. Bali się, żebym nie skoczyła.

      J.W.: O co jeszcze pytano na tych przesłuchaniach?

      H.F.: Czy miałam banderowca narzeczonego. A jak przyszłam na przesłuchanie, to porucznik mówi jeden do drugiego, bo czterech ich było, każdy gumę trzymał, bili: "Co ty? Ta to dziecko jeszcze! To dzieciak!".

      J.W.: Co Wam zarzucano?

      H.F.: Zarzuty były o bandy UPA. Później wszystkich wypuszczali, bo nikt nie był winny. Jedna panienka, pamiętam, taka czarnulka, ładna, rzuciła się na druty, spaliło ją, bo wszędzie były druty pod napięciem. Na kocach ją nieśliśmy.

      J.W.: W jakim wieku byli więźniowie?

      H.F.: I 15 i 16... 60 lat i 50 i 70 nawet. Jeden barak kobiety, drugi mężczyźni, a trzeci Niemcy zaraz. Raz się uśmiechnęłam do Niemca na odległość, a on do mnie. Człowiek młody był... Dostałam za to 3 dni ścisłego (areszt - przyp. J.W.).

      J.W.: Jakiej narodowości była reszta więźniów?

      H.F.: Polacy, Ukraińcy, a dalej ten barak, gdzie byli Niemcy.

      J.W.: O której rano wstawaliście?

      H.F.: Normalnie, o 7 chyba.

      J.W.: Jak wyglądało wyżywienie?

      H.F.: Na śniadanie dawali ćwiartkę chleba, pół litra czarnej gorzkiej kawy. Na obiad
      kartofle z łupą były, tak, trochę czymś polanę. Nawet łyżki nie było, to się palcami jadło. Na kolacje ćwiartka chleba i czarna kawa. Ćwiarteczka chleba, taka podłużna, co ja pamiętam dokładnie.

      J.W.: A naczynia jakieś były żeby w nich zjeść?

      H.F.: Takie co bądź było.

      J.W.: Była jakaś stołówka?

      H.F.: Nie, to każdy dostał na sali, roznosili w kociołkach. Były łyżki, to się jadło łyżkami, a jak nie to palcami.

      J.W.: Były jeszcze jakieś możliwości zdobycia jedzenia?

      H.F.: Prócz tego nic, ani grama.

      J.W.: Nie dało się nic zdobyć?

      H.F.: Nie, nikt nie wiedział o nas.

      J.W.: Nie było paczek?

      H.F.: Nie.

      J.W.: A listy?

      H.F.: Żadnych wiadomości nie było można dawać.

      J.W.: Jak wyglądał barak gdzie mieszkaliście?

      H.F.: Trzypiętrowe łóżka drewniane. Każdy miał koc.

      J.W.: Ile osób tam mieszkało?

      H.F.: 100 w jednym baraku i sto w drugim. Nie wolno było, żeby jakiś śmieć był. Musiało być czysto. Trzeba było myć co dzień. Dyżury były.

      J.W.: Wykonywaliście jakieś prace?

      H.F.: Ja pracowałam w szwalni.

      J.W.: Czym się tam zajmowaliście?

      H.F.: Guziki się przyszywało, na maszynie się szyło - taki pan mnie uczył. Takie mundury więzienne, na ludzi się szyło.

      J.W.: Ile osób tam pracowało?

      H.F.: 50 osób.

      J.W.: Czy pracowaliście jeszcze gdzieś indziej?

      H.F.: Nie, tylko w szwalni. Tam gdzie ja byłam, to tylko w szwalni.

      J.W.: Gdzie się myliście?

      H.F.: Łaźnia z zimną wodą była. Prysznice. Niemka obsługiwała. Ze 100 osób na raz szło. Do kąpieli wszystko razem, w łaźni wszystko gołe. Ani mydła, ani ręcznika.

      J.W.: A były jakieś ubrania więzienne?

      H.F.: Takie jakie szyliśmy, takie popielate. Każdy z więźniów miał swój numer na ubraniu. A buty były Asiu drewniane, takie drewniaki. Matko droga, ledwie się dźwigało. Z drzewa i skóry.

      J.W.: A jakaś pomoc medyczna w razie chorób? Był jakiś lekarz?

      H.F.: Jeden z więźniów był lekarzem. Jak ktoś się skaleczył, to pomagał. On Ukrainiec był.

      J.W.: Do którego roku przebywałaś w Jaworznie?

      H.F.: W 1948 r. wypuścili sami. Dali po chlebie jednym, konserwie, ubrania. Wojsko nas przywiozło do Przemyśla, a później każdy sobie na swój kierunek. Szłam 30 km do domu.

      J.W.: Dziękuję za rozmowę.


      Wywiad stanowi fragment pracy licencjackiej: "Życie codzienne więźniów obozu pracy w Jaworznie 1944-56".

      rybotycze.blogspot.com/2012/01/halina-fajfer-wspomnienie-jaworzna.html#more
    • tawnyroberts Jaworzno w 65-tą rocznicę Akcji "Wisła" 28.08.12, 11:24
      Tegoroczne uroczystości w miejscu dawnego obozu pracy w Jaworznie będą szczególne, a to ze względu na 65-tą rocznicę Akcji "Wisła". Poniżej skrócony program obchodów, zamieszczony w ukraińskim tygodniku "Nasze Słowo".


      Pamiętajmy o Jaworznie!

      Zarząd Główny ZUwP, Zarząd Koła ZUwP w Katowicach i parafialna duszpasterska rada UKGK w Katowicach zawiadamiają, że 7-8 września 2012 r. odbędą się

      UROCZYSTOŚCI NA MIEJSCU DAWNEGO OBOZU KONCENTRACYJNEGO W JAWORZNIE.

      W 65-tą rocznicę Akcji „Wisła” postanowiono rozbudować program obchodów. Oprócz tradycyjnych religijnych i świeckich uroczystości, będą zorganizowane dodatkowe punkty obchodów, które mają przybliżyć ten tragiczny epizod z historii Ukraińców w Polsce.

      Główne uroczystości koło pomnika ofiar obozu będą miały miejsce 8 września, początek o 9.30.

      W tym roku, w 65-tą rocznicę Akcji „Wisła”, symbolem której stał się obóz w Jaworznie, szczególnie zapraszamy do uczestnictwa byłych więźniów i ich rodziny.

      Zapraszamy także do wzięcia udziału w uroczystościach 7 września w Jaworznie. W programie zwłaszcza spotkanie z autorem nowej książki z historii obozu, prezentacja filmu o obozie. Dokładny program zostanie wydrukowany wkrótce na stronach „Naszego Słowa”.

      Razem uszanujmy pamięć ukraińskich ofiar obozu koncentracyjnego w Jaworznie!

      Organizatorzy

      "Nasze Słowo", nr 35, 26 sierpnia 2012 r.
      • 99venus Re: Jaworzno w 65-tą rocznicę Akcji "Wisła" 04.09.12, 16:39
        obóz koncentracyjny-ładnie napisano.i to robią ukraińscy nacjonaliści w gazecie wydawanej za polskie pieniądze.
        • tawnyroberts A jednak koncentracyjny... 05.09.12, 11:47
          Obóz koncentracyjny to dość szerokie pojęcie i w świetle definicji zamieszczonej na Wikipedii Centralny Obóz Pracy w Jaworznie można, bez cienia wątpliwości, nazwać obozem koncentracyjnym.


          "Obóz koncentracyjny - miejsce przetrzymywania, zwykle bez wyroku sądu, dużej liczby osób uznawanych z różnych powodów za niewygodne dla władz. Służyć może różnym celom: od miejsca czasowego odosobnienia osób, wobec których zostaną podjęte później inne decyzje, poprzez obóz pracy przymusowej, czyli de facto niewolniczej, aż po miejsce fizycznej eksterminacji."

          pl.wikipedia.org/wiki/Ob%C3%B3z_koncentracyjny



          P.S. Informacja o uroczystościach w Jaworznie ukazała się w "Naszym Słowie" w dziale "Оголошення" ("Ogłoszenia"), a "za treść ogłoszeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka