tawnyroberts
21.03.09, 08:31
Wczoraj w rzeszowskich "Nowinach" ukazał się tekst o mieszkance
Lubaczowa, starającej się o rekompensatę za pobyt w jednym z
najokrutniejszych polskich obozów pracy w Jaworznie. To dobry moment
na rozpoczęcie dyskusji o gehennie kilku tysięcy Ukraińców,
więzionych i torturowanych w Jaworznie przeważnie tylko za to, że...
byli Ukraińcami.
„Pani jest Polką? Renta się nie należy”
Elżbieta Dorocicz z Lubaczowa urodziła się w jednym z
najokrutniejszych polskich obozów pracy w Jaworznie. Od pięciu lat
walczy o rekompensatę.
- Matka nie zdążyła opowiedzieć mi wszystkiego o tym strasznym
miejscu, w którym się urodziłam. Prawdy musiałam szukać sama po jej
śmierci. Dziś nikt nie chce zrekompensować mi krzywd, jakich obie
tam doznałyśmy - mówi Elżbieta Dorocicz.
Lubaczów. Dom na przedmieściu. Pani Elżbieta układa na stole
wydobyte z opasłej teczki dokumenty. Zdobyła je z trudem po wielu
latach starań. Potwierdzają, że urodziła się w Centralnym Obozie
Pracy w Jaworznie w 1947 roku. Jej matka trafiła tam będąc w 7
miesiącu ciąży. Podobnie jak większość więźniów nigdy nie usłyszała
wyroku sądowego ani nie dowiedziała się, jaki zarzut jej postawiono.
Z obozu wyszła po trzech miesiącach razem z miesięczną córką
Elżbietą.
- Z relacji bliskich osób wiem, że matka wróciła stamtąd skrajnie
wyczerpana - opowiada z przejęciem. - Ja cała pokryta byłam
ropniami. Przez ponad rok obie byłyśmy leczone w Krakowie.
*Zresocjalizować współpracowników UPA*
Obóz w Jaworznie należał do najokrutniejszych. Przetrzymywano w nim
m.in. obywateli polskich narodowości ukraińskiej podejrzanych o
współpracę lub sympatyzowanie z OUN i UPA i działalność przeciwko
Polsce. Większość z nich skazano bez wyroków sądowych i nigdy nie
udowodniono im winy. Sposobem na ich „resocjalizację" były tortury.
Ponieważ obóz w czasie II wojny światowej był filią obozu w
Oświęcimiu, więźniowie przetrzymywani byli w warunkach podobnych do
tych z czasów wojny - teren okalały druty kolczaste pod napięciem,
więźniowie byli prześladowani, a w obozie panował głód.
E. Dorocicz: - Przez długi czas nie wolno było mówić o takich
sprawach jak Jaworzno. Kiedy dowiedziałam się wreszcie, w jakich
warunkach ostatnie miesiące ciąży musiała przeżyć moja matka i w
jakich warunkach mnie urodzić, doznałam szoku. To cud, że udało nam
się przeżyć.
*Sama dopisała: narodowość polska*
Na stole leży kopia pisma, w którym do drukowanego tekstu dopisane
zostało odręcznie „narodowość polska". To wniosek o udzielenie
specjalnego świadczenia, które w kwietniu 2004 roku rząd polski
przyznał byłym więźniom obozu, obywatelom polskim narodowości
ukraińskiej. 562,58 zł na miesiąc dostały osoby niepobierające
emerytury lub renty, a 281,29 zł pozostali.
Wniosek ten z prośbą o wypełnienie i odesłanie E. Dorocicz otrzymała
z Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych wraz z
informacją, że znalazła się na liście osób uprawnionych do
otrzymania świadczenia. Swoją narodowość dopisała tam sama. Wkrótce
dostała odpowiedź, że nie spełnia jednego z warunków do przyznania
renty. Uprawnieni są do niej tylko obywatele polscy narodowości
ukraińskiej. Od tamtej pory bezskutecznie walczy o jakiekolwiek
zadośćuczynienie.
- Gdybym wyrzekła się swoich polskich korzeni, dziś miałabym ten
niewielki dodatek - nie kryje rozgoryczenia. - Ale nie mogłam tego
zrobić, bo od dziecka byłam wychowywana w poszanowaniu i miłości do
wszystkiego co polskie.
*Wyglądałam jak chłopiec*
Dziś naukowcy i lekarze dowodzą, że przeżycia kobiety w ciąży
wpływają na stan i rozwój jej dziecka. W jakim stanie mogła być
kobieta, która codziennie bała się o życie swoje i swojej
nienarodzonej pociechy? E. Dorocicz nie ma wątpliwości, że problemy
ze zdrowiem, z którymi boryka się od najmłodszych lat, w części
biorą się z pierwszych tygodni życia spędzonych w obozie i obozowych
przeżyć, jakich doświadczyła jej ciężarna matka.
- Na tym zdjęciu w przedszkolu wszystkie moje koleżanki mają piękne
kokardy i warkocze - pokazuje fotografię sprzed lat. - Ja wyglądam
jak chłopiec, bo przez kilka lat po urodzeniu nie rosły mi w ogóle
włosy. A ślady po ropniach, jakich nabawiłam się w obozie, mam do
dziś. Przez lata leczyła nadszarpnięte nerwy i nadciśnienie. 21 razy
była w szpitalu. Niedługo czekają ją kolejne operacje.
- Na leki wydaję prawie całą swoją emeryturę, czyli 700 zł. Do tego
dochodzi jeszcze leczenie męża, który jest po zawale. Choćby ze
względu na zły stan mojego zdrowia, który w części jest na pewno
pozostałością po obozie, powinnam otrzymać jakąś rekompensatę - mówi
rozżalona kobieta. Od 2003 roku jest na już emeryturze, ale
wcześniej przez 11 lat nie pracowała z powodu całkowitej
niezdolności do pracy.
*Chcę tylko tyle, ile dostali inni*
O rekompensatę od rządu walczy od 5 lat. Zwracała się już do
kolejnych premierów, prezydenta, posłów i Rzecznika Praw
Obywatelskich. Bez rezultatu. Jeszcze w 2004 r. zaskarżyła do
Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie decyzję prezesa
Rady Ministrów, który odrzucił jej ponowne roszczenia. Sąd skargę
oddalił. Z powodu poważnej choroby nie odwołała się od tej decyzji w
ustawowym terminie i sprawa została uznana za ostatecznie zakończoną.
- Wszędzie muszę udowadniać, że naprawdę mi ciężko. Tak jakbym
chciała wyłudzić od naszego państwa jakieś niebotyczne
odszkodowanie. A chciałabym dostać jedynie tyle, ile otrzymali byli
więźniowie narodowości ukraińskiej. Tylko na pokrycie kosztów leków,
jakie muszę przyjmować - tłumaczy.
*Nie poddam się*
Jak sama przyznaje, była już bliska rezygnacji. Postanowiła jednak,
że po tylu latach walki nie może się poddać.
- Nie walczę tylko dla siebie. Na pewno są jeszcze byli więźniowie
tego obozu, którzy od lat noszą jego piętno i nie doczekali się
odszkodowania - mówi. - Wiem, że oprócz mojej matki w obozie
więzione były jeszcze dwie kobiety z Lubaczowa lub okolic, w tym
matka biskupa diecezji charkowsko-zaporoskiej Mariana Buczka. Czy
żyje ktoś jeszcze, nie wiem - zastanawia się kobieta. I dodaje z
nadzieją: - Może w końcu ktoś nam nasze krzywdy wynagrodzi...
*****
Prasa opisywała kilka lat temu przypadek Adama Schuberta z Tarnowa,
który wygrał od MSWiA 28 tys. zł za krzywdy poniesione w łonie matki
więzionej w Jaworznie. Biegli potwierdzili, że istnieje związek z
jego obecnym stanem zdrowia a przeżyciami z dzieciństwa i życia
płodowego.
Iwona Szczybyło