agablues
16.02.04, 22:12
Cieszę się,że zajrzał do nas tato. My napisałśmy, że jest to forum dla mam,
dlatego bo głównie mamy piszą o swoich nieszczęściach. Mężczyźni zwykle
inaczej radzą sobie ze stresem, najczęściej chyba rzucają się w wir pracy.
Ale jeżeli tatowie też będą tutaj obecni, możemy zmienić rozwinięcie i
zapraszać rodziny.
Nigdy nie wątpiłam, że tatusiowie równie mocno przeżywają choroby swoich
dzieci.
Mogę się tylko łączyć z wami w bólu. Tak jak napisałeś - dobrze,że Wasza
dziewczynka ma Was, a Wy jesteście ciągle z nią. Ja też przez pewien czas
byłam z malutką w szpitalu i też widziałam dzieci bez rodziców. Trudno
kogokolwiek osądzać i nie mam takiego zamiaru, różne są sytuacje i czasami
rodzice nie mogą. Chociaż...W każdym razie, kiedy my byłyśmy w szpitalu, do
dwóch dziewczyneczek nikt nie przyjeżdżał. Jedna to była zupełna kruszynka -
w inkubatorze, bardzo chora, ale były chwile kiedy pielęgniarki kąpały ją i
wtedy mozna ją było potrzymać. Ja na takie chwile czekałam i prosiłam siostry
bym mogła przytulić malutką. Ta kruszynka umierała podczas naszego pobytu.
Dostawała leki uspokajające i p.bólowe, ale mimo to odnosiło się wrażenie, że
cierpi. Było to straszne, nie trwało kilka minut, ale kilkanaście godzin. Co
jakiś czas zaglądali lekarze, siostry, każdy popatrzył i poszedł, bo co miał
zrobić. Ja przez ten cały czas byłam ze swoją małą i też nie wiedziałam co
mogę zrobić. Myślałam sobie dlaczego ona tak cierpi i jest zupełnie sama,
tego nie potrafię zrozumieć i żaden teolog mi tego nie wytłumaczy. To, że
musiała umrzeć - trudno, była tak ciężko chora, że śmierć była dla niej
wybawieniem, ale dlaczego w takich warunkach ? Może ona nie była świadoma,
ale co jeśli była? Następnego dnia rano nie było w slai inkubatora, tylko
siostry były zapłakane.
Przypomina mi się także historia o chłopcu chorym na nowotwór, który długi
czas leżał w szpitalu i też nikt z rodziny do niego nie przyjeżdżał. Był on
na tyle duży , by pisać pamiętnik. Rodzina przyjechała po jego śmierci.
Lekarze znaleźli pod poduszka czy w szafce ten pamiętnik. On jest gdzieś
opublikowany, a w nim to co przeżywał ten samotny chłopiec. Miał na imę chyba
Franek.
Kiedy choruje dziecko takie małe jak moja córeczka, bardzo cierpimy my -
najbliżsi, ona mam nadzieję tego nie rozumie.A my mimo naszego bólu zrobimy
wszystko, żeby czas, który ma tu spędzić z nami, upłynął jej jak
najszczęśliwiej.
Rispetto, czy jesteście z W-Wy? Jeżeli nie - czy w Waszym mieście lub w
pobliżu jest hospicjum dla dzieci? Może oni będą Wam mogli pomóc? My jesteśmy
pod opieką Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci i jest to dla nas bardzo duża
pomoc i wsparcie.
Pozdrawiam całą Waszą rodzinę - Aga