Dodaj do ulubionych

Straciłam synka! Pomóżcie!

24.03.04, 11:34
Ja dwa lata temu straciłam synka. Do dzisiejszego dnia nie mogę sobie z tym
poradzić, pozbierać się po stracie mojego ukochanego maleństwa. Gdyby nie
wsparcie mojego męża to nie wiem co by ze mną było. Najgorsze jest to, że ja
nie jestem w stanie wyobrazić sobie nawet kolejnej ciąży. Jestem przerażona
gdy myślę o tym, że moje nieszczęście może się powtórzyć. Mój synek zmarł
godzinę po porodzie. Ja nawet nie zdążyłam go zobaczyć-co jest moją nawiększą
rozpaczą. Codziennie o nim myślę i.. nie jestem w stanie nawet opisać co
czuję. Moje dzieciątko miało hipotrofię. Może znacie jakąś fachową
literaturę, z której mogłabym się dowiedzieć jak najwięcej o tej chorobie.
Oboje z mężem przeszlismy badania genetyczne, które wykluczyły nasze
nosicielstwo tej choroby. Jestesmy absolutnie zdrowi a nikt nie jest w stanie
nam odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego tak się stało?
Jeżeli przeżyliście to co ja proszę piszcie, dzięki temu będę wiedziała, że
nie jestem sama, że nie tylko ja mam taki problem, problem teraz już ze samą
sobą. Nie wiem co robić! Odpowiedzcie proszę na forum lub na mój mail -
607.706m@gazeta.pl
Obserwuj wątek
    • agablues Re: Straciłam synka! Pomóżcie! 24.03.04, 11:46
      odpowiem troche później, ale jeszcze dzisiaj
    • anatemka Re: Straciłam synka! Pomóżcie! 24.03.04, 18:29
      Czasami tak się zdaża.... Pierwsze dziecko straciłam w 18 tyg. ciąży, nie
      wiadomo dlaczego. Drugie w 12, miałam zaśniad groniasty. Nie wyobrażałam sobie,
      że moge być jeszcze w ciąży, i nie daj boże przejść przez to samo znowu. Nie
      chciałam zajść w ciążę. Bałam się, że więcej razy już sobie nie poradzę.
      Zdecydowałam się zaryzykować ( po długich namowach męża) po 7 latach. Baaardzo
      się bałam. Od 18 tyg. ciąży groził mi poród przedwczesny. Donosiłam ciążę, w 38
      tyg urodził się najcudowniejszy mężczyzna na świecie:))) Mój pierwszy syn żył
      tylko kilka minut, pielęgniarka go ochrzciła, nie widziałam go. Minęło wiele
      lat, a ja mam swoje święto wszystkich Świętych 7 marca. Wiesz, śmierć dziecka
      nigdy nie przestaje boleć, czas nie leczy ran, ale je zalecza. Nie powinni
      rodzice zyć dłużej niż ich dzieci, ale czasem tak się zdaża.
    • agablues Re: Straciłam synka! Pomóżcie! 24.03.04, 22:35
      607.706m napisała:

      Witaj

      Bardzo ci współczuję z powodu straty synka.

      Hypotrofia - to nie jest choroba, a określenie stanu noworodka, stanu
      odżywienia. Moja malutka tez miała cechy hypotrofii i wcześniactwa, mimo, ze
      była donoszona. Jest bardzo wiele powodów hypotrofii, mogą to być wady
      genetyczne, także powikłania podczas ciąży. Może twój synek miał jakąś wadę,
      której nie zdiagnozowano wcześniej. My też jesteśmy zdrowi, stosunkowo młodzi i
      widzisz. Nasz doktor powiedział nam, że owszem statystyki, ryzyko, ale często
      dzieci z wadami genetycznymi rodzą się właśnie zdrowym, młodym ludziom. Nikt nie
      wie dlaczego. Pociesza nas, że prawdopodobieństwo urodzenia drugiego dziecka z
      chorobą genetyczną jest praktycznie = 0.
      Jeżeli poczytałas tu trochę, zobaczysz, ze nie jesteś jedyna, którą spotkało
      nieszczęście. Niestety, to się zdarza ciągle, przychodzi zazwyczaj nagle.
      Jesteśmy z Tobą, nie potrafimy Ci pomóc profesjonalnie, ale miej świadomość , ze
      jesteśmy i łączymy sie z Twoim bólem. Myślę, ze największym problemem jest to,
      ze nawet nie miałaś okazji zobaczyć syneczka ani się z nim pożegnać. próbuję
      sobie wyobrazić, jak Ci z tym ciężko.

      Myślę, ze Twój strach jest całkowicie usprawiedliwiony. Jednak znam osoby, które
      po urodzeniu chorego dziecka, potem miały zupełnie zdrowe dzieci. Trudno
      przełamać strach, ale czasami warto.
      Z jakiego jesteś miasta? W W-wie podobno istnieją grupy wsparcia po stracie
      dziecka, może u ciebie też są? Może warto skorzystać z pomocy psychologa ?
      Czasami to pomaga.
      sciskam Cię mocno - Aga
      • 607.706m Re: Straciłam synka! Pomóżcie! 25.03.04, 09:20
        Ja pragnę dziecka z całego serca, o niczym innym nie marzyłam wychodząc za mąż
        jak o założeniu pełnej rodziny. Boję się jednak teraz tej decyzji. Boję się, że
        moment kiedy będę gotowa ngdy nie nadejdzie.
        Mój mąż nie nalega, wie, że nie jestem jeszcze gotowa, ale czy ja kiedykolwiek
        będę.
        Tak naprawdę to nie mam z kim o tym porozmawiać. Z kimś kto wie co ja czuję, bo
        nikt tak naprawdę nie wie. Każdy pociesza, mówi, że będzie dobrze ale co oni o
        tym mogą wiedzieć - NIC. A ja chciałabym porozmawiać z kimś kto przeżył to co
        ja, kto mnie zrozumie, poradzi, pocieszy. Moja lekarka mówi mi, że lekiem na
        mój ból jest dziecko. Gdyby to było takie proste.
        Cały czas myślę o moim maleństwie, o tym jak wyglądało, jakie miało włoski,
        oczka. Teraz mogę jedynie porozmawiać, mówić do mojego synka klęcząc przy jego
        grobku. To miejsce jest moją oazą. Zawsze, jak jest mi źle to idę do mojego
        synka. Tylko tyle mi pozostało.
        Cały czas zastanawiam się czy może ja nieświadomie w jakiś sposób nie
        zaszkodziłam mojemu dziecku. Przeleżałam w ciązy kilka miesięcy w szpitalu,
        ponieważ miałam przedwczesne skurcze, leżałam w łóżku modląc się o zdrowie i
        życie dla mojego dzieciątka, czułam jak mnie kopie jak we mnie rośnie, czułam,
        że jest cząstką mnie, źe jest całym moim życiem, ale tego życia nie ma.
        Straciłam je nie mogąc nawet mojej kruszynki zobaczyć, dotknąć, ucałować. Boże
        jak to boli! Łzy już nie przynoszą ukojenia. Czy coś w ogóle je kiedyś
        przyniesie?!
        Moje dzieciątko oprócz hipotrofii nie miało żadnych wad. Ale maleńkie płucka i
        serduszko mojego synka nie poradziły sobie w świecie, w którym pojawił się o 2
        miesiące za wcześnie. Tak niewiele ważył, był tak maleńki, a przecież mógł żyć.
        Czytałam wiele artykułów o dzieciach ważących 500, 600 gram, które przeżyły,
        więc dlaczego nie mój synek?!
        Dziękuję, że odpisałyście do mnie. Dzięki temu wiem, że jest ktoś kto mnie
        rozumie. Jestem z Bydgoszczy, nie szukałam pomocy u żadnego specjalizsty, tak
        naprawdę nie wiem czy potrafiłabym komuś obcemu, kto nie wie co to znaczy
        przeżyć taką tragedię powiedzieć wszystkiego co tak mnie boli.
        Dziękuję za pomoc. Monika
        • agablues Re: Straciłam synka! Pomóżcie! 25.03.04, 09:55
          Moniko, zajrzyj na Poronienie
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11916
          , tam jest wiele dziewczyn po stracie dziecka, czasami jeszcze nienarodzonego.
          One wszystkie przeżywają to samo, co Ty. Tak samo boją się kolejnej ciąży. To
          wszystko jest normalne, przecież trudno tak sobie przejść nad tym do porządku
          dziennego, jakby nic się nie stało. Dopóki nie uporasz się sama ze sobą, trudno
          będzie podjąć świadomie decyzję o kolejnym dziecku. I pamietaj, NIE MA W TEJ
          CAŁEJ TRAGEDII TWOJEJ WINY!! Jestem pewna, że gdybyś coś mogła poradzić,
          zrobiłabyś wszystko, żeby ratować swojego syneczka, tak jak każda z nas. Ale
          niestety każda z nas boryka się z poczuciem winy, to także normalna reakcja.
          Moniko, serio myślę, że może trzeba poszukać jakiejś profesjonalnej porady.
          Niestety w naszych szpitalach nikt się nami nie zajmuje, nikt nie kontroluje jak
          sobie radzimy w tych trudnych chwilach, Ale są osoby, psychologowie, którzy
          potrafią pomóc. ja mogę zapytać naszą psycholog czy może polecić kogoś z
          Bydgoszczy. Na poronieniu jest historia jednej dziewczyny, która również była
          zupełnie sama i skończyło się mocną depresją.
          Trudno wytłumaczyć dlaczego nam się to zdarza, właściwie nie ma wytłumaczenia.
          Każda z nas musi sama się z tym uporać, znależć swoje własne.
          Ale znajdziesz tutaj również historie, które mimo wszystko dobrze się kończą -
          przeczytaj posty Ulali 72 - Moje dzieci ( na samym dole) i mamyadama
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=11428921&a=11473817
          Pisz tutaj ilekroć będziesz miała potrzebę, trzeba wszystko z siebie wyrzucić.
          Przytulam Cię mocno - Aga
        • lola211 Re: Straciłam synka! Pomóżcie! 28.03.04, 19:43
          Ja stracilam takze synka.7 lat temu.Ale przyznam szczerze, ze zupełnie inaczej
          te strate przezyłam.Takze go nie widzialam, nie przytulilam.Owszem, trwalam w
          załobie, ale nie mam takiej traumy jak ty.
          Zaszłam w ciaze w 3 miesiace po jego smierci, jak powietrza potrzebowałam miec
          dziecko.Gdybym nie zaszła w ciaze, wpadłabym chyba w depresje, tym bardziej ze
          akurat moje 2 przyjaciólki wlasnie oczekiwały dziecka.Patrzac na ich brzuszki
          wewnatrz plakalam.Uwazam, ze lekarstwem dla mnie było urodzenie dziecka.Twoja
          lekarka ma racje.
          Takie przezywanie jak w twoim przypadku, roztrzasanie, wizje, sa moze udzialem
          osób nadzbyt wrazliwych, tak mysle.Sama nie jestem zimna, wrecz przeciwnie, ale
          tez nie ma we mnie egzaltacji.
          Pomogłby ci specjalista, bo inaczej bedziesz sie pograzac.
          Ze smiercia trzeba sie pogodzic, nie obwiniac sie, bo przeciez zrobilas co
          moglas, by dziecko zylo.Czasem natura jest od nas madrzejsza i nie daje szansy
          na zycie tym istotom, ktore maja jakies wady, o ktorych nawet lekarze nie
          wiedzieli.
          Ja prawde mówiac nie chcialabym by ratowali mi na sile dziecko, wczesniaczka,
          kilkusetgramowego, ktory ma na starcie ogromne szanse na kalectwo.Kiedy maly
          sie urodzil , przewozili go do innego szpitala, innego miasta, próbowali
          ratowac.Nie uratowali.Mial wylewy krwi do mózgu, co jest normalką przy
          wczesniactwie (ciaza 6 mies.).Lezenie w inkubatorze przyczynia sie chociazby do
          straty wzroku, dzieci maja czesto operacje jelit, cierpia, a zadnej gwarancji
          na przezycie.Uwazam, ze lepiej iz moje dziecko mialo zaoszczedzone mase
          cierpien, niz mieliby je na sile wyrywa smierci.
          Teraz mam wspanialą córeczke, i jestem szczesliwa.
          Tobie tez tego zycze.


          Mozesz czuc sie przeze mnie niezrozumiana, ale skoro sama przez to przeszłam i
          poradzilam sobie, to pomysl, ze jednak da sie normalnie egzystowac.
          Uwazam, ze powinnas pomyslec o dziecku, bo wtedy zamiast w nieskonczonosc
          roztrzasac, co bylo, bedziesz mogla kochac swoja istotke.
          Mysle, ze toba trzeba potrzasnac.
    • mama_poli Re: Straciłam synka! Pomóżcie! 25.03.04, 11:06
      Moniko, nie szukaj odpowiedzi na pytanie dlaczego? bo jej nie znajdziesz.
      Większośc z nas na tym forum zadaje sobie to pytanie i nie może znależć
      odpowiedzi. Więc to chyba nie ma sensu.
      Z tego co wiem hypotrofia nie jest chorobą, ale może być spowodowana wadami
      genetycznymi, albo chorobami łożyska. Moja córeczka miała również hypotrofię,
      która była spowodowana właśnie przez wadę chromosomową - trisomię 18
      chromosomu.
      Może to zabrzmi sarkastycznie, ale staraj się myśleć pozytywnie, musimy
      przecież w coś wierzyć. Myślę że każda z nas musi na swój własny sposób
      poradzic sobie ze stratą.
      Ja straciłam córeczkę w trakcie porodu, przestało jej bić serduszko - ale
      Polcia miała wadę serca i zespół Edwardsa (o czym wiedzieliśmy od 6 miesiąca
      ciąży)i przygotowano nas na to , ze będzie z nami tylko przez chwilę - ale tak
      naprawdę to mogłam utulić tylko jej ciałko bo jej serduszko przestało bić
      jeszcze we mnie i na zawsze pozostało we mnie.
      Moim lekarstwem jest myśl o kolejnym dziecku bo razem z nim Polcia - a chociaż
      jej część - narodzi się dla mnie na nowo. W kolejnym dziecku zawszę będę
      widziała po trosze Polcię. I chociaż na starania muszę czekać co najmniej do
      jesieni - to ta myśl mnie trzyma, daje mi siłę i chęć do zycia. A co chyba
      najważniejszę wiarę w to, że teraz wszystko będzie dobrze.
      Moniko, na tym forum i podobnych jest wiele historii dziewczyn, które po
      podobnych przejściach są teraz szczęśliwymi matkami. Więc nie obawiaj się o
      kolejna ciążę, zapewnisz sobie w niej odpowiednią opiekę, znajdziesz dobrego
      lekarza, zrobisz badania i wszystko będzie dobrze.
      Zyczę Ci zebyś pomalutku odnalazła w sobie trochę nadziei i chęci na kolejną
      ciążę, bo napewno wiesz jak to cudownie nosić pod sercem maleństwo ... i
      napewno warto przekonać się jak cudownie będzie je tulić, karmić i przewijać.
      Jeśli będziesz miała potrzebę możesz pisać na e-mail: mama_poli@wp.pl
      Pozdrawiam gorąco
      Monika
      Wiem że nigdy nie zapomnisz o swoim synku ale może gdybyś zamiast rozdrapywać
      przeszłość zaczęłą myśleć o przyszłości to by ci to jakos pomogło. Musisz wtedy
    • aniao3 Re: Straciłam synka! Pomóżcie! 25.03.04, 17:16
      Kochana moja!
      Co ja ci bede pisac ze to tragedia - wiesz przeciez o tym. Ale zyjemy. Zyjemy
      dla naszych bliskich, dla naszych nastepnych dzieci. One nie zastapia tych
      ktore odeszly, ale wypelnia pustke, nadadza sens naszemu zyciu. Sama to
      wszystko wiesz. Wiesz tez juz za duzo, by moc przejsc bez stresu przez nastepna
      ciaze. Moja historie znajdziesz na tym forum wiec nie bede sie powtarzac.
      Kiedy jeszcze nie wiadomo bylo co sie przytrafilo mojej coreczce przerylam
      internet w poszukiwaniu informacji o nietypowych zespolach genetycznych. Gdy
      dowiedzialam sie, ze jest ich kolo poltora tysiaca - zwatpilam. Wiedzac to co
      wiem, o tym co moze sie przytrafic w czasie ciazy - to juz nie jest zwykly lek
      o przetrwanie pierwszego trymestru: to jest potworny strach co ja zrobie jak
      znowu strace dziecko?! I kiedy tak szlochalam ze strachu w sluchawke mojej
      przyjaciolce dala mi jedna sensowna rade. Zaufaj - powiedziala. Zaufaj, albo od
      razu zdecyduj sie na adopcje. Bo inaczej zwariujesz. I wiesz co? Chyba mi to
      pomoglo. Uswiadomilam sobie, ze cokolwiek zrobie - przeciez nie mam wplywu na
      to ze urodzi mi sie zdrowe dziecko. Pozostaje wierzyc, ze tak wlasnie sie
      stanie. Jakos od kiedy sobie to uswiadomilam to sie wewnetrznie uspokoilam.
      CZasem poplakuje za moja Malenka. Czasem jest mi zle. Ale gdzies w duszy czuje
      wiare, ze musi byc dobrze. Gdy bedzie ci zle - to pisz. My tu bedziemy. Sprawdz
      takze w Fundacji Rodzic po Ludzku czy gdzies w twojej okolicy nie dziala grupa
      wsparcia dla rodzicow po stracie dziecka, takie spotkania bardzo pomagaja.
      I uwierz, ze Twoje dzieci czekaja by do Ciebie przyjsc. Musisz tylko dac im
      szanse.
      Zycze ci spokoju w sercu i nadziei na przyszlosc.
      Sciskam mocno
      Anka
    • 607.706m Re: Straciłam synka! Pomóżcie! 29.03.04, 08:46
      Bardzo wam dziękuję za te listy. To dobrze czuć, że jest ktoś kto mnie rozumie,
      kto przeżył to co ja. Cieszę się, że znalazłam to forum. Wraz z mężem czytamy
      listy i uspokajamy się wiedząc, że nie jesteśmy ze swoim nieszczęściem sami.
      Ja próbuję znaleźć jakieś sposoby na ukojenie mojego bólu i znalazłem jeden,
      który przynosi mi ukojenie. Wyobrażam sobie, marzę o tym jak to będzie kiedy
      znowu będę w ciąży. Myślę o tym jak będę wyglądać, wyobrażam sobie moje
      dzieciątko, bliskich, którzy wraz ze mną i mężem cieszą się. Widzę wręcz te
      sytuację jak wracam z moją kruszynką ze szpitala owiniętą w kocyk, jak karmię
      moje maleństwo. Modlę się by moje marzenia miały szanse spełnienia.
      • mama_poli Re: Straciłam synka! Pomóżcie! 29.03.04, 14:28
        Myślę, że nam matkom, które straciły dzieci już zawsze będzie towarzyszył
        specyficzny lęk. Zwłaszcza w kolejnej ciąży. Ale ludzie budyją się i określają
        swoje istnienie własnie poprzez marzenia a nie lęki. Marzenia są wieczne, a
        niepokoje i lęki mijają.
        Także nie lękaj sie marzyć o swoim dzieciatku, o kolejnej ciązy etc. a wszystko
        to nadejdzie.
        • malwes Re: Straciłam synka! Pomóżcie! 01.04.04, 14:11
          Moniko,
          Pytasz o hipotrofię... pewnie niewiele pomogę ale może jednak. Mój synek
          również był hypotrofikiem (przy cukrzycy ciężarnych na dodatek - co dziwne), po
          ciężkiej 9mcznej walce urodził się cały i zdrowy i nie aż taki malutki bo 2340g.

          Hipotrofia to nie choroba, jak pisaly dziewczyny, to po prostu stan, w którym
          maluszek rozwija się wolniej niż wskazywałby na to wiek ciążowy. Co więcej,
          hipotrofia to obrona organizmu, ratunek dla dziecka - dlaczego? Z jakichś
          powodów warunki rozwoju w macicy nie sa sprzyjające i dziecko nie może otrzymać
          wystarczającej ilości składników odżywczych - organizm wtedy wysyła sygnał, że
          zapotrzebowanie nie zostanie spełnione. Wtedy następuje proces spowolnienia
          wzrostu - właśnie w takim celu (i stopniu) aby "zahibernować" się na jakiś czas
          i aby dziecku wystarczyło tylko tyle, ile jest w stanie otrzymać z łożyska. Na
          zasadzie, jestem mały, mniej potrzebuje, nadrobię po porodzie. I faktycznie tak
          się dzieje - mój synek urósł w 2 mce ponad 100% wagi urodzeniowej. Pewnie to
          wszystko już wiesz, ale tak piszę, bo sama poszukiwałam odpowiedzi na to, co u
          mnie się stało...


          U mnie przyczyny mogły być dwie (albo obie do kupy) - pierwsza to macica
          dwurożna. Zamiast być balonikiem ona ma takie dwa rogi, i prawdopodobnie
          maluszek już nie miał miejsca żeby roznąć (zaczął mało przyrastać dopiero po 32
          tyg). Pisze o tym, bo wbrew pozorom baaaaardzo mało macic dwurożnych jest
          zdiagnozowanych. Wiele kobiet nie wie, że ją ma - u mnie akurat było to widac
          na USG ale wiem, że czasami tak nie bywa. Często też macica ma przegrodę - o
          tym często dowiadują się kobiety po cesraskim cięciu (inaczej nikt tego nie
          zauważył) - wiem, że jest jakieś specjalistyczne badanie (nie pamiętam nazwy),
          które polega na wprowadzeniu kamery do macicy i obejrzeniu jej wewnątrz. Może
          warto to zrobić.

          Druga możliwa przyczyna to łożysko przodujące - które z kolei mogło się
          przyczepić na ujściu bo macica była nieforemna. Ukrwienie macicy w obrębie
          ujścia szyjki jest dużo gorsze niż w innym miejscu i dlatego łożysko gorzej
          pracuje, choć badania pod kątem starzenia się łozyska i doplerowskie USG
          przeepływów zwykle nic nie wykrywa... pocieszające, że lekarze twierdzą, że
          łożysko nigdy nie tworzy się 2 razy w tym samym miejscu w macicy więc drugi raz
          to nie ma prawa nastąpić.

          Inne możliwe przyczyny to takie, ze moje łożysko krawiło cały czas - choć to
          mało prawdopodobne bo synek przestał rosnąć jak już nie krawiło. Lub cukrzyca
          ciężarnych, która nie była cukrzycą i po prostu dieta go tak załatwiła (mało
          prawdopodobne choć moje dieta zbiegła się idealnie z tym spowolnieniem).

          Moniko, oczywiście, że to nie twoja wina i nic nie mogłas zrobić ale warto
          jednak dociekać co się stało, bo jeśli przyczyna była np. taka jak u mnie to
          warto to wiedzieć. Może zrób badania pod kątem tej przegrody.... z tego co
          piszesz to to się stało w ostatnim trymestrze więc w takim przypadku raczej z
          kolejną ciążą byłoby wszystko ok, bo macice dwurożne przy kolejnej ciąży (nawet
          jeśli pierwsza nie zakończyla się dobrze a czesto to się zdarza koło 24 tyg)
          rozciągają się łatwiej i prawie nigdy nie powodują już komplikacji...

          A może ktoś nie dopatrzył łożyska przodującego? Jeśli tak, to drugi raz ten
          problem też ci nie grozi....

          To tyle, co mogłam napisać na podstawie swoich doświadczeń. Mam nadzieję, że
          choć trochę pomogłam.
          Pozdrawiam,
          Gosia
          • 607.706m Do Gosi!!!!!! 02.04.04, 10:48
            Gosiu,

            Jestem Ci tak ogromnie wdzięczna za te informacje. Każda choćby najdrobniejsza
            wiadomość jest dla mnie niezwykle ważna.
            Cieszę się, że twojemu maleństwu się udało.

            Nie wiem co było przyczyną hipotrofii u mojego synka. Przez kilka miesięcy
            leżałam w szpitalu (po stwierdzeniu przez lekarza hipotrofii). Kilkakrotnie
            miałam robione USG Na którym nie stwierdzono żadnych zmian w macicy, nie
            stwierdzono przodującego łożyska ani niczego niepokojącego oprócz tego, że mój
            synek ma hipotrofię. Miałam też wykonywane doplerowskie badanie przepływów,
            które też nic nowego nie wykazało.
            Co najgorsze już od 2 trymestru ciąży odczuwałam lekkie skurcze, które z czasem
            niestety się nasilały. Leki nie pomogły i w 7 miesiącu odeszły mi wody. Mój
            synek urodził się przez cesarskie cięcie. Ważył niecałe 500 gram.
            Pomimo zastrzyków na rozwinięcie płucek i wielu innych zabiegów mój synek zmarł
            kiedy ja nawet nie zdążyłam się wybudzić z narkozy.

            Prawie codziennie jestem na grobku mojego synka. Przebywanie tam, rozmowa
            przynosi mi ulgę, bo cóż innego mi pozostało. Mogę jedynie wyobrażać sobie jak
            mój synek wyglądał. Cieszę się z tego, że mój mąż zdążył zobaczyć nasze
            maleństwo i to jego opowieściami o tym jak mój synek wyglądał żyję. Minęły dwa
            lata a ja ciągle się go pytam jakie miał włoski, usteczka, oczka...
            Nie jestem w stanie wyrazić słowami jak jest to dla mnie bolesne.

            Szukaliśmy z mężem odpowiedzi na pytanie dlaczego tak się stało, co było
            przyczyną tego, że nasze maleństwo nie miało szans na życie.
            Przeszliśmy badania genetyczne, które na nasze szczęście nie wykazały żadnych
            zmian ani ułomności w naszych genach. Lekarz powiedział, że jesteśmy zdrowi i
            nie ma żadnego prawdopodobieństwa powtórzenia się tej sytuacji.
            Wyniki badania łożyska też nie wykazały żadnych zmian. Ważne też jest dla nas,
            że nasze dziecko nie miało żadnych wad, było zdrowe.

            Lekarka mówiła, że możliwością dla nas jest jeszcze zrobienie badań w kierunku:
            toksoplasmozy, listeriozy i cytomegali. Jeszcze ich nie zrobiłam. Uznaliśmy z
            mężem, że poddam się tym badaniom przed planowaną ciążą, żeby mieć 100
            procentową pewność, że jestem zdrowa i możemy wówczas starać się o dziecko.
            Chcemy mieć świadomość, że zrobiliśmy wszystko, żeby wyeliminować ewentualne
            choroby czy schorzenia.

            Na razie ja jeszcze nie myślę o posiadaniu dziecka. Mój mąż chciałby już
            powiększyć naszą rodzinę, ale rozumie moje uczucia i wie, że nie jestem jeszcze
            gotowa i, że potrzebuję jeszcze trochę czasu.

            Dobrze też, że trafiłam na bardzo dobrą lekarkę. Najpierw chodziłam do lekarki,
            która uznała, że skurcze, które ja odczuwam są absolutnie normalne.. Ja jednak
            byłam zaniepokojona i pojechałam na wizytę do lekarki, która od razu
            stwierdziła, że moje dzieciątko ma hipotrofię. Cieszę się, że trafiłam na tak
            dobrego lekarza. Pani doktor codziennie przychodziła do mnie, doradzała,
            pocieszała, załatwiała wiele spraw (dzięki temu, że jest pracownikiem tego
            szpitala) dzięki czemu otrzymałam w szpitalu bardzo dobrą opiekę i wiem, że
            miałam przeprowadzone wszelkie badania jakie tylko były możliwe do wykonania.
            Oczywiście nadal jestem pod opieką mojej Pani Doktor. Ona doradza mi kolejene
            dziecko. Ja jednak nie jestem gotowa. Ogarnia mnie strach na myśl o ciąży. Nie
            chcę nawet myśleć co by to było gdyby taka sytuacja się powtórzyła. Z drugiej
            strony wiem, że jestem pod bardzo dobrą opieką. Będę na pewno bardziej na
            siebie zważać i dbać o każdy szczegół. Mam już zapewnione przez Instytut
            Genetyki, w którym wykonywaliśmy badania genetyczne, dokładne badania USG i
            inne nie inwazyjne ze względu na fakt wystąpienia u mojego dziecka hipotrofii,
            której przyczyny nie znamy.

            Może po prostu w okresie ciąży gdzieś do mojego organizmu dostała się jakaś
            infekcja. Nie wiem.

            Gosiu. jeśli tylko będziesz miała chwilkę napisz do mnie proszę. Może znasz
            jakąś fachową literaturę na ten temat.
            Dziękuję za twój list.
            Pozdrawiam Monika
            • malwes Re: Do Gosi!!!!!! 02.04.04, 14:27
              Moniko,
              Chętnie do Ciebie napiszę na priv.
              Bardzo się cieszę, że mogłam cokolwiek pomóc.
              Strasznie mi przykro z powodu tego ci się stało. Nie wiem właściwie co
              powiedzieć bo cokolwiek nie powiem i tak bedzie brzmiało jak banał. Mogę sobie
              tylko wyobrazić, że było, jest i będzie jeszcze długo ciężko.

              Wiesz, nie mam nic wspólnego z medycyna zawodowo, ale wydaje mi się, że to nie
              mogła być infekcja - jak jest infekcja wewnątrzmaciczna, to rodzi się w ciągu
              kilku dni - góra tygodnia. Nie donosilabyś chyba ciąży do 7go m-ca, a skoro
              synek miał 500g to znaczy, że przestał rosnąć około 24-26 tyg (taka jest mniej
              więcej biometria płodu w tym okresie). Zresztą chyba akurat to badania by
              wykazały. Chociaż... o to najlepiej byłoby zapytać melkęx - ona powinna Ci
              poradzić czy i w jaki sposób wykrywa się, że przyczyną takich wypadków mogła
              być infekcja. Ale to nie byłoby chyba hipotrofii wtedy....Jedno mnie tylko
              zastanawia - napisałaś, że robiono ci USG ale już w ciąży, które nie wykazało
              zmian w macicy.... macicy dwurożnej albo przegrody w macicy raczej nie widać
              już w trakcie ciąży (u mnie było widać tylko przed ciążą) - no i po. Ale tylko
              wprawne oko to zauważyło... Wiem, że u wielu kobiet nie dopatrzysz się tego za
              nic. Jak rodziłam, lekarz na poródówce nie chciał mi uwierzyć, że nie poroniłam
              wcześniej żadnej ciąży (choć akurat on do "orłów" nie należy) bo on nie widział
              kobiety, która donosiłaby pierwszą ciążę z macicą dwurożną dłużej niż do 24
              tyg... (jest to oczywiście bzdura) może to przypadek, ale po tej biometrii
              synka mogłoby wynikać, że może u Ciebie jest właśnie coś takiego...
              Może to nie byłoby najweselej, ale może dobrze bo wiadomo by było co się stało
              no i w drugiej ciąży taka macica już nie powinna stanowić problemu. Myślę, że
              warto jednak zrobić to badanie z kamerą - ja poszukam gazety w której o tym
              czytałam....

              a...może lepiej rozgadam się na priv...

              Pozdrawiam,
              Gosia
    • izinek3 Re: Straciłam synka! Pomóżcie! 06.04.04, 01:00
      Kochana,właściwie nie wiem od czego zacząć,i tak naprawdę nie wiem jak będzie
      wyglądał ten list,ani jak będzie długi,bo widzisz ja straciłam swoje maleństwo
      2 miesiące temu dokładnie 25.01.2004.Jest to data urodzin a zarazem śmierci
      mojej coreczki,śmierci której nikt nie przewidział,ani lekarz,ani ja,jedynie
      Bóg znał swoje plany.W 36 tyg.ciąży pękły mi wody,a przy tym WYPADŁA
      PĘPOWINA,która jak wiadomo jest sznurem życia,moje dzieciątko udusiło się bo
      nie miało dostępu do tlenu,nie miało czym oddychać.Lekarze zrobili co
      mogli,natychmiast po przewiezieniu do szpitala przeprowadzono zabieg cięcia
      cesarskiego,ponad godzinę reanimowali maleńką i niestety nie udało się.W
      szpitalu ochrzczono moją córeczkę nadając jej imię MARIA.Jestem bardzo
      wdzięczna pielęgniarkom za to co zrobiły,bo ma to dla mnie ogromne znaczenie
      ponieważ jestem osobą wierzącą.Wdzięczna jestem wszystkim lekarzom bez
      wyjątku,którzy usiłowali pomóc mi i mojej kruszynie.Tak więc widzisz nie jesteś
      sama,a przede wszystkim nie koniecznie umierają noworodki chore,czy
      niedonoszone,ale i całkowicie zdrowe,które tak jak moją córeczkę zabiera Bóg a
      my nie wiemy dlaczego.Wypadnięcie Pępowiny,jak cię to zainteresuje znajdziesz
      więcej na ten temat w encyklopedii lub w książkach dla przyszłych mam.Jest to
      sytuacja niedoprzewidzenia!!!Ciąża moja przebiegała prawidłowo,nie było nic
      niepokojącego i nagle trach,koniec marzeń,zamiast radości niesamowity
      ból,rozdarte serce,puste ramiona,Rozpacz moja nie ma granic!!!i ta nieustanna
      tęsknota.Zdaję sobie sprawę,że pozostanie ona w moim sercu na zawsze!ale muszę
      życ dalej dla mojego męża i mojej pierworodnej córeczki (3,5 l.)być może
      pomyślisz sobie że jestem w lepszej sytuacji,bo mam już jedno dziecko,ale
      powiem ci,że to pierwsze nigdy nie zastąpi tego drugiego ani też to trzecie,o
      ile będzie,ale co możemy zrobić? kochana nie oglądaj się za sobą,tylko patrz
      przed siebie,pomyśl sobie,że nasze aniołki patrzą na nas z nieba i modlą się za
      nas,że im tam jest bardzo dobrze,choć nam rozrywa serce.Pomyśl,że kiedyś
      zobaczymy nasze maleństwa tam w niebie,o ile sobie zasłużymy,ja wierzę mocno,że
      one się o to postarają,aby ich mamy dołączyły do nich.Powiem ci też,że nie
      żałuje (pomimo,że przechodzę męki)że byłam w ciąży i nosiłam swoje maleństwo
      prawie przez 9 mies,że czułam się źle,wymiotując itp,bo ona jest zaistniała i
      żyje nadal u góry i w naszych sercach.Jeżeli jesteś osobą wierzącą,módl się do
      Boga poprzez stawiennictwo twojego synka,abyś mogła zajść w kolejną ciąże i
      urodzic zdrowego potomka.Postaraj się mocno,tak ze wszystkich sił przemóc i
      pomyśl o ciąży.Dla mnie w tej chwili to najważniejsza sprawa,móc urodzić
      kolejne dzieciątko,na razie przez co najmniej 7-8 mies.jest to nie możliwe z
      powodu cesarki,ale czekam na te owocne dni i wierzę że nadejdą.Tobie życzę tego
      samego, i nie myśl,że się nie boję,o nie,boję się staszliwie,ale nie ja
      jedna,wszystkie matki boją się o bezpiećzeństwo swoich dzieci tych narodzonych
      i tych w brzuszkach,bezwzględu czy wcześniej dotknęła ich tragedia czy też
      nie.Nie myśl proszę,że ty jedna przeżywasz strach.Jest takie powiedzenie CO NAS
      NIE ZABIJE TO NAS WZMOCNI i jest w tym prawda,przeżyłyśmy śmierć naszych dzieci
      najgorszej rzeczy jaką może spotkać matkę,to i wszystko inne przejdziemy i tego
      życzę Tobie,sobie i wszystkim mamom bez wyjątku co staciły swoje dzieci,i co
      nie a także tym mamom które mają chore dzieci, trzymajcie się,wierząc,że
      nadejdą lepsze dni i do was uśmiechnie się szczęście i wyjdzie słońce!Nie
      myślcie sobie,że łatwo mi to mówić,o co to nie!moje serce jest jak
      rozbity,posklejany dzban,ale muszę tak mówić i myśleć,aby nie dać się
      zwariować.Jeszcze raz życzę WIARY,NADZIEII I MIŁOŚCI!
    • aniao3 Re: Straciłam synka! Pomóżcie! 07.04.04, 18:36
      Kochana moja!
      tak sobie pomyslalam ze pewnie doda ci to troszke otuchy: na forum poronienie
      jest dziewczyna, ktora trzy lata temu stracila coreczke przy przedwczesnym
      porodzie. I przez trzy lata nie byli w stanie z mezem sie dogadac czy to mzoe
      juz czas na kolejne malenstwo. I gdy sie zdecydowala - udalo jej
      sie 'zafasolkowac" od razu :D
      I choc zadne dziecko nie zastapi tego ktore odeszlo to nie zwlekaj za dlugo.
      Przylecialy bociany, idzie wiosna, lato jest idealne na pierwszy trymestr... :)
      Nie mysl ze zdradzasz swojego synka - pozwalasz mu wrocic w jego rodzenstwie.
      Daj szanse swoim dzieciom. One na ciebie czekaja.
      Sciskam
      Anka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka