Dodaj do ulubionych

Sama...po stracie największego skarba...

23.04.04, 14:46
Dwa tygodnie temu straciłam najdrozsza córeczkę( miała 16 dni)...i tak sobie
myśle, że z tą wielką stratą, bólem zostajemy tak na prawdę sami.Wiele
znajomych i tych poznanych właśnie tu na forum stara mi sie pomóc, ale nikt
nie jest wstanie tak na prawdę pomóc mnie- matce która straciła najbliższą
jej cząstkę- własne dziecko.Przecież nikt kto tego nie doświadczył, nie
przeżył nie jest w stanie poczuć tego bólu( chodz, ból u kazdej z nas, po
stracie dziecka jest inny).
Wiec skoro nikt nie jest wstanie mi pomóc, to jak dalej żyć...? A.
Obserwuj wątek
    • j0204 Re: Sama...po stracie największego skarba... 23.04.04, 14:53
      Asiu, jesteśmy wszystkie z Tobą, pamiętaj o tym, Wiem,że możemy ofiarować Ci
      kilka ciepłych i miłych słów wsparcia, i że dla Ciebie to za mało, ale przyjmij
      to od nas. Witrualnie trzymam Cię mocno za rękę i myślami ciągle jestem z Tobą.

      Jola
    • anuteczek Re: Sama...po stracie największego skarba... 23.04.04, 15:18
      Asiu,
      Moja Tosia odeszła ode mnie nagle w 20 tygodniu ciąży, jej serduszko przestało
      bić we jeszcze we mnie. Wierz mi, doskonale rozumiem cierpienie matki, której
      odrywa się najdroższą i najbliższą jej cząstkę, ale nie o to tu chodzi.
      Chodzi o Ciebie i Twoje cierpienie. Nie wiem nic o nim, a jeśli nie wiem, nie
      potrafię Ci pomóc. Mogę Cię jedynie zapewnić, ze kiedyś przyjdzie dzień, że ból
      i cierpienie kiedyś opadną i nauczysz się żyć na nowo. Teraz jest czas Twojej
      żałoby - pozwól jej trwać...
      ściskam,
      andzia
    • aniao3 Re: Sama...po stracie największego skarba... 23.04.04, 20:07
      Kochana!
      jesli to mozliwe - rozmawiaj o tym co sie stalo. Rozmowa pomaga. Choc bywa i
      tak, ze z najblizszymi osobami ja nie bylam w stanie rozmawiac. W koncu
      napisalam do mojej mamy dlugi list. Ona mi odpisala i tak sobie o
      najtrudniejszych rzeczach piszemy. Pisanie tez pomaga. Pozwala jakos zebrac
      mysli, ulozyc sobie swiat na nowo. Choc nic nie bedzie juz takie jak bylo
      wczesniej. Niektorzy ze znajomych nie beda wiedzieli jak sie zachowac. To ty
      musisz im powiedziec czy chcesz mowic o Coreczce czy wolisz jeszcze nie. Pewnie
      telefon bedzie milczec, bo ludzie boja sie zadzwonic, bo co mowic w takiej
      sytuacji? Ja gdy potrzebowalam to sama dzwonilam do przyjaciol. I wiesz, tych
      ktorzy maja malutkie dzieci prosilam by sie po raz pierwszy spotkali ze mna bez
      dziecka. Nawet nie tylko dlatego ze widok maluszkow tak bardzo boli, ile ze
      chcialam by ta pierwsza rozmowa byla poswiecona mnie a jak wiadomo przy malych
      zabkach to wrecz niemozliwe...Nikt tak naprawde nie bedzie ci w stanie pomoc.
      tylko czas i to co z tym czasem zrobisz. Na razie placz - masz prawo przezywac
      rozpacz. I moze byc tez tak, ze czasem wydaje sie ze nie cierpimy wystarczajaco
      mocno - to podobno normalna reakcja. To ze z czasem bedziesz sie usmiechac,
      zachowywac normalnie to nie zdrada Twojej coreczki - to prawo zycia, bys powoli
      wrocila do rzeczywistosci dla siebie - i dla swoich nastepnych dzieci, choc
      teraz pewnie za wczesnie by o tym myslec.
      Sciskam cie mocno
      Anka
      • malomi Re: Sama...po stracie największego skarba... 26.04.04, 10:04
        Wczoraj myślałam że będę wyła z rozpaczy! Pojachałam do znajomych rodziców.
        Byli tam też ludzie których córka rodzi we wrześniu (ja miałam w lipcu)
        POnieważ wszyscy wiedzieli o mojej tragedii nikt nie poruszał tamatu. I nagle
        MOJA MATKA zapytała jak się tamta dziewczyna czuje i czy juz po niej coś
        widać!!!! No i zaczął się temat. Myślałam że ją zabije!! Nie wiedziałam co mam
        zrobić, więc wyszłam. Później próbowałam z nią rozmawiać,a ona stwierdziała że
        robie problemy, natomiast mój ojciec powiedział że buduję sobie mur i
        przesadzam!!!! I jak tu nie zwariować, jeżeli nawet najbliższa rodzina nas nie
        rozumie!!!!
        Znowu rycze
        • anuteczek Do Malomi 28.04.04, 22:09
          Malomi, Kochana,
          Czasami tak trudno nam się porozumieć z najbliższymi. Jednak rozmowy są bardzo
          potrzebne- i nam i im. Ty jak najbardziej masz prawo czuć się przez nich
          zdradzona - choć bardzo Cię kochają- nie potrafią Ciebie zrozumieć, bo sami
          przez to nie przeszli. Jestem przekonana, że oni cierpią po swojemu, tym
          bardziej, że widzą Twoje cierpienie i nie bardzo wiedzą jak Ci pomóc. Mama
          postąpiła nieco lekkomyślnie zaczynając temat, ale prawda jest brutalna - od
          ciąż i dzieci w otoczeniu nie da się uciec.
          Tak naprawdę to nie wiem, co mam Ci poradzić. Może spróbuj delikatnie
          porozmawiać z rodzicami, powiedzieć co czujesz, co Cię boli i czego od nich
          oczekujesz. Czasami taka rozmowa pomaga. Oni po prostu nie wiedzą jak się
          zachować.
          W razie czego masz nas i zawsze możesz się nam wypisać...
          ściskam Cię mocno i nie płacz już, proszę
          andzia
    • moniao1 Re: Sama...po stracie największego skarba... 25.04.04, 20:03
      witam Asiu...nie odpowiem Ci na pytanie jak życ, bo sama nie wiem...moj synek
      zyl 6 dni..i odkad Go nie ma, nie umiem sobie znalezc miejsca...wsciekam sie na
      obydwie moje mamy, kiedy mowia, ze musze zapomniec i zyc dalej...a minelo juz 5
      miesiecy...
      Wiesz ciagle Go widze...moje malenstwo...Boze, wszystko bym zrobila, zeby Go
      ocalic...zeby byl caly moj.Widze te malenkie oczka, malenki nosek i widze, ze
      bedzie do mnie podobny....:)I jak zdaje sobie sprawe, ze nigdy nie
      skonfrontuje, czy bedzie podobny bardziej do mnie czy do mojego meza
      Jacka.....to ziemia usuwa mi sie spod stop...i tak łaze po tym swiecie bez tej
      ziemi pod stopami.... i bez mojego Mateusza...
      jak bedziesz miala ochote troche pokrzyczec z zalu,wyklac pol swiata albo i
      caly, pisz do mnie....bedziemy krzyczec i klac razem...
      moje gg:5082141
      • alkaw Re: Sama...po stracie największego skarba... 29.04.04, 12:17
        Dziewczyny! ja przyłączam sie chetnie do tego krzyczenia i przeklinania świata!
        Strasznie tego potrzebuje, każdego dnia i nocy. Mój Mateuszek umarł 2 lata
        temu, dziś miałby 5 lat i byłby dzielnym małym mężczyzną. Każdy dzień bez niego
        boli tak samo. Nieprawdą jest, że czas goi rany - upływ czasu powoduje jedynie,
        ze oswjamy sie z tą rzeczywistością, ale wcale nie zmniejsza naszego bólu.
        Ja nie umiem to tym rozmawiać,!zwłaszcza z najbliższą rodziną (m.in. z mężem)!
        Łatwiej jest wygadac sie 'obcym'. No i jedyne co czuje to POTWORNĄ WŚCIEKŁOŚĆ
        na los i cały świat. Zrobiłam się niemiła, zgryźliwa i obojętna na szczeście
        najbliższych. Po prostu nic mnie juz ten świat NIE OBCHODZI.
        Pozdrawiam
        Alina
    • joannajarek Re: Sama...po stracie największego skarba... 28.04.04, 21:20
      Ja tez jestem w takiej samej sytuacji co Wy.Dopiero teraz zdecydowalam sie
      napisac bo nie jest mi latwo o tym myslec a co dopiero ubierac w odpowiednie
      slowa. Moja malutka Zuzia miala 2 tygodnie jak odeszla i wlasnie jutro mija
      miesiac od tej tragedii.Nasza historia jest dluga i chyba nie jestem jeszcze
      gotowa zeby o tym mowic choc wiele osob twierdzi ze wlasnie opowiedzenie o tym
      co nas spotkalo przyniesie ulge.
      Najgorsza jest ta ogromna, przytlaczajaca pustka, to ze nie moge Zuzanki
      przytulic , zaspiewac kolysanki i wstawac w nocy na karmienie i zmienianie
      pieluch i zal ze nikt nie rozpoznal i nie przygotowal mnie na to ze z moim
      maluszkiem moze byc cos nie tak.
      Wiem ze zabrzmi to banalnie ale nie jestescie sami w cierpieniu.
      Trzymajcie sie .Asia
      • agablues Re: Sama...po stracie największego skarba... 28.04.04, 21:26
        Asiu, Ty też nie jesteś sama.
        Pozdrawiam cieplutko.
      • anuteczek Re: Sama...po stracie największego skarba... 28.04.04, 22:23
        Joasiu,
        Tak bardzo, bardzo mi przykro, że odeszła od Ciebie Zuzanka. Nie wiem, co
        jeszcze moge Ci teraz napisać. Nie chcę, by zabrzmiało to sztucznie i banalnie.
        Po prostu łączę się z Tobą w bólu i jak będziesz gotowa, to opowiedz nam o
        Zuzance. Kochana, chciałabym, żebyś mi uwierzyła, że kiedyś przestanie boleć,
        że będziesz mogła rozmawiać o Zuzance. Teraz jeszcze nie czas na to. Pielegnuj
        miłość do niej w sercu i opowiadaj nam o tym. Pamiętaj, że Ty na zawsze
        pozostaniesz jej mamą, a ona Twoją córeczką i nawet śmierć Wam tego nie
        zabierze. Jeśli mogę Ci jakoś pomóc - zrobię to, tylko napisz.
        ściskam mocno
        andzia
    • agawa2 Re: Sama...po stracie największego skarba... 29.04.04, 11:21
      Nie znajduję słów aby Cię wesprzeć, czy pocieszyć... Wiem jaki to ogromny ból,
      co dzieje się w środku człowieka, jak bardzo trudno jest wrócić do życia.

      Dokładnie dziś nasz Kuba skończyłby 2 lata. Nie moge wyobrazić sobie jak
      wyglądałby dzisiaj, ile potrafiłby już powiedzieć, ile miałby zębów...
      Straciliśmy go kiedy miał 7 miesięcy, dopiero co zaczął raczkować, a już
      próbował wstawać (!) i to skończyło się tragicznie. Patrzyliśmy jak go tracimy,
      jak przestał oddychać, jak zaczęła się reanimacja, w końcu przerażające
      pytanie: -Czy Państwa dziecko było ochrzczone...? i świat wali się na głowę.
      Był bardzo silny, nie poddawał się... jeszcze 30 dni. Przewieziono go do
      szpitala na Niekłańską, gdzie leżał nieprzytomny na OIOM'ie (jeszcze raz
      dziękujemy wspaniałym paniom doktor i siostrom, które przy nim czuwały!).
      Umierał na naszych oczach, powoli... To niesamowite, ale jeszcze przez całe
      Święta Bożego Narodzenia był z nami... Rano 27 grudnia odszedł...

      Minęło półtora roku. Czas trochę zagoił rany, ale tak naprawdę one nie
      zabliźnią się nigdy. Czasem po prostu przychodzi "ta" myśl i nic nie jest w
      stanie odsunąć jej na bok...
      Ale inni mają rację - płacz, bo to pomaga. Rozmawiaj z mężem, płaczcie razem...
      Kiedy minie trochę czasu i będziesz miała siłę, porozmawiaj z kimś bliskim,
      wyrzuć to z siebie, wykrzycz, nie bój się płakać. Po pewnym czasie będzie
      trochę lepiej. Zobaczysz. Trzeba żyć.
      My wreszcie mamy już nasz cel - spodziewamy się córeczki, już niedługo... :-).
      Ściskamy Cię najmocniej jak potrafimy! I jesteśmy z Tobą! Jeśli będziesz
      potrzebowała wsparcia, napisz.
      Adam i Ola
      • anuteczek Re: Sama...po stracie największego skarba... 29.04.04, 12:23
        Kochani,
        Tak bardzo się cieszę, że odnaleźliście swój cel. Wasza obecność jest bardzo
        ważna - jesteście żywym przykładem, że po tak ogromnej stracie można żyć dalej.
        Zaglądajcie, proszę, do nas często i dzielcie się swoimi doświadczeniami.
        Pomagajcie mamom wracać do życia. Tak naprawdę, im może pomóc tylko ktoś, kto
        przeżył to, co one.
        ściskam Was mocno i dziękuję
        andzia
        • melka_x Re: Sama...po stracie największego skarba... 29.04.04, 12:41
          Strasznie mi przykro. Jak może wiecie moja córka miała dwa miesiące, więc
          (chyba) wiem co czujecie.
          Magda
    • dejulka Re: Sama...po stracie największego skarba... 05.05.04, 15:25
      Ja również urodziłam córeczkę w 22 tyg. ciąży, wiem co czujesz. Stało się to 2
      tygodnie temu i też sobie nie radzę ze stratą mojej Malwinki.
      • agablues Re: Sama...po stracie największego skarba... 05.05.04, 15:48
        Dejulka, kochana.
        zawsze jak pisze do nas nowa osoba, to tak mi przykro ,że kolejne dzieciątko,
        kolejni zrozpaczeni rodzice. Cóż Ci mogę napisać? Przutulam cię najcieplej jak
        potrafię - Aga
      • anuteczek Re: Sama...po stracie największego skarba... 05.05.04, 20:59
        Dejulko,
        Ja straciłam Tosię w 20 tygodniu. Za tydzień skończyłaby rok. Wiem, co czujesz.
        Nie jesteś sama. Kochana, ściskam Cię z całego serca, jak będziesz chciała
        pogadać napisz na prv, umówimy się na gg
        andzia
        • ada296 wiecie co... 05.05.04, 23:02
          nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego w jakiej komfortowej sytuacji jesteście
          wiem - brzmi głupio
          kiedyś bardzo cierpiałam
          dlatego rozumiem Wasz ból
          ale ja byłam totalnie sama
          mąż jak to mąż...
          nie było internetu
          nie było forum
          nawet wygadać się nie miałam przed kim
          byłam sama
          to był koszmar
          który czasami wraca

          i zazdroszcze Wam, że macie w sobie wzajemnie wsparcie
          że macie świadomość, że ktoś gdzieś tam o Was myśli

          bywam tutaj często
          raczej czytam niż piszę

          i często o Was myślę
          i jestem z Wami całym sercem
          • ewamonika1 Re: wiecie co... 05.05.04, 23:46
            Myślę sobie, że te Wasze myśli to światełka, które ogrzewają i oświetlają nas w
            chwilach zwątpienia. dziękuję - ewa
          • aniao3 Re: wiecie co... 06.05.04, 07:51
            Ado kochana!
            To nie brzmi glupio co napisalas, bo ja mam pelna swiadomosc, jak bardzo pomaga
            mi to forum. I jak bardzo sama z swoim cieprieniem jest moja Mama.
            Bo ona nie ma forum, ma tylko mnie, to czasem za malo...
            Asiu kochana - pisz ilekroc poczujesz, ze chcesz sie wyplakac.
            Sciskam was mocno
            Ania
        • dejulka Re: Sama...po stracie największego skarba... 06.05.04, 14:35
          Dziękuję za słowa otuchy, ale i tak mi się chce wyć!!!
          • anuteczek Re: Sama...po stracie największego skarba... 06.05.04, 15:14
            Kochana,
            Płacz, teraz jest właśnie na to pora. Przeżyj swoją żałobę do końca. W każdej
            chwili pisz, jeśli możesz przyjdź na majówkę - tam pogadamy, może będzie Ci
            lżej.
            andzia
          • agablues Re: Sama...po stracie największego skarba... 06.05.04, 15:50
            dejulka napisała:

            > Dziękuję za słowa otuchy, ale i tak mi się chce wyć!!!

            Dejulka, tutaj nikt od Ciebie nie oczekuje, że od razu będziesz wesoła. My
            wiemy, że chce się wyć. Nikt Ci tutaj nie powie "weź się w garść!", "Będziesz
            miała inne dzieci", " Bóg dał, Bóg zabrał". Ja wiem, ze nasze słowa mogą
            niewiele pomóc. Ale tutaj możesz swobodnie mówić o swoim żalu, bólu,
            niesprawiedliwości, możesz mówić jak często chcesz, wyrzucić z siebie wszystko.
            Pozdrawiam Cię i ściskam mocno Aga

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka