Dodaj do ulubionych

ich obecnosc....

14.06.04, 13:54
Czesto padaly tu slowa o tym,ze nasze dzieci ktore odeszly opiekuja sie
nami,ze sa gdzies obok...Czy rzeczywiscie ktos z Was mial takie odczucie ,ze
ich kochane dziecko bylo gdzies blisko,dalo jakis znak,dzieki jakiejs
nieznanej sile unikelismy nieszczescia.Moze ich sila sprawia,ze jeszcze
funkcjonujemy.Osobiscie mialem pewne zdarzenia po ktorych czulem,ze ktos
jednak nademna czuwa.Byc moze dalo by sie to jakos racjonalnie
wytlumaczyc,ale czy tego bysmy chcieli...?Bez wzgledu u jakiego teraz sa Boga
chce wierzyc ,ze czekaja na nas.Mialy swoje misje do spelnienia ,niekiedy
bardzo krociutkie i musialy wrocic.Jakie sa odczucia dzieci ktore przy nas
zostaly?Czy tak jak moja szescio letnia coreczka czesto z Nim rozmawia i
gleboko wierzy,ze Bog zaprosil jej starszego brata do nieba bo nie chcial aby
sie dalej meczyl.Dzieci lubieja fantazjowac o swoim utraconym rodzenstwie.Czy
jednak nie pragniemy sluchac ich opowiesci...Lakniemy kazdego najmniejszego
znaku ,chocby byl jak najbardziej irracjonalny.
Pozdrawiam Jurek
Obserwuj wątek
    • ulkar Re: ich obecnosc.... 14.06.04, 13:59
      To co powiem, wyda się zapewne beredzeniem chorej z rozpaczy matki. Ale miałam
      znak... heh namacalny, widziany nie tylko przeze mnie. Wszyscy pomyśleli to
      samo. Oczywiście mozna ów znak uznać za przypadek. Ale to sie wydarzyło dwa
      razy , raz za razem na przeciągu trzech sekund. Wtedy, tylko wtedy, nigdy
      przedtem i nigdy potem. Mimo to, zdarza mi się watpić w ten lepszy świat,
      chociaż chciałabym wierzyć bezgranicznie.
    • sloggi Re: ich obecnosc.... 14.06.04, 13:59
      Obecność Michała odczuwam zawsze, gdy mam poczucie zagrożenia.
    • agablues Re: ich obecnosc.... 14.06.04, 16:29
      Ja już wiem, że Iga była nie z tego świata.
      Już podczas ciąży wiele myślałam o chorych dzieciach. Za każdym razem, kiedy
      modliłam się o zdrowe dziecko, niemal słyszałam "Dlaczego ma być zdrowe?
      Przecież ciągle na świat przychodzą chore dzieci, do kogoś muszą".
      Jak sie urodziła, wyglądała tak inaczej. Przywitałam ją słowami - Dziecko, do
      kogo Ty jesteś podobna? Bo była inna.
      Dla lekarzy dzieci z zespołem Edwardsa są bardzo upośledzone. Owszem, była mała,
      była opóźniona fizycznie, ale wg mnie była mądra. To było tylko chore ciałko,
      ale jej dusza była i jest mądra. Jeszcze za jej życia, wiedziałam, że przyszła
      DLA nas, żeby nam coś pokazać. Nie była nasza, tak jak Marta. Przyszła, dała się
      kochać i przytulać. Jestem za to wdzięczna. Dużo zmieniła swoją obecnością.
      Znaki?
      Teraz wiem, że były znaki zapowiadające jej odejście, dużo znaków. Ona mnie
      obudziła, kiedy odeszła. Kiedy została złożona do grobu - wyszło słońce...To
      podobno bardzo częsty znak, kiedy jest pogrzeb dzieci z Hospicjum. Czekam na nią
      każdej nocy.
      • katse Re: ich obecnosc.... 14.06.04, 16:42
        Boze. nie moge napisac tego co czuje.

        moze kiedys.
    • ali_bey Re: ich obecnosc.... 19.06.04, 17:04
      Małgosia-moja młodsza siostra odeszła od nas kiedy miałam 7 lat.Żyła tylko 6
      godzin,urodziła się w 6 miesiącu ciąży.Mimo,że byłam wtedy dzieckiem i nigdy
      jej nie widziałam, właściwie od razu z nią "rozmawiałam".Najczęściej szłam sama
      na cmentarz i przesiadywałam tam godzinami,szczególnie wieczorami kiedy było
      pusto.Tak mi zostało do dzisiaj, tylko teraz nie chodzę tam tak często.Lubię
      kupować jej kwiatuszki i ładne znicze,tak jakbym kupowała prezent dla młodszej
      siostry. Zawsze wiedziałam,że ona jest gdzieś koło mnie...nie mam na
      to "namacalnych" dowodów,ja to po prostu wiem.Czasami zbieram do niej
      Kubusia.Nie wiem czy to dobrze, ale chcę żeby wiedział,że wśród Aniołków jest
      jego ciocia.
      • joannajarek Re: ich obecnosc.... 19.06.04, 21:45
        Boze, a ja nic nie czuje.
        Wiele razy prosilam moja Zuzie zeby mi dala jakis chociaz najmniejszy znak czy
        jest jej tam na gorze dobrze, czy nic ja nie boli i czy nie jest jej smutno.
        Tak sie o nia martwie.
        Moze jest to niedozeczne co napisalam ale tak to czuje.
        Asia
        • esqual Re: ich obecnosc.... 19.06.04, 21:56
          Bog nie pozwoli zadnemu aniolkowi byc smutnym.Znaki...? moze one wciaz sa,ale
          nie potrafimy ich odczytac..
          • ali_bey Re: ich obecnosc.... 19.06.04, 22:21
            Właśnie... ZNAKI.Niektórzy są na nie bardziej wrażliwi inni mniej.Macie czasmi
            uczucie, będąc samymi w pokoju, że tak naprawdę nie jesteście sami.Czujecie na
            sobie niewidoczne spojrzenie?Delkatne smyrniecie w ramię kiedy nikt Was nie
            dotyka?Z tym znakami bywa różnie,czasami jest ich wokół nas mnóstwo, tylko
            my ,w gruncie rzeczu ułomni ludzie, nie potrafimy ich zobaczyć,a jezeli juz nam
            się to uda to nie potrafimy i odczytać.Asiu Twoja Zuzia jest przy Tobie, na
            swój niematerialny sposób.Może boisz się łudzić nadzieją ,że tak jest?Wiesz
            wydaje mi się ,że bolączką naszej cywilizacji jest pragmatyzm, jesteśmy ślepi
            na rzeczy i zjawiska które dla naszych dziadków były naturalne.Nawet
            jeżeli "coś" widzimy,czujemy, ciężko nam w to uwierzyć.Więc ,Joannojarek otwórz
            oczy...mam nadzieję ,że uda Ci się "zobaczyć"
    • aniao3 Re: ich obecnosc.... 20.06.04, 23:00
      Ali_bey - jakbym siebie slyszala...
      Ze znakami to jest dokladnie tak jak piszesz. Sa obok tyle ze wychowano nas na
      racjonalnych ludzi, ktorzy bardziej wierza w "medrca szkielko i oko".
      A jednak choc nauczylam sie ufac swej intuicji i sluchac swego ciala, od
      Malgorzatki nie mialam znakow. Mialam je wczesniej, ze jej los jest przesadzony
      ale od niej nic, jeden sen tylko, w ktorym mam ja na rekach, spiewam jej
      kolysanke a ona rosnie i rosnie i rozesmiana zeskakuje mi z rak i znika.
      Podobno cale nasze zycie to znaki, wszystko co robimy (nawet zmywanie i
      prasowanie!) maja sens, prowadza do czegos, cale nasze zycie to z jednej strony
      nasze wybory, a z drugiej ten niewidzialny swiat, ktory zna nasza dusza i do
      ktorego czasem usiluje nas zabrac.
      Czy Malgorzatka jest obok mnie? Nie czuje tego fizycznie, ale czasem z nia
      rozmawiam. Pytam sie jej, ale nie jako mojej coreczki (choc czasem wlasnie tak
      o niej mysle), lecz gdy rozmawiam to raczej jak z opiekunczym bostwem. W Birmie
      nazywaja je "Naty". I dla mnie ona stala sie takim Natem - istota stojaca
      wyzej, dalej. Z taka madroscia o jakiej pisalas Aga. Bo ona tez miala bardzo
      chore cialo, ale dusze miala piekna. Widzialam to w jej grafitowych oczkach. A
      moze tylko mi sie tak zdawalo?
      Sciskam was
      anka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka