Dodaj do ulubionych

Dobrze, że jesteście

21.07.04, 10:42
Cześć! Mimo, że jestem tu codziennie i mam wrażenie jakbym znała wiele z Was,
to pierwszy raz piszę. Wcześniej zalewałam się łzami po przeczytaniu kilku
postów i nie byłam w stanie pisać o sobie. Rok temu 23.04.2003 urodziłam
maleńką córeczkę Basię. Żyła tylko miesiąc, miała zespół Edwardsa. Nie dano
mi cienia nadzieji, że będzie żyła. Zapewniono,że to nie nasza wina, że to
przypadek... Nigdy się z tym nie pogodzę, nie mogę w to uwierzyć do dziś. Ból
i tęsknota rozrywa mi serce. W moim przypadku czas nie leczy. W pokoju wciąż
czekają dla niej ubranka, których nigdy nie ubrała. ciągle zadawałam sobie
pytanie dlaczego spotkało to mnie. Teraz kiedy jestem z Wami wiem, że tyle
dzieci cierpi i odchodzi, tylu rodziców opłakuje swoje tragedie. Nie jestem
sama. Dobrze, że tu jesteście.
Obserwuj wątek
    • zorka7 Re: Dobrze, że jesteście 21.07.04, 11:41
      Witaj!

      Chyba.. jest nam podobnie. To znaczy sledze forum, a odezwalam sie raz tylko.
      To zreszta najmniejsze z podobienstw. W styczniu 2002 stracilam moja malenka
      Martynke, ktora zyla 10 dni (urodzila sie w 27 tyg. ciazy). Rowiniez powtarzam,
      ze czas nie wyleczyl ran. Dotykam kaftanika, ktorego nigdy nie ubrala i - jak
      relikwie - przechowuje garstke naiwnych pamiatek po niej.
      Drugie dziecko, ktore zostalo z nami tylko cudem Bozym (Bartus urodzil sie w 29
      tyg. ciazy)tez nie jest "lekarstwem na cale zlo" . Wraz z malenka odszedl caly
      potencjalny swiat i choc pogodzilam sie z tym, ze jej nie ma to nigdy nie
      pogodze sie z bolem, ktory musial (musial...?) ją dotknac.

      Nie zapomne tez uczucia totalnego osamotnienia i poczucia nieznosniej
      wyjatkowosci. Wokol nikogo po stracie dziecka. ja jak swieta, nietykalna krowa.
      Musialam poukladac wszystko od poczatku, stanac na torach kolejowych by
      zrozumiec, ze nigdy w ten sposob..., ze to nie ja, nie moje, nie chce tak.

      Zycze duzo sil i dobrych ludzi wokol.

      Agnieszka
    • renatex Re: Dobrze, że jesteście 21.07.04, 13:05
      Ja też nie udzielam się za bardzo pisząc, ale czasem zaglądam. Strasznie mi
      dziś smutno.Mój Adaś dziś miałby urodzinki. Trzy latka. Zył tylko jeden dzień.
      Jak wiele obecnych tu osób nie umiem się z tym pogodzić. Adaś miał za któtkie
      i za cienki zyłki w serduszku. Miał operacje, ale się nie udało. Poza tym
      serduszkiem był zdrowym silnym chłopczykiem. Nawet w najblizszej rodzinie, nikt
      ze mną o tym nie rozmawia. Jakby nie było tematu. Myślę, że nie wiedzą jak nas
      nie zranić więc wolą milczeć. Kiedys ktoś mi nawt powiedział przy chwilowych
      problemach finansowych, że jak to dobrze bo przynajmniej nie mamy drugiego
      dziecka. Możemy sobie lepiej poradzić. Cieszę się, ze jest to forum. Tu można
      liczyć na zrozumienie osób, które wiedzą jak to jest to przeżyć. A moim
      największym marzeniem jest taki rozwój medycyny, żeby nie było juz nikogo kto
      by tu pisał.
    • tiya Re: Dobrze, że jesteście 21.07.04, 13:24
      Słuchajcie...ja też. Zaglądam codziennie, napisałam tylko raz. Wiem, że
      wyrzucenie z siebie naprawdę wszystkiego bardzo by mi pomogło, ale cholernie
      boje się uczuć temu towarzyszących -czy jestem na nie gotowa? Tego nie wiem.
      Moja starsza córka miałaby teraz ponad rok.Urodziła się w 23 tyg.. Nie musiała.
      Ktoś popełnił błąd. Macie rację, czas ran nie leczy. One bolą i boleć będą.
      Mam drugie, ukochane dziecko (wcześniak, też nie było łatwo). Ale ta miłość
      tamtej pustki nie zapełni (jak sugerowali mi niektórzy,brr). Dla mnie to ciągle
      bardzo trudny i bolesny temat. Nie umiem o tym rozmawiać, nawet (a może
      zwłaszcza?) z najbliższymi. Może się kiedyś odważę. No i tak... Ech, życie...
      • zorka7 Re: Dobrze, że jesteście 21.07.04, 16:19
        Tiya...
        Co to za czasy z tymi wczesniakami... Coraz wiecej przedwczesnych i
        niewczesnych porodow...
        Moja pierwsza ciaza tez byla zle poprowadzona, - np. fenoterol mialam brac
        doraznie; jak pozniej sie dowiedzialam ten lek.. doraznie nie skutkuje i w
        wypadku skurczy trzeba go brac do rozwiazania non stop. No i urodzilam Malenką,
        urodzilam do cierpienia, wylewow, zamartwiczego zapalenia jelit, drgawek...
        Urodziłam na smierc...
        Teraz jestem mamą Bartusia, tez wczesniaka (29 tydz.)
        , tak samo jak ty.

        Jestem ciekawa jak wam sie uklada i ile ma twoj dzidzius.
        • tiya Zorka7 22.07.04, 07:47
          Tak... Co za czasy...
          Ciagle pamiętam każdą minutę tamtych wydarzeń, jak cholerne przekleństwo:rodzę
          dziecko po to, by umarło...
          Moja młodsza córeczka urodziła się w 32 tyg.Teraz ma 4 mies. Bywamy na forum
          wcześniaki, założyłam tam wątek o niej. Zapraszam (lub na priva)
    • melka_x Re: Dobrze, że jesteście 21.07.04, 16:45
      Zosimamo Agablues i Mamapoli też miały córeczki z zespołem Edwardsa.

      Ja z kolei jestem mamą wcześniaka z 27 tc, Natalia żyła 2 miesiące.
      Przeraża mnie, że piszecie, że kolejne porody też były przedwczesne. Czy
      możecie coś mi napisać o przyczynach? Będę bardzo wdzięczna, ciężko mi pogodzić
      się z myślą, że następne dziecko też mogłoby być wcześniakiem. Ciężko to mało
      powiedziane, jestem przerażona jak czytam Wasze posty, napiszcie więcej proszę.
      • zorka7 Re: Dobrze, że jesteście 21.07.04, 20:51
        Właściwie nie wiem co mądrego napisać, Melko_x, by cię nie przerażać. Wiele
        zależy od przyczyny Twojego przedwczesnego porodu. W moim wypadku sprawa jest
        przesądzona - nigdy nie donoszę ciąży, dlatego obiecaliśmy sobie z mężem, że
        ciąża nr 2 była naszą ostatnią. Co nie musi znaczyć, że pozostaniemy tylko przy
        Bartusiu (i naszej Martynce, rzecz jasna).
        Moim problemem - jak się okazało nie do przejscia - są przedwczesne skurcze
        macicy i niewydolność szyjkowo-cieśniowa.
        Za pierwszym razem dostałam rozwarcia na 8 cm w 26 tyg. ciąży. Martynka
        urodziła się w 27 tyg., nie dałam rady dłużej wyleżeć bez ruchu, na podsuwaczu
        z nogami i posladkami uniesionymi wyżej niz głowa. Koszmar, który chętnie
        wymazałabym z pamięci.
        Po pierwszej ciąży trwały spekulacje lekarzy co do przyczyny wczesnego porodu.
        Pół roku po cesarce miałam operację wycięcia prawie 7-o centymetrowego
        mięśniaka macicy (urósł w ciąży..., bo być może to "jego wina".
        Moj stan psychiczny bynajmniej nie sprzyjał zdrowieniu - więc długo nie dało
        się wypędzić infekcji i stanów zapalnych. W koncu dostaliśmy "zielone światło"
        i zaszłam w drugą ciążę. De ja vu - znów skurcze, rozpoczynające się rozwarcie.
        Przeleżałam trzy miesiące w szpitalu nie wstając z łóża. Okazało się, że mam
        tzw. zespół lejka - szyjka rozwiera sie nie dość, że od dołu, to jeszcze od
        góry - i to jest największy problem, bo na to nie poradzi żaden szew. O tym w
        ciąży z Martynką nie wiedzieli.
        ...Zresztą szwu i tak mi nie założono, bo profesor bał sie wprowadzić infekcję
        wyżej. A infekcja - mimo leczenia - nie ustępowała. Kwadratura koła.
        Bartuś urodził się w niespełna 29 tyg. z wagą 1300g, wrodzonym zapaleniem płuc,
        wadą serca, na starcie miał wylew - na szczęście pierwszego stopnia. Teraz ma
        juz 9 miesięcy, za sobą dwie operacje, przed sobą całkiem fajne życie. Wiedz,
        że wcześniactwo to nie wyrok. Co ma być to będzie. Myśl pozytywnie - dla dobra
        was wszystkich...
      • tiya Re: Dobrze, że jesteście 22.07.04, 08:10
        Melko, wcale tak byc nie musi. Znam osoby, których pierwszy poród przedwczesny
        był przedwczesnym ostatnim. Oczywiście, wiele zależy od przyczyn. U mnie było
        tak jak u Zorki- niewydolność szyjki i przedwczesne skurcze (za drugim razem,
        bo za pierwszym rzecz rozbiła sie o niewielkie najpierw rozwarcie-(kilka godz.
        wcześniej lekarz "nie zauważył", że szyjka się skraca)-które kwalifikowało się
        wprawdzie do szwu,ale leżałam z nogami do góry, bo może się cofnie. Długo nie
        poleżałam). Za drugim (oczywiście inny lekarz i wcześnie założony szew)
        niespodzianką były skurcze. Żadne leki nie pomogły. Nie znam przyczyny.
        Podejrzewano infekcję, ale to tylko podejrzenia, bo nie znaleziono nic, co
        mogłoby ją wywołać. Gdyby nie skurcze, prawdopodobnie udałoby mi sie donosić
        ciążę.
        Pozdrawiam.
        • melka_x Re: Dobrze, że jesteście 22.07.04, 09:02
          Tiya i Zorka - dziękuję za odpowiedzi. Niestety wygląda na to, że
          prawdopodobieństwo kolejnego przedwczesnego porodu u mnie jest wysokie.
          Bezpośrednią przyczyną było zakażenie wewnątrzmaciczne, które wywołała
          nieleczona infekcja, najprawdopodobniej "przeniesiona" przy zakładaniu szwu. To
          się nie musi powtórzyć, ale nie wiadomo co spowodowało wcześniejsze rozwarcie.
          Może niewydolność szyjki niezdiagnozowana przez lekarza, a może jednak skurcze,
          które pojawiły się z nieznanego powodu. Według lekarza z którym rozmawiałam to
          raczej była słabość szyjki, ale nie da się wykluczyć, że szyjka była ok, tyle
          rozwarła się pod wpływem skurczów. A skoro w jednej ciąży pojawiły się skurcze,
          to czemu w drugiej nie miało by być podobnie?:(

          Wiem, że urodzenie wcześniaka to nie wyrok. Wiem, że takie dzieci przeżywają i
          często rozwijają się dobrze. Ale nie wiem jak bym sobie poradziła z kolejną
          niepewnością przeżyje - nie przeżyje. Tym bardziej, że z Natalią też na
          początku wydawało się, że wszystko skończy się dobrze. Dostała 10 pkt, sama
          oddychała, trawiła, jej stan oceniono jako bardzo dobry. Kryzys miał się
          pojawić w 2 - 3 dobie, nie pojawił się, mała bardzo szybko zaczęła przybierać
          na wadze. Wydawało się, że wygrała...
          No i cierpnę na samą myśl, że znowu miałabym patrzeć jak moje dziecko odsysają,
          kłują wenflonami, intubują, karmią sondą itd. Nie chcę dziecka w inkubatorze,
          tak bardzo bym chciała urodzić jak inne o czasie i dostać je od razu do
          przytulenia, nakarmienia.
          • melka_x Re: Dobrze, że jesteście 22.07.04, 09:06
            Zosimamo, Tiya, Zorka - zaglądajcie tu. Dobrze, że napisałyście, odzywajcie się
            nadal. To jednak pomaga.
            Sciskam Was dziewczyny
          • kapy1 Re: Do Melki 22.07.04, 13:51
            napisałam Ci na priva.
    • renatex Re: Dobrze, że jesteście 21.07.04, 20:49
      Ja obie ciąże miałam zagrożone. I prawie od początku brałam fenoterol i jeszcze
      jedno lekarstwo turinal, codziennie. Obie ciąże donosiłam do terminu, choć po
      tych lekarstwach czułam się fatalnie. Chyba wszystko zależy od lekarza, żeby w
      odpowiednim momencie dobrze zareagował i przepisał odpowiednie lekarstwa.
      • zorka7 Re: Dobrze, że jesteście 21.07.04, 20:55
        renatex napisała:

        > Ja obie ciąże miałam zagrożone. I prawie od początku brałam fenoterol i
        jeszcze
        >
        > jedno lekarstwo turinal, codziennie. Obie ciąże donosiłam do terminu, choć po
        > tych lekarstwach czułam się fatalnie. Chyba wszystko zależy od lekarza, żeby
        w
        > odpowiednim momencie dobrze zareagował i przepisał odpowiednie lekarstwa.



        Nie wszystko zależy od lekarza. I może chwała Bogu!

        PS. Fenoterol... gdybym nie brała jednocześnie isoptinu to chyba mym zeszła na
        zawał. Tylko że to były końskie dawki w kroplókach (jakieś 6 na dobę)- większe
        niz dopuszczalna norma (ok 4-ch). Jemu zawdzięczam między innymi
        moje "rozwarcie na stałe"...

        No ale!...
        • renatex Re: Dobrze, że jesteście 22.07.04, 10:24
          Ja chciałam tylko powiedzieć, ze wielu lekarzy jest niedouczonych, nie chce im
          się, są obojętni wobec jednostki, minimum wysiłku. I nie umniejszając liczby
          przypadków, na które nie ma nikt wpływu, wiele osób cierpi przez niewłaściwe
          leczenie, przez zaniechanie podania odpowiednich lekarstw, czy zareagowanie w
          terminie na to co sie dzieje.
          Dotyczy to nie tylko ciąży, malutkich dzieci, ale również dorosłych, co
          niestety również wiem z autopsji.
          Serdeczne pozdrowienia.
    • j0204 Re:do Zosimamay1 21.07.04, 21:33
      Witam serdecznie,
      napisałam na prywatną pocztę.
    • aniao3 Re: Dobrze, że jesteście 21.07.04, 23:21
      Kochana!
      Tak mi przykro, ze nie dane wam bylo miec Basi dluzej.
      Zespol Edwardsa nie jest niczyja wina, moze tylko losu.
      Mysle, ze Basia miala wiele szczescia, ze trafila na was, ze przez ten miesiac
      mimo ogromnej tragedii jaka przezywaliscie wiedzac ze wasza coreczka odejdzie,
      potrafiliscie dac jej milosc. Zawsze pozostanie w waszych sercach, zawsze
      bedzie obok was.
      Sciskam cie mocno
      anka
    • agablues Re: Dobrze, że jesteście 23.07.04, 15:38
      Zosiu, wiesz, że moja Igusia też miała ten zespół.
      Sciskam i przytulam mocno.
      A swoją drogą, kiedyś słyszałam o Basi, z ZE, która żyła 5 tygodni. Czy
      byłyście pod opieką WHD?
      Pozdrawiam Aga
      • zosimama1 Re: Dobrze, że jesteście 24.07.04, 12:48
        Dziękuję wszystkim, którzy napisali. Codziennie czekam na nowe posty. Agablues -
        może wstyd się przyznać ale nie wiem co to jest WHD. Moja Basia całe swoje
        króciutkie życie spędziła w szpitalu Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w
        Katowicach Ligocie. Żyła miesiąc i dwa dni (23.04.03 - 25.05.03 ). To miała być
        najpiękniejsza wiosna... Była najgorszym koszmarem. Przeżyłam tylko dzięki
        mojej teraz już prawie trzyletniej Zosi i mojemu wspaniałemu, kochanemu mężowi,
        który był dla mnie oparciem. Tylko z nim mogłam rozmawiać, wtedy poczułam jak
        jest mi bliski. Wziął na siebie wszystkie najtrudniejsze sprawy ( podpisanie
        zgody, że maleńka nie będzie sztucznie podtrzymywana przy życiu, wszelkie
        formalności, pogrzeb...) - ja nie mogłabym, byłam jakby w letargu, nic do mnie
        nie docierało.
        Nie przestaję marzyć o kolejnym dzidziusiu, choć wszystko się raczej temu
        sprzeciwia. Ale czy może mnie jeszcze spotkać coś złego, czy nie wyczerpałam
        już mojego limitu nieszczęścia?
        Pozdrawiam gorąco wszystkich forumowych rodziców Zosimama
        • aniao3 Re: Dobrze, że jesteście 24.07.04, 14:40
          Witaj kochana!
          WHD to jak sadze skrot od Warszawskei Hospicjum dla Dzieci. Ale juz napisalas,
          ze jestescie z Katowic, wiec pewnie z Hospicjum nie zdazyliscie nawiazac
          kontaktu. Jesli moge cos powiedziec - dobrze, ze masz oparcie w mezu, to bardzo
          wazne w takich chwilach. Mam wrazenie ze nas tragedia jeszcze bardziej zblizyla
          do siebie, wiem ze po takim przezyciu jestesmy innymi ludzmi i rozumiemy sie
          jak z nikim wczesniej. Wiec dobrze, ze twoj maz potrafi byc przy tobie i dawac
          ci sily do zycia. Wiem jak bardzo to musialo byc dla was trudne - by podpisac
          zgodne na nie ratowanie zycia dziecka. Mysmy tez od poczatku taka decyzje
          podjeli i choc byla ona kosmzarna, to byla jedyna sluszna. Kochana, minelo tak
          malo czasu, wiem ze jeszcze smeirc Basi bardzo was boli, ten zal bedzie z
          czasem slabl, wracal falami, az w koncu dojdziesz do takiego momentu w ktorym
          zaczniesz wracac do zycia. I wtedy mam nadzieje pojawi sie w waszym zyciu
          kolejna malutka istotka. Z tego co wiem ZE absolutnie nie wyklucza szans na
          zdrowe dzieci, to po prostu zly los. Wiec nie trac nadziei, ze jeszcze w waszym
          domu bedzie biegac malutka kruszynka. Ale na razie - dajcie sobie czas i
          badzcie dobrzy dla siebie. To jest najwazniejsze, by przezyc zalobe do konca,
          bez tlumienia i udawania ze wszystko juz w porzadku, ze nic sie nie stalo. Bo
          po smierci dziecka nic nie jest w porzadku. Pamietam jak na samym poczatku
          Melka_x powiedziala mi, ze moge miec uczucie, ze nie cierpie wystarczajaco
          mocno. Bardzo mi to pomoglo, bo faktycznie byly chwile gdy sie obwinialam, ze
          nie bylam dobra mama, skoro nie cierpie przez caly czas. To podobno dosc
          czesta i noramlna reakcja. Wiec w chwilach gdy jest ci lepiej na duszy nie
          obwiniaj sie ze nie kochasz Basi, ze potrafisz zyc bez niej a nawet przezywac
          ktotkie chwile szczescia. Czerp z nich sile, bo zal i rozpacz jeszcze nie raz
          powroca. Bardzo mocno cie sciskam
          anka
          • agao_z Do Melki. 25.07.04, 14:53
            Droga Melko!
            Nie zawsze przedwczesne skurcze i rozwieranie sie szyjki macicy prowadzi do
            porodu przedwczesnego. W 24 tyg. mialam juz skrocona szyjke, w 26 wyladowalam w
            szpitalu z porodem przedwczesnym (na szczescie!!! bo lekarz zignorowal sprawe
            skorczy od 16 tygodnia i skrocona szyjke :(). Tam lekarze szybko zareagowali,
            wyciszyli skurcze (jako tako). Do 37 tyg. Fenoterol, Izoptin, Skopolan, i
            wizyta w szpitalu, tak na wszelki wypadek- a lekarz- juz pani nie wypuscimy,
            rozwarcie na 6 cm, a teoretycznie jeszcze nie rodzilam... Smieje sie teraz, ze
            rodzilam 3 miesiace ;).
            Glowa do gory. Na pewno wszystko bedzie dobrze. Musisz tylko znalezc sobie
            dobrego lkarza prowadzacego.

            Pozdrawiam
            Agnieszka
    • czaroffnica24 Re: Dobrze, że jesteście 25.07.04, 15:43
      Mój maluszek skończyłby już dwa lata. Urodził się w 25 tyg. ciąży, żył godzinę
      i do tej pory nikt nie wie dlaczego tak się stało. Weszłam tu przez przypadek.
      Błędnie wystukałam adres strony, której szukałam. I bardzo się cieszę. Nawet
      nie zdawałam sobie sprawy, że jest tyle kobiet w podobnej sytuacji. Myślałam,
      że to ze mną jest coś nie tak.
      Po porodzie teściowa nazwała mnie ***, no delikatnie mówiąc nie-kobietą, bo to
      według niej jest nie normalne, żeby kobieta dziecka nie urodziła jak należy.
      Teściu dodał, że indianki rodziły w czasie pracy, a pępowinę odcinały
      kamieniem, a nawet głupia suka potrafi urodzić szczeniaki, tylko nie ja.
      Wyrzucili mnie z domu (po ślubie zamieszkaliśmy u nich). W tym bardzo trudnym
      dla mnie okresie mąż mieszkał z rodzicami, bo oni tacy biedni - stracili wnuka
      i chcieli się zabić. Przebolałam to. Teraz mieszkamy razem u mojej mamy.
      Jest jednak sprawa, mam nadzieję, że znajdę tu odpowiedź. Nie wiem jak o tym
      napisać, tak ciężko ten ból ubrać w słowa. Jak poradziłyście sobie po stracie
      aniołków. Mimo, że minęły już ponad dwa lata (Filipek urodził się 28.05.2002r.)
      nie ma dnia, żebym o nim nie myślała, żebym nie tęskniła... Nie jestem w stanie
      cieszyć się z tego, że kolega ma dziecko, zdrowe, ŻYJĄCE ! - mimo, że jego
      dziewczyna brała narkotyki w czasie ciąży i paliła po dwie paczki papierosów.
      Nie mogę znieść tego, że dziewczyna, która leżała ze mną na sali ma córeczkę,
      już dwu latkę. Że kobiety, które razem ze mną nosiły brzuszek mają kogo
      przytulić... Wiem, że te uczucia są okropne, nikt o nich nie wie, staram się
      nie dać tego po sobie poznać. Jak mam żyć ze świadomością, że mój maluszek nie
      żyje...? Jak sobie poradzić z taką stratą ? Czy już zawsze będę się budziła ze
      świadomością, że mojego maluszka nie ma ? Jak w takim bólu mogę myśleć o
      następnym dziecku ? Nie wyobrażam sobie sytuacji, że mogłabym jeszcze raz przez
      to przechodzić. Jak wy sobie poradziłyście...?
      • marcel25 Re: Dobrze, że jesteście 25.07.04, 23:11
        Okropne rzeczy piszesz o swoich Teściach. Może to okrutne ale mam nadzieję, że
        ich też ktoś tak kiedyś potraktuje jak oni Ciebie. Mam nadzieję, że chociaż w
        rodzicach masz oparcie. Ja straciłam swoje dzieciątko ponad dwa lata temu ale
        do tej pory mam dziurę w sercu i myślę, że tak już będzie zawsze. Po roku
        zaszłam w ciąże i od ujżenia dwóch kresek na teście ciążowym lęk nie opuszczał
        mnie do końca. Jeśli chodzi o okropne uczucia, o których piszesz myślę, że nie
        jesteś w nich osamotniona. Szlag mnie trafia jak widzę co robią niektóre
        kobiety w ciąży i uchodzi im to na sucho - szczęśliwie dla ich dzieci. Ściskam
        Cię mocno,
        M.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka