siago1
12.08.04, 14:38
Wczoraj byłam u neurologa z córeczką i...
nie wiem po co.
Niczego nowego mi nie powiedziała, niczego nie zleciła
a my w spiekotę jechaliśmy 70 km tam i 70 km z powrotem,
jedyne to zapisała nas na wizytę kontrolną na 15 grudnia.
W moim mieście nie ma niczego innego dla niemowląt i dzieci poza pediatrą i
rehabilitacją. Nawet prywatnie. Trzeba jeździć: 70, 90 lub 170 km, zależy od
specjalisty. Cały dzień "w plecy", wizyta 10 minut, i ile pieniędzy "do tyłu"
jeśli wizyta okaże się nieporozumieniem.
Neurolog powiedziała, że współczesna medycyna nie zna możliwości leczenia
mojej córki, że jest to wada wrodzona.... że rehabilitacja to jedyne co mogę
zrobić, i ble ble ble...
I po nam to było?
Wczoraj miałam ochotę krzyczeć, bo żal mi Marysi. Źle znosi podróże.
Ale w domu, jak ją wykapałam, normalnie rehabilitowałam i dałam jeść, to mi
przeszło.
dlatego teraz pozdrawiam ciepło i serdecznie
gosia