Dodaj do ulubionych

Boje się przyszłości

31.08.04, 21:16
Naprawde się boje. Mam znajomych, którzy mają niewidomą dziewczynkę starszą
od Tomka. Dowiedziałam się od nich wiele rzeczy, które uspokoiły moją chorą
wyobraźnie ale niestety usłyszałam też wiele mniej przyjemnych sytuacji,
ktore spotkały tę dziewczynkę.
Większość dzieci (dziewczynka chodzi do klasy integracyjnej) stara się jej
pomóc ale nie wszystkie dzieci takie są. Dziewczynkę spotykało wiele
nieprzyjemnych sytuacji - straszono ją, wrzucano do plecakach myszy i żaby
itp.
Te sytuacje powtarzają się co jakiś czas, niewspomne o obgadywaniu przez
sąsiadki, które oburzają się kiedy ta chodzi sama do sklepu (200metrów od
domu) lub jeździ na rowerze. Nie chcialabym wnikać w szczegóły ale takich
sytaucji jest dużo.
Boje się, że Tomek też będzie się z tym spotykał. Nie chce żeby cierpial
dodatkowo przez ludzką głupotę ale nie ochronie go przecież przed wszystkim.
Często martwie się tym jak Tomcio poradzi sobie w szkole, jak poradzi sobie w
dorosłym życiu. Bardzo często myślę o jego przyszłości - mój mąż twierdzi ze
stanowczo za często. Powinnam ciszyć się dniem dzisiejszym - staram się ale
to nie zmienia faktu, że martwie się też tym co będzie.
Jak przestać się tym zadręczać??????
Obserwuj wątek
    • ewamonika1 Re: Boje się przyszłości 31.08.04, 21:45
      Nemiki,
      Ja też bardzo, bardzo zadręczałam się przyszłością Piotrusia (brak prawie całej
      dłoni, w tym również palców).
      Piszę w czasie przeszłym, bo jakoś, sama nie wiem jak, zaczęłam dużo bardziej
      koncentrować się na dniu dzisiejszym (nie dosłownie, ale chodzi o teraz).
      W rozmowie z psychologiem usłyszałam, że skoro tak ogromnie boję się
      przedszkola, szkoły, reakcji rówieśników itp. - powinnam zrobić wszystko, żeby
      nie wybiegać w przyszłość. Gdy wtedy usłyszałam tę radę, wydawało mi się, że to
      będzie niemożliwe. Ale jakimś cudem - w chwilach, gdy zaczynałam myśleć, jak to
      będzie Piotrusiowi za kilka lat - mówiłam sobie "stop, masz przestać. Spróbuj
      pomyśleć o czymś, co będzie jutro, pojutrze, ale nie dalej. Tamto przyjdzie, a
      jeśli cię martwi, zatrzymaj te myśli".
      I tak krok po kroku przestałam wybiegać.
      Zauważyłam, że upływ czasu pozytywnie mnie zaskakuje. Łapię się na tym, że
      Piotruś ma tyle i tyle miesięcy. I żyjemy, i potrafimy się śmiać. A tuż po
      urodzeniu dałabym się pokroić za to, że to będzie NIEWYKONALNE.
      Nemiki - wiem, że Tomka i Was spotkała dużo cięższa ułomność. Ale wypróbuj moją
      metodę. Życzę Ci, aby pomogło.
      pozdrawiam - ewa
    • agablues Re: Boje się przyszłości 31.08.04, 22:31
      Anetko, a ja dzisiaj na przystanku widziałam parę zakochanych młodych ludzi.
      Chłopak był niewidomy. Pomyslałam, że ma szansę na prawdziwą, wielką miłość.
      Nie uchronimy naszych dzieci od świata, choćbyśmy stawali na głowie. Dzieci
      sobie dokuczają - czy są zdrowe czy chore. Jestem przekonana, że Twój mąż nie
      dopuści, by Tomek wyrósł na kozła ofiarnego, oboje nie dopuścicie.
      Mysleć o tym będziesz zawsze, a zadręczać - mam nadzieję - przestaniesz niedługo.
      Buziak dla Rozkoszniaka.
      • verdana Re: Boje się przyszłości 31.08.04, 23:31
        Kolezanka ze studiów mojego męża jest niewidoma. Ma pracę i czworo niemal już
        dorosłych dzieci, którymi sama się zajmowała (tzn ma męża, ale ona była na
        macierzyńskim, a on w pracy). Widziałam ją dobrych parę lat temu, z jednym
        dzieckiem za rękę, wózkiem i dzieckiem w nosidłach, jak wsiadała do autobusu.
        Ja sama miałam kłopoty, choć widzę, z poruszaniem się po miescie z wózkiem i
        małym dzieckiem, a ona jak widać - nie.
    • nemiki1 Re: Boje się przyszłości 01.09.04, 01:16
      Dziękuje Wam dziewczyny - wiem że na Was zawsze moge liczyć.
      Ewo wydaje mi się, że misiowa łapka Piterka jest ani mniej, ani bardziej
      poważna niż niepełnosprawność Tomeczka. Każda z nas przeżywa to najmocniej bo
      to dotyczy jej dziecka. Postaram się wprowadzić twoją radę w życie - może
      chociaż trochę ograniczą się te moj straszne myśli.
      Przesyłam buziaki dla Piotrusia
      Aneta
    • kalpa Re: Boje się przyszłości 01.09.04, 06:12
      Nemiki i inne Mamy ,
      jedno chciałabym Wam powiedzieć. Pewnych przykrych sytuacji nie unikniecie ani
      Wy, ani wasze dzieci. Ale to, ze decydujecie się tak otwarcie mówić o
      trudnościach waszych dzieci, o tym, jak można Wam pomóc sprawia, ze innym ,
      sprawnym otwierają się oczy, uzmysławiają sobie to, czego wcześniej nie
      wiedzieli.Wy jesteście naszymi nauczycielami i im więcej będziecie mówić jak
      mozemy praktycznie pomóc, jak się zachować, żeby nie ranić, tym lepiej. Same
      wiecie, ze najgorzej boli czyjś brak zrozumienia. Im więcej bedziecie mówić,
      tym więcej zyskają wasze dzieci.
      To forum jest jak potężny lodołamacz. Dzięki Aga.
      I jeszcze jedno. szczególnie do Ewy, mamy Piotrusia.
      Piotruś nauczy się radzić sobie łapką lepiej, niż jesteś sobie w stanie
      wyobrazić dziś, bo nie ma innego wyjścia. jego ciało nie rozumie, ze można
      inaczej, więc nauczy się radzić sobie tym, czym dysponuje, czyli misiową łąpką,
      zobaczysz. Kiedyś pisałam ci, że miałam w liceum koleżankę, która też miała
      misiową dłoń. Tzn miała krótszą rękę zakończoną lilipucą niesprawną dłonią z
      maleńkimi, zupełnie niesprawnymi paluszkami.To była prawa ręka. I często byłam
      w szoku, że ona tak świetnie sobie radzi w szkole w pisaniu, świetnie grała w
      siatkówkę. Nawet serwowała tą ręką. Kiedyś rozmawialiśmy z nią o tej jej
      niepełnosprawności, ale ona jakoś nie czuła się niesprawna.
      My tez nigdy nie czuliśmy, zeby ta dłoń w czymś nam, pełnosprawnym
      przeszkadzała.
      Będzie dobrze Ewa, on sobie poradzi, ten błysk w oczku mówi za siebie. Sory za
      prywatę, ale Piotruś jeśt śliczny.
      Pozdrawiam ciepło
      Kalpa
      • mharrison Re: Boje się przyszłości 01.09.04, 10:17
        Niestety dokucznie ma miejsce nie tylko wobec osób z pewnymi ułomnościami. Ale
        ja nie i tym dzisiaj.
        Pracując w jednym z ministerstw poznałam niezwykle skromnego lecz jednocześnie
        dystyngowane go pana po 50-siątce. Zdawałam, między innymi u niego, egzamin z
        j. ang. Jego część stanowiła dyskusja na temat fragmentu programu
        telewizyjnego. Sprawozdawca w TV nieco bełkotał, za jego plecami miały miejsce
        jakieś zamieszki, demonstracje. Starałam się patrzeć na usta tego reportera, by
        nie umknęło miżadne słowo. W tym czasie ten pan ze stoickim spokojem wpatrywał
        się w ścianę. Po zakończeniu tej transmisji odezwał się piekną brytyjską
        angielszczyzną (prawie jak T. Blair). Próbował zlokalizować moją osobę (gdzie
        siedzę) i dopiero wtedy zorientowałam się, że jest niewidomy. Patrzył tak obok
        mnie. Myślę, że to właśnie fakt bycia niewidomym pozowlił mu na tak piękne i
        doskonałe opanowanie języka mówionego. Czyż nie jest tak, że gdy jeden ze
        zmysłów szwankuje, wyostrzają się pozostałe? Ten pan uczy angielskiego
        urzędników państwowych.
        Aneto, z wigorem i samozaparciem Twojego męża (i Twoim) szczerze wątpię, by
        Tomek miał jakiekolwiek szansę wyrośnięcia na słabeusza.

        A teraz do Ewy.
        Najmłodszy brat mojego nieżyjącego już dziadka jest stolarzem. Podczas pracy, w
        młodości stracił trzy palce (przyznam się, że nie pamiętam której ręki, gdyż
        nie zwracam na to uwagi). Mają dwóch dorosłych już synów, którzy założyli już
        swoje rodziny i wyprowadzili się z rodzinnego domu.
        Zyje on ze swoją żoną trochę jak Amisze. Wszystko robią sami, począwszy od
        chleba, przez wino i majonez, kończąc na ... wszystkim.
        Ostatnio, odwiedzając rodzinę na wsi, za ich domem ujrzałam dwa małe słodkie
        domki letniskowe. Otóż mój stryj wybudował je własnoręcznie (ok, może nie
        własnoręcznie ale na pewno miał w tym znaczący udział)dla swoich synów i
        wnuków, by mogli czuć się swobodnie przyjeżdzając na wakacje.

        Dziewczyny, duża buźka dla Was, Tomeczka i Piotrusia.
    • natkaszczerbatka do nemiki1 01.09.04, 10:22
      nemiki, napisałam do CIebie na priva - na pocztę gazetową.
    • mab5 Re: Boje się przyszłości 01.09.04, 10:28
      wiem, o czym piszesz....
      przezywam podobne troski i rozterki
      życzę i Tobie i... sobie - dużo spokoju i radości z naszych wyjątkowych
      dzieciaczków
      pozdrawiam
      Magda
    • olga-roy Re: Boje się przyszłości 01.09.04, 22:27
      Kiedy zyl jeszcze Marcin ,czesto sie utwierdzalam w przekonaniu,ze jakas grupa
      naszego spoleczenstwa jest uposledzona emocjonalnie.Miewalam wrazenie,ze nie
      nasze dzieci,ale najblizsze otoczenie wymagalo pomocy.Wpatrywanie sie w nasze
      chore dzieci ,mowienie o nich(zeby choc sprawdzone fakty)czy
      dokuczanie ,niektorzy chyba traktuja jak swoiste antidotum na ich szary los..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka