mamaadama4
13.11.04, 22:18
Kiedy 11 kwietnia 1998r o 20.00 ostatni raz widziałam moją Hankę i po raz
ostatni pocałowałam ją w czoło mówiąc "do zobaczenia córeczko" wiedziałam, że
nic w życiu nigdy nie będzie takie jak wcześniej. Pustka w głowie, tępy ból w
sercu, totalne otępienie. Na szczęście miałam "znajome z oddziału" -
dziewczyny, których dzieci jeszcze były leczone a które nie bały się ze mną
rozmawiać i wysłuchiwac na okrągło tego co miałam do powiedzenia. Poza tym
świat był za szybą. Chociaż moje mysli huczały w głowie, żadna z nich nie
dochodziła do tego noramlnego świata. Nie zamykałam się w sobie. To świat
zamknął się przede mną. Pierwszy raz, kiedy moje dziecko zachorowało na
białaczkę i większośc ludzi w popłochu odsuwała się - jakby z obawy, że to
zaraźliwe i jeszcze na nich spadnie! Drugi raz kiedy Hanka odeszła a ja
zamiast zamknąć się w 4 ścianach a jeszcze lepiej - położyć się w grobie obok
niej - chodziłam po tym świecie i zmuszałam swoją obecnościa świat do
uznania, że problem śmierci dzieci nie jest wyłącznie tematem telenowel ale
rzeczywistością. Mijały lata, nauczyłam się żyć bez Hanki, urodził się Adaś.
Po jego urodzeniu trafiłam na forum edziecka. Na starym edziecku na tragedie
miejsca nie było. Zmiana forum - przez wielu uważana do dziś za największe
zło - przyniosła jedną zasadniczą zmianę. Pojawiły się na nim osoby, które
osmielone większą anonimowością zaczęły pisac o smierci dzieci, chorobach.
Odzew był niewielki ale "kropla drąży skałę". Któregoś dnia Aga rzuciła na
forum propozycję stworzenia oddzielnego forum dla takich "odszczepieńców" jak
ja. Na początku dośc sceptycznie odniosłam się do pomysłu przeczuwając, że
pewnych spraw pogodzić się nie da. Ale forum powstało. I nagle okazało się,
że takich osób jest wiele i ciągle przybywa. A poza tym trafiają tu ludzie,
którzy sami nie przeżyli takiej tragedii ale nie są na nie obojętni. Zrobiło
się gdzieś w świecie - narazie wirtualnym - miejsce dla osieroconych rodziców
i dla tych, których chore dzieci nie odzyskają zdrowia po podaniu magicznej
pigułki i będą z mniejszym lub wiekszym piętnem żyć do końca swoich dni.
Zebrali się tu wszyscy, którzy nie maja takiego miejsca dla siebie w świecie
realnym, zmuszeni przez otoczenia do bycia twardym, niezłomnym albo lepiej
niewidzialnym. Tu mogą powiedzieć, że im się nie chce być dzielnym, że mają
to w d..., że coś icyh wkurza, oburza. Mogą być normalni - bo normalni są -
tylko w przeciwieństwie do innych wiedzą, że śmierć i choroba nie przychodzi
w okolicach 80-tki ale może zdarzyć się wczesniej.
Ja sobie od dawna radzę, znalazłam swoje miejsce. Ale i mnie jest potrzebne
to forum, chocby po to, żeby sobie poczytać a może kiedyś komus się do czegoś
przydam. I mam cichą nadzieję, że ten wirtualny świat pozostanie takim
miejscem jak jest do tej pory - kameralnym ale bez zadęcia, gdzie nikogo nie
zdziwi pytanie o kształt nagrobka, ale jednoczesnie nikt nie będzie miał za
złe, że mozna się cieszyć z nastepnego dnia.
Pamiętam jak 6,5 roku temu nikt mnie nie chciał, nie pasowałam do świata, w
którym nie było miejsca dla takich jak ja. I cieszę się, że teraz takie
miejsce jest i można tu zostać i być. Nawet jeżeli nic więcej nie chce się
robić.