Dodaj do ulubionych

...a co dalej????

20.02.05, 22:25
jak myśleliście po stracie dzidziusia o kolejnym dziecku??? czuliście strach,
czuliscie ze odwazycie sie jeszcze spróbować? a jeżeli spróbowaliscie i się
udało to czy strach nie zabierał radości...czy po takiej stracie mozna żyć
jeszcze nadzieją???

my stracilismy dwoje dzieci, pierwsze 8-9 tydzień ciąży, drugie w 39tyg...boje
się lęku nastepnej ciąży ... ale niczego bardziej nie pragne.
Obserwuj wątek
    • matilda2003 Re: ...a co dalej???? 20.02.05, 23:10
      Witaj Anhes!
      Ja urodziłam mojego synka w 38 tc. Urodził się jako zdrowy, duzy chlopak.
      pamietam do dziś jak sie zachwycali na porodówce, gdy złapał swoimi małymi
      rączkami szczebelki w łożeczku i nie chciał ich puścić. taki był silny. Na
      drugi dzień juz go nie było. Miał tylko połowe serduszka (HLHS). Nikt mnie nie
      przygotował na jego smierć, ba -nikt nawet do końca jeso krótkiego życia nie
      wiedział co mu było. Gdy odszedł,świat mi runął. Piersi miałam pełne od mleka,
      czułam potrzebę przytulenia mojego dziecka. A jego nie było.
      Pierwsze mysli były takie że ja nie chcę innego dziecka tylko mojego synka.
      Myslałam ze nie moge jego zastąpic innym dzieckiem.
      Ale zaczełam sobie tłumaczyć,że przecież gdybym miała dwoje dzieci , to
      kochałabym je tak samo. I zaczęłam starania o drugie dziecko. Nie było łatwo.
      Teraz wiem ,że wszystko siedziało w mojej głowie. Dopiero jak się odblokowałam,
      udało się. Bardzo sie bałam. Bałam sie od dnia kiedy zobaczyłam dwie kreski na
      teście. Bałam sie przy kazdym USG, czy nie padnie wyrok. Bałam sie przy
      porodzie. Bałam sie jak zabrali mi córeczke do inkubatora, bo nie umiała
      utrzymac ciepła. Bałam sie pierwszą dobę ( bo tyle żył mój syn), bałam sie jak
      Matyldzia miała wysoką bilirubinę. I nadal sie boję. Choc Matyldzia ma teraz 14
      m-cy i jest zdrowym, cudownym dzieckiem, drże o nia każdego dnia.
      Bo po stracie dziecka, juz nigdy nie jest tak samo.
      Trzymam kciuki za powodzenie. Musi sie udać. Bo nie ma nic wspanialszego na
      świecie jak macierzyństwo.
      Jowita. Mama Aniołka Aleksa i Małej Matyldzi
    • zmijka77 Re: ...a co dalej???? 21.02.05, 00:13
      moja córeczka odeszła 3 miesiące temu po 3 tygodniach walki o zycie i jednej
      operacji na jej małym sercu. Też się boje ale niczego innego tak nie pragnę jak
      tego aby przytulic do siebie dzieciątko. Paulinki nie mogłam przytulać bo cały
      czas była w inkubatorze i pod respiratorem.Była taka malutka zaledwie 1,5
      kilograma.Boję się teraz i wiem że będe się bała całą ciąże,ale mój aniołek
      będzie miał rodzeństwo które będzie pamiętało o nim. Paulinko tak bardzo cię
      kocham i tęsknie za tobą. Twoja mama .
    • anhes Re: ...a co dalej???? 21.02.05, 01:39
      dzięki
    • asia.miniaczek Re: ...a co dalej???? 21.02.05, 08:28
      Witaj,
      moja córenka żyła 16 dni. Nie ma dnia abym o niej nie myślała
      i nie uroniła łzy.
      Po 5 miesiacach od jej odejścia zaszłam w ciąże...
      obecnie jestem 28 tygodniu ciąży.
      Inaczej podchodze do tej ciąży, nie wybiegam w przyszłość, nie gromadze, nie
      kupuje nic dla maleństwa...na to jeszcze będzie czas.
      Codziennie boje się o moje drugie maleństwo, często moją radość
      przysłania strach, który mi pewnie bedzie towarzyszył do końca.
      Staram się cieszyć i dziękowac Bogu, że moje maleństwo rośnie zdrowo
      i rozwija sie wzorowo.

      Musze wierzyć , że Bóg pozwoli mi na dłuższe cieszenie się z drugiego
      macierzyństwa.

      My wszyscy po stracie dziecka musimy wierzyć, że jeszcze do nas powróci
      wielkie szczęście - DZIECKO.

      Pozdrawiam
      • ewamonika1 Re: do Asi.miniaczek 21.02.05, 08:33
        cześć Asiu,
        odezwę się dziś w ciągu dnia na priv.

        e.
        • asia.miniaczek do EWYMONIKI 21.02.05, 13:36
          Witaj Ewciu,
          bede czekala na odzew na priv.
          Pozdrawiam
      • mamawikusia Re: ...a co dalej???? 21.02.05, 09:25
        A co dalej?
        Codziennie zadaję sobie to pytanie.
        Co jeszcze mnie w życiu czeka?
        Zawsze planowałam swoje życie,na każdy dzień w moim notesie było cos
        zaplanowane.
        Teraz po śmierci Wici w moim notesie są jedynie zapiski typu"wysłać na poczcie
        polecony".
        Nic więcej,bo i po co?
        Nie wierzę w słowa,że to my sami jesteśmy kowalami własnego losu.
        Wczoraj wyciagnęłam mojego męża na winko do uroczej kawiarenki-(nastrój itd).
        Chciałam ,ze by mi powiedział jak będziemy dalej żyć.
        Ale nic z tego.Mój mąż powiedział mi,ż ejego jedynym planem jest spotkać sie z
        Wicią,nic więcej.
        Trochę mnie to zdołowało,przecież ja też chciałabym być juz z moim Synusiem,ale
        póki co jestem tu i nie potrafie iść tak bez celu prze życie.
        Mąż mi doradził,zebym spróbowała żyć tak żeby osiągnąć wieczność z Wiktorkiem.
        Póki co mam się starać przyjmować z godnościa to co mi daje Bóg,bo to wbrew
        pozorom bardzo,bardzo trudne.
        Dlatego stwierdziłąm,z enie bedę nic planować.
        Pewnie,że chciałabym i tu na ziemi być matką-ale o tym niech zadecyduje Bóg i
        mój Wicia.
        Ja i tak nie mam nic do gadania.
      • anhes Re: ...a co dalej???? 21.02.05, 10:26
        ...to cudownie że udało ci sie tak szybko zajśc w drugą ciążę, czasem są z tym
        problemy...

        lekaż kazał nam czekać pół roku, by znowu próbować...ale chyba nie zastosuję
        sie do zaleceń.

        ...zyczę szczęścia...
    • margaretek Re: ...a co dalej???? 21.02.05, 10:19
      Straciłam Michałka w 41 tc. Teraz mam dwie córeczki.... a ten strach
      towarzyszył mi w czasie ciąż i jest do dzisiaj. Już nie wierzę we "wszystko
      bedzie dobrze", bo wiem , że bywa inaczej... I radość, też jakaś tak niepełna...
      Pozdrawiam
    • nikola313 Re: ...a co dalej???? 21.02.05, 11:07
      Witam ! Jutro moja corcia konczylaby 3 mc. Umarla pod moim secem... Nie wierze
      juz lekarzom-to oni nie widzieli ze moje sloneczko tak oplatalo sie pepowina i
      dlatego odeszla. Byla sliczna zdrowa dziewczynka, bez zadnej wady!!! Odeszla w
      38tc,dwa dni po wizycie u lekarza i USG- gdyby dobrze patrzyl i widzial co
      powinien zobaczyc, mialabym ja teraz przy sobie i nie plakalabym jak teraz.
      Caly czas mysle ze juz by sie usmiechala, gaworzyla..., to tak bardzo boli!!!
      Mam jedno dziecko synusia, wlasnie dzisiaj 21.02.konczy 6 lat,mowil ze zaniesie
      torta Nikolce na grobek- tak bardzo chce sie podzielic z nia, tak bardzo sie
      cieszyl i czekal na nia! Bardzo chce miec jeszcze dziecko, nie tylko dla
      siebie,ale i dla mojego synusia-zeby nie byl sam kiedys.Bardzo boje sie
      nastepnej ciazy-to bedzie tak ogromny strach jesli moje malenstwo przez chwile
      bedzie bez ruchu...,ale nie daze do niego za wszelka cene, bo wiem ze nastepne
      nie zastapi mi mojej coreczki, to nie bedzie ona, ale bedzie kochane tak samo
      mocno! Wiem ze nasz Aniolek czuwa nad nami i bedzie sie nami opiekowac, a ja ja
      kiedys i tak zobacze i ukocham!!! Tak bardzo ja kochamy i tesknimy!!!(*)
      • martaglowacka Re: ...a co dalej???? 24.02.05, 11:17
        nikolu, nie obwiniaj lekarzy - pępowiny naprawdę nie widać na USG. Ja rodziłam
        synka ponad 3 lata temu (na szczęście wszystko dobrze się skończyło dzięki
        szybkiemu CC). Pępowina miała niecałe 15 cm długości i była ledwo zaczepiona w
        łożysku - tego nie da się zobaczyć na USG (podobnie jak supełków, oplątania
        itp). Gdyby lekarka pozwoliła na naturalny poród Mateuszek odszedłby jeszcze we
        mnie :(
        Gorąco Cię sciskam.
    • wlgs Re: ...a co dalej???? 21.02.05, 12:17
      Kiedy pierwszy raz zaszłam w ciążę byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Mimo
      niepewnej sytuacji zawodowej, braku pieniędzy każdy dzień mnie uskrzydlał.
      Moje dzieciątko obumarło w 11 tc. Nikt mnie na to nie przygotował, chociaż na
      USG było widać opóźniony rozwój...
      Czy czułam strach? Ogromny. Mam chorobę genetyczną i wielu lekarzy przekreślało
      moje szanse na donoszenie i urodzenie zdrowego dziecka.
      Po ośmiu miesiącach zaszłam w ciążę ale to nie było to samo. To już nie ta
      radość, ciągła kontrola, żeby nie popaść w euforię, nie planować za dużo (tym
      razem rozsądny lekarz radził, żeby wstrzymywać się jak najdłużej z ogłoszeniem
      radosnej nowiny światu). Cieszyłam się, ale inaczej.
      Po porodzie miałam depresję, patrzyłam na synka i wylewałam morze łez -
      dlaczego nie mogłam przeżywać narodzin pierwszego dziecka? Jakie ono by było?
      Pytania bez odpowiedzi...
      Kocham moje dziecko nad życie. Niestety nie jest całkiem zdrowe, co też
      sprawia, że macierzyństwo nie jest dla mnie łatwe. Często czuję się bezradna i
      wątpię w swój instynkt. Myślę, że gdyby nie strata pierwszej ciąży teraz
      radziłabym sobie znacznie lepiej.
      Jest jeszcze coś - dla moich bliskich tamto dziecko odeszło w zapomnienie, a
      ono cały czas jest w moim sercu i moich wspomnieniach. Wciąż wracam myślami do
      tamtych chwil, przeżywam wszystko na nowo.
      To forum jest dla mnie ważne właśnie dlatego, tutaj mogę się przyznać do moich
      uczuć.
      Konkludując - jestem szczęśliwa, że mam dziecko, chcę mieć kolejne, ale wiem
      też, że nie mogę i nie chcę zapomnieć. To trudne - pamiętać i cierpieć a
      jednocześnie uczyć się cieszyć tym co daje życie tu i teraz. Ale warto!
      Pozdrawiam i powodzenia
    • alina30 Re: ...a co dalej???? 21.02.05, 12:29
      Ja czuję potworny strach. Mam dwóch synków, obie ciąże były bezproblemowe i
      porody też. Ale starszy synek umarł nagle jak miał 3,5 latka. Młodszy teraz ma
      3,5 latka i mój strach o niego jest z dnia na dzień coraz to większy.
      Przedszkolna infekcja przyprawia mnie o zawał, bo każda wydaje mi się
      śmiertelna, jak u Mateuszka. Nie kontroluję tego stresu, nie wiem jak... zdrowy
      rozsądek gdzieś przepadł. Przypuszczam, że przez to nigdy już nie zdecyduje się
      na kolejne dziecko.
      Podobnie jak Mamawikusia, przestałam planować cokolwiek, poza codziennymi
      zakupami. Tak jest łatwiej, bo rozczarownie mniej boli. Pozostaje kwestia
      marzeń - marzyć czy nie? Niby zawsze warto marzyć, ale co, kiedy to już w ogóle
      nie cieszy?
      Ja też pytam, co dalej????
    • jaewa1 Re: ...a co dalej???? 21.02.05, 15:17
      Nie da się ukryć ciąża po stracie dziecka jest bardzo, bardzo trudna.

      Gdy straciłam swoją córeczkę w 30 tygodniu to o niczym nie myślałam tylko o
      swojej stracie i o pragnieniu, żeby znów być w ciąży, żeby mieć dziecko.
      Liczyłam dni, od kiedy będę mogła zacząć starania. Rozpoczęliśmy starania, gdy
      tylko mój lekarz wyraził zgodę- udało się za pierwszym razem. Było to 5
      miesięcy od straty Amelki. Cała ciąża jest już inna niż ta pierwsza, bo jak
      mało kto wiem, że dobrze przebiegająca ciąża nie jest gwarancją niczego. Teraz
      znów jestem w 30 tygodniu, liczę każdy dzień (odcinam na centymetrze
      krawieckim), każdy zakończony tydzień to święto, każda wizyta i każde badanie
      to wielki strach. Jednak choć walczę ze złymi myślami codziennie to jest we
      mnie wiara, że warto, że za około 2 miesiące przytulę braciszka mojej kochanej
      Amelki. Muszę wierzyć, że się uda. Życzę i Tobie tej wiary w sukces i owocnych
      starań.
      • lena1981 Re: ...a co dalej???? 21.02.05, 16:34
        Ja mam mieszane uczucia...Z jednej strony pragne dziecka jak niczego innego, z
        drugiej boje sie, ze to juz nie bedzie to samo, ze moze sie powtorzyc, nie
        chodzi mi oto, ze nie pokochalabym tego dziecka, ale boje sie poprostu samej
        ciazy, boje sie, ze nie bede juz sie cieszyc tym stanem jak w mojej pierwszej
        ciazy, a raczej bede panicznie sie bac. Zgadzam sie z Mamawikusia, ja tez
        przestalam planowac, tez nie potrafie uwierzyc, ze wszystko bedzie dobrze, bo
        roznie to bywa, ale staram sie myslec pozytywnie, musze myslec pozytywnie!
        Pozdrawiam Was wszystkich!!!!
    • anaika Re: ...a co dalej???? 21.02.05, 19:03
      ...a co dalej? to pytanie zadaję sobie codziennie rano i jak dotąd odpowiedzi
      nie znalazłam. mojego synka nie ma prawie 4 miesiące a ta pustka, którą po sobie
      pozostawił wydaje się być coraz większa. czasami, podobnie jak u męża
      mamywikusia, moim jedynym planem jest spotkać się z Konradem. z tym moim
      sposobem na życie stara się usilnie walczyć mój mąż (co dość często kończy się
      sprzeczkami i podłymi zarzutami z mojej strony)...
      i gdzie tu miejsce na kolejne dziecko? kiedy ja nie mogę się uporać sama z sobą
      i z tym całym bólem i bezsensem...
      na pierwsze rozmowy o kolejnym maluchu reagowałam bardzo gwałtownie.
      kiedyś mój mąż powiedział, że on chce jeszcze być tatusiem, że ojcostwo to to na
      co czekał i coś we mnie pękło. i chyba ja też podświadomie zaczęłam liczyć na
      dzidziusia.
      czekamy jeszcze na wyniki badań genetycznych (Konrad miał trisomię 21) i
      zaczniemy się starać...
      czy się boję? boję się potwornie bo wiem, że kolejna ciąża (jeśli się uda) nie
      będzie już tym błogim stanem oczekiwania, uśpionym optymizmem i niewiedzą.
      będzie ciągłym upewnianiem się, ze wszystko jest ok i strachem o tą malutką istotkę.
      ale mimo wszystko, mam jeszcze nadzieję, którą dzielnie podtrzymuje mój mąż i
      lekarz, wspaniały człowiek, który nie pozwala mi się poddać i dopinguje :)
    • jula1107 Re: ...a co dalej???? 21.02.05, 21:25
      Sama nie wiem jak zacząć. Pierwszą ciążę znosiłam bardzo dobrze, wyniki przez
      cały czas były super i w ogóle wszystko szło świetnie. Bezstresowo czekaliśmy
      na dzidziusia. Poród przebiegał bez komplikacji, a ja byłam najszczęśliwszą
      kobietą na świecie, kiedy wreszcie mój synuś wylądował na moim brzuchu. Razem z
      mężem wariowaliśmy ze szczęścia. Synek był śliczny i zdrowy. Dostał całe 10
      punktów. Mój mąż szczęśliwy pojechał do domu, a ja z synusiem na oddział. Przez
      całą noc wpatrywałam się w jego buzkę i nie mogłam uwierzyć we własne
      szczęście. Wszystko to co wydarzyło się potem...... Zamiast wrócic z
      dzidziusiem do domu znależliśmy się na OIOM-ie, operacja, szpital, kolejny
      szpital, w między czasie Swięta, Nowy Rok...... a my w szpitalu. Nadchodziła
      wiosna , świat zaczynał budzic się do życia, a mój ukochany synuś odszedł. Jego
      serduszko przestało bić dokładnie w dzień urodzin mojego męża...... Myślałam,
      że zwariuje, że to przecież nie tak miało być. A potem był Dzień Dziecka,
      Urodzinki mojego Synka, Wszystkich Świętych, znowu Święta, Nowy Rok. Myślałam,
      że umrę, że zwariuję a jednak nic takiego się nie stało. Chciałam być z moim
      synkiem i jakby wbrew sobie wciąż żyłam. Sama nie wiem kiedy pomyślałam, że
      musimy spróbować jeszcze raz, że bardzo chcę poczuć znowu zapach maleńkiego
      dziecka, mojego dziecka. Mój mąż, choć bardzo cierpliwy, miał już chyba dosyć
      życia w rozpaczy i poczuł to co ja. Zrobiliśmy wszystkie badania i znowu
      zaszłam w ciążę. Tym razem wszystko było inaczej. Czułam się tak samo dobtze,
      jak wtedy kiedy nosiłam pod sercem mojego synka, tyle że już wiedziałam, że
      dobre samopoczucie i rewelacyjne nawet wyniki nie gwarantują szczęścia. Właśnie
      zbliża się piąta rocznica śmierci mojego synka, jesienią skończyłby sześć lat.
      Ciąglę myślę o tym, że poszedłby wkrótce do zerówki i zastanawiam się jak
      wyglądałby nasz świat, jakim chłopczykiem byłby mój syneczek, czy miałby bliznę
      na czole po upadku z rowerka, czy lubiłby zabawę z naszym pieskiem, czy bawiłby
      się ze swoją siostrą i ile razy w ciągu dnia musiałabym łagodzić ich kłótnie?
      Półtora roku po Jego śmierci urodziłam dziewczynkę. Śliczną i zdrową. Kocham
      Ją najbardziej jak potrafię, ale o moim maleńkim synku nie zapomnę nigdy.
      Pierwszy wspólny spacer odbył się na cmentarz, opowiadam Jej o moim maleńkim
      synku, o Jej maleńkim braciszku, który jest Aniołkiem w niebie. Myślę, że ona
      też kocha Go na swój sposób. Chyba zrozumiała to na tyle, na ile może zrozumiec
      śmierć trzyipółletnia dziewczynka. Bardzo trudne jest dla mnie to wszystko, nie
      potrafię bez łzy w oku wytłumaczyć mojej córce dlaczego nasz Kubuś powędrował
      do nieba, dlaczego odwiedzamy Jego grobek i dlaczego nigdy nie będą razem się
      bawić.... Minęło kilka lat, wcale nie boli mniej niż wtedy, ale nauczyliśmy się
      żyć z tym bólem i jakoś sobie radzimy. Teraz wiem, że decyzja o urodzeniu
      drugiego dziecka była najlepsza jaką mogliśmy wtedy podjąć. Nasza córeczka
      pomogła nam nie zwariować. Codziennie utwierdza nas w przekonaniu, że mamy po
      co żyć, że nie jest tak beznadziejnie jak to czasem się wydaje. Oczywiście, że
      tęsknię za moim chłopczykiem i czasami dopadają mnie czarne myśli, oczywiście,
      że drżę o zdrowie mojej córeczki i wariuję z powodu zwykłego przeziębienia, ale
      staram się jak mogę. Staram sie być mamą dla mojego synka Aniołka i dla mojej
      córeczki. Niczego nie pragnę bardziej.
      Pozdrawiam Cię cieplutko Anhes i wierzę z całego serca, że będziesz tuliła
      kiedyś swoje upragnione maleństwo....
      • alina30 do jula1107 Re: ...a co dalej???? 22.02.05, 10:09
        Pochłonęłam twój list jednym tchem, piszesz jakby moimi słowami. Wszystko to
        samo. Paraliżujący strach o zdrowe dziecko, spacery na cmentarz, opowiadanie o
        starszym bracie, który powinien już niedługo chodzić do szkoły...Dzisiaj miałby
        6 lat. To tak boli! Nawet z dnia na dzień coraz bardziej. Codziennie szukam
        Mateuszka wokół nas - jak wstajemy, jemy śniadanie, jak pośpiesznie wychodzimy
        do przedszkola i pracy, kiedy się bawimy i najbardziej - jak gdzieś wyjeżdżamy.
        Wtedy boli najbardziej, bo najmocniej czujemy, że kogoś nam brakuje, pusty
        fotelik w samochodzie...Zawsze jedziemy na cmentarz powiedzieć Mateuszkowi
        kiedy wrócimy, żeby nie tęsknił mocno. Tak bardzo chcielibyśmy go zabrać ze
        sobą !!! Od tamtej pory żadne wakacje nie są już wakacjami. Ja odliczam dni,
        żeby już wrócić i zapalić mu świeczke.
        Codziennie patrze z boku jakby wygladało nasze życie we czwórke i tak bardzo
        cierpię. Nie mam w sobie radości z tego co jeszcze mam - czyli z młodszego
        synka, ale kocham go ponad życie.
        Czuję się jakby w poczekalni, w zawieszeniu. Kiedyś czułam i wierzyłam, że to
        co nadejdzie, to będzie już TYLKO lepsze. Teraz wiem, że tak nie jest. Czekam
        na to, co jest mi pisane - dobre czy złe.
        pozdrawiam!
        • jula1107 do alina30 Re: ...a co dalej???? 22.02.05, 21:09
          Widzisz, u nas jest prawie tak samo. Wybieramy sie rano do przedszkola, a ja
          myślę sobie jakby to było gdybyśmy wybierali sie teraz we czwórkę, wyjeżdżamy
          na wakacje a ja myślę czy na pomniczku u naszego synka pali sie świeczka, czy
          może mój brat, który odwiedza Go kiedy nas nie ma nie mógł dzisiaj wpaść i
          zapalić światełko.... Zbliżają sie kolejne urodzinki mojego synka a ja zamiast
          samochodzików i robotów kupuję kamienne aniołki, które zanosze na Jego grób...
          To wszystko jest bardzo trudne. Żyjemy dniem dzisiejszym i w pewnym sensie
          zawsze jesteśmy razem. We czwórkę.
          Tak sobie czasem myślę, mam nadzieję, że mimo wszystko, mimo tego całego
          smutku, który cały czas panuje w naszej rodzinie moja córeczka będzie
          szczęśliwym, dobrym człowiekiem.
          Jestem z Tobą. Pozdrawiam.
          • alina30 do jula1107 Re: ...a co dalej???? 23.02.05, 09:49
            Ja też cały czas zaprzątam sobie myśli tym, czy u małego palą się światełka i
            kto mu zapali jak nas nie ma. Czasem wręcz obsesyjnie o tym myślę. Ale to
            jedyne co mogę dla niego zrobić, już tylko tak mogę okazywać swoją troskę o
            niego. Ciągle nie mogę się z tym pogodzić... Byliśmy we czwórkę bardzo krótko,
            tylko 6 mięsiecy. Wtedy nie umiałam docenić swojego szczęścia, ale niestety to
            tak najczęściej jest. Wtedy też nie potrafiłam docenić tego, że miałam jeszcze
            młodszego synka. Miał pół roczku, a ja denerwowałam się na niego, że mi
            się "plącze" pod nogami i nie pozwala na opłakiwanie Mateuszka.
            Podobnie jak u Ciebie córeczka, tak u mnie On - ocalił mnie od oszalenia z
            rozpaczy.
            Smutek jest obecny w naszym domu i wiem, że synek to czuje, bo są dni kiedy nie
            da się go opanować i łzy same leją się po twarzy. Tak mi wtedy przykro, że to
            on mnie pociesza, a przecież ma dopiero 3 latka ... Myślę czasem, że na swój
            sposób ten ból nas uszlachetnia. Staliśmy się inni, potrafimy odróżnić rzeczy
            ważne od błahych.
            Jula, nasze dzieci będą szczęśliwe, wierzę w to mocno. Będe myślami z Tobą w
            dniu urodzin Twojego Kubusia.
            Pozdrawiam ciepło!
            • bluevelvet22 do jula1107 Re: ...a co dalej???? 23.02.05, 10:26
              Alinko bardzo,bardzo Ci współczuję,Mateuszek to piękny aniołek.A światełko dla
              niego zawsze będzie się świecić w twoim sercu.
              (*)(*)(*)(*)
    • anhes Re: ...a co dalej???? 23.02.05, 10:22
      Dziękuję Wam wszystkim...
      ...czytam i myślę, myślę i czyam...
      .........zastanawiam sie ile tego co napisałyście jest też moim udziałem....
      w gruncie rzeczy smutne jest to wszystko...

      ...zastanawiam się jak to będzie...staram sie myśleć optymistycznie, ale czasem
      strach przed strachem jest paraliżujący...

      Pozdrawiam gorąco
      • alina30 Re: ...a co dalej???? 23.02.05, 11:12
        Ahnes, nie poddawaj się strachowi. Wydaje mi się, że najważniejsze że bedziesz
        świadoma, że ten strach jest obecny i normalny. Nigdy już nie przezyjesz ciąży
        tak beztrosko jak za pierwszym razem, ale trzeba mieć nadzieję.
        Trzymam za ciebie kciuki, pozdrawiam.
        • anhes Re: ...a co dalej???? 23.02.05, 12:36
          ...tak gwoli wyjaśnienia, napiszę że ta "przyszła" ciąża-będzie moją czwartą...
          ...poród -trzecim...
          ...dziecko - drugie...

          i wiem ze nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki...

          ...nic już nie będzie takie jak dotychczas...
    • azjawusa Re: ...a co dalej???? 24.02.05, 02:36
      Witam
      Ja napisze bardzo krotko.Moje pierwsze dziecko
      urodzilam chore.Corcia ma wodoglowie irozszczep
      wargi i podniebienia.W drugiej ciazy stracilam
      malenstwo w 17 tygodniu z powodu zaplatania sie
      w pepowine.W tym czasie nabawilam sie silnej
      nerwicy.Nie poddalam sie,i 13 miesiecy po stracie
      maluszka urodzilam zdrowego chlopczyka.Pamietam jednak
      ten strach towarzyszacy 3 ciazy ( na poczatku plamienia
      a w 4 m-cu dostalam zapalenia pluc i w zwiazku z tym
      musialam brac jakies specjalne antybiotyki).Dzis jestem
      mama 2dzieciakow ktore kocham nad zycie i 1Aniolka i
      czuje sie "spelniona".
      Pozdrawiam wszystkie mamusie i zycze spelnienia marzen
      o macierzynstwie.
      • joannajarek Re: ...a co dalej???? 24.02.05, 19:14
        Witam.
        Jestem mama 8-letniej Karoliny.
        Druga corcie urodzilam 11 miesiecy temu. Zyla tylko 2 tygodnie( wada serca
        HLHS -niezdjagnozowana prenatalnie).
        Rozpaczalam strasznie. Mysle o niej codziennie i ciagle mam obraz jej buzi
        przed oczami.
        Ale zdecydowalam razem z moja Rodzina ze rozpoczniemy starania aby miec jeszcze
        jedno dziecko.Chcialabym jeszcze moc pospiewac malej kruszynce kolysanki,
        poutulac do snu i karmic piersia.Tesknie za tym.
        Wiem ze strach bedzie wielki ale mimo wszystko napewno sprobuje.
        Pozdrawiam serdecznie .
        Asia
    • agnieszka755 Re: ...a co dalej???? 25.02.05, 01:05
      Witam Moja córeczka Oleńka odeszła latem w 2003 (sierpień).Ból i smutek
      pozostał do dzisiaj i pozostanie do konca.Obecnie jestem w ciąży jak
      narazie wszystko przebiega dobrze.fakt jestem cały czas na
      zwolnieniu lekarskimz powodu nadciśnienia Boje się i nie wiem czy myślec
      o tym co może się stać...termin mam równiez na sierpień i tutaj Mój
      strach przewyższa wszystko .Mam kochającego męża ,który uspakaja Mnie
      mówiąć,że wszystko bedzie dobrze...ale widzę po Nim ,ze tez sie
      boi.Modle się codziennie do Boga o to,aby pozwolił przyjśc Mojemu
      dziecku na ten świat cało i zdrowo.Jestem pełna nadzieji,ale i obaw
      co będzie dalej...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka