maliniaq
30.04.05, 07:07
Witam serdecznie. Chcę napisać Wam o dziecku mojej koleżanki (konkretnie
bratowej mojej przyjaciółki) i poprosić, byście, jeśli to możliwe oczywiście,
zapaliły świeczuszkę. Tylko tyle można teraz dla Niej zrobić. I aż tyle.
Basia i Konrad.... Młodzi ludzie, po dwadzieścia kilka lat. Są małżeństwem od
5 lat. Cztery długie lata walczyli o dziecko. Leczenia, leki, zabiegi,
badania, długie pobyty w szpitalu, ostatnie pieniądze wydawali na to, by mieć
dziecko. Po 4 latach udało się. Basia była najszczęśliwszą kobietą pod
słońcem. Niestety zaraz na początku ciąży trafiła do szpitala. Przeleżała w
CZMP 7 miesięcy. Nie wolno jej było wstawać z łóżka, jedynie do toalety (w
tym samym pokoju) i to w obecności pielęgniarki. Leżała, bała się nawet
odwrócić na drugi bok. Miała mało wód płodowych, więc zrobiono jej w brzuchu
dziurę i tamtędy uzupełniano płyn. Co wlali, to wyleciało... I tak kilka razy
dziennie. Przyszedł luty.Dzidziuś miał urodzić się w kwietniu. 2 lutego
lekarze zadecydowali, że zrobią cc i wyjmą Maleństwo bo... okazało się, że
pokarm od Basi nie przechodzi przez łożysko. Zrobili zabieg. To była
dziewczyneczka. Pielęgniarki dały jej na imię Ania (nie wiem dlaczego Basia
tego nie zrobiła, może była w narkozie po cc, a dziecko trzeba było
ochrzcić). Anulka mieściła się w dłoni. Ważyła 600gram. Jej płucka nie były
rozwinięte, wyglądała jak mały kurczaczek. Włożono Ją do inkubatora i tam
przeleżała 3 miesiące (bez 2 dni). Basia wyszła ze szpitala po kilku dniach,
dziecko zostawiono. Dzień w dzień rodzice Maleńkiej przyje żdżali bo Basia
oddawała pokarm. Godzinami patrzyli na swoje Szczęście. Lekarze mówili, że
będzie dobrze, bo Mała przybiera na wadze, je, a na pełny rozwój ma jeszcze
czas. Wszyscy byli dobrej myśli, choć bardzo zmęczeni...
Niestety, 28 kwietnia (w czwartek) Anulka odeszła. Nie mam pojęcia jak to się
mogło stać. Przecież było już lepiej, dużo lepiej i miało byc dobrze. Wyjęto
Ją z inkubatora i przełożono do łóżeczka (może za wcześnie...). Nierozwinięte
płucka dały o sobie znać. Była intubowana, ratowano Ją, ale się nie udało.
Była już dużą dziewczynką, ważyłą onad 2 kg... Nigdy nie zrozumiem,
dlaczego... Nie wyobrażam sobie bólu i tragedii całej rodziny, a w
szczególności Basi i Konrada. Ja też czekałam na dziecko 5 lat, więc wiem,
jaka radość musiałą towarzyszyć wiadomości, że w końcu się udało. Niestety,
rozpaczy już nie potrafię sobie wyobrazić. Pracuję z siostrą Konrada. W
piętek nie było jej w szkole. Nie wiem o czym z nią rozmawiać, jak się
zachować, żeby nie urazić. Wszyscy tak bardzo czekali, aby wreszcie przywieźć
Anusię do domu, aby była zdrowa i z rodziną. Ale nie takiego powrotu się
spodziewali, nie tego chcieli. Anusiu....