dragica
29.09.05, 15:01
minelo smutne 3 miesiace i 5 dni...
od dnia pogrzebu, na ktorym moj maz byl sam,rodzice meza ANI RAZU nie byli na
cmentarzu...
Od dnia, w ktorym moje malenstwo odeszlo, ciagle sluchalam - bedziecie miec
dzieci "jak bog pozwoli", slyszalam dobre rady o klinikach, ktore lecza
bezplodnosc...
3 tygodnie po smierci mojego synka rodzice meza urzadzili impreze z powodu
przyjazu na urlop drugiego syna i jego ciezarnej zony...
Moje dziecko jest tematem tabu, jest dla nich niewazne,to cos niepowaznego -
"nie bylo chrzczone"...
jak bardzo to boli...jak oni nie rozumieja...slysze - e, ona, ta i ta
stracila doroslego syna...
nie potrafie opisac , nie potrafie powiedziec tego co mnie meczy...ile mam
zalu do nich...cala ciaze ich nie interesowalo moje dziecko...dlaczego by
bylo inaczej po...
nikt oprocz rodzica, ktory straci dziecko nie rozumie...nikt.