Dodaj do ulubionych

Pępowina wokół szyjki.

10.11.05, 23:46
Dwa tygodnie temu urudziłam martwego synka...Na badaniu usg okazało się, że
serduszko nie bije. To był wielki szok dla mnie i dla męża.Nie wiem sama jak
to wszystko przeżyliśmy- poród, pogrzeb. Dalej nie wierzę, że nam się to
przytrafiło. Byłam w 34 tyg. ciąży, w domu już prawie wszystko gotowe na
przyjście Mikołajka( ubranka, wanienka..)To tak bardzo boli!!!Nasze
dzieciątko owinęło się pępowiną wokół szyjki i na rączce, za każdym razem,
gdy ruszało rączką zaciskało pępowinę coraz mocniej.Bardzo proszę o kontakt z
innymi mamami, które miały podobne doświadczenia.
Obserwuj wątek
    • ela2225 Re: Pępowina wokół szyjki. 11.11.05, 00:05
      Bardzo mi przykro
    • mamaaniiasia Re: Pępowina wokół szyjki. 11.11.05, 00:06
      (*)
    • jaewa1 Re: Pępowina wokół szyjki. 11.11.05, 08:00
      Bardzo, bardzo mi przykro, że i Ty nie możesz być ze swoją córeczką :(
      Mnie też to spotkało :(
      Moja Amelka udusiła się pępowiną w 30 tc. Był to szok i wielka tragedia.
      Wieczorem nie czułam ruchów, ale mąż mnie uspokoił, że mała śpi- uwierzyłam.
      Rano zorientowałam się, że nadal cisza... w szpitalu lekarz nie mógł znaleźć
      tętna, potem ktg, usg... i straszna prawda. Nie było wiadomo co się stało
      dlatego lekarz powiedział, że po porodzie dziecko będzie zbadane. Byłam w takim
      szoku, że gdy powiedział, że będę miała wywoływany poród to nie rozumiałam
      tego, nie docierało do mnie że to koniec, że muszę rodzić swoje dziecko, które
      nie żyje. Po porodzie okazało się, że Amelka miała 2 razy mocno zaciśniętą
      pępowinę wokół szyjki, dlatego nie oddaliśmy jej na badania, bo powód śmierci
      był jasny. Na pogrzebie nie byłam- mama i mąż zorganizowali go szybko, żebym
      była jeszcze w szpitalu (zgodziłam się).

      Urodziłam 2 kwietnia i lekarz powiedział, że pod koniec sierpnia będę mogła
      zachodzić w ciążę- pozytywny test zrobiłam 31 sierpnia. Szczęście i jeszcze
      większy strach, to był wielki strach. Ciąża była bardzo trudna psychicznie,
      szczególnie, że w 16 tc byłam już w szpitalu, bo zaczęła mięknąć i lekko
      skracać się szyjka. 26 kwietnia czyli prawie równo rok od śmierci Amelki
      urodziłam Błażejka- skończył niedawno pół roczku.

      Jest moim wielkim szczęściem i sensem w życiu. O Amelce myślę każdego dnia,
      kocham ją i nie mogę się pogodzić z tym, że jej z nami nie ma. Szczególnie
      teraz gdy Błażej rośnie, każdego dnia się zmienia, widzę co straciłam- dlaczego
      nie mogę mieć przy sobie swojej dwójeczki? Od śmierci malutkiej minęło półtora
      roku, a nadal boli i wiem, że tak już będzie zawsze.

      Przykro mi, że i Ty przez tą tragedię przechodzisz. Twój Synek wie, że go
      bardzo kochasz , że jesteś przy nim cały czas. Mikołajku dbaj o swoją mamusię.
      • mala779 Re: Pępowina wokół szyjki. 11.11.05, 13:02
        Bardzo dziękuję za ciepłe słowa. Chociaż odrobinę jest mi lepiej.Bardzo pomaga
        mi myśl,że urodziłaś zdrowe dziecko.Na razie myśl o ciąży napawa mnie ogromnym
        lękiem i strachem.Czy to, że urodziłaś syna rok po stracie Amelki nie było dla
        Ciebie zbyt trudne?( chodzi mi oten sam miesiąc ).Bardzo się cieszę, że masz
        zdrowego syna. Życzę wszystkiego dobrego.Trzymaj się ciepło.
        Magda.
        • jaewa1 Re: Pępowina wokół szyjki. 11.11.05, 22:53
          Magdo,
          myśl o drugiej ciąży i sama ciąża, poród był bardzo trudny. Nie chodzi o to, że
          poród był w tym samym miesiącu, poprostu psychicznie było ciężko. Nadal boję
          się o Błażejka, czasem z niedowierzaniem na niego patrzę.

          Błażeja urodziłam w swoje urodziny, życzę i Tobie takiego szczęścia. Twój Synek
          zadba o Ciebie, on teraz dużo może.

          pozdrawiam ciepło
    • margaretek Re: Pępowina wokół szyjki. 11.11.05, 10:45
      Bardzo mi przykro , że również przechodzisz taką tragedię.
      Mój Synuś też owinął sie pępowiną... miał trzy , mocno zaciśnięte pętle na
      szyjce. To było dziewięć lat temu.
      Przytulam Cię bardzo mocno


      --
      www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec70.htm
      • edycia11 Re: Pępowina wokół szyjki. 11.11.05, 22:06
        I mojego synka "zabiła" pepowina w 38 tc.Miał ją na szyjce i stópce.
        Miałam cięcie i jeszcze musze troche poczekać z nastepna ciążą i bardzo si ejej
        boję.
        Pozdrawiam i (*) dla maluszka
    • aomega Re: Pępowina wokół szyjki. 12.11.05, 20:02
      (*)dla Mikołajka
    • asia.miniaczek Re: Pępowina wokół szyjki. 12.11.05, 20:18
      Bardzo mi przykro...
      Ech...
      Dla Mikołajka (*)
      • kama.garbi Re: Pępowina 12.11.05, 23:34
        nasza historia jest równiez podobna
        Werka zmarła na koniec 38t.c
        zabił ją supełek na pepowince oprócz tego miała tzw "szelki" i pepowine wokół
        nóżki kiedy ją prostowała zaciągała węzeł
        taka jest hipoteza lekarzy ponieważ badania wykazały że była zupełnie zdrowym
        ślicznym bobaskiem ważyął 3360g
        nadal mi bardzo cięzko w tym tyg minęło pół roku a ja cały czas w dołku

        jeżeli cię to nie przeraża napisz jeżeli bedziesz chciaął porozmawiac
        • mala779 Re: Pępowina 14.11.05, 14:47
          Zabieram się już dwa dni, aby do Ciebie napisać.To wszystko jest takie
          trudne...Nie wiem jak dalej żyć,jak funkcjonować.Nasz Mikołajek był planowanym
          i bardzo chcianym dzieckiem.Czekaliśmy na niego z wielkim utęsknieniem,nawet
          przez myśl mi nie przeszło, że może być coś nie tak( mam za sobą trudne
          dzieciństwo- moja mam nie żyje od 13 lat, ojciec od roku)-myślałam naiwnie, że
          jak na jedną osobę to dość traumatycznych przeżyć- przynajmniej na razie...
          Nie mogę tylko darować sobie, że nie zobaczyłam naszego synka, nie przytuliłam
          go- wszyscy w szpitalu mówili,że tak będzie lepiej, a ja wtedy też tak myślałam.
          Teraz mam przed oczami tę maleńką, białą trumienkę.Myślę, że mu tam zimno...Za
          niedługo nadejdzie data planowanego porodu, a ja już nie mam na nic siły i ta
          świadomość, że to będzie tak bolało do końca życia.
          Bardzo za nim tęsknię i jeszcze czasem instynktownie głaszczę brzuch,
          tak ,jakby mój Mikołajek tam jeszce był.
          Pozdrawiam Cię mocno.
          Magda
          • kama.garbi <Madziu 14.11.05, 15:36
            ja równeiż długo się łapaąłm na tym że głaszcze brzuch zdaje mi się że Werka
            mnie kopnęła na poczatku nawrzeszłąma na męza bo on oduchowo gdy leżeliśmy
            położył reke na moim brzuchu ... tak jak kiedyś
            tak to boli i bedzie bolała jak to kiedyś ktoś tu powiedział:
            minie czas rozpaczy lecz pozostanie smutny spokój

            a ja dodaje
            "Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć."
            więc nadla żyję
            pisz na gg jeżeli tylko masz ochote mnie nie widac ale stukaj odpowiem
    • milanad Re: Pępowina wokół szyjki. 14.11.05, 15:17
      (*)

      to dla Twojego Maluszka Madziu, a Ciebie bardzo mocno przytulam...
      • wustyle Re: Pępowina wokół szyjki. 14.11.05, 16:35
        tak bardzo mi przykro
        duzo sil zycze, trzymajcie sie...
        • edycia11 Re: Pępowina wokół szyjki. 14.11.05, 18:08
          Madziu,
          ja równiez nie widziałam mojego synka,nie byłam nawet na Jego pogrzebie bo
          odbył sie dzien po cesarce.Czasem mnie męczy to,że sie nie pożegnałam,że nawet
          nie wiem jak wyglądał,ale chcę wierzyć,że wybrałam tą wlaściwą dla
          siebie "wersję" wydarzeń,a kiedyś moje serce samo Go rozpozna;)
          Siły,sily i .....sily:))
          • joamol Re: Pępowina wokół szyjki. 14.11.05, 19:54
            Madziu,
            Trzymaj się mocno. Miej siłę i wiarę, że jeszcze wszystko się ułoży. Nie
            poddawaj się.Mnie też wydawało się, że wyczerpałam limit zakrętów losu
            i ...urodziłam martwą córeczkę. Widać nie ma takich limitów. Nie wiemy co
            spotka nas złego i nie wiemy, co spotka nas dobrego. Życzę ci, żeby były już
            tylko dobre chwile.Ja nie chciałam zobaczyć buzi mojej małej i dzisiaj czasem
            żałuję, choć w moim przypadku widok mógł być różny (nie żyła już tydzień) i nie
            chciałam zapamiętać jej nieżywej.Najważniejsze są dla mnie szczęśliwe chwile z
            córcią w brzuchu. Czuję jeszcze czasem kopanie. Czasem płaczę na myśl o ciąży z
            nią a czasem się uśmiecham, z czasem częściej się uśmiecham, choć nadal jest
            trudno.
            pozdrawiam
            asia
      • szalawila Re: Pępowina wokół szyjki. 15.11.05, 09:16
        [*][*]
    • asieek Re: Pępowina wokół szyjki. 14.11.05, 22:11
      Witaj, również w podobnych okolicznościach straciłam córcię. Byłam w 28 tyg.
      ciąży. Kruszynka urodziła się 28 września. Miała zasupłaną pępowinę. Z wielką
      obawą myślę o kolejnej ciąży (muszę odczekać 6 mies). Dziewczyny, trzymajmy
      się, musimy wierzyć, że będzie dobrze. Pozdrawiam Asieek
      • mala779 Re: Pępowina wokół szyjki. 16.11.05, 14:48
        Minęły trzy tygodnie...Bardzo pomaga mi bycie tutaj z Wami. Wciąż nie mogę
        uwierzyć w to co nam się przydarzyło.Chyba jestem gotowa, aby o tym napisać.
        Poniedziałek.
        Brzuszek mam coraz większy i czuję się wspaniale(zresztą jak przez całą
        ciążę).Idziemy z mężem na kontrolną wizytę do lekarza,wszystko jest w porządku,
        słyszę bijące tętno naszego synka- jak się później okazało,słyszę je po raz
        ostatni.Wracamy do domu.Wieczorem dokonujemy naszych rytuałów- smarowanie
        brzucha, rozmowa z naszym synkiem,jak zwykle przed snem mówimy mu dobranoc.
        Wtorek.
        Przyjeżdza moja siostra- mieszka na stałe w innym kraju.Przyjeżdz pomóc zrobić
        mi ostatnie zakupy dla naszego maleństwa. Jutro mamy wspólnie kupić wózek dla
        Mikołajka.W domu panuje radosna atmosfera- planujemy jak to będzie,jak
        przyjedzie na święta to będzie nas już więcej, że już nigdy nie będzie tak
        samo.Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że te słowa"tak samo" nabiorą dla mnie
        zupełnie innego znaczenia.Wieczorem synek daje nam znać o sobie-kopie jak
        zwykle.
        Środa.
        Postanawiamy iść dzisiaj na usg(mieliśmy iść za tydzień)ze względu na moją
        siostrę, bardzo chciała zobaczyć Mikołaja.Wchodzimy w trójkę, lekarz żartuje,
        że jest nas aż tyle.Bada główkę dziecka i następuje cisza...Bardzo długo lekarz
        nic nie mówi...Zaczyna bardzo cichym głosem zadawać pytania: kiedy ostatnio się
        widzieliśmy, kiedy czułam ruchy...Pytam naiwnie czy wszystko jest w porządku?
        Patrzę na niego i już wiem, że nie...Bardzo delikatnie tłumaczy nam, że nie
        widzi akcji dziecka i natychmiast mamy jechać do szpitala.Mąż z siostrą
        zaczynają płakać, a ja nie potrafię ruszyć się z miejsca.Mąż wsadza mnie do
        samochodu,jedziemy w absolutnej ciszy.Jeszcze nie rozumiem co się dzieje,myślę,
        że wszystko będzie dobrze.W szpitalu jeszcze robią mi z trzy razy usg i mówią,
        że jutro będę rodzić.Dalej nic nie rozumiem- płaczę już od ponad dwóch godzin i
        wydaje mi się, że juz nie przestanę.Nie mogę pojąć jak mam rodzić swoje
        ukochane, martwe dzieciątko.Zostaje ulokowana na sali z dwójka kobiet w
        ciąży..Do końca życia nie zapomnę tej nocy w szpitalu- przez całą noc trzymałam
        rękę na brzuchu i czekałam,aż Mikołajek mnie kopnie,nawet wydawało mi się,że
        uczynił to parę razy.Nie mogłam ogarnąć swoim rozumem, że leżę w szpitalu, mam
        pod sercem,martwego synka.Takiej samotności i bólu nigdy nie zaznałam.
        Czwartek.
        Mąż z siostrą przyjeżdzają z samego rana- tylko się przytulamy i płaczemy.Nigdy
        im nie zapomnę jak bardzo byli ze mną, jak mnie wspierali.Dostaję leki na
        wywołanie porodu.Cały poród trwa bardzo krótko, mąż jest cały czas przy mnie,
        mocno trzyma mnie za rękę.Wychodzi z sali w momencie jak rodzi się Mikołajek,
        nie jest w stanie tego znieść.Wszyscy mówią, że lepiej będzie dla mnie jak nie
        zobaczymy naszego maleństwa.Niczego bardziej teraz nie żałuję,jak tego,że nie
        wiem jakie miał usteczka, nosek,że nie mogłam i nie miałam na tyle siły, aby go
        pożegnać.
        Ten potworny ból nie ustaje, nie mogę spać, wciąż myślę o naszym synku, o
        tym,że miał byc z nami już za trzy tygodnie.Pod poduszką mam jego czapeczkę,aby
        być bliżej Niego.Wczoraj zaniosłam Mu na grobek misia.Tak bardzo Go kochamy i
        mamy nadzieję,że jest szczęśliwy.
        • joamol Re: Pępowina wokół szyjki. 17.11.05, 12:39
          Też urodziłam martwą córeczkę, w sumie całkiem niedawno. Wiem, jakie to
          straszne do samego końca czekać aż zapłacze. Jesteś dzielna. Bądź dla niego.
          Trzymaj się.

          Dla Mikołaja (*)
        • alejed Re: Pępowina wokół szyjki. 17.11.05, 23:50
          "Jeśli któregoś dnia poczujesz, że chce Ci się płakać.
          Zadzwoń do mnie...
          Nie obiecuję, że Cię rozbawię, ale mogę płakać razem z Tobą...
          Jeśli któregoś dnia zapragniesz uciec, nie bój się do mnie zadzwonić...
          Nie obiecuję, że Cię zatrzymam, ale mogę pobiec z Tobą...
          Jeśli któregoś dnia nie będziesz chciał nikogo słuchać.
          Zadzwoń do mnie...
          Obiecuję być wtedy z Tobą i obiecuję być cicho...
          Ale jeśli któregoś dnia zadzwonisz i nikt nie odbierze...
          Przybiegnij do mnie bardzo szybko.
          Mogę Cię wtedy potrzebować..."

          Jestem z Tobą
          Ola
          • mala779 Re: Pępowina wokół szyjki. 18.11.05, 00:08
            Dziękuję...
            Magda
    • ewelina1122 Re: Pępowina wokół szyjki. 16.11.05, 15:46
      Witaj!
      12 10 2005 stracilam swoje dzieciatko, i choc bylo jeszcze malenkie(9t.c.) to
      potrafie wyobrazic sobie to co teraz czujesz..... nie bede Cie pocieszac, bo
      tego bolu nic nie jest w stanie ukoic :(( ..... bardzo ,bardzo i przykro :((
      przytulam mocno Ciebie a Twojemu Aniolkowi zapalam (*)(*)(*)
      Ewelina mama Kacpra, chorej Kornelii i Aniolka
      • koziolkowa11 Re: Pępowina wokół szyjki. 17.11.05, 12:56
        to takie smutne :"(
        przytulam Cię cieplutko i życzę dużo sił...
        (*) dla Mikołajka
    • nikola313 Re: Pępowina wokół szyjki. 17.11.05, 18:40
      Ja rowniez stracilam swoja Coreczke w 38tc. z powodu pepowiny.
      Moja coreczka miala wezel na pepowinie i tez owininieta dwa razy wokol szyjki...
      22.11.-konczylaby roczek, to bedzie smutny dzien...
      Ale nasza Coreczka dala nam prezent, braciszka po sobie, ktory dzis ma 10 dni i
      rozpromienia nam te smutne dni.
      Jest codownym dzidziusiem, bardzo podobnym do Coreczki, to Ona czuwala nad nim
      podczas porodu, bo mialam ciezki i slablo tetno synka...
      Jesli bedziesz miala sily, to zdecyduj sie na nastepne dziecko, twoj Aniolek
      bedzie czuwal-teraz musi byc dobrze..
      Pozdrawiam i zycze duzo sil.
      • mala779 Re: Pępowina wokół szyjki. 17.11.05, 23:55
        Dziękuję...Oprócz ogromnego bólu jaki teraz przeżywam,bardzo podnosi mnie na
        duchu, że Tobie udało się urodzić maluszka, chociaż nie wyobrażam sobie tego
        ogromnego strachu i lęku przez 9 miesięcy.Nie wiem czy powinniśmy poczekać z
        następną ciążą wskazane przez lekarza 4 miesiące,czy jednak trochę dłużej, aby
        maluszek nie urodził się w miesiącu, w którym miał być z nami Mikołaj.Muszę
        przyznać, że na razie myśl o współżyciu też jakoś z trudem mi przychodzi.
        Bardzo się cieszę,z Twojego dzieciątka.Życzę w większości samych radosnych chwil.
        Magda.
    • mala779 Re: Pępowina wokół szyjki. 18.11.05, 00:06
      Wiem, że nie można wartościować tragedii i ludzkich dramatów. Nie wyobrażam
      sobie Twojego cierpienia, jest zapewne dużo bardziej bolesne niż moje...Bardzo
      mi przykro i mam nadzieję, że jakoś się trzymasz.Pozdrawiam Cię mocno.
      • kama.garbi stopniowanie bólu 19.11.05, 13:19
        nikto nie może powiedzieć ocenić czyj ból jest silniejszy
        czy mniej cierpi kobieta która poroniła w 12 tyg albo wczesniej od tej która
        straciła dziecko w 20 tyg
        czy jeszcze bardziej cierpi matka której dziecko zmarło donoszone tuz przed
        porodem
        a może cierpi tylko ta która widziaął swoje dziecko wiedziała że musi sie
        pogodzic z jego odejściem pozwolić swojemu dziecku umrzeć

        NIE

        każda z nich każda z nas cierpi bo to było jej ukochane upragnione wyczekiwane
        DZIECKO i nie ważne czy było dzieciatkiem w 5 t.c., 20t.c.30t.c.40tc.
        czy miało dzień miesiąc rok pięć dziesięć 20 50 lat

        dla Rodziców to zawsze jest ich dziecko
        za którym będą cierpieć płakać tęsknić

        Madziu wybacz że to akurat w twoim wątku ale nikt nie może wartościowac
        stopniować licytować sie bólem
        a wiem jedno że Ty Twój mąż rodzina bardzo cierpicie bo to był wasz synek
        wnuczek siostrzeniec

        ściskam mocno i myśle o Twoim Aniołku
    • janka19 Re: Pępowina wokół szyjki. 19.11.05, 23:08
      Absolunie nie chciałam wartościować cierpienia. Chyba niezbyt precyzyjnie się
      wyraziłam, nie tak ubrałam w słowa to co chialam wyrazic (chciałam aby
      skasowano mój post, ale bez odzewu).
      Jeżeli kogos uraziłam, przepraszam.
      • mala779 Re: Pępowina wokół szyjki. 20.11.05, 15:32
        Bardzo mi przykro,że tyle zamieszania wprowadził Twój post.Ja chyba zrozumiałam
        co chciałaś wyrazić i absolutnie nie mam do Ciebie żalu, jestem w stanie
        zrozumieć jak bardzo cierpisz...Pozdrawiam mocno.
        • kama.garbi :) 20.11.05, 23:39
          ale ja też nie chcę robić nikomu przykrości nie zrozumcie mnie źle
          poprostu mnie bolą takie czasem nie właściwe słowa innych może boleć moja
          bezpośredność
          wybaczcie nie chciałam aby mój post wypadł w tak krzykliwym tonie ale
          ale we mnie cały zcas się gotuje mam w sobie ogromne pokłady gniewu buntu bo
          nie potrafie się pogodzić z tym co spotkało mnie Was
          i czasem ludzie myślą że wrzeszcze w postach a ze mnie znowu wyłazi
          bezpośrednia osoba przez która całe życie mam kłopoty

          wiecie kiedyś myslałam że może mnie zaboleć co najwyżej kopniak nigdy nie
          myślałam że bede analizowała słowa i że będe cierpiec bo coś gdzies usłysze źle
          zrozumiem
          ostatnio mam tendencje do nadinterpretacji

          ale Wy tutaj na tych stronach jesteście jedynymi osobami którym moge powiedzieć
          że cierpie że nie radze sobie ze swoim bólem
          no i pisze kilka razy na dobe tutaj o swoim bólu bo w realu nie mam komu o tym
          mówić mój mąż również cierpi więc nie mam już serca codziennie dokładać mu
          moich zmartwień
          a oprócz niego i Was tutaj 9 IX
          nikt nie zadzwonił choćby nie powiedział PAMIĘTAM O WERONICE

          czy to tak musi boleć słowa brak słów

          czy dla was też to jest takie ważne?
          • mala779 Kamilo, 21.11.05, 13:26
            Bardzo dobrze rozumiem Twoje intencje, każda z nas ma prawo do przeżywania
            swojego bólu,cierpienia, ale również każda radzi sobie tak jak potrafi.

            Ja również nie wyobrażam sobie dnia nie wchodząc na forum, stało się to juz
            moim rytuałem.Bo wiem, że tak naprawdę zrozumieć mnie może tylko druga kobieta,
            której niestety doświadczenia są podobne do moich.

            Ludzie nie potrafią zachowować się w sytuacji, kiedy ich znajomi tracą
            dziecko...Myślą, że najlepiej udawać, że nic się nie stało.A dla mnie
            najważniejsza jest pamięć o Mikołaju, o tym, że był z nami 8 miesięcy, że tak
            bardzo go kochamy, chociaż jedyną namacalną rzeczą jaka została po naszym synku
            jest malutki grobek.

            Dziękuję jednak za swoich przyjaciół, którzy oprócz męża, są ze mną i na tyle
            ile jest to możliwe pomagają mi bardzo w moim cierpieniu,
            trzymając mnie za rękę, płacząc razem z nami, nie boją się na głos wymówić
            imienia naszego synka.Bardzo im dziękuję za ich empatię i zrozumienie.

            Niestety nie potrafię odnaleźć w głowie słów, które pozwolą Ci chociaż przez
            chwilę poczuć się lepiej. Bardzo dziękuję Ci,że piszesz do mnie - bardzo mi to
            pomaga.Mam wrażenie, ze dobrze Cię rozumiem. Pozdrawiam Cię bardzo mocno.
            Magda
    • mala779 Re: Pępowina wokół szyjki. 22.11.05, 13:30
      Jeszcze miesiąc temu nasze życie wyglądało inaczej...
      Jak mogłam przejmować się wtedy jakimiś błahostkami!!!
      Jeszcze miesiąc temu byłeś z nami Mikołajku i nikt nawet w chwilach obawy o
      Ciebie nie pomyślał o tak potwornym scenariuszu dla nas.
      Jeszcze miesiąc temu uśmiechałam się na widok Twoich malutkich czapeczek,
      śpioszków, skarpeteczek. Jeszcze wtedy umiałam się uśmiechać tak szczerze..
      Jeszcze miesiąc temu mówiliśmy do Ciebie, a Ty dawałes znać, że nas słuchasz
      swoimi kopnięciami.Czekaliśmy tak bardzo, aby Cię zobaczyć, przytulić. Na
      milion sposobów wyobrazałam sobie jak to będzie pierwszy raz przytulic się do
      Ciebie.Nie było mi to dane..Dlaczego?Oddałabym bez zastanowienia swoje życie,
      abyś nie był Aniołkiem.
      Łzy stały się nieodzowną częścią mojego dnia, chciałabym juz przestać płakać,
      ale one same spływaja po policzkach, nie mam nad nimi kontroli.
      Chciałabym być silniejsza, ale jak można być silnym, gdy traci się swoje,
      ukochane maleństwo?
      Nie wierzyłam, nie wyobrażałam sobie takiego cierpienia...
      • edycia11 Re: Pępowina wokół szyjki. 22.11.05, 18:11
        Płacz.Płacz, jeśli jest choć trochę dzieki temu lżej.
        Mnie wciąż zdarza się płakać.
        A ostatnio odkryłam na mszy,że jest moment kiedy moge śpiewac z moim
        Aniołkiem:))Bo Hosannę śpiewamy z Aniołami i świętymi:))
        Pozwalaj sobie przeżywać to cierpienie tak jak potrafisz,a z czasem bedzie
        troszkę lżej.
        Pozdrawiam
        • mala779 Edyciu 23.11.05, 13:40
          Bardzo dziękuję za ciepłe słowa.Wszystkim, którzy tutaj piszą.To chociaż
          troszkę pozwoli ukoić ból.
          Pozdrawiam mocno.
      • jaewa1 Re: Pępowina wokół szyjki. 23.11.05, 14:47
        Rozumiem, że z niedowierzaniem myślisz o tym co się wydarzyło- to co się stało
        niepowinno się nigdy wydarzyć, dlatego tak trudno jest nam to zrozumieć, pojąć.
        Dlatego masz prawo płakać, krzyczeć, teraz nie musisz być silna, nawet jeśli
        otoczenie mówi: bądź dzielna, nie płacz
        Masz prawo przeżywać ból, skoro spotkała Cię taka tragedia,
        przytulam Cię
    • mala779 Re: Pępowina wokół szyjki. 27.11.05, 01:30
      Dzisiaj minął miesiąc...odkąd Twoje serduszko przestało bić tuż obok mojego.
      Tak bardzo Cię kocham mój Mikołajku...To takie okrutne - umarłeś zanim zdążyłeś
      się urodzić...Myślę o tobie o kazdej minucie, każdego dnia. Wtedy, gdy otwieram
      oczy, gdy czytam książkę, gdy rozmawiam przez telefon, gdy idę ulicą, gdy
      oglądam film, gdy widzę inne dzieci, ostatnią myślą przed snem -jesteś Ty...
      Nie mogę uwierzyć, że ta mała trumienka stała się Twoim domem, a nie nasze
      ramiona.
      Bardzo za Tobą tęsknię i nie wiem jak dalej mam żyć bez Ciebie....
      • joamol Re: Pępowina wokół szyjki. 27.11.05, 14:37
        Żyć z wiarą, że tak musiało być, z wiarą, że to ma jakiś sens, z nadzieją, że
        się ułoży i z siłą, by pokonać ból i strach, odwagą, by zacząć wszystko od
        nowa. Jeszcze wiele Cię w życiu spotka. Oby same dobre rzeczy, w końcu masz,
        jak ja już swojego człowieka w niebie. Trzymaj się.
      • kama.garbi Re: Pępowina wokół szyjki. 27.11.05, 23:00
        myślami jestem przy Was
    • mala779 Dla Ciebie 30.11.05, 03:10
      Jeszcze wciąż nie dociera ta myśl, że Ciebie nie ma i już nigdy nie będziesz z
      nami Mikołajku.Nie mam nawet odwagi wypowiadać Twojego imienia na głos...
      Dzisiaj śniło mi się, że kupujemy dla Ciebie wózek, a Ty przecież już go nie
      potrzebujesz. Nawet nie wiem czego Ci teraz potrzeba. Czy wystarczą Ci
      skarpeteczki, które miałeś na sobie ? Dlaczego nie dałam Ci bucików do
      trumienki ? Przecież będziesz kiedyś chodzić, prawda?
      Bardzo za Tobą tęsknimy...A ten niewyobrażalny ból ciągle istnieje...
      Śpij dobrze, mój syneczku.
      • joamol Re: Dla Ciebie 01.12.05, 11:22
        Trzymaj się kochana. Synuś nadal potrzebuje mamy. Mamy i taty, waszej miłości i
        pamięci i nic więcej. Myślę, że wszystko ma.

        (*) dla Mikołaja
      • dalia771 Re: Dla Ciebie 01.12.05, 13:28
        Jak dobrze cię rozumiem.....
        Mój synek zmarł z powodu całkowitego odklejenia się łozyska, też pod koniec
        ciąży.
        Minął rok, a ból jest ten sam.
        Jestem z Tobą
    • mala779 Mikołajku dla Ciebie. 05.12.05, 19:29
      Tak bardzo Cię kocham...
    • isabell14 Re: Pępowina wokół szyjki. 05.12.05, 19:32
      Bardzo mi przykro ,ja rowniez stracilam dzidzie tydzien temu.
      Dla malego aniloka (*)
    • mala779 Re: Pępowina wokół szyjki. 06.12.05, 15:10
      Dziś miał być Twój pierwszy Mikołaj w życiu. Tak, wiem - jest,tylko to nie jest
      życie z nami.Jedziemy dzisiaj do Twojej koleżanki z prezentem , to trudne, nie
      możemy zrozumieć, że Ty nigdy( !!! ) nie spędzisz tego dnia ze swoimi
      rodzicami. To przeciez radosny dzień dla rodziców i dla dzieci - tylko nie dla
      tych, których dzieci stały się Aniołkami. Mamy nadzieję, że też obchodzisz
      dzisiaj Mikołajki i dostałeś dużo prezentów...
      Tęsknimy...
      Kochamy...
      Mama i Tata
    • mala779 Re: Pępowina wokół szyjki. 12.12.05, 01:18
      Dzisiaj nadeszła data Twojego porodu, mój kochany Mikołajku...Za dużo tych
      smutnych dni-
      - dzień, w którym przestało Ci bić serduszko,
      - dzień, w którym się urodziłeś,
      - dzień Twojego pogrzebu...
      Nawet nie mam siły myśleć o tych wszystkich dniach, które powinny być radosne-
      święta, dzień dziecka itd.
      Nie mogę powstrzymać łez...przecież miałam być szczęśliwą mamą!!!
      Chciałabym choć przez jedną minutę potrzymać Cię w swoich ramionach, tylko
      przez minutę!
      Mam ochotę krzyczeć " Oddajcie mi moje ukochane dzieciątko!" Tylko do kogo?
      Bardzo za Tobą tęsknię.
    • mala779 Re: Pępowina wokół szyjki. 18.12.05, 15:38
      Mikołajku,
      mam wrazenie, że teraz tylko my o Tobie pamiętamy.Ale to nic...
      Będziemy zawsze z Tobą.Wciąż jest we mnie ta okropna złość- dlaczego Ty?
      Przecież to miały być nasze pierwsze wspólne święta.
      Kocham Cię.
      Twoja mama.
      • joamol Re: Pępowina wokół szyjki. 19.12.05, 10:13
        Cześć,
        To miałyby Święta Naszych Marzeń...będą święta wspomnień.
        Musimy zacząć marzyć na nowo. Trzymaj się. Pozdrawiam ciepło.
        Asia
    • roxanne1 Re: Pępowina wokół szyjki. 19.12.05, 12:22
      witam
      ja probowalam zajsc w ciaze przez 3 lata.wreszcie sie udalo.cala rodzina
      szczesliwa.czulam sie doskonale.i nagle w 37 tygodniu pobudka w kaluzy
      krwi.odklejone lozysko.maluszek sie udusil.nie mial czym oddychac.umarl we
      mnie.teraz juz jakos doszlam do siebie ale nadal jest ciezko.to bylo 12
      czerwca.zal pozostanie do konca zycia.a przeciez niedlugo swieta.i jak zyc?
      zamiast radosci bedzie stroik i szklany balwanek a grobku.

      jesli masz ochote napisz
      my,mamy aniolkow musimy trzymac sie razem.
      moj adres agatomczak@poczta.onet.pl
      • iromanczuk Re: Pępowina wokół szyjki. 20.12.05, 22:13
        Witaj!
        Ja również straciłam synka Igora w 34 tc. TO było 27 maja tego roku. Powód:
        zadzieżgnięcie pępowiną. O dzidziusia starałam się ponad 3 lata. Zaszłam w
        ciążę po 4 inseminacji, bo naturalnie jest problem, mąż ma nie najlepsze
        nasienie. Wszystko było ok. książkowo, wyniki badań super. Mały bardzo ruchliwy
        i nagle Dzień Matki, trzy dni po moich imieninach a Igor nie kopał, umarł,
        odszedł. NIe mogę się pozbierać. Wydaje mi się, że im więcej czasu mija, tym
        jest mi gorzej. Znowu zaczynam płakać codziennie na myśl o Mikołajkach, Bożym
        Narodzeniu itd. Straciłam wiarę, że kiedyś zostanę mamą, tym bardziej, że zajść
        w ciążę nie jest dla mnie rzeczą łatwą. Niestety żyć dalej trzeba... Pozdrawiam
        Iwona.
        • joamol Re: Pępowina wokół szyjki. 21.12.05, 09:03
          Dziewczyny trzymajcie się. Przed nami święta, ale 'ś' jakieś takie małe, prawda?
          Obyśmy jeszcze i z dużej litery je obchodziły. Miejcie nadzieję proszę.
          • mala779 Re: Pępowina wokół szyjki. 22.12.05, 23:18
            Dziękuję, za słowa otuchy...
            Czasami czytając wasze posty, dziewczyny, nie mogę uwierzyć, że jest tyle
            cierpiących matek. Ogarnia mnie przeogromna złość na cały ten cholerny
            świat.Czasami czuję, że musi być już dobrze, że jestem pogodzona ze śmiercią
            Mikołajka, ale tylko czasami. Może to już i tak dużo?
            Wiem, że te święta będą bolesne, ale trzeba je przeżyć tak jak potrafimy.Wolne
            miejsce przy stole już nigdy nie będzie dla nas symbolem, tylko miejscem dla
            naszych dzieci...
            Ale jestem też przekonana, że jak my mamy swoje małe chwile szczęścia nasze
            aniołki też są bardzo szczęśliwe.I oby tych chwil było jak najwięcej.
    • mala779 Mikołajku dla Ciebie... 24.12.05, 23:31
      Przeżyliśmy jako tako tą pierwszą wigilię,na której miałeś być z Nami, a jesteś
      zupełnie gdzie indziej...
      Cały czas wyczuwam Twoją obecność. Dziękuję.
      Wesołych Świąt, mój mały syneczku.
    • mala779 Dwa miesiące bez Ciebie... 26.12.05, 16:51
      Brakuje mi słów...
      Łzy nieustannie płynną od dwóch miesięcy...
      Kochamy Cię mocno.
      • edycia11 Re: Dwa miesiące bez Ciebie... 26.12.05, 21:26
        (*)(*)(*)Mikołajku pamiętaj o rodzicach:)
    • mala779 Ciągle jest fatalnie... 03.01.06, 19:08
      Myślałam,że będzie już lepiej, że troszkę łatwiej...
      Oczywiście myliłam się. Każdy dzień jest walką z samą sobą. Płaczę już nie tak
      często, ale przecież łzy nie są jedynym namacalnym dowodem cierpienia.
      Tęsknię za tobą coraz bardziej, a ta świadomość, że powinieneś byc teraz z nami
      nie daje spokoju.
      Nie potrafię tak po prostu przestać myśleć, że jednak nie usłyszę od ciebie "
      mamo", że nie nauczę cię jeździć na rowerze, że nie będziemy razem zjeźdzać na
      sankach, że po prostu CIĘ NIE MA!!!
      Tylko przez chwilę po przebudzeniu wydaje mi się, że wszystko jest
      dobrze,chciałabym, aby ta chwila trwała chociaż jeden, cały dzień.
      Ból rozrywa mi serce...
      • margaretek Re: Ciągle jest fatalnie... 03.01.06, 20:56
        Przytulam mocno
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka