magalik
28.02.06, 11:41
Nie wiem czy dobrze robie ze pisze tego posta, nie bardzo wiem jak sie
zachowywac i co mowic w stosunku do Was, nie chcialabym tym listem rozdrapac
czyichs ran ani popelnic jakiegos nietaktu. Moze mi sie uda...
Chcialam Wam napisac ze podziwiam Was, za to ze jakos dajecie rade, ze dalej
zyjecie, ze byc moze staracie sie o kolejne dzieci, ze ciagle macie nadzieje.
Ja podczas ciazy mialam straszna fobie czy wszystko bedzie dobrze. Moja
Babcia stracila pierwsze dziecko - Ewa miala 3 miesiace i niezdiagnozowana
chorobe; moja Mama poronila pierwsza ciaze; balam sie ze i u mnie tak
bedzie... Teraz kiedy wiem ze juz jest wszystko dobrze, ze Malutka sie
urodzila i nie ma wad i zyje... Nie wiem jak bym sobie poradzila gdyby bylo
inaczej, czytalam niejedne Wasze wypowiedzi, ryczalam strasznie i tym
bardziej Was podziwiam, ze przeszlyscie cos tak strasznego, ale dajecie rade,
ze jestescie dla siebie wsparciem.
W szpitalu lezalam obok dziewczyny ktora byla w ciazy 3 raz - tym razem jej
sie udalo, urodzila zdrowego chlopczyka. Miala odwage by pomimo tamtych
zdazen probowac. nie wiem czy bym tak umiala, ale Wam tego z calego serca
zycze.
Własnie przeczytalam ten list i zastanawiam sie czy go nie usunac, takie to
chaotyczne wszystko. Nie potrafie chyba wyrazic slowami wszystkiego co czuje
i co chcialabym Wam przekazac.
Jednak nie, wysle, moze swiadomosc tego ze i niedoswiadczeni przez los tak
jak Wy sa z Wami bedzie lepsza...