magapi
15.09.06, 13:39
Dziewczyny Kochane!Gdy czytam wasze posty,łzy płyną mi po policzkach...jest
ktoś taki jak ja ...i nawet cierpi i ma rozterki takie jak ja...Jednocześnie
jest też we mnie radość,że nie dławię się tym co mnie spotkało w samotności,że
mogę powiedzieć co mnie boli,trapi,co paraliżuje codzienne życie.
Miałam mieć drugą córeczkę i miało być cudownie.Weronika(moja 9-letnia
córa)kochała ją szalenie,a ja nie pozwoliłam jej całować malutkiej,bo tak sie
bałam zarazków(Nadusia była po pierwszej operacji serca i czekało nas jeszcze
sporo).Weronika wyprosiła u Boga siostrę,piękną,"gładziutką nie
pomarszczoną"...nie wyprosiła siostry zdrowej...podczas swojej Komunii
widziałam ,że zmaga się z tym...właściwie nie wiem jak skończy się to jej
pierwsze prawdziwe spotkanie z Bogiem(I Komunia Święta),do dzisiaj nie była u
spowiedzi...rozmawiam z nią,wydaje mi się,że ona najmądrzej to przeżyła i
pewnie pozostanie w niej to na zawsze.Kocham ją,ale nie jest już tak samo.
Ja właściwie sobie nie radzę.Żyję,jednego dnia coś się dzieje i prawie nie mam
czasu rozpamiętywać,innym razem snuję się i beczę(tak po cichutku ocieram łzy)
Wydaje mi sie,że mąz lepiej to przechodzi...ale może to tylko tak mi się
wydaje???Jesteśmy po kolejnym kryzysie i na razie jest dobrze.
W pracy szefowa przyjęła strategię_zarzucić mnie pracą-nie wiem czy wytrzymam
bez zwolnienia...kocham swoją pracę nauczyciela.
Niedawno panicznie chciałam być w ciąży jeszcze raz...teraz,gdy czytam o tak
ciężkich chorobach i powikłaniach w ciąży i przy porodzie...zaczynam wątpić...
Jedno jest pozytywne-odnalazłam Boga.W tym cierpieniu,obłędzie...znalazłam
oazę...nie winię Boga...dał mi tyle ile mogę unieść,nie za karę,nie w
nagrodę...ale tak po prostu.Miałam Anioła w ramionach...
Odezwę się jeszcze...na razie ryczę...Pa!!!...Magłosia