kasik211
05.03.07, 13:30
Kiedyś już dałam znać o sobie. Później już tylko czytałam Wasze historię, bo
nie miałam sił, a może odwagi aby opisać swoją. Na to forum trafiłam
przypadkiem i nie sądziłam, że stanie się moim największym wsparciem w tych
najtrudniejszych dla mnie chwilach....
Chyba najwyższy czas, abym otworzyłą się przed kimś i pozwoliła sobie pomóc...
Jestem mamą Kacperka-Aniołka -tak długo oczekiwanego dziecka. Termin porodu
miałam na 12 stycznia, ale od 1 stycznia robiłam wszystko aby zobaczyć już
soje malęństwo. Kupiliśmy z mężem całą wyprawkę i przygotowaliśmy pokoik dla
naszego skarbka i czekaliśmy z niecierpliwością kiedy dołączy do naszej
rodzinki. 10 styczeń był dniem kiedy na świat przyszło nasze maleństwo.Mąż
cały czas był ze mną przy porodzie (odciął nawet pępowinę). Lekarz oznajmił
nam, że zostaliśmy roddzicami zdrowego chłopca.Kacperek otrzymał 10 pkt. Boże
jacy byliśmy szczęśliwi. Niestety nasze szczęście trwało tak krótko....
W 3 dobie zabrano mi Kacperka do kąpieli. Po 40 min. przybiegła Lekarka, aby
mi oznajmić, ze u mojego synka nastąpiło zatrzymanie akcja serca i jest w
tragicznym stanie. Myślałam w tedy, ze oszaleje. Nie umiałam pozbierać
myśli... Po Kilku minutach przybiegła kolejna kobieta i krzyczała jak mają
ochrzcić Mojego synka, bo on umiera. To jeszcze nie był czas na mojego
Kacperka-został wówczas odratowany. Kolejne zatrzymanie akcji serca nastąpiło
o 5:15. Po godzinie reanimacji mój synek odszedł!!!! Sekcja
wykazała "Krytyczne zwężenie aorty", które przyczyniło się do wyniszczenia
kolejnych organów.
Boże, to był koszmar. Nie umiałam, a może do dzisiaj nie umie się pogodzić z
jego śmiercią. Cały czas zadaje sobie pytanie, dlaczego ON... Nie mam już w
życi zadnego celu.Nocami nie sypiam, a wstaje z łóżka bo muszę.
Wczoraj znalazłam się w takim stanię, że poraz pierwszy nie pojechałam na
cmentarz. ogarnęła mnie wściekło na Kacperka "za to, że mnie zostawił" a ja
go tak bardzo potrzebuje.
Teraz Żyje, bo wiem ze jestem potrzebna mojemu mężowi. Znajomi nas bardzo
wspierają, ale nikt tak na prawde nie rozumie naszego bólu.My zmężem też nie
umiemy rozmawiać o całej tej sytuacji. On mi ciągle powtarza, ze jeszcze
będziemy szczęśliwi- odczekamy pół roku i postaramy się o kolejne dziecko. Ja
nie wiem czy będe miałą jeszcze odwagę , aby mieć kolejne dziecko. Tak bardzo
boję się, ze sytuacja się powtórzy. Mam Juz 28 lat , a mój mąż 31- czy mamy
jeszcze szanse na dziecko...
W najtrudniejszych dla mnie chwilach wchodze na forum i czytam o tragediach
jakie spotkały innych ludzi i jak sobie radzą w takich sytuacjach... W tedy
wiem, ze nie jestem sama. Za to Wam wszystkim dziękuje!!!
Proszę zapalcie światełko dla mojego Kacperka
Kasik