frezja66
10.02.08, 14:42
Mojej babci (ponadd 50 lat temu) zmarły dwie córeczki na szkarlatynę,
opowiadała, że gdy jedną z nich zabrano do szpitala, i gdy czekała na korytarzu, to nagle poczuła przeszywający chłód, tak jakby jakis podmuch wiatru przeleciał przez korytarz, po czym ustał. Zaraz po tym lekarze oznajmili jej, że dziewczynka nie zyje. W tym samym czasie matka mojej babci pasła krowy na łące. Ona także poczuła przeszywający podmuch wiatru, taki niespodziewany. Gdy dziewczynka odchodziła, dała znak. Pamietała o najbliższych.
Moja babcia wierzy, że to był znak. Ja także w to wierze.
Nie wiem dlaczego to napisałam, nie ma słów pocieszenia na taka tragedie, ale warto pamietać, że ONE tam w niebie myślą o swoich mamusiach i tatusiach i czasem dają znaki.