04.04.04, 10:46
czy ktoś moze jest, wybiera sie lub byl na studiach "postdoktoranckich"?
Chodzi mi głównie o Wielką Brytanię albo USA. A może ktoś wie jak to wygląda,
jakie są szanse na stypendium itd. Noszę się z zamiarem wyjechania dokądś np.
na rok lub pół już po obronie doktoratu. Wydaje mi się, że to takie łatwe -
studiować za granicą, ale jakoś nie wiem jak się do tego zabrać...Aha! -
jestem humanistką i raczej nie odkryje prochu w moim doktoracie :)
Obserwuj wątek
    • rolka5 Re: post doc 04.04.04, 21:28
      A w jakiej konkretnie dziedzinie piszesz doktorat? W WB ciagle oglaszane sa
      konkursy na post-doc. Przykladowo ostatnio z Oxfordu:
      www.essex.ac.uk/ecpr/researchmarket/details.asp?ID=307
      Nie wiem czym sie zajmujesz, to dotyczy nauk politycznych.

      Nie jestem pewna czy post-doc mozna robic tylko przez pol roku. Na krotki okres
      przyjezdzaja raczej 'visting scholars', a post-doc trwa chyba przewaznie 3
      lata. Ale musisz to sprawdzic :)
      Powodzenia w pisaniu doktoratu!!!
      • zdzichu-nr1 Re: post doc 04.04.04, 22:36
        Post doc to ja rozumiem jako stypendium PO DOKTORACIE, a nie stypendium w celu
        takim, aby dopiero napisać doktorat!

        Stypendia dla doktorów mogą to być 3-miesieczne pobyty badawcze, albo stypendia
        habilitacyjne, wtedy rzeczywiście trwa zwykle 3 lata. Za komuny złapać takie
        stypendium było złapaniem Pana Boga za nogi, teraz są to przeważnie chu*owe
        pieniądze i nikt nie chce jechać. W końcu siedzieć samemu np. gdzieś u Niemców
        za 2000 euro to nie jest wielka przyjemność, zwłaszcza jak nie jest sie juz
        podlotkiem albo młodym chłopakiem.
        • rolka5 Re: post doc 04.04.04, 23:09
          zdzichu-nr1 napisał:

          > Post doc to ja rozumiem jako stypendium PO DOKTORACIE, a nie stypendium w
          > celu takim, aby dopiero napisać doktorat!

          Zgadza sie.


          > Stypendia dla doktorów mogą to być 3-miesieczne pobyty badawcze, albo
          stypendia
          >
          > habilitacyjne, wtedy rzeczywiście trwa zwykle 3 lata. Za komuny złapać takie
          > stypendium było złapaniem Pana Boga za nogi, teraz są to przeważnie chu*owe
          > pieniądze i nikt nie chce jechać. W końcu siedzieć samemu np. gdzieś u
          Niemców
          > za 2000 euro to nie jest wielka przyjemność, zwłaszcza jak nie jest sie juz
          > podlotkiem albo młodym chłopakiem.

          Jest wiele stypendiow dla doktorow, a nie wiem czy post doc to akurat
          stypendium habilitacyjne... Byc moze w Polsce jest ono tak traktowane. W WB
          moze ono wynosic np. 20 - ponad 30 tys funtow rocznie. Smutny twoj komentarz o
          tym, ze nikomu sie i tak nie chce jezdzic. A swoja droga to ile zarabia w takim
          razie na polskiej uczelni czlowiek po doktoracie, ze mu sie 'nie oplaca'?!
          • lider_pojutrza Re: post doc 04.04.04, 23:26
            > stypendium habilitacyjne... Byc moze w Polsce jest ono tak traktowane. W WB
            > moze ono wynosic np. 20 - ponad 30 tys funtow rocznie. Smutny twoj komentarz
            > o tym, ze nikomu sie i tak nie chce jezdzic.

            Smutny, ale nie do konca oderwany od rzeczywistosci. Np. w Londynie te 20+ tys.
            to akurat dochod na granicy ubostwa (albo pod, jak ktos mialby (nie)szczescie
            wyjechac z rodzina).
            Pozdr.

          • zdzichu-nr1 Re: post doc 05.04.04, 14:57
            rolka5 napisała:

            > Smutny twoj komentarz o tym, ze nikomu sie i tak nie chce jezdzic. A swoja
            > droga to ile zarabia w takim razie na polskiej uczelni czlowiek po
            > doktoracie, ze mu sie 'nie oplaca'?!

            Trudno z entuzjazmem przyjmować propozycję wyjechania na parę lat z kraju za
            pensję tamtejszej sekretarki. W końcu chodzi o ludzi z doktoratem, w wieku w
            którym zazwyczaj ma się już rodzinę (a dodatek na żonę, o ile w ogóle jest
            przewidziany, wynosi zwykle ok. 150 euro na miesiąc!)

            W kraju zawsze są pewne możliwości dorobienia, jak nie jakimiś ekspertyzami z
            własnej dziedziny (o ile jest ona "rynkowa"), to po prostu chałturniczą
            dydaktyką w uczelniach prywatnych.

            Osobną sprawą przy długich wyjazdach jest kwestia do czego się wraca - w
            większości instytutów które znam, kadra kierownicza ma głęboko w d****
            ewentualne osiągnięcia wyjazdowicza. Po powrocie taki człowiek staje sie
            automatycznie zagrożeniem, które trzeba tępić...
            • chamariem Re: post doc 05.04.04, 17:23
              Niestety, mam bardzo podobne doświadczenia. Wyjechałam na stypendium doktorskie
              tak prestiżowe jak tylko można sobie wymarzyć. Jeszcze przed wyjazdem kilka
              znajomych osób przestało ze mną rozmawiać, pieniądze okazały się ledwie
              wystarczające na biologiczne przeżycie, a po powrocie w mojej katedrze
              traktowali mnie jak powietrze i pozbyli jak najprędzej. Jeśli nie ma się ochoty
              (i szans) zostać takim wiecznym stypendialnym meteorem, to lepiej chyba dobrze
              pomyśleć, czy pracowanie, nawiązywanie kontaktów itd. na miejscu nie ma więcej
              sensu. Chyba że ktoś pracuje w fajnym miejscu z fajnymi ludźmi.
              To wszystko oczywiście jest bardzo smutne i miejmy nadzieję, że w Unii ...
              etc. :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka