Dodaj do ulubionych

(nie)naukowość

29.12.06, 00:13
Kilkakrotnie spotkałem się ze stwierdzeniem, że ten czy ów tekst "jest
nienaukowy". Przyznam szczerze, że troszkę owo swtierdzenie wybiło mnie z
przekonania, jak rozumieć "naukowość" tekstu. Może ktoś z Was wyjaśni mi (albo
skieruje na właściwy tok rozumowania)jak rozumieć "naukowość" (ewentualnie
"nienaukowość") tekstu?
Obserwuj wątek
    • elwinga Re: (nie)naukowość 29.12.06, 09:18
      Dla mnie jednym z podstawowych kryteriów jest zaopatrzenie tekstu w aparat naukowy.
    • pandunia Re: (nie)naukowość 29.12.06, 10:29
      Witam.
      Cechy naukowości w szerokim ujęciu* (za Ajdukiewiczem): intersubiektywna
      komunikowalność i intersubiektywna kontrolowalność (czyli postulaty
      racjonalizmu).

      *W szerokim, bo niezależnie od charakteru nauki (przyrodnicze, humanistyczne
      itd.) i jej aparatu (bo jego obecność i zgodność może być wymuszana przez
      reguły nauk szczegółowych).

      Pozdrawiam,
      dr Pandunia
    • mikrometr Re: (nie)naukowość 29.12.06, 11:55
      Pandunia a jak to powiedzieć po ludzku a nie po doktorsku? Jak pomóc człowiekowi
      praktycznie rozróżnić czy dane zagadnienie jest naukowe, czy też ktoś może
      zarzucić mu „nienaukowość”?
      To dopiero problem ;P

      Naukowość jest różnie rozumiana, zależnie od dyscypliny, środowiska, czasu.

      Po swojej (technicznej)działce sądząc mogłabym powiedzieć, że naukowe jest
      podjęcie nowego zagadnienia, którego nikt wcześniej nie opisał (np. z powodu
      braku narzędzi, pomysłu, zastosowań), albo podjęcie zagadnienia w nowy nieznany
      jeszcze sposób.

      Nienaukowe jest podjęcie znanych zagadnień lub nowych w sposób oczywisty (nie
      niosący nic nowego).

      Dalej jak sądzę hatchet01, odpowiedź nie satysfakcjonuje Cię? :). Myślę, że
      warto zadać pytanie bardziej konkretnie (językoznawstwo?) i skierować je do
      humanistów. Nikt kto nie zna stanu wiedzy nie poda rzetelnej oceny :).

      W praktyce nauczyłam się „czuć” pojęcie naukowości (w swojej dyscyplinie!),
      wcale nie na początku studiów doktoranckich.
      • pandunia Re: (nie)naukowość 29.12.06, 17:37
        Witam ponownie.
        No cóż, zdaje się że macie błędne pojęcie o naukowości, przynajmniej dla mnie
        nie do przyjęcia. "Zdaje się", "czuje się" itd. to kryteria subiektywne, a
        właśnie intersubiektywność - a więc dążenie do takiego przekazu, który będzie
        dla wszystkich zrozumiały (komunikowalny) i możliwy do weryfikacji
        (kontrolowalny)- oczywiście w oparciu o aparat pojęciowy i poznawczy danej
        nauki - to są te logiczne kryteria. Inaczej możemy mówić nie o nauce, ale o
        objawieniu, intuicji, przebłysku geniuszu albo dowolnym widzimisię.
        Po mojej nietechnicznej (socjologia) działce mogę powiedzieć, że druga
        propozycja - że tekst ma koniecznie wnosić coś nowego do stanu wiedzy albo jej
        metod - jest zbyt restrykcyjne. Zebranie "do kupy" rzeczy, które odkryli inni,
        moim zdaniem wystarcza. Zatem praca mgr spełnia i musi spełniać wymogi
        naukowości (właśnie tego, jak przekazuje wiedzę, jakim aparatem się posługuje,
        jak weryfikuje hipotezy i buduje uogólnienia), a nie musi popychać do przodu
        nauki, w ramach której jest pisana. Inaczej jest z doktoratem, o którym ustawa
        mówi, że powinien stanowić wartościowy przyczynek do wiedzy w danej dziedzinie
        (tyle że nie precyzuje, co to właściwie znaczy).
        Pozdrawiam
        dr Pandunia

        (Ja nie wiem, czy to takie doktorskie określenia... tego uczyli mnie na
        pierwszym roku studiów, na metodologii nauk i na filozofii).
        • mikrometr Re: (nie)naukowość 30.12.06, 16:11
          Nie mamy o czym dyskutować, bo wspólnych podstaw brak. To właśnie sugeruję w
          swoim poście.

          U mnie na Uczelni przyjmuje się, że magisterka musi być twórcza (polega na
          rozwiązaniu jakiegoś problemu przez dyplomanta).
          Naukowy ma być doktorat.

          Wielką sztuką jest mówić językiem zrozumiałym dla kogoś o zupełnie innych
          zainteresowaniach. Trzeba wtedy odwołać się do pojęć bardziej ogólnych i
          uproszczonych.
          Kiedy Ci Panduniu wyjaśnię jak działa np. wzmacniacz operacyjny to pewnie
          zrozumiesz. Jednak dopóki nie weźmiesz scalaka i nie podepniesz mu czegoś na
          wejście i nie obejrzysz wyjścia to nie „poczujesz” jak to chodzi. A przecież
          codziennie używasz urządzeń, w których taki element jest użyty.
          • pandunia Re: (nie)naukowość 30.12.06, 20:25
            Miły Mikrometrze,
            (miła Mikrometro?)

            Wyjaśnijmy sobie jedną kwestię. Ja z Tobą nie dyskutuję, tylko przedstawiam
            pewną koncepcję naukowości. Pada pytanie, jest odpowiedź. To, czy tę koncepcję
            rozumiesz, zależy od Twojego rozumu, a to, czy ją akceptujesz, zależy od Twojej
            woli i opinii.
            Nie mam nic przeciwko dowolnej definicji, po prostu te, które opierają się na
            cudownej, niemierzalnej i nieporównywalnej intuicji "czującego"
            albo "wiedzącego" nie są dla mnie naukowe. I to środowisko akademickie, które
            znam, podziela tę opinię. A jeśli inne środowiska (np. artystyczne, które też
            odrobinę znam, albo okultystyczne) mają swoje kryteria - proszę bardzo.

            Dodam Ci jeszcze, a'propos artystów: dla jednych warunkiem "Sztuki" jest to, że
            autor dzieła ukończył np. ASP (tak, znam takich). Dla drugich - nazwisko autora
            i jego pozycja. Dla innych - właśnie to "czucie", przy którym się tak upierasz.
            Ale jako że rozmawiamy z pozycji naukowców, zwrócę Ci uwagę na dwa drobiazgi:
            dwa ostatnie kryteria nie dotyczą dzieła (!) tylko albo twórcy (czyżby
            wszystko, co namaluje znany artysta było "Sztuką", albo wszystko, co napisze
            znany naukowiec, było "Nauką"?), albo odbiorcy. W ostatnim przypadku w tym
            samym dziele jeden czytelnik "wyczuje" nutkę "Nauki", a drugi nie. Czyli samo
            dzieło nie ma obiektywnie (albo raczej intersubiektywnie) żadnej cechy
            naukowości.

            Mnie tam brak wspólnych podstaw nie przeraża, nie tylko dlatego, że
            elektrotechnika całkiem obca mi nie jest, jak być może Tobie socjologia czy
            filozofia. Nie lubię tylko argumentów rodem z piaskownicy, zresztą
            nielogicznych: jeśli faktycznie brak wspólnych podstaw to nie nie znaczy, że
            nie mamy "o czym" dyskutować (bo temat jest i to jak widać kontrowersyjny),
            tylko najwyżej "po co" dyskutować, bo pewnie się nie dogadamy.

            Ostatnia uwaga, i dla mnie EOT. Życzę większej otwartości na odmienne od
            własnych opinie, bo jeśli jesteś na tym forum, to pewnie zdajesz sobie sprawę,
            że przy ocenie doktoratu wkracza recenzent spoza Twojej uczelni. On może nie
            podzielać lokalnego folkloru rozumienia naukowości.

            Zdrowia życzę i wszystkiego dobrego na nowy rok.
            dr Pandunia
            • waaw1 Re: (nie)naukowość 30.12.06, 21:29
              Droga dr panduniu .Od dwóch dni zaglądam tu na forum i przeglądam posty- ten
              zainteresował mnie szczególnie . Uważam,że Twoje informacje są konkretne i
              rzeczowe- i na pewno z nich skorzystam. Za to dziękuję :)Sądzę jednak( i tu w
              grę wchodzi intuicja ;) bo przeciez nie znam osób ),że sposób wypowiadanych
              przec Ciebie uwag nie wszystkim odpowiada.A na to raczej nie ma metody.
              Pozdrawiam wszystkich.Jeszcze raz życzę wielu sukcesów w 2007 :))
              waaw1
            • mikrometr Re: (nie)naukowość 30.12.06, 21:58
              Wyraźnie napisałam „u mnie” naukowe jest to co jest nowe. Gdzie indziej nie musi
              tak być. „Czuć” to oznacza mieć szeroką merytoryczną i praktyczną (!) wiedzę na
              temat dziedziny.
              Lokalne zwyczaje oznaczają właśnie takie, które są uznawane wśród specjalistów
              danej dziedziny czyli potencjalnych recenzentów.

              Życzę Pani Doktor żeby w Nowym Roku nauczyła się Pani Doktor brać wypowiedzi
              innych jako dobrą monetę a nie personalny atak na siebie. Oszczędzi to Pani
              Doktor stresów i zapewni życzliwość rozmówców. Taka postawa nie wywoła ich
              złośliwej reakcji, do której mnie właśnie Pani Doktor sprowokowała ;P

              PS Wzmacniacz operacyjny to raczej kierunek elektronika niż elektrotechnika.
              • pandunia Re: (nie)naukowość 30.12.06, 22:36
                Ponieważ osoba pytająca już się wypowiedziała, cieszę się, że moja wypowiedź
                mogła się przydać. Polecam się na przyszłość.

                Proszę nie odbierać mojej polemiki jako osobistej. Mikrometr - nie znam Cię i
                Twoja złośliwość ani mnie ziębi ani grzeje. Sprawy osobiste (w tym obrażanie
                się itd.) miewam w realu, a tu rozmawiamy o nauce i jej kryteriach. Cenię taką
                wymianę poglądów, a jeśli mój sposób wypowiadania własnych opinii kogoś razi...
                cóż, bywa.

                Dodam, jeśli to jeszcze kogoś interesuje, że problem naukowości jest głębszy
                niż pewnie sądzimy przy pobieżnym kontakcie z nim. Te kryteria nie są bowiem
                ani pewne, ani jednoznaczne, ani też niezmienne w czasie i "kontekście
                historycznym". Ostatecznie nawet "intersubiektywność" zakłada jakąś płaszczyznę
                porozumienia, a to znaczy, że odbiorca musi dysponować wiedzą i praktyką, o
                której piszesz. Dlatego - wbrew temu, jak to może odebrałaś - nie wyśmiewam
                Twoich poglądów, tylko piszę, że się z nimi nie zgadzam i dlaczego.
                Przykład: czy Einsteinowska teoria względności jest naukowa? Współcześni jej
                odbiorcy na ogół jej nie rozumieli, w tej liczbie wybitni fizycy. Podobnie jest
                w każdym tzw. "przejściu paradygmatycznym", kiedy zmienia się radykalnie sposób
                widzenia świata i uprawiania nauki. Czy to oznacza, że ta sama teoria czy tekst
                mogą być nienaukowe i dopiero "nabierać naukowości" w miarę, jak rośnie liczba
                dysponujących wiedzą i praktyką osób, które je zaczynają cenić? Czy ostatecznie
                nie prowadzi to do negocjowania wartości teorii i praktycznych wyników badań
                naukowych... na drodze głosowania? I jak się to ma do idei nauki, odkrywającej
                prawdy obiektywne?
                Zainteresowanym polecam ciekawą książkę (nikt mi za to nie płaci): Goćkowski
                J., Kisiel P. (red.) Patologia i terapia życia naukowego. Kraków: Universitas.
                Jest między innymi o tym, jak ustalały się często bardzo dziwne kryteria
                naukowości.

                I jeszcze ad vocem: owszem, elektrotechnika też zajmuje się wzmacniaczami
                operacyjnymi. O czym przypadkiem wiem z osobistych doświadczeń :)

                Pozdrawiam,
                dr Pandunia
                • niewyspany77 Re: (nie)naukowość 30.12.06, 23:42
                  pandunia napisał:

                  > Przykład: czy Einsteinowska teoria względności jest naukowa? Współcześni jej
                  > odbiorcy na ogół jej nie rozumieli, w tej liczbie wybitni fizycy. Podobnie jest
                  > w każdym tzw. "przejściu paradygmatycznym", kiedy zmienia się radykalnie sposób
                  > widzenia świata i uprawiania nauki. Czy to oznacza, że ta sama teoria czy tekst
                  > mogą być nienaukowe i dopiero "nabierać naukowości" w miarę, jak rośnie liczba
                  > dysponujących wiedzą i praktyką osób, które je zaczynają cenić?

                  Pozwole sobie w tym momencie na krotka uwage: piszesz o czyms co mimo wszystko
                  ma jakies tam podstawy i nie sa one banalne i weryfikacja za pomoca narzedzi
                  pomiaru daje wynik pozytywny. Moze tak - jak to sie ma w odniesieniu do
                  koncepcji psychologicznych (filozoficznych, politycznych etc), ktorych czesc
                  opiera sie na widzimisie autorow albo "zalozmy ze"? Nie mam zamiaru sie klocic
                  ale prosze o zejscie na bardziej realne tory, tzn. na przyklad do pytania
                  zalozycielki watku, czyli kiedy tekst jest naukowy a kiedy nie. Spojrz na
                  przyklad na wypowiedz kolegi(kolezanki) neorattus, ktory/a stwierdza ze naukowos
                  jest zwiazana z peer-reviewed. Czy zatem ten sam tekst opublikowany w journalu
                  z LF jest naukowy a w pismie nierecenzowanym nie?


                  > Czy ostatecznie
                  > nie prowadzi to do negocjowania wartości teorii i praktycznych wyników badań
                  > naukowych... na drodze głosowania? I jak się to ma do idei nauki, odkrywającej
                  > prawdy obiektywne?

                  Kilka postow wyzej piszesz:
                  > No cóż, zdaje się że macie błędne pojęcie o naukowości, przynajmniej dla mnie
                  > nie do przyjęcia. "Zdaje się", "czuje się" itd. to kryteria subiektywne

                  Ciekaw jestem, czy faktycznie do kazdego tekstu ze swojej dziedziny zaprzegasz
                  "aparat poznawczy". Oczywiwcie ze "zdaje sie, czuje sie" to jest subiektywne
                  odczucie, ale jesli masz swiadomosc ze autor tekstu pisze to samo co w kazdym
                  podreczniku, to czy nalezy to zignorowac? Spojrz na to z innej strony:
                  manipulujac tekstem (np. wynikiem jakiegos badania)i tytulami jestesmy w stanie
                  zrobic -nascie albo i -dziesiat artykulow. Czy zatem nasza wiedze podparta
                  "czuciem" nalezy olac, gdy ona jawnie mowi ze tekst jest w stylu 'wariacji na
                  temat'?

                  i jeszcze odnosnie tego:

                  > druga
                  > propozycja - że tekst ma koniecznie wnosić coś nowego do stanu wiedzy albo jej
                  > metod - jest zbyt restrykcyjne. Zebranie "do kupy" rzeczy, które odkryli inni,
                  > moim zdaniem wystarcza.

                  Czy oznacza to ze publikujac co pol roku tekst pt "aktualny stan badan nad ..."
                  mam 2 artykuly *naukowe* rocznie? Czy tu intuicja nie podpowiada ze "to nie tak"?

                  Po co nam doswiadczenie jesli nie mozemy sie opierac ocenie tekstu na podstawie
                  intuicji i "czuciu" tematu? Czy naprawde musimy zaprzegac intersubiektywnosc w
                  odniesieniu do tekstu z fachowego journala a pismem przeznaczonym dla gospodyni
                  domowej? Czy praca zaliczeniowa studenta bedaca de facto streszczeniem
                  wykladu+bibliografia jest tekstem naukowym?

    • niewyspany77 Re: (nie)naukowość 29.12.06, 12:47
      Tak jak to mikrometr ujela ladnie, po przeczytaniu ilus tam dziesiatek tekstow
      chyba kazdy wie, czy tekst jest naukowy czy nie. Ja powiem za siebie: dla mnie
      tekst naukowy to taki, ktory jest jasny i klarowny zarowno w tresci jak i jezyku
      (ja chce zdobyc konkretna wiedze a nie podziwiac grafomanstwo, co niektorzy
      niestety praktykuja), dalej tekst naukowy cos wnosi (nie chce czytac n-ty raz o
      tym samym albo 'wariacji na temat'), tekst naukowy ma solidne fundamenty (cytat,
      nawiazanie do literatury albo chociaz dobrze nakreslona, spojna i logiczna
      problematyke zagadnienia).

      Natomiast nienaukowe sa: opracowania wtorne, teksty popularyzatorskie i
      popularnonaukowe, gdybania, teksty typu 'dydaktyka dla mas', dzialalosc
      edukatorska i uswiadamajaca, odgorne zakladanie ze czytelnik ma 5 doktoratow i
      IQ 200.

      Wyznacznik tego czy naukowy czy nie - chyba to widac po jakims czasie, w
      cytowaniach na przyklad.
      • neorattus Re: (nie)naukowość 30.12.06, 21:52
        Krotko: dla mnie (biologa) tekst naukowy jest peer-reviewed.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka