Dodaj do ulubionych

po co konferencje?

20.02.08, 19:05
Po co tyle wysilku i pieniedzy wklada sie w organizowanie konferencji?
Rozumiem, ze zanim nastal internet, mialy one sens, bo wymiana opinii
listownie ciagnelaby sie latami. Wg mnie dzis, jesli sie wezmie pod uwage
koszta i strate czasu z nimi zwiazana, konferencje to zupelnie nieoplacalne
przedsiewziecie z punktu widzenia dobra nauki. Po co sie tluc Bog wie dokad, i
tam gadac przez 20 minut, stracic na to wszystko minimum 3 dni, skoro mozna
zerowym kosztem zalatwic to elektronicznie? A czas i pieniadze zaoszczedzone w
ten sposob przeznaczyc na rzeczywsita dzialalnosc naukowa. Wydaje mi sie, ze
wielu uczonych po prostu lubi sobie pojezdzic, wiec zamiast z biurem podrozy
jada z uniwersytetem.
Obserwuj wątek
    • flamengista żartujesz, prawda? 20.02.08, 19:18
      A może masz złe doświadczenia...

      Fakt, część krajowych konferencji ma jedynie atuty, że tak powiem towarzyskie.
      Nawiązujesz kontakty, spotykasz znajomych żeby się z nimi napić. Ale nie
      dowiadujesz się niczego nowego.

      Ale są jeszcze (nieliczne, to fakt) krajowe konferencje, na których możesz się
      dowiedzieć jakie są nowe trendy badawcze, kto się czym zajmuje.

      No i są dobre (owszem, bywają także i beznadziejne, na które szkoda kasy)
      konferencje międzynarodowe. Na takie się jedzie conajmniej z kilku powodów:
      - podpatrzenia lepszych od siebie, że tak powiem "w akcji". co innego czytać
      czyjś artykuł w AER czy JDE a co innego wysłuchać jego referatu;
      - nawet przelotne spotkanie ze Sławą może być inspirujące i motywować do działania;
      - widzisz na bieżąco, jakie są nowe trendy badawcze w nauce światowej;
      - nawiązujesz bezcenne kontakty, które być może zaowocują wspólnym artykułem,
      wymianą a może nawet projektem badawczym.

      Generalnie po dobrej konferencji, szczególnie naukowej ja osobiście dostaję
      pozytywnego, potężnego "kopa" i wracam do swojej pracy ze zdwojoną energią. Nie
      mówiąc już o poszerzonych horyzontach i większej wiedzy.

      Nie ma szans, by uzyskać to samo drogą elektroniczną. Absolutnie jest to niemożliwe.
      • xxiixx1 absolutnie nie zartuje 20.02.08, 19:42
        moze roznie to jest w roznych dziedzinach. ja jestem filologiem, i "trendy" sa
        takie, ze jest coraz mniej nauki a coraz wiecej sypania profanom piaskiem w oczy
        w celu wyciagniecia od nich kasy. wiec po co sie tluc przez pol swiata zeby sie
        o tym trendzie dowiedziec? poza tym trend ow widoczny jest w tzw. "najnowszych"
        publikacjach. Jesli chodzi o te znajomosci, o ktorych wspominasz, to akurat
        filolog raczej pracuje sam. Wg mnie konferencje maja sens w tych dziedzinach,
        gdzie mozna zilustrowac swoj referat np. experymentem zademonstrowanym
        sluchaczom. ale w mojej dziedzinie referat to jest po prostu odczytany artykul.
        • flamengista chyba jednak tak 21.02.08, 08:40
          1. Przedstawiłem argumenty, moim zdaniem całkiem solidne - a ty się do nich w
          ogóle nie odniosłeś. Rozumiem prowokacyjny wątek, ale niech będzie merytoryczna
          dyskusja.

          2. Tak się składa, że mam znajomego lingwistę, choć to szerokie pojęcie więc
          doświadczenia mogą się różnić. W jego działce są 3, słownie 3 czasopisma mające
          wymiar w pełni globalny, w tym 2 z nich znajdują się na LF. Nawet zakładając, że
          abonujesz wszystkie i tak nie jesteś w stanie śledzić najnowszych trendów, bo
          większość krajowych czasopism jest trudno dostępna.
          W mojej dyscyplinie są z kolei kłopoty bogactwa - jest ok. 20 journali
          zajmujących się tą tematyką, do tego mnóstwo publikacji książkowych i working
          paperów. Nikt nie jest w stanie tego wszystkiego śledzić.

          3. W dodatku w dzisiejszym, coraz szybkim i zglobalizowanym świecie nie ma czasu
          na czytanie wszystkiego! Konferencja pozwala ci się ogólnie zorientować, w czym
          rzecz. 2-3 takie konferencje w roku i jesteś na bieżąco ze wszystkim. A jeśli
          coś cię interesuje, to dopiero zaczynasz to czytać.

          4. Kontaktów face-to-face nic nie zastąpi, w przeciwnym wypadku w Polsce
          mielibyśmy same e-uczelnie, bez tradycyjnych sal i zajęcia przez internet.

          5. "Referat to po prostu odczytany artykuł" - nie obraź się, ale to tylko źle
          świadczy o poziomie konferencji na które uczęszczałeś.
      • xxiixx1 odnioslem sie do argumentow 21.02.08, 19:35
        1. tym, czym ja sie zajmuje, zajmuje sie na calym swiecie w sumie nie wiecej niz
        40-50 osob, w polsce- 1-2 (wliczajac w to mnie)i czym sie kto zajmuje, doskonale
        wiem bez tluczenia sie na konferencje.

        2. napisalem, jakie sa wg mnie "trendy badawcze" w swiatowej filologii:
        zastepowanie nauki pseudonaukowymi bzdurami, ktore moga sie spodobac sponsorom
        nie znajacym sie na rzeczy - po co wiec sledzic te trendy?

        3. To, co po nas zostanie na wieki wiekow, to publikacje - wiec wg mnie
        popatrzenie, jak inni wyglaszaja referaty na konferencjach - ma znaczenie dla
        podnoszenia naszych umiejetnosci, ale raczej dydaktycznych (ktore sa wazne) - na
        konferencji mozna sie nauczyc, jak wykladac na uniwersytecie przed studentami.
        Dla naszego "rozwoju naukowego" talenty szołmeńskie sa bez znaczenia

        4. Stycznosc ze "slawami" - akurat w mojej dziedzinie, im kto jest wieksza
        slawa, tym mniej ma czasu na zajmowanie sie nauka (bo sie produkuje na
        konferencjach, wszyscy go gnebia o opinie, promotorstwo itd) - wiec ciekawsze
        jest przewaznie to, co te slawy napisaly w mlodosci, jak mialy wiecej czasu

        5. Wspolny artykul ze "slawa" - wiem, ze w pewnych dziedzinach wlasciwie juz nic
        nie pisza pojedynczy autorzy, ale w mojej - robi sie wszystko samemu (wtedy
        wyniki sa najlepsze)

        Podsuma tego wszystkiego: czy konferencje cokolwiek wartaja, zalezy chyba od
        dziedziny, w mojej nic nie wartaja, i sie wsciekam, ze mi kaza na nie jezdzic.
        bo nienawidze sie ruszac z domu
        • flamengista cóż, będę złośliwy 21.02.08, 20:41
          "tym, czym ja sie zajmuje, zajmuje sie na calym swiecie w sumie nie wiecej niz
          40-50 osob, w polsce- 1-2 (wliczajac w to mnie)"

          Sorry, ale tu zapachniało pychą i zbytnią pewnością siebie. Skąd wiesz, jeśli
          unikasz konferencji międzynarodowych i jesteś do nich nastawiony sceptycznie?
          Myślisz, że jesteś taką alfą i omegą, by "wyłapać" wszystkie wartościowe
          publikacje z twojej działki?

          "i czym sie kto zajmuje, doskonale wiem bez tluczenia sie na konferencje"

          Zapytam brutalnie: ale czy ktokolwiek po za tobą wie, czym się zajmujesz? No bo
          skoro nie ma ciebie na konferencjach, to nie istniejesz w środowisku...


          "napisalem, jakie sa wg mnie "trendy badawcze" w swiatowej filologii:
          zastepowanie nauki pseudonaukowymi bzdurami, ktore moga sie spodobac sponsorom
          nie znajacym sie na rzeczy - po co wiec sledzic te trendy?"

          O, czyli dysponujesz już taką wiedzą, że możesz bezbłędnie interpretować co jest
          bzdurą i pseudonauką. Ja bym się na tak autorytatywne sądy nie zdobył - no ale
          może ty masz do tego podstawy.

          Tyle że jeśli nie śledzisz trendów w ogóle, to możesz jednak pominąć coś
          wartościowego, co "jakimś cudem" umknęło czujnej uwadze pseudonaukowej sitwy i
          sponsorów...

          "To, co po nas zostanie na wieki wiekow, to publikacje"

          Tak, to samo myśleli o sobie autorzy których dzieła zgromadziła biblioteka
          aleksandryjska;) Szczerze radzę - trochę pokory. 99,99% naszych dzieł nikt już
          nie przeczyta.

          "Dla naszego "rozwoju naukowego" talenty szołmeńskie sa bez znaczenia"

          Jesteś pewien? Bo część dobrych konferencji wybiera najlepsze referaty, które
          potem trafiają do najlepszych czasopism. I tu "talenty szołmeńskie" niestety się
          przydają, bo arcynudne wystąpienie z wartościowym referatem może umknąć czyjejś
          uwadze. Nie powinno, ale ludzie są tylko ludźmi.

          "Stycznosc ze "slawami" - akurat w mojej dziedzinie, im kto jest wieksza slawa,
          tym mniej ma czasu na zajmowanie sie nauka"

          Tak jest w każdej dziedzinie, co nie znaczy że sławy nie mają osiągnięć
          naukowych. Mają, bo pracują dla nich całe sztaby ludzi, zespoły.

          "Wspolny artykul ze "slawa" - wiem, ze w pewnych dziedzinach wlasciwie juz nic
          nie pisza pojedynczy autorzy, ale w mojej - robi sie wszystko samemu (wtedy
          wyniki sa najlepsze)"

          Wyniki są najlepsze, gdy pomysł skonfrontuje się z jak największą ilością
          opinii, w tym opinii współautorów. Znasz powiedzenie: co dwie głowy to nie jedna?

          "Podsuma tego wszystkiego: czy konferencje cokolwiek wartaja, zalezy chyba od
          dziedziny, w mojej nic nie wartaja, i sie wsciekam, ze mi kaza na nie jezdzic bo
          nienawidze sie ruszac z domu"

          Przerażasz mnie. Serio. Może jednak minąłeś się z powołaniem, powinieneś się
          może zająć teorią sieci informatycznych - w tej dyscyplinie masz wirtualne
          konferencje i każdy siedzi w domu przed własnym komputerem...
          • niewyspany77 Re: cóż, będę złośliwy 21.02.08, 21:24
            flamengista napisał:

            > skoro nie ma ciebie na konferencjach, to nie istniejesz w środowisku...
            >

            Bzdura totalna. Wystarczy ze sensownie publikujesz w czasopismach, ktore wszyscy
            czytaja w miare rozsadnych odstepach czasu.
            • niewyspany77 errata 21.02.08, 21:24
              Tzn publikuje sie w odstepach czasu a nie czyta ;)
            • carnivore69 Re: cóż, będę złośliwy 21.02.08, 21:48
              Rowniez mam wrazenie, ze cytowane wyzej stwierdzenie jest sporym semantycznym
              naduzyciem.

              Pzdr.
    • carnivore69 Re: po co konferencje? 20.02.08, 19:42
      M.in. po to samo co trasy koncertowe.

      Pzdr.
      • xxiixx1 nie rozumiem porownania 20.02.08, 19:44
        przeciez trasy koncertowe sa po to,zeby zarobic na sprzedazy biletow tudziez
        wylansowac sie - czyli ostatecznie zdobyc kase. jak uczony ma kase z innych
        zrodel, to po co mu konferencje? jak nie ma jej, to oczywiscie jak najbardziej
        sie moze przydac wyjazd

        carnivore69 napisał:

        > M.in. po to samo co trasy koncertowe.
        >
        > Pzdr.
        • dworzec Re: nie rozumiem porownania 20.02.08, 20:43
          znaczna czesc konferencji w PL w istocie moglaby byc zastapiana korespondencja e-mailowa

          bylem jednak na takiej konferencji w kraju zachodnim wyzej stojacym w paru rankingach, ktora pokazala mi jak powinny wygladac konferencje:
          1. byla zwienczeniem grantu, w ramach ktorego powstalo kilka dokoratow i artykulow, byla wiec po pierwsze swietem ludzi bioracych udzial w projekcie, podziekowaniem dla nich i okazja do naglosnienia wynikow;
          2. byla okazja do wymiany mysli, nawiazania kontaktow oraz spotkania slaw, co bylo inspirujace dla mlodych naukowcow; teoretycznie moznaby to bylo zalatwic na czacie... choc nie, piwa z przyszlymi slawami na czacie sie nie napijesz ;)
          3. udzial w konferencji byl za darmo, choc trzeba bylo sobie oplacic przejazd i nocleg (oczywiscie jako doktorant placilem sobie za to sam, choc kolegom i kolezankom z paru innych krajow ochoczo finansowaly to katedry);
          4. po konferencji nie wychodzila zadna publikacja sluzaca nabijaniu punktow - pewnie pozwolilo to na znaczne oszczednosci, ale i oznaczalo, ze nie przyjada lowcy pokonferencyjnych publikacji, ale osoby prawdziwie zainteresowane tematem;
          5. wieczorem bylo spotkanie w pubie (dosc skromne), nie grala natomiast na nim disco-polowa kapela, a takowe zdarzylo mi sie widziec na konferencjach w PL; dodam, ze pieczenia barana, wieprzka czy innego zwierzaka na roznie tez nie bylo.
          howgh.
          • xxiixx1 wasze odpowiedzi potwierdzaja moja opinie 20.02.08, 20:51
            Prawie wszystko, co piszecie, potwierdza moje zdanie, ze konferencje to w ogole
            nie jest dzialalnosc naukowa tylko okolonaukowa, jak np. szukanie kasy na
            dzialalnosc naukowa. Dzialalnosc okolonaukowa tez jest potrzebna (bo bez niej
            naukowa jest niemozliwa), ale udzial w konferencjach z powodow dla mnie
            niezrozumialych jest uwazany za sukces naukowy. To tak jakby wybranie sie na
            wspomniane piwo z jakims naukowym vipem bylo samo w sobie sukcesem naukowym
            (albo naciagniecie zdziwaczalego miliardera na sfinansowanie naszych badan - to
            jest sukces,ale nie naukowy, tylko prowadzacy czasem do sukcesu naukowego)
            • dworzec Re: wasze odpowiedzi potwierdzaja moja opinie 20.02.08, 21:00
              nie, udzial w konferencji sam w sobie nie jest sukcesem naukowym, tylko okazja do wymiany pomyslow itp. itd. [patrz wyzej]

              sukcesem naukowym jest wydanie artykulu w dobrym czasopismie o swiatowym zasiegu - wszystko inne (np. konferencje, ogladanie slaw) sluzy (powinno sluzyc) temu celowi a nie byc celem samym w sobie.

              publikacja recenzowanych artykulow w w.w. czasopismach (ew. wydanie ksiazki na podobnych zasadach) oznacza, ze cos wnosisz do nauki... ktos kto byl na "n" konferencjach a nic nie opublikowal - chyba rzeczywiscie nic nie wnosi, choc nie chce uogolniac
              • xxiixx1 to czemu sie zmusza nas do jezdzenia na konferenc? 20.02.08, 21:07
                Jesli ktos ow glowny cel osiaga bez udzialu w konferencjach, to czemu
                (przynajmniej w mojej szkolce) sie go zmusza do jezdzenia na nie? to tak jakby
                syn szejka postanowil zostac profesorem, tatko mu finansuje wszystkie badania, a
                oprocz tego uczelnia kaze mu starac sie o jakies "granty"
                • dworzec Re: to czemu sie zmusza nas do jezdzenia na konfe 20.02.08, 21:16
                  nie wiem, mnie nikt nie zmusza... moze nawet szkoda, w PL zjadlbym sobie bigos i kotleta, posluchal disco-polo, a jakby sypneli groszem i kazali jechac za granice to i moze swiatowe slawy bym spotkal...
                  chyba zalezy od szkoly, podejscia szefow itp... mloda kadra to chyba powinna jezdzic zobaczyc jak to wyglada, wyrobic sobie zdanie?
            • flamengista "udział w konferencjach to sukes naukowy" 21.02.08, 08:45
              Umówmy się, tylko w przypadku dobrych konferencji. Czyli takich, które albo:
              - są organizowane przez prestiżową instytucję/uczelnię/ośrodek badawczy;
              - są na niej najlepsi specjaliści z danej dziedziny.
              A najlepiej jedno i drugie.

              W dodatku udział musi być aktywny - nie wystarczy po prostu przyjechać i
              wysłuchać referatów, jak robią niektórzy polscy profesorowie. I najlepiej by
              było to wystąpienie plenarne, a nie poster - choć oczywiście ciężko oczekiwać
              byśmy my, młodzi naukowcy mogli od samego początku liczyć na takie splendory...

              Natomiast wystąpienie z referatem w Lądku Zdrój, na konferencji organizowanej
              przez Wyższą Szkołę Prasowania nie jest żadnym sukcesem, a raczej obciachem i
              marnowaniem pieniędzy.
              • bumcykcyk2 Re: "udział w konferencjach to sukes naukowy" 21.02.08, 13:04
                flamengista napisał:

                > Natomiast wystąpienie z referatem w Lądku Zdrój, na konferencji
                > organizowanej przez Wyższą Szkołę Prasowania nie jest żadnym
                > sukcesem, a raczej obciachem

                Nie jest sukcesem??? Zapominasz o sukcesach towarzyskich, zwłaszcza gdy w
                konferencji asystuje starannie wyselekcjonowany przez organizatorów żeński
                batalion studencki. O krajowych konferencjach mogę opowiadać godzinami -
                disco-polo i tańczenie krakowiaczka, pieczone barany i prosiaki, balangi na
                promie, gwałcenie tłumaczki przez pijanego guru naszej nauki, przyjazdy
                profesury z kochankami dwa dni wcześniej, publiczne odzywki typu "spierdalaj" na
                bankiecie, zabawy z gaśnicą, wypuszczanie pawia w lobby hotelowym przy windach,
                obnażanie się i rękoczyny... mam jechać dalej?!

                Mimo wszystko jestem wielkim zwolennikiem konferencji, bo mają one
                wielowymiarowe znaczenia, z których każde jest ważne (to wypaczone, o którym
                wspomniałem powyżej, też). Poza tym jestem jeszcze w wieku, że interesują mnie
                studentki, których osobiście nie nauczam ;-)
                • alba.alba Re: "udział w konferencjach to sukes naukowy" 21.02.08, 17:29
                  bumcykcyk2 napisał:
                  > gwałcenie tłumaczki przez pijanego guru naszej nauki, przyjazdy
                  > profesury z kochankami dwa dni wcześniej, publiczne odzywki typu >"spierdalaj"

                  O matko, jest aż tak źle?!
                  • flamengista moim zdaniem bumcykcyk przesadził 21.02.08, 19:28
                    Albo faktycznie w jego dyscyplinie jest "ciekawie".

                    Jeśli chodzi o ekonomistów, to z gorszących scen widziałem tylko paru podpitych
                    profesorów, z resztą w wieku emerytalnym (więc pewnie traktowali konferencję
                    jako atrakcję towarzyską).

                    A i tak, biorąc pod uwagę ilość spożytego alkoholu - zachowywali się bardzo
                    przyzwoicie:)
                    • bumcykcyk2 Re: moim zdaniem bumcykcyk przesadził 22.02.08, 00:46
                      Nie przesadziłem, wszystkie te sytuacje zdarzyły się naprawdę, mógłbym je opisać
                      znacznie bardziej soczyście, ale nie chciałbym zostać zidentyfikowany
                      (środowisko jest dość wąskie, a te numery są tajemnicą poliszynela). Na
                      rozwodnienie moich "rewelacji" mogę dodać tylko to, że owe wypadki zdarzyły się
                      w przeciągu ponad dekady - więc nie jest tak, że co chwilę mamy skandal.
                      • pr0fes0r Re: moim zdaniem bumcykcyk przesadził 22.02.08, 11:15
                        Pozwolę sobie dodać, że jednak na ogół słynęła z takich numerów "stara gwardia"
                        - w mojej branży opowieści "kiedyś to, panie, były konferencje" dotyczą lat
                        siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, teraz jest nudno i przyzwoicie aż do bólu.
                      • alba.alba Re: moim zdaniem bumcykcyk przesadził 22.02.08, 12:51
                        Jeżeli twierdzisz, że twoje opowieści nie są przesadą, to dodaję te fakty do swojej kolekcji argumentów na rzecz tezy, że tzw. elita intelektualna naszego kraju wcale na to miano nie zasługuje. I będę wam to wypominała przy każdej okazji, obok innych argumentów, które już doskonale znacie (jak np. lenistwo, zarozumiałość, chamstwo).
                        • dusia_dusia Re: moim zdaniem bumcykcyk przesadził 22.02.08, 13:02
                          OK, jestem przygotowana na wypominanie mi przyjazdu na konferencję w
                          towarzystwie kochanki, chlanie wódki i gwałcenie tłumaczki
                          • dusia_dusia Re: moim zdaniem bumcykcyk przesadził 22.02.08, 13:03
                            Sorry, chlaniA i gwałceniA :)
                            • flamengista Re: moim zdaniem bumcykcyk przesadził 22.02.08, 16:58
                              Cóż, mogłaś się bardziej przejęzyczyć.

                              Na przykład napisać o piciu tłumaczki i gwałceniu wódki... w tym kontekście
                              literówka to mały pikuś.
                              • alba.alba Re: moim zdaniem bumcykcyk przesadził 22.02.08, 17:14
                                Wszelkie literówki i przejęzyczenia to mały pikuś. Mnie najbardziej niepokoi orientacja dusi_dusi. Czyżby jej małżeństwo miało być tylko przykrywką?;))))))))))))))))))))))))
                                • dusia_dusia Re: moim zdaniem bumcykcyk przesadził 22.02.08, 18:21
                                  Jasne :)) I sklonowane dzieci też :)))
                          • pr0fes0r Re: moim zdaniem bumcykcyk przesadził 22.02.08, 14:44
                            Nie zapomnij o molestowaniu studentek!

                            I oczywiście również o wykupywaniu soli, coby zapobiec posoleniu po zaoraniu!
        • carnivore69 Re: nie rozumiem porownania 20.02.08, 21:19
          > przeciez trasy koncertowe sa po to, zeby [...] wylansowac sie

          Konferencje m.in. po to samo. I to w dobrym tego slowa znaczeniu.

          Pzdr.
        • bumcykcyk2 Re: nie rozumiem porownania 21.02.08, 12:49
          xxiixx1 napisał:

          > przeciez trasy koncertowe sa po to,zeby zarobic na sprzedazy
          > biletow tudziez wylansowac sie

          Myślisz o trasach Dody-Elektrody? ;-)

          Wielcy artyści koncertując roztaczają wokół siebie niepowtarzalną atmosferę i
          niepowtarzalne emocje. Żadne nagrania studyjne tego nie zastąpią. Zresztą
          wytłumacz mi w takim razie po jaką cholerę wydaje się płyty typu live ?
    • xxiixx1 ps - co to jest osiagniecie naukowe? 20.02.08, 20:54
      Pytanie: dlaczego, sporzadzajac rozne wykazy naszych osiagniec naukowych,
      wyliczamy: publikacje takie, siakie, konferencje, odczyty itp - a nigdy nas nie
      pytaja, co odkrylismy, jakich odkryc naukowych dokonalismy, jak powiekszylismy
      zasob wiedzy - czy ktos z was dostal do wypelnienia od szefa taka ankiete?
      • flamengista dobra uwaga 21.02.08, 08:49
        Moim zdaniem i taki zapis powinien się znaleźć.

        Od razu jednak nasuwają się dwa problemy:

        1. Obawa przed kompromitacją - pewnie doszło by do sytuacji, gdy większość
        pracowników nie mogła by nic tam wpisać.
        2. Kto miałby weryfikować prawdziwość tych twierdzeń? Przecież te raporty
        czytają panie z administracji. One nie mają czasu na przeglądanie naszych
        publikacji w poszukiwaniu owych "odkryć".

        A dlaczego wyliczamy takie osiągnięcia jak publikacje, konferencje i odczyty? Bo
        mimo wszystko, nawet jeśli to konferencja w Lądku Zdroju to i tak świadczy o
        tym, że chciało nam się ruszyć 4 litery i cokolwiek zrobić. Uwierz mi, są tacy
        (całkiem liczna grupa) która nie robi literalnie NIC.
        • xxiixx1 Re: dobra uwaga 21.02.08, 19:46
          flamengista napisał:

          > Moim zdaniem i taki zapis powinien się znaleźć.
          >
          > Od razu jednak nasuwają się dwa problemy:
          >
          > 1. Obawa przed kompromitacją - pewnie doszło by do sytuacji, gdy większość
          > pracowników nie mogła by nic tam wpisać.


          To znaczy, ze natychmiast trzeba zwolnic te wiekszosc pracownikow



          > 2. Kto miałby weryfikować prawdziwość tych twierdzeń? Przecież te raporty
          > czytają panie z administracji. One nie mają czasu na przeglądanie naszych
          > publikacji w poszukiwaniu owych "odkryć".


          No, jesli biurwy maja oceniac, kto sie nadaje do pracy na uniw,a kto nie, to sie
          nie dziwny, ze jest jak jest


          >
          > A dlaczego wyliczamy takie osiągnięcia jak publikacje, konferencje i odczyty? B
          > o
          > mimo wszystko, nawet jeśli to konferencja w Lądku Zdroju to i tak świadczy o
          > tym, że chciało nam się ruszyć 4 litery i cokolwiek zrobić. Uwierz mi, są tacy
          > (całkiem liczna grupa) która nie robi literalnie NIC.
          • flamengista znowu dobra uwaga, tylko nic z niej nie wynika 21.02.08, 20:27
            "To znaczy, ze natychmiast trzeba zwolnic te większość pracowników"

            Dobra, ale:
            - jak rektor ma zwalniać swoich kolegów, a w skrajnych sytuacjach - krewnych?
            - kto przyjdzie na ich miejsce (wbrew pozorom, wcale nie ma tłumu chętnych)?
            - w przypadku profesorów - kto zapewni akredytację i możliwość prowadzenia
            studiów magisterskich, że o doktoratach i habilitacjach nie wspomnę?

            Ja nie mówię nie, dla surowej ewaluacji "osiągnięć" na uczelniach - tylko to nie
            jest takie łatwe do przeprowadzenia.

            Co do biurw oceniających, kto ma pracować na uczelniach - tak zawsze było, jest
            i będzie. Co więcej, tak jest również na najlepszych uczelniach na świecie,
            tylko że te "biurwy" mają wyższe kwalifikacje.

            I tu jest pies pogrzebany. Wiele się mówi o poprawie poziomu kształcenia i badań
            naukowych na uczelni. Ale konieczne są też zmiany w administracji - a te wbrew
            pozorom są jeszcze trudniejsze, niż wśród nauczycieli akademickich.
      • carnivore69 Re: ps - co to jest osiagniecie naukowe? 21.02.08, 21:53
        Dla tego samego, dla ktorego Ruscy i Amerykanie scigali sie kto pierwszy wysle
        czlowieka w kosmos, a nie bawili w porowywanie schematow na deskach
        kreslarskich. (Keyword: verifiable.)

        Pzdr.

    • alba.alba Re: po co konferencje? 20.02.08, 21:39
      Słuchajcie, byłam kiedyś na konferencji otwartej dla studentów. I zdziwiła mnie pewna rzecz - otóż jak jeden naukowiec wygłaszał referat to pozostali sobie rozmawiali z osobami siedzącymi obok zamiast go słuchać.
      • pr0fes0r Re: po co konferencje? 20.02.08, 22:53
        Konferencje są po to, by:

        (i) sprawdzać przed szerszą publicznością swoje pomysły
        (ii) dowiedzieć się, co nowego dzieje się w branży
        (iii) nawiązywać kontakty mniej formalne podczas dyskusji jak i po niej, co
        pomaga w zdobywaniu grantów, dostępie do wyników badań, aparatury, wymianie
        międzynarodowej

        Przy czym oczywiście konferencje w towarzystwie wyłącznie krajowym są (uwaga,
        uogólnienie kartagińskie) zazwyczaj nic nie warte, dlatego z zasady na takie nie
        jeżdżę.

        Konsultacje e-mailowe konferencji nie zastąpią, tak jak nie zastąpią kontaktu na
        żywo jako takiego. Przykładowo, na konferencji można po dyskusji w ramach
        prezentacji podejść do jakiegoś znanego specjalisty, porozmawiać i poprosić o
        nieformalne zrecenzowanie własnego artykułu/książki. Taka sama prośba nadesłana
        e-mailem ma o wiele większą szansę na wylądowanie w koszu, zwłaszcza gdy jej
        nadawca adresatowi w żaden sposób się nie kojarzy.

        Przyszłość konferencji jest zupełnie inna. Funkcje (i) i (ii) przejąć mogą
        przynajmniej w części otwarte archiwa internetowe z możliwością komentowania
        zamieszczanych tam artykułów, jakie funkcjonują już w wielu dziedzinach nauki, w
        tym i w filologii. Funkcję (iii) do pewnego stopnia przejąć mogą konferencje
        internetowe, takie jak na przykład organizuje się już teraz w świecie Second
        Life - tutaj ograniczenie stanowić przez jakiś czas będzie dostępność stabilnego
        i szybkiego internetu, ale jeśli internet nie zapcha się pornografią i ofertami
        przedłużenia penisa, za kilka lat wirtualne konferencje staną się realną
        alternatywą dla konferencji w świecie rzeczywistym. Nic wszakże nie zastąpi
        bezpośredniego kontaktu oko w oko, niezbędnego aspektu współpracy naukowej,
        zwłaszcza międzynarodowej.
    • niewyspany77 Re: po co konferencje? 21.02.08, 09:55
      @ xxiixx1: troche racji masz. Nie da sie w jednym watku mowic ze nauka jest do
      dupy, naukowcy nic nie robia albo udaja nauke, a w drugim ze wszystko jest cacy.
      Niestety zdarzaja sie typowo "milonkowe" konferencje gdzie moze i dyskusja jest
      ale odkrycia i nauka to hmm... tak na doczepke.

      @ flamengista: odczep sie Ladka Zdroj. Konferencje organizuje sie czesto w
      fajnych miejscach gdzie mozna na chwile odetchnac od atmosfery uczelni. W mojej
      branzy ok polowe konferencji rocznie robi sie w miejscowosciach turystycznych,
      niezaleznie od poziomu konferencji. Ba, najlepsze konferencje ktore by mnie
      interesowaly tylko ze wzgledu, ze przyjezdza na nie smietanka - w 2007 byly
      kolejno: na kanarach, jakas mala ale malownicza miescina w Alpach plus jakis
      osrodek wczasowy na zadupiu w Meksyku. A w polsce - wioska kolo Kielc i jakas
      miescina w Bieszczadach. Oczywiscie jest tez troche imprez typowo turystycznych,
      ale to zalezy glownie od organizatorow na co sie nastawiaja.



      • flamengista a propos Lądka 21.02.08, 10:48
        Nic nie mam do miejscowości turystycznych, szczególnie jak są tam konferencje.

        Po prostu Lądek Zdrój kojarzy mi się z zaściankowością z powodu kultowego filmu
        Barei - Misia.

        "Nie ma takiej miejscowości jak Londyn. Jest Lądek i Lądek Zdrój".

        Mieszkańców tych uroczych miejscowości bardzo przepraszam, ale wszystkiemu winny
        jest Bareja;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka