zwierz.alpuhary
29.07.05, 14:17
to dobrze wróży stosunkom polsko-rosyjskim, bo widać że zwykli ludzie nie
zważają na kłótnie na wysokim szczeblu:-)
przy wszystkich twierdzeniach o polskiej rusofobii zaskakująca jest opinia
jednego z rosyjskich turystów: "W Polsce nas szanują, nie to co w Paryżu czy
Rzzymie. Oni nas tam nie lubią"
Rosjanie wolą Mazury od Paryża
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2845917.html
Iwona Bugajska 29-07-2005, ostatnia aktualizacja 28-07-2005 23:42
Turyści zza wschodniej granicy rozkochali się w Polsce. W najdroższych
hotelach na Mazurach co drugi gość to Rosjanin, Łotysz albo Litwin
Sobota, wczesny ranek. Hotel Delfin w Augustowie. Obsługa w pogotowiu,
wyraźnie poruszona. Od niej słyszę, że za chwilę zjawią się Jozuasi.
- Czy to jakaś sekta? - pytam wystraszona.
- Ależ nie. W wolnym tłumaczeniu to... Ziutki - mówi mi recepcjonistka i
dodaje wyraźnie zadowolona. - To biznesmeni z Litwy. Są u nas już czwarty raz.
Chciałam jeszcze o cokolwiek zapytać, ale Litwini właśnie podjechali. Szybko,
karnie, po cichutku odebrali klucze z recepcji i tyle ich było widać. By
załatwić formalności, został jedynie Juozas Luksas, opiekun grupy. Wie, że
mówią na nich Jozuasi (zniekształcone litewskie imię Juozas) i Ziutki
(tłumaczenie), ale wcale się nie obraża. - To od mojego imienia - cieszy się.
Gdy pytam, co będą robić, Luksas staje się tajemniczy: - Przyjechaliśmy na
szkolenie. Jesteśmy przyszłymi biznesmenami. Chcemy uruchomić sieć sprzedaży
bezpośredniej. U nas jeszcze tego nie ma.
- Na dzień szkolenia przyjechaliście aż do Polski?! - dziwię się. - To blisko,
a u nas nie ma takich ośrodków. Ale najważniejsze jest to, że gdy szkolenie
odbywa się za granicą, chętnych mam trzy razy więcej niż miejsc. Litwini są
strasznie spragnieni świata.
Full service w polskich lasach
Goście ze Wschodu są praktycznie w każdym z augustowskich hoteli. W Delfinie
(doba średnio 220 zł) Litwini zajęli 70 ze 110 miejsc. W motelu Turmot Litwini
i Łotysze są zameldowani w co czwartym pokoju. Dom Nauczyciela upatrzyli sobie
Estończycy. W prywatnych pokojach Marianny Maciągowskiej Białorusini zamówili
pokoje do końca września.
- Upierają się nawet na przesłanie zaliczki pocztą, żeby tylko było pewne.
Mówią, że odpowiada im cisza naszych jezior i lasów.
Kiedy dokładnie zaczął się boom na podróże do Polski, trudno ustalić.
Krzysztof Grabkowski z augustowskiego Centrum Informacji Turystycznej: -
Jeszcze dwa lata temu nie przychodzili do mnie żadni turyści ze Wschodu. Teraz
jednego dnia o załatwienie noclegów prosi nawet dziesięć rodzin z Litwy i
Białorusi.
Recepcjonistka z motelu twierdzi, że "najazd ze Wschodu przyszedł łagodną
falą". - Najpierw przyjeżdżali na dzień, dwa handlować. A teraz się dorobili i
przyjeżdżają na wczasy.
W Kaliningradzie, Kownie i Mińsku jak grzyby po deszczu powstają biura
turystyczne oferujące pobyty we wschodniej Polsce.
- Zaczynaliśmy od wyjazdów noworocznych. Teraz mamy full service: pobyty
weekendowe, dwutygodniowe, obozy sportowe. Hitem w tym roku są jednodniowe
wyjazdy szkoleniowe za 50 euro - mówi Natalia Szimanowskaja z biura Onix Tour
w Kownie.
Cisi, czyści, sprzątają po sobie
Polacy nie mogą się nachwalić gości ze Wschodu. - To bardzo dobrzy klienci -
mówi Wioleta Stogłów z działu marketingu hotelu Delfin. - Chętnie przyjeżdżają
do nas w martwym sezonie, czyli późną jesienią. Lubią spędzać tu wszelkie
święta, np. rosyjski Dzień Mężczyzny (23 lutego) czy Dzień Odbudowy Państwa
Litewskiego (16 lutego).
- Są cisi, czyści. Jak opuszczają pokój, to prawie go posprzątają - dodaje
Danuta Mizurka ze służby pokojowej Delfina.
Nawet policja twierdzi, że nie ma z nimi żadnego problemu.
- Jeśli już, to bardzo rzadko są uczestnikami zwykłych kolizji drogowych -
mówi Andrzej Muracki, rzecznik komendy w Augustowie.
Ale dla hotelarzy najważniejsze jest to, że goście ze Wschodu zostawiają
mnóstwo pieniędzy. Więcej niż Anglicy czy Szwedzi (30 euro do litewskich 43).
Skąd taka różnica? Litwini, Białorusini, Łotysze - jak mówi Stogłów - biorą
full service. Dyskoteka do białego rana. Posiłki obfite, stół musi uginać się
od jedzenia. Po śniadaniu basen.
W Polsce nas szanują
Co jeszcze lubią na Mazurach?
* Lasy. Lev Anliłow, emerytowany milicjant z St. Petersburga: - Koło mnie
takich nie ma.
* Restaurację Albatros uwiecznioną przez Janusza Laskowskiego w piosence
"Siedem dziewcząt z Albatrosa". - Czegoś takiego nie jadłem. Mus z lina
faszerowany i węgorza w galarecie. Raz za kolację zapłaciłem 240 zł - zdradza
Arnold Ojuland, dentysta z Estonii.
* Portretować się. Sergiej Ciukow z Białorusi za jeden bierze 20 zł. - Polak
bardzo rzadko u mnie go zamówi. Za to Rosjanie portretują się całymi rodzinami
i zostawiają po 80-100 zł - mówi.
* Przejażdżki gondolą. - Nieraz zamówią kurs, a potem drugi i trzeci. I tak
wożę ich ze dwie godziny. Dostaję za to napiwek. Od Rosjan nawet 100 zł -
cieszy się Sławek Kędzierski pracujący na przystani.
* Nasz charakter. Oleg Andrejewicz Kusow, właściciel eleganckiego sklepu z
porcelaną z Moskwy: - Rosjanie widzieli już wszystko. Po okresie zachłyśnięcia
się Paryżem, Rzymem, ja sam byłem tam 20 razy, chcemy czegoś innego.
Po chwili dodaje: - Powiem pani szczerze, tam wcale nie czuliśmy się dobrze.
Co z tego, że mieliśmy pieniądze, jak nie było szacunku. Oni nas tam nie
lubią. Nie to co w Polsce.
Ciągnie ich do Polski
Co roku do Polski przyjeżdża:
2 mln 340 tys. Ukraińców;
1 mln 460 tys. Białorusinów;
815 tys. Litwinów;
700 tys. Rosjan;
305 tys. Łotyszy;
130 tys. Estończyków.
Oprócz Mazur lubią Zakopane, Białkę Tatrzańską i Kraków.
Dziennie zostawiają u nas:
Litwini - 43 euro
Rosjanie - 39 euro
Białorusini - 36 euro
Ukraińcy - 30 euro
Dane Instytutu Turystyki