ignorant11
17.04.06, 21:09
Sława!
Rosja się obudzi
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,3284521.html
ZOBACZ TAKŻE
• Kasparow szachuje Putina (14-04-06, 21:07)
Rozmowaz Garrim Kasparowem 14-04-2006, ostatnia aktualizacja 14-04-2006 21:08
Myślę, że w Rosji jesteśmy dziś świadkami pasywnego protestu, niezgody z tym,
co się dzieje na górze. Za jakiś czas przyjmie on formę aktywną
Marcin Wojciechowski: Jako szachowy mistrz świata objechał Pan całą kulę
ziemską. Spotykali się z Panem prezydenci, królowie. Nie jest Panu przykro,
że teraz ma Pan kłopoty, żeby spotkać się z mieszkańcami swojego kraju?
Garri Kasparow: Takie są dzisiaj w Rosji reguły gry. Chciałbym mieć
oczywiście spotkania w wielkich salach, występować w pierwszym programie
telewizji, ale to niemożliwe. Może to i lepiej, gdyż swoimi działaniami
władza pokazuje, że nie jest taka silna, jak się wydaje, że się czegoś boi.
Gdyby władza czuła się pewnie, to ignorowałaby moje podróże albo zagłaskała
mnie na śmierć.
Na spotkania przychodzi czasem 20, czasem 150 osób, ale nie to ma dla mnie
znaczenie. Najważniejsze, że ludzie dostają coś innego, niż na co dzień
pokazuje telewizja. A widząc, jak próbuje się nie dopuścić do spotkań ze mną,
ludzie jeszcze lepiej czują, że obraz pokazywany w telewizji jest fikcją.
Byłem teraz trzy dni na Kubaniu. Ludzie będą wspominać, że przyjechałem, co
mówiłem i to, że władze starały się przerwać wizytę.
Czy w Rosji jest potencjał demokratyczny? Niektórzy doradcy Kremla mówią, że
demokracja jest dla Rosji obcym ciałem i dlatego trzeba szukać trzeciej drogi
w rodzaju "demokracji sterowanej", którą uprawiają władze.
- Rosjanie różnie rozumieją słowo "demokracja". Doradcy Kremla
przeciwstawiają demokracji stabilizację. W praktyce oznacza ona, że obecna
władza nie powinna się zmieniać. Sporo ludzi jest gotowych to zaakceptować w
imię stabilności.
Słowo "demokracja" zostało u nas skompromitowane w latach 90. Nie
zlikwidowano wtedy radzieckiego modelu rządzenia krajem, utrzymano rządy
nomenklatury, już nie partyjnej, ale urzędniczej. Dziś władza chce taki model
jeszcze bardziej umocnić, sprowadzić do swego rodzaju dogmatu. Ludzie nie
mają świadomości, że demokracja oznacza zgodę na zmianę władzy. Zaczynają
natomiast dostrzegać, że poprawa poziomu życia jest związana z
przestrzeganiem przez władzę ich praw. Uczą się, że bez demokratycznych
wyborów władza nie może być efektywna. Jednak pełne zrozumienie tego związku
wymaga jeszcze czasu.
Ludzie rozumieją, że coś powinno ograniczać urzędników, ale nie wiedzą
jeszcze co. Podczas swoich podróży tłumaczę, że w czasie pomarańczowej
rewolucji na Ukrainie zmienił się stosunek ludzi do władzy i władzy do ludzi.
Wyborcy zrozumieli, że władza ma służyć, a do polityków dotarło, że będą
rozliczani za to, co konkretnego zrobią dla obywateli, że muszą liczyć się ze
zdaniem ludzi. Ludzie coraz lepiej reagują na to, co mówię. Jeszcze nie
wiedzą, co robić, ale już uświadamiają sobie, że głoszona przez Kreml
stabilność coraz bardziej zamienia się w marazm.
Myślę, że w Rosji jesteśmy dziś świadkami pasywnego protestu, niezgody na to,
co się dzieje na górze. Za jakiś czas przyjmie on formę aktywną.
Ale Putin ma wciąż 70 proc. poparcia.
- To powierzchowny obraz. Ludzie z przyzwyczajenia boją się otwarcie
krytykować prezydenta. Ale jeśli zapytać ich, czy sprawy w kraju idą w dobrym
kierunku, czy popierają politykę gospodarczą rządu, czy są za wojną w
Czeczenii, to większość mówi, że nie. Wydaje mi się, że realne poparcie
Putina utrzymuje się dziś na poziomie 50 proc. To i tak dużo, ale będzie
spadać. Obecny system wyczerpał swe możliwości, w coraz większym stopniu
będzie się musiał opierać na kłamstwie. Ludzie w końcu będą mieli dosyć. Pod
tym względem obecny czas przypomina trochę ostatnie lata ZSRR. Oczywiście
Putinowi będą pomagać wysokie ceny ropy i gazu, ale energetyczna hossa nie
może trwać wiecznie. Demokracja w Rosji zapanuje wtedy, gdy sami Rosjanie
zrozumieją, że dzięki niej mogą rozwiązać swoje problemy.
Dlaczego partie liberalne w rodzaju Jabłoka czy Sojuszu Sił Prawicowych są
dziś tak słabe?
- Obie te partie mówiły o demokracji w ogóle, ale nie tłumaczyły ludziom, że
demokracja może rozwiązać ich codzienne problemy. Ich język stał się zupełnie
oderwany od rzeczywistości i mało zrozumiały dla ludzi. Ja staram się robić
odwrotnie. Mówię o konkretach, sferze socjalnej, handlu ziemią, usługach
komunalnych - o tym, co jest dziś największą bolączką Rosjan. Tłumaczę, że
sposobem na rozwiązanie tych problemów może być demokracja, czyli system
bardziej efektywny od obecnego.
Co musi się stać, żeby ukraiński scenariusz wydarzył się w Rosji?
- Nie sądzę, żeby ten scenariusz powtórzył się dosłownie. Każdy kraj -
Polska, Serbia, Gruzja, Ukraina - miał własną specyfikę rewolucji. Wspólne
jest tylko to, że obywatele nie chcą władzy, a w elicie władzy są ludzie
gotowi to dostrzec i podjąć jakieś kroki w celu ustanowienia nowego modelu
rządzenia. Połączenie tych dwóch czynników sprawia, że zmiana nie odbywa się
brutalnie i krwawo.
W Serbii, Gruzji czy na Ukrainie katalizatorem było fałszerstwo wyborów. Ale
nie sądzę, żeby w Rosji mogło wywołać to masowe protesty. Bardziej liczę na
to, że niezadowolenie będzie rosnąć w kwestiach bytowych, co już obserwujemy
na prowincji.
W zeszłym roku przetoczyła się fala demonstracji po likwidacji ulg dla
emerytów, w wielu miastach ludzie protestują przeciwko reformie usług
komunalnych. Liczę też na protesty ekologów przeciwko nowym projektom
energetycznym lansowanym przez rząd, a rolnicze południe można próbować
poderwać hasłem wolnego handlu ziemią. Jeśli te protesty się skonsolidują, to
w elicie władzy znajdzie się coraz więcej ludzi gotowych coś zmienić.
Czuje to doskonale były premi er Michaił Kasjanow - ostatnio coraz bardziej
aktywny jako opozycjonista. On ma znacznie lepszą niż ja wiedzę o tym, co
dzieje się w naszej elicie. Skoro stawia na opozycję, to znaczy, że jego
zdaniem coś już wisi w powietrzu. Kasjanow nie nawołuje do przewrotu,
ale "zmiany kursu politycznego".
To hasło może się spodobać wielu co światlejszym urzędnikom, którzy wiedzą,
że jeśli się nic nie zmieni, to w pewnym momencie wybuch społeczny stanie się
nieuchronny. Rosyjska rewolucja będzie więc kombinacją protestów ulicznych i
przetasowań w naszej elicie. Obecną sytuację określiłbym jako ciszę przed
burzą.
Czy Putin zgodnie z konstytucją odejdzie z urzędu w 2008 r.?
- To może być kluczowa kwestia dla przyszłości Rosji. Moim zdaniem władza
podejmie próbę, by Putin został na trzecią kadencję, co być może nastąpi
jeszcze w tym roku po szczycie G8 w Petersburgu. Jeśli władza zmieni
konstytucję, by przedłużyć władzę Putina, może to być jeszcze jeden powód do
rozpoczęcia protestów. Dla ludzi stanie się jasne, że klan rządzący chce się
za wszelką cenę utrzymać u władzy. Może doprowadzić to do poważnych wystąpień
jeszcze jesienią lub pod koniec tego roku.
Jaką rolę widzi Pan dla siebie? Powiedział mi Pan, że nie chce startować w
wyborach do Dumy 2007. Dlaczego?
- Problemów z pracą raczej mieć nie będę, bo mój intelekt może się przydać w
różnych dziedzinach. Jeśli chodzi o politykę, to nie chcę robić
dalekosiężnych prognoz. Na razie chodzi mi o zjednoczenie opozycji, za
wcześnie jednak dzielić skórę na niedźwiedziu. W tej chwili najważniejsza
jest zmiana reguł gry w Rosji. Mam nadzieję, że to się uda, i wtedy zacznę
się zastanawiać co dalej.
Czy jeśli ludzie poproszą, zgodzi się Pan kandydować na prezydenta?
- Dziś trudno mi to sobie wyobrazić, ale jestem gotów zrobić wszystko, by
zdemontować istniejący dziś system. W tym celu zrobię wszystko, co będzie
trzeba. A co będzie trzeb