Mój mąż wraca wczoraj z pracy i mówi:
- Już mnie nic w porcie nie zdziwi.
Ja się pytam o co chodzi, a ten mówi, że pracuje z gościem (już taki starszy to facet) i gość cały czas coś sobie chrupie. Mąż go pyta:
- Waldi, a co ty tam tak chrupiesz?
A facet na to:
- Chrupki.
Mąż pyta co to za chrupki, a gość na to:
- Kitty, z Biedronki.
Mąż wziął jedną, patrzy, wącha, a to rzeczywiście żarcie dla kota, sucha karma.
Mówi:
- Co ty, żarcie dla kota jesz???
A facet na to, że kupił kotu, a kot jeść nie chce, to on powiedział kotu:
- Jak ty nie chcesz, to ja zjem.
No padłam ze śmiechu, a moi chłopcy to się normalnie turlali po kuchni jak mąż opowiadał. Normalnie facet koło pięćdziesiątki, albo i lepiej wsypał sobie do woreczka kocie "chrupki" i przegryzał w pracy

Zaczynam bać się o męża. Jeszcze parę lat w porcie i jemu też może ładnie na mózg paść ;D Zwłaszcza, że my też mamy kota i nasz kot też nie jada suchej karmy.