Dodaj do ulubionych

Ten artykuł mnie bardzo zasmucił....

15.11.04, 01:32
www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=kraj&name=128
Czasem sobie tutaj rozmawiamy o sprawacg błachych, czasem o poważnych.

A ja chciałąm się z Wami, kobietki podzielić artykułem, który aż łzy jakoś ze
mnie wycisnął.

Jestem jeszcze dość młodą osóbką, kiedyś też będę myśleć o potomstwie i mam
tylko nadzieję, że lekarz, który będzie się opiekował moją ciążą będzie
szczery.

Po cichu chcę wierzyć, że Polska to taki dziwny kraj i że poza jego granicami
może być inaczej...

Ale tak naprawdę nie można być nigdy niczego pewnym.
A tak wiele zależy od innych, tak wiele czasem powierzamy drugiej osobie, tak
bardzo ufamy...

Heh...
Obserwuj wątek
    • dradam1 Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 01:42
      www.se.pl/se/index.jsp?place=mainLead&news_cat_id=40&news_id=30717&scroll_article_id=30717&layout=1&pag
      e=text&list_position=1

      serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,2378156.html

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=521&w=17434421&v=2&s=0
      Nie dzieje sie dobrze w Polsce.

      Pozdrawiam


      dradam1
    • mulinka Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 01:50
      zasmucil, bo to jest smutne
      tragiczne
      sad(
    • frankie36 Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 04:01
      Smutne to ,i ten brak szacunku dla ludzi.Od dawna jestem tak zniesmaczona
      polska scena ,i czuje sie bezsilna.Jak dojdzie do tego,ze Lepper zostanie
      premierem lub prezydentem oddaje polski paszport.To nie jest Polska za ktora
      tyle ludzi oddalo zycie,to jest Polska ,ktora prowadzi banda oszolomow,ktorzy
      sie troszcza o wlasne tylki,pseudoposlowie,ktorzy wiedza ,ze maja tylko pare
      lat kadencji,dlatego musza sie nazlopac ,zeby im starczylo,korupcja,afera goni
      afere,szkoda gadac.
      Przepraszam zeszlam troche z tematu,ale kurna rece opadaja.
    • greeneyes27 Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 07:57
      Jakis czas temu juz czytalam historie Rozalki w innym artykule i po prostu nie
      moglam uwierzyc w to, ze lekarz nie raczyl poinformowac matki o tym, ze dziecko
      nie ma rak ani nog! Az sie wtedy poplakalam z zalu nad tym dzieckiem...

      A ja chce wierzyc w to, ze Polska przestanie byc dziwnym krajem!
    • mamakubusia11 Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 09:01
      Jezu dziewczyny, jak tylko zaczynam czytac takie historie to nie moge dobrnac do
      konca, bo zaraz mam przed oczami moje dzieci.
      Nie wiem czy niektore z Was tez tak maja, ja zrobilam sie przewrazliwiona po
      porodzie.Po pierwszym dziecku nie moglam psychicznie przelknac takich rzeczy
      przez jakies 3 lata,ale teraz po drugim czuje to samo.

      W polsce faktycznie coraz mniej instytucji przejmuje sie drugim czlowiekiem.
      Korupcja od sejmu po radnych w byle dziurze i nie ten zly co bierze,a ten co to
      ujawni.
      Tez nie mam ochoty wrocic tam,bo do czego.Nie chce zeby spotkaly mnie lub moje
      dzieci podobne rzeczy.
    • myszka888 Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 14:07
      no wlasnie, bo ten artykul niby o macierzynstwie troszke, o tym, ze ufamy
      lekarzom, a tak naprawde- wszystko tam mozna znalezc- te cala ludzka glupote,
      opierajaca sie na tym, ze skoro tu i teraz jestem, to musze napchac swoje
      glebokie kieszenie, bo mam okazje, potem moge nie miec. Wiec Frankie- nie
      sadze, ze zeszlas z tematu.
      Im wiecej slysze takich rzeczy (a ostatnio coraz wiecej), to naprawde czuje, ze
      dobrym moim wyborem w zyciu bylo zostawic ten kraj sprzecznosci, kraj lapowek,
      kraj szachrajstwa, klamstwa i oszustw. Tak naprawde te afery tylko pokazuja
      czesc, a ile jest spraw, o ktorych sie nie mowi...bo....?
      • mulinka Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 15:20
        Polska, to po prostu chory kraj
        kraj, gdzie skonczyla sie (jesli w ogole byla) demokracja, a wkradla i swietnie
        sie czuje anarchia
        na anarchie jedynym lekarstwem jest dyktatura
        tylko czy to w dzisiejszych czasach w jakis sposob realne?
        czarno widze
        sad(
        • tamsin Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 15:29
          wiecie to jest przerazajace..te wszystkie wiadomosci o wspolczesnej Polsce.
          ciezko nawet zebrac sie w kupe i powiedziec, ale wstyd w co sie stacza ten kraj
          i spoleczenstwo: mafie, lapowki ktore sa norma, a z drugiej strony
          nieuzastadniony krytycyzm w stosunku do innego, i glupie przekonanie, ze caly
          swiat glupi wiec da sie go oszukac, cwaniactwo i inne takie.. takie mam
          odczucie z korespondencji z moimi kuzynami/piociotkami.
    • szpulkaa Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 15:29
      smutna ta historia tej matki i dziecka. przykra taka bezmyslnosc i
      znieczulica... ale niezgodze sie z waszymi wnioskami o Polsce.
      Polska jest jedym z wielu krajow, normalnym krajem. wszedzie zdarzaja sie
      swinstwa, wszedzie zyja ludzie glupi, wszedzie zdarzaja sie rzeczy nielogiczne i
      smutne. oczywiscie w wielu krajach zachodnich rozwinal sie inny system socjalny,
      inna ekonomia, ktora ulatwia rozwiazywanie problemow, a co najmniej zmienia ich
      range.
      Polska wcale nie jest takim zlym i wyjatkowo glupim krajem. znjadzie sie wiele
      wiele innych, w ktorych "normalne" zycie jest duzo trudniejsze. np. kiedy
      porownuje Polske i Rumunie, to mysle, ze powinnismy byc szczeliwi, ze jestemy
      Polakami....
      • tamsin Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 15:31
        tyle, ze szkoda ze musimy Polske porownywac do Rumunii aby lepiej wygladac sad
        • szpulkaa Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 15:35
          Rumunia to przyklad mi najblizszy - w koncu tutaj mieszkamsmile ale mysle, ze
          podobna sytuacja jest we wszystkich postkomunistycznych krajach i wielu wielu
          innych bardziej nam kulturowo odleglych...
          nie chce narzekac na swoj kraj - to nic nie zmieni. wiem, ze to, co ja sama
          mowie o Polsce, to co sama soba reprezentuje jest najlepsza wizytowka Polski.
          czuje sie odpowiedzialna za wizerunek mojego kraju, bo czuje, ze jestem jego
          czescia...
          • myszka888 Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 15:58
            Tylko jakos malo widac, mimo wszystko, tych ludzi, ktorzy buduja dobry
            wizerunek Polski. Tez wierze, ze tacy sa. Ci, ktorzy sa ludzmi uczciwymi itd.
            Ale mimo wszystko- wiecej jest tych, ktorzy bardzo zle wplyneli na to, jak ten
            kraj wyglada teraz. A to, ze wiele afer ma miejsce na wyzszych szczeblach,
            tylko utrudnia moim zdaniem, normalne funkconowanie reszty systemu i
            spoleczenstwa w nim.
            • szpulkaa Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 16:08
              no to moze przyjrzyjmy sie tej do polowy pelnej szklance... i zobaczmy, ze to
              dobrze, ze te wszystkie afery sa ujawnianewink
          • frankie36 Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 16:13
            czescia Polski bede zawsze,poniekad zawsze bede reprezentowala ten kraj,jestem
            dumna Polka,mielismy wielu wspanialych bohaterow,jestesmy dzielnym krajem w
            czasie potrzeby,a tak glupim na codzien.Narzekam na to co sie dzieje,tylko do
            Polakow,do was,jak to sie mowi nie sra sie do wlasnego gniazda,ale to nie
            zmienia mojego stanu emocjonalnego.Czytam wiadomosci na biezaco,moze powinnam
            przestac?Moja mama mieszkajaca w Polsce przestala sie interesowac tym co sie
            dzieje,zeby nie zwariowac,moze ja tez tak powinnam?Bo jak czytam co robi
            ks.Jankowski,slucham Giertycha czy o tym mercedesie Peczaka ,to noz sie w
            kieszeni otwiera.
            Nawet teraz z walka Goloty,przegral na punkty,ale nie,Polacy nie umieja sie z
            tym pogodzic.Zostalismy znowu oszukani,sam Golota pieprzy:wolaja do mnie
            mistrzu.Ludzie opamietajcie sie,on sam wiedzial,zeby wygrac musi go polozyc na
            lopatki(bo niestety nie ma "sportowej przeszlosci").Ludziska trzeba zaczac
            wierzyc w siebie,nie czuc sie pokrzywdzonymi przez los,przestac ciagle ogladac
            sie za siebie.Mam nadzieje,ze pojawi sie w POlsce ktos,kto bedzie mial wizje
            tego kraju i bedzie mogl porwac za soba ludzi,tylko,ze moze wtedy juz nikt nie
            bedzie sluchal...
            • szpulkaa Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 16:25
              masz racje frankie, czasem przykro czytac newsy, czasem trudno byc dumnym z
              kraju ludzi dumnych /niestety czasami tak glupio dumnych/... ale zawsze trzeba
              miec nadzieje, ze bedzie lepiejsmile
              • tamsin Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 16:51
                wlasnie to mnie Szpulka boli, ta cecha narodowa - kompletny brak
                samokrytycyzmu, za to az za duzo krytykanctwa na wszystko i wszystkich wokol,
                oby tylko nie wlasnego ogrodka.
                • szpulkaa Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 17:02
                  Tamsin, kazdy narod ma swoje wady. trzeba je zaakceptowac i polubic, a dopiero
                  potem probowac zmienicwink
                  • tamsin Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 17:04
                    Szpulka, zmagam sie kurcze z moimi codziennie, nie moge ich jakos polubic, ale
                    powolutku zmieniam wink) np. przestalam glosno falszowac pod prysznicem wink
                    • szpulkaa Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 17:10
                      no ja bym polemizowala, czy spiewanie pod prysznicem to wada... przeciez to tyle
                      "szerokich usmiechow" dla calej rodziny!tongue_out
                      sama jestem specem od falszowania, wiec cos o tym wiem. sama glosno spiewam,
                      kiedy gotuje... ilez serca jest w moim jedzonkuwink)
                      wlasnie... zglodnialam... zabieram mojego M i idziemy do domu!smile do
                      szybkiego... paaa
                    • st0kro-tka Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 17:11
                      Ja sie po czesci zgadzam ze Szpulka; tutaj tez sie ciagle slyszy o aferach,
                      pomylkach w szpitalach itp itd, to nie tylko w Polsce. Owszem, pewnie tutaj jak
                      lekarze sie pomyla proces sadowniczy jest latwiejszy do wygrania, ale nie
                      zmienia to faktu, ze z pomylki lekarzy umieraja ludzie albo rodza sie
                      okaleczeni itp itd. Ostatnio czytalam o tym, jak lekarz zbagatelizowal prosby
                      rodzicow o to, aby wstrzymac sie ze szczepieniem, bo dziecku cos dolegalo,
                      lekarz zarzadzil szczepienie a dziecku rozwinela sie choroba i jest teraz
                      kaleka. To jeden z tysiaca przykladow, codziennie slyszy sie o tym i dlatego
                      nie wydaje mi sie, zeby to tylko w naszej Polsce tak sie dzialo.
                  • frankie36 Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 17:08
                    Szpulkaa ,wszyscy mamy racje w tej dyskusji,mnie tylko strasznie boli,bo wiem
                    ile ludzi oddalo zycie za wolna Polske i sie teraz w grobach przewracaja widzac
                    jak spieprzylismy wiele.Niestety w naszych genach mamy partyzanckosc,umiemy sie
                    porywac na takie czyny ,ze swiat zamiera a jak przychodzi szarosc,zwykla
                    wolnosc i normalnosc cos sie dzieje,nie umiemy funkcjonowac.Ciekawostka jest
                    tylko,ze wez tych samych ludzi,wywiz np.do Kanady czy gdziez Zachodniej Europy
                    i sa najlepszymi obywatelami.Nie rozumiem,moze nas trzeba uczyc obywatelstwa,no
                    bo niby kiedy mielismy stac sie obywatelami?
                    • mulinka Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 17:26
                      frankie36 napisała:

                      .Nie rozumiem,moze nas trzeba uczyc obywatelstwa,no
                      >
                      > bo niby kiedy mielismy stac sie obywatelami?


                      dlatego przydalaby sie dyktatura
                      poszloby szybciej - 2, moze 3 pokolenia

                      ale to niestety niemozliwe, wiec ten balagan bedzie trwac
                      prawo liczy sie wylacznie wtedy, gdy jest egzekwowane
                      a nas system sadowniczy....to dopiero tragedia
                      • tamsin Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 17:36
                        Polska to w/g mnie dziwny kraj, z jednej strony niby nie na wiele stac,
                        szpitale sie sypia, opieka medyczna do niczego, ale ludzie jezdza sobie do
                        sanatorium na koszt panstwa, siedza na zwolnieniu przez pol roku czy cos w tym
                        rodzaju, i nie dlatego aby mieli powazne problemy zdrowotne, przynajmniej nie
                        na tyle powazne, zeby nie mogli wypelniac zupelnie swoich obowiazkow
                        pracowniczych lub zostac przesunieci na inne miejsce. Nie rozumiem tego
                        wszystkiego i tyle.
                      • frankie36 Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 17:39
                        moze pojawi sie ktos tak silny i charyzmatyczny ,ze zatrzasnie tym narodem?Dla
                        mnie w Polsce pokomunistycznej najwiekszym autorytetem jest i pozostanie nasz
                        pierwszy pokomunistyczny premier pan Tadeusz Mazowiecki,jak poznalam mojego
                        meza,w pokoju w akademiku nad moim lozkiem wisial wielki jego plakat.Do tej
                        pory moj M wie kto to Tadeusz Mazowiecki?Raz sie malo nie pobilam o niego jak
                        pewna stara baba pod sklepem wyzywala go od Zydow.
                        • frankie36 Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 17:40
                          Od razu chcialam dodac ,ze do Zydow nic nie mam,wkurzalo mnie tylko w jakim
                          kontekscie ona to przedstawiala
    • claudia207 Re: Ten artykuł mnie bardzo zasmucił.... 15.11.04, 19:15
      Gdy czytam o takich zdarzeniach, przypominam siebie dlaczego wyjechalam z
      Polski. gdy bylam w Polsce przez 2 tygodnie, w prasie pokazaly sie az trzy
      podobne historie. Az ciarki przechodza po plecach. Gdy zapytalam sie moich
      znajomoych, co o tym mysla. Stwierdzili, ze juz nie zwaracaja na to uwagi, bo
      tak duzo jest takich afer. Jak nienormalnosc moze stac sie codziennoscia, na
      ktora przestaje sie juz zwracac uwage? Jesli ludzie beda do tego tak obojetnie
      podchodzic, nic sie nie zmieni.

      Ukazal sie niedawno w gazecie artykul o molestowaniu dzieci w Polsce (bardzo
      dobry - polecam ale tytulu nie pametam). Niektore komentarze na forum, byly
      powalajace. Min. winilo sie dzieci i rodzicow za rujnowanie
      autorytetu "szacownych" obywateli. Nawet w tutaj zacytowanym artykule, cytowane
      sa wypowiedzi osob, ktore wine probuja zrzucic na kobiete, bo niewiadomo, co
      robila w czasie ciazy. Czy ludzie klapki maja na oczach?
    • mijaczek There is always room for Jello 15.11.04, 20:22
      Nie chcialam poczatkowo wlaczac sie do dyskusji, bo wiem, ze moj post nie bedzie
      ani troche obiektywny. Jesli ktos uzna, ze ocieka on jadem i nie jest
      sprawiedliwy to moze bedzie mial racje, ale ja wiem, ze w tej kwestii nie ma
      sprawiedliwosci, obiektywizmu i suchej rzeczowosci. Tu sa tylko uczucia.
      Najczesciej uczucia, ktorych do konca sami nie rozumiemy.

      Moja historia nie jest moze najtragiczniejsza dla ludzi, ktorzy ja przeczytaja,
      ale jest najtragiczniejsza dla mnie, bo zdarzyla sie mnie i czlowiekowi, ktorego
      kocham ponad zycie.

      15 stycznia 2004 roku o godz. 4.15 nad ranem dowiedzialam sie z domowego testu
      ciazowego, ze jestem w ciazy. Patrzylam sie na te dwie kreski nie wiedzac co
      myslec. Bylam sama. Tydzien wczesniej Erik wyjechal z Polski i mialo go nie byc
      przez nastepnych 7 tygodni. Zadzwonilam do niego podajac mu informacje jak
      najbardziej "obojetnie", zeby uslyszec jego prawdziwa reakcje. Byla taka, o
      jakiej marzylam. Oboje sie bardzo cieszylismy. Ja o ciazy i macierzynswtie nie
      wiedzialam nic. Kilka dni wczesniej sie przeziebilam. Potworny kaszel, dzieki
      ktoremu myslalam, ze zejde z tego swiata, do tego typowe objawy ciazowe. Na
      nastepny dzien poszlam do gina, badanie krwi wykazalo obecnosc B-hcg. Ciaza byla
      potwierdzona.
      Troche czasu mi zajelo zanim powiedzialam rodzicom, bo troche sie balam ich
      reakcji. Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy mama sie poplakala ze szczescia, a
      tato zareagowal po prostu pieknie.
      Poradzilam sie znajomych i wybralam lekarza o swietnej reputacji.
      Udalam sie na pierwsza wizyte, wszystko w porzadku, bylo za wczesnie, zeby
      zobaczyc cokolwiek poza pecherzykiem ciazowym, ale dla mnie byl to dowod, ze
      nosze w sobie dziecko. Czarna kropka na ekranie USG byla mim dzieckiem.
      Pozskarzylam sie lekarzowi na moj okropny bol gardla, polecil mi zarzyc
      tabletki... no i teraz nie pamietam ich nazwy, ale w kazdym razie zawieraly
      kodeine [wiem.... sprzeczne sady na temat kodeiny]
      W ciagu mesiaca stalam sie ekspertem w kwestii ciaz [oczywiscie tych
      ksiazkowych], zaopatrzona bylam w literature, czasopisma, we wszystko.
      Codziennie ogladalam zdjecia i patrzylam jak wyglada moje kochane Jello.
      Nazwalismy go Jello, bo w zaczelismy go nazywac, gdy tak naprawde byl taka mala
      galaretka w moim brzuchu. Ale dla nas to bylo jego imie...
      12. lutego poszlam na kolejna wizyte. polozna zalozyla mi karte ciazowa,
      przejrzala moje wyniki [swietne] i zaprosila do gabinetu doktora.
      Zaczelismy od USG... doktor patrzyl sie w monitor i patrzyl i patrzyl, a ja juz
      wiedzialam, ze cos jest nie tak... zapytalam sie o co chodzi, odpowiedzial, ze
      nie widzi echa serca plodu. Zamarlam. Zapytal sie, czy jest mozliwosc, ze ciaza
      jest mlodsza o dwa tygodnie. Nie bylo takiej mozliwosci! Pan doktor polecil mi
      wykonanie badania B-hcg nastepnego dnia i dla porownania po tygodniu, do tego
      przepisal luteine i wit. E.
      Wracalam do domu jak na sciecie... ryczalam do sluchawki Erikowi pol nocy... nie
      moglam spac... rano, bylam w szpitalu o 7. Zrobilam badanie krwi. Wiedzialam, ze
      musze czekac na nastepne badanie za tydzien. Erik przylecial 17. lutego i byl
      pelen nadziei, ze wszystko bedzie dobrze. W piatek, 20 lutego wykonalam kolejne
      badanie... B-hcg spadlo o kilka tysiecy... ja wiedzialam juz co to znaczy...
      Nasteonego dnia rano, pojechalismy do szpitala Narutowicza w Krakowie, gdzie moj
      doktor mial duzyr. Czekalismy w kolejce chyba ze 3 godziny, po czym pan doktor
      "w biegu" na korytarzu spojrzal na moje wyniki i powiedzial "tego sie
      spodziewalem" i poszedl sobie na kolejne 20 minut. W koncu zaprosil nas do
      gabinetu i powtorzyl badanie USG, jego komentarze w czasie wykonywania zabiegu
      brzmialy "hmm.... no tak... zmniejszylo sie wszystko... plywa w bezladzie... nic
      z tego nie bedzie... tak... brak echa serca... zaczyna sie wchlaniac". W srodku
      badania ginekologicznego pan doktor odebral telefon [bylo to USG dopochwowe,
      wiec jedna reka sobie przytrzymywal telefon, a druga USG], pogadal chwilke i
      wrocil do mnie i do mojego martwego Jello... Wstal, kazal mi sie ubrac,
      oswiadczyl, ze ciaza obumarla,i dodal - "No to teraz musimy pania oproznic" i
      kazal stawic sie za 6 godzin w szpitalu. Nie wiedzialam co sie dzieje, ubralam
      sie i chcialam wyjsc, ale pan doktor mi przypomnial, ze za USG nalezy sie 40 zl
      [w zwiazku z tym, ze mielismy 50 zl, pan doktor stwierdszil, ze nie ma wydac i
      zgarnal 50 zl]. Wrocilismy do szpitala po 6 godzinach, zostalam przyjeta i
      wpisana na oddzial polozniczy [nie patologii ciazy], na szczescie na sali bylam
      tylko ja. Rowniez na szczescie pozwolono Erikowi byc ze mna. Po jakims czasie
      przyszedl po mnie moj lekarz i udalismy sie do sali operacyjnej. Tam krotki
      wywiad "jest pani uczulona na srodki znieczulajace?" "nie wiem" "no to sie
      przekonamy".
      Polozylam sie na stole, w tym momencie przyszly dwie pielegniarki i w pelnych
      humorach zaczely "wypominac" lekarzowi, ze rano im obiecal, ze beda mogly isc do
      domow przed czwarta, ze nie mialo byc juz zadnych zabiegow dzisiaj, no i ze one
      maja teraz sobotnie wieczory zmarnowane [w tym momencie naprawde chcialam wstac,
      przeprosic i wyjsc, zeby nie psuc im sobotniego wieczoru]. Jedna z pielegniarek
      zaczela zakladac mi venflon [czy jakkolwiek sie to nazywa] na prawa dlon. Bol
      byl straszny. Nie wiem czy ta kobieta robila to po raz pierwszy w zyciu czy co,
      ale po 15 minutach prob mialam pod reka kaluze krwi, na dloni jeden wielki
      siniak, w venflonu jak nie bylo w rece wczesniej tak nie bylo go i teraz. w
      koncu jak juz przestalam reagowac na bol udalo jej sie wbic igle pod skore.
      Przywiazali mi nogi, przyszedl pan doktor, oparl sie o moje nogi i rzekl "ale
      pani czula, ze z tej ciazy nic nie bedzie prawda?" w tym momencie poczulam
      zastrzyk i zasmialam sie, po czym film mi sie urwal. Obudzilam sie i wiedzialam,
      ze jeszcze jestem na sali. Zapyatlam sie kogos czy juz? Powiedziala, ze juz...
      poczulam chlod gdy pielegniarka wiozla mnie do sali, do Erika. Zasnelam.
      Obudzilam sie po minucie, jak pielegniarka probowala wytlumaczyc Erikowi, ze
      musi mnie przeniesc na lozko, zaczelam tlumaczyc miedzy nimi [na pol
      neiprzytomna], ze on nie mowi po polsku. Gdy przeniesli mnie na lozko [ciekawe
      jakby ta pielegniarka to zrobila sama, gdyby Erika tam nie bylo],, poczulam, ze
      Erik zakrywa "mnie" moja koszula nocna [wnioskuje, ze odkryta bylam wieziona
      przez szpitalny korytarz].
      Pielegniarka, podsunela lignine pode mnie [krwawilam strasznliwie] i poszla.
      Budzilam sie co kilkanascie minut na chwile i widzialam tylko przerazonego Erika
      siedzacego i trzymajacego mnie za spuchnieta od zle wbitego venflonu reke.
      Co pol godziny przychodzil inny lekarz, zeby sobie popatrzyc jak idzie moje
      krwawienie...
      W koncu sie wybudzilam. Brzuch bolal mnie przerazliwie, myslalam, ze zwariuje.
      Gdy za ktoryms razem przyszeld lekarz poprosilam o cos przeciwbulowego, gdzy
      pielegniarka mi odmawiala [mwoila, ze i tak dostalam za duzo na zabieg], w koncu
      lekarz polecil jej podac mi kroplowke.
      Przyszla z leakrstwem, ktorego w zaden spoosb nie mogla polaczyc do kroplowki,
      krzyczalam, kiedy ciagnela za venflon probujac go udroznic.
      W koncu zaczela sie na mnie drzec "Ej! Dziewczyna! Nie krzycz! Przeciez to nie
      boli! Dziewczyna! Przestan, bo to tylko venflon!", w koncu zrezygnowala jak Erik
      wstal i zaczal sie mnie pytac co sie do k.rwy nedzy dzieje.
      Pielegniarka zdjela mi venflon i wyszla. Wrocila po 5 minutach ze strzykawka i
      powiedziala, ze skoro nie chce kroplowki to ona mi da zastrzyk, ale to mnie
      dopiero bedzie bolalo!
      Gdy zabirala sie do zastrzyku, zapytalam sie co mi podaje. Odpowiedziala -
      ketonal. Ja na to - jestem uczulona na ketonal. A ona - w tym momencie zrobila
      zastrzyk. Owszem, moja alergia polega na wysypce i swedzacej skorze na twarzy,
      ale ona przeciez o tym nie wiedziala! Wyszla.
      Po kilku minutach przyszedl moj lekarz i powiedzial mi, ze chce, zebym do niego
      przyszla za 30 minut na dol do gabinetu. Na nogach z watych, podpierana przez
      • mijaczek Re: There is always room for Jello cd 15.11.04, 20:23
        Po kilku minutach przyszedl moj lekarz i powiedzial mi, ze chce, zebym do niego
        przyszla za 30 minut na dol do gabinetu. Na nogach z watych, podpierana przez
        Erika poszlam do jego gabinetu, nie bylo go. Przyjmowal porod. Spoko.
        wrocilismy. On przyszedl za jakis czas z pretensjami, ze sie nie pokazalam.
        Wreczyl mi wypis ze szpitala i kazal mi wstac, zeby zobaczyc czy nie mdleje. Nie
        mdlalam. Wzial mnie jeszcze raz do tej samej sali, gdzie mialam zabieg i
        powiedzial "Dwa tyugodnie bez stosunkow, pol roku bez pro zajscia w ciaze, nie
        przemeczac sie, za dwa tygodnie na kontrole, za cztery tygodnie po wyniki
        badania histopatologicznego, a poza tym - zapomniec, przejsc nad tym do
        porzadku dziennego, jakby nic sie nie stalo, no bo zreszta 9 tygodniowa ciaza to
        co to za ciaza. do widzenia."
        Wyszlam. Ubralam sie i wyszlismy. Na korytarzu czekala na mnie przestraszona
        pielegniarka. Zapytala sie co to znaczy, ze jestem uczulona na ketonal.
        Powiedzialam, ze nie jestem smiertelnie uczulona. Odetchnela z ulga i poszla sobie.
        Wyszlam z tego szpitala po 5 godzinach pobytu w nim obiecujac sobie, ze nigdy
        wiecej tam nie wroce. Musialam jednak wrocic... na kolejne USG, bo brzuch mi
        pecznial i bylo podejrzenie przedwczesnego zamkniecia sie szyjki i zbeirania sie
        krwi w macicy. Badal mnie ordynator. Z nim student. Nie zostalam zapytana o
        pozwolenie na obecnosc studenta. Ordynator stwierdzil, ze jestem przewrazliwiona
        hipochondryczka i nic mi nie jest. do widzenia.
        A ja sie nie zdarzylam zapytac co zrobic jak glowa sobie nie radzi z tak wielka
        strata tak malutkiej istotki...
        Mia
        teraz juz wiecie skad moja sygnaturka...
        • frankie36 Re: There is always room for Jello cd 15.11.04, 20:32
          Mijaczku ,mam lzy w oczach,przykro mi bardzo,wstyd za obojetnych lekarzy i
          pielegniarki.Zostaliscie poddani probie b.wczesnie,Eryczysko to fajny facet!
          • mamakubusia11 Re: There is always room for Jello cd 15.11.04, 20:48
            Mijaczku lzy ciekna mi na klawiature.
            Mam nadzieje, ze los bedzie teraz dla Ciebie szczesliwszy.
            Dobrze,ze stamtad wyjechalas.
            Trzymam za Ciebie kciuki.
        • asica74 Re: There is always room for Jello cd 15.11.04, 20:45
          mijaczek, kobietko... mam ochote cie przytulic.. nie wiem co powiedziec...
          mojas ty...
        • asia.sthm Re: There is always room for Jello cd 15.11.04, 21:05
          Mijaczku, sciskam was oboje.

          Zdarzylo sie mi tez, dawno dawno temu, tak sie czasami zdarzarza sad(((((
      • frankie36 Re: There is always room for Jello 15.11.04, 21:02
        A ja naprawde myslalam ze troszke sie zmienilo na lepsze w sluzbie
        zdrowia,niestety.Pamietam jeszcze jako mlodziutka uczennica szkoly
        pielegniarskiej,stalam przy porodzie.Dzidzius sie urodzil,po czym trzeba bylo
        matke pozszywac(bez znieczulenia-sic!).Kobieta sie zwijala,co panu doktorowi
        oczywiscie przeszkadzalo,po chwili ryknal na nia,ze ma sie nie ruszac,ze
        przyjemnosci to byly 9 miesiecy temu...
        • mulinka Re: There is always room for Jello 15.11.04, 22:05
          sad((
          • viki2lav Re: There is always room for Jello 15.11.04, 23:03
            jest mi niedobrze sad(((((((
            • mijaczek Re: There is always room for Jello 16.11.04, 00:54
              Dzieki dziewczyny. Naprawde. Mimo tego, ze od tamtego czasu minelo juz troche
              czasu, z moja glowa nie jest wcale lepiej... Nie wiem czy to wina braku opieki
              nade mna, czy nieznania powodu smierci mojego Jello... Po zabiegu mialam
              nisamowita awersje do lekarzy, wiec nie poszlam zrobic tych wszystkich badan, o
              ktorych trabia dziewczyny na forum poronienie... teraz sobie w brode pluje, bo w
              USA nie robia sobie nic z pierwszego poronienia...

              Wiecie, jeszcze o polskich lekarzach... Ja nie wiem czy oni sobie wybieraja
              pacjentow, ktorych beda traktowac jak motloch, czy co...

              Moj lekarz prowadzacy zajmowal sie rowniez moja znajoma, ktorej historia jest
              tysiac razy smutniejsza niz moja, ale dla niej to byl czlowiek aniol. Moze bylo
              tak dlatego, ze ona sama byla lekarzem, a wiadomo, ze oni sobie pozwalaja na
              szczerosc inna niz z nami, nieznajacymi sie pacjentkami. Wiem, ze dla niej ten
              lekarz byl dobry... dla mnie nie. Wiedzial, ze mam goraczke i kaszel, wiedzial,
              ze ta goraczka moze byc fatalna w skutkach... nie powiedzial mi nic o innych
              badaniach, ktore moglabym wykonac [wtedy, dla nikogo wokol mnie pieniadze nie
              stanowily kwestii, podejrzewam, ze i Eryczysko i moi rodzice placili by 1000 zl
              za USG co drugi dzien, gdyby trzeba bylo...], no i jeszcze sposob w jaki
              zostalam potraktowana w szpitalu...
              Potem, gdy zaczal mnie brzuch bolec, udalam sie lekarza, do ktorego chodzilam
              wczesniej, okazalo sie, ze on rowniez pracuje w Narutowiczu i ten drugi jest
              jego kolega... zapytalam sie o te tabletki...on powiedzial, ze nie chce
              komentowac decyzji swojego kolegi, ale gdyby to on prowadzil moja ciaze, nie
              przepisalby mi tych tabletek...
              Zreszta... gdy dostalam recepte od mojego gina... na drugi dzien poszlam do
              apteki i jej zapomnialam. Najpierw poprosilam o jakis syrop dla ciezarnej, a
              potem o te tabletki. farmaceuta powiedzial mi, ze za Chiny ludowe mi nie sprzeda
              tych tabletek, nie chce mnie miec na sumieniu. Musialam wrocic z recepta, ale i
              tak mnie odeslal do innej apteki...
              Dlaczego lekarze mysla, ze my nie zrozumiemy!?
              Ja nie oczekuje od lekarzy bycia alfa i omega. Ja wiem, ze oni sa takimi samymi
              ludzmi jak wszyscy inni, tylko w czasie studiow ja i on robilismy co innego i
              czytalismy inne ksiazki... Dlaczego oni chca sprawiac wrazenie nieomylnych!?
              Dlaczego nigdy nie przyznaja sie do bledow? [nie przed sadami lekarskimi czy
              cywilnymi, przed nami, pacjentami]. Czasy znachorow podajacych placebo na kazda
              dolgliwosc minely bezpowrotnie... Ja chce wiedziec, co dzieje sie w moim
              organizmie! Szczegolnie, kiedy pod moim sercem ma bic inne... o wiele mniejsze i
              nieporadne...
              Dlaczego w kraju [mowie teraz o USA] najbardziej rozwinietym na swiecie, mam
              wybor gdy chce zabic w sobie dziecko!? Dlaczego kobiety walcza o prawo do
              usankcjonowanego zabojstwa, natomiast gdy chce wykonac badania na cytomegalie,
              toksoplazmoze i chlamydie mowi mi sie, ze musze poronic po raz drugi, zeby sie
              ktokolwiek mna zajal... dlaczego nikt mi nie poda duphastonu lub luteiny gdy
              okaze sie, ze mam za niski poziom progesteronu, a jest to jedyna rzecz, ktora
              moze uratowac moja ciaze przed poronieniem? dlaczego latwiej jest mi zabic moje
              dziecko niz je uchronic przed smiercia z powodu na przyklad przeciazenia organizmu?
              Prosze, wytlumaczcie mi to...
              W Polsce lekarze sa nieczuli na matki...
              W Stanach na dzieci...
              Nie rozumiem... Po prostu nie rozumiem...
              • tamsin Re: There is always room for Jello 16.11.04, 01:02
                Mijaczek, tak strasznie mi przykro ze to sie dzieje..naprawde nie wiem co
                powiedziec...nie wiem jak to sie stalo, ze mialas takie zle doswiadczenie w
                Stanach..nie wiem co powiedziec na ten temat..co wlasciwie sie stalo tutaj?
                wiesz, tutaj wiekszosc ciaz to tak zaplanowana, wlacznie z cesarka na
                zakoncznie, taka to moje skromna opinia, ale z drugiej strony sama nie
                doswiadczylam tego..
                • mijaczek Re: There is always room for Jello 16.11.04, 01:08
                  Oto moj post z forum poronienie o wizycie u gina amerykanckiego, jakies poltora
                  meisiaca temu:

                  Fitam was szanowne panie...
                  Wczoraj mialam swoja drogocenna wizyte i powiem wam szczerze,z e do teraz jak o
                  niej mysle to mi sie noz w kieszeni otwiera, ale od samego poczatku i z
                  detalami, zeby nie bylo.
                  Weszlismy do gabinetu, dostalam stosek papierow do wypelnienia, historia
                  miesiaczki, badan, zdrowia, etc. Musze przyznac, ze kilku rzeczy nie rozumialam
                  na tych formularzach, ale spojrzeli sie na mnie z politowaniem i powiedzieli,
                  zeby nic nie pisac jak sie nie wie.
                  Nastepnie zostalam wyslana do kibelka, zeby zostawic im probke moczu, potem
                  rozmowa z pania ginekolog.
                  Pytania w stylu "co mnie sprowadza do niej" [no to ja jej cala mozliwa historie
                  swoja... o tym, ze od pol roku nie bylam u gina, ze poronilam, ze mam dziwne
                  bole w jajnikach, a do tego to zapalenie spojowki, wiec moze chlamydia, ze chce
                  sie przygotowac do ciazy, wiec chce sie upewnic, ze wszystko ok, no i, ze chce
                  badania, no i jeszcze oczywiscie jej wspomnialam, z ejestem z Polski], pani
                  doktor to potakiwala, to sobie cos notowala, to cos tam podpytywala. Gdy
                  uslyszala o chlamydii i o testach, prawie, ze sie obruszyla i zaczela mi mowic,
                  ze oni takich rzeczy nie robia. Ja jej na to,z e przeciez jajniki mozna
                  sprawdziz przez USG, a ona, ze nie [sic!], ja jej, ze nie chce specjalstycznych
                  badan, ze chce byc tylko pewna, ze wszystko jest OK zanim zajde po raz kolejny w
                  ciaze. Na to pani doktor odrzekla, ze "U NAS" [sic!] nic sie nie robi po
                  pierwszym poronieniu, poniewaz statystycznie przytrafia sie ono jednej na cztery
                  kobiety, i ze gdyby ona chciala mi zrobic jakiekolwiek badania to wszystko by
                  bylo sakramencko drogie. Ja jej na to, ze chce toxo, cytomegalie i chlamydie.
                  Ona mi na to, ze "W TYM" kraju nie ma wskazan do robienia takich badan, bo to
                  jest wysoko rozwiniety kraj. [bzdura jakich malo, do tego powinnam sie obrazic i
                  wyjsc z tamtad] Zapytala sie mnie czy mam kota [nie mam, "no wlasnie, wiec gdzie
                  niby mialabys zlapac toxo?"], o chlamydii to tylko wysluchala mojego wywodu na
                  temat bolu brzucha, jajnikow, zapalenia spojowki i dziwnych uplawow, po czym
                  stwierdzila, ze wszystko jest OK [na podstawie czego?]. Potem bylo jej pytanie
                  "jakich srodkow antykoncepcyjnych uzywasz?".... tu mnie rozlozyla... dopiero co
                  jej powiedzialam, ze sie staramy o dziecko a ona sie pyta jak sie zabezpieczam
                  przed tym.... [no comment]. Dla niej najwazniejsze bylo, jak sobie wyobrazam
                  utrzymanie dziecka skoro jeszcze nie jestem mezatka [oczywiscie moja informacja,
                  ze pobieramy sie w przyszlym miesiacu tez jej nie przekonala] i czemu dziecko
                  chce miec w tak mlodym wieku, przeciez moge poczekac [hmm... dla waszej
                  informacji podam, ze mam 23 lata, jesli zajde w ciaze w najblizszym czasie to
                  urodze i tak majac 24 lata, wiec same ocencie, czy to rzeczywiscie za mlody wiek
                  na dziecko]. POtem bylo badanie ginekologiczne, przyszla pani, zmierzyla mi
                  cisniennie i wziela krew do hemoglobiny, potem znowu przyszla pani doktor,
                  osluchala mnie, potem badanie piersi, no i samo badanie. w czasie badania
                  wszystko bylo spoko, zdaje sie, ze pobrala mi material do cytologii, ale nie
                  jestem pewna, bo mowila cos, czego ja nie rozumialam, ale, ze bylo tam cos o
                  raku, wiec domyslam sie, ze moze cytologia [kto wie jak sie to po anglicku
                  nazywa?]. Powiedziala mi, ze nic nie czuje na moich jajnikach, i ze jestem
                  zdrowa. Potem jeszcze poprosilam ja o zerkniecie na moj wynik hist.-pat., ale z
                  calej formulki to ona tylko mi powiedziala, ze wszystko bylo obumarle... hmm...
                  dzieki pani doktor. Z nauki laciny w liceum i na studiach wiem wiecej niz ona mi
                  powiedziala.
                  Potem tylko jeszcze mi powiedziala, ze mam sie przestac przejmowac poronieniem i
                  tyle. Przyjemnosc ta kosztowala mnie $185 a wyniki bede miala w ciagu kilku
                  tygodni.
                  Ja sie wstrzymam z komentarzami, ale jakbym mogla prosic was... co o tym sadzicie?
                  Pozdrafiam,
                  Mia
                  • tamsin Re: There is always room for Jello 16.11.04, 01:27
                    hmmm..Mijaczek, wizyta nieudana...pani doktor cie nie rozumiala..ani nawet nie
                    strala sie zrozumiec. Nie wiem co spowodowalo,ze wybralas akurat ta pania
                    ginekolog a nie inna, ale tzw. "long term relationship" ze swoim lekarzem jest
                    w/g mnie bardzo wazny aby zrozumial co ty potrzebujesz, a rowniez dla ciebie
                    abys sie przyzwyczaic do niej. Twoj lekarz najczesciej jest twoim ginekologiem,
                    chya ze zdecydujesz ze wolisz innego. Troche roznica kulturowa tez tutaj gra
                    role..duzo by pisac, ale powoli zobaczysz, te druga strone medalu, no wlasciwie
                    nie wiem jak to nazwac....
                  • claudia207 Re: There is always room for Jello 16.11.04, 04:01
                    Przykro mi z powodu Twoich przezyc zwiazanych z poronieniem. Trudno mi
                    uwierzyc, ze pacjenci nadal sa tak przedmiotowo traktowani, nie maja prawie
                    zadnych praw a brak prywatnosci odziera z godnosci. Jesli zas chodzi o wizyte u
                    ob/gyn w Stanach, to na pewno uraz po poronieniu i zabiegu mialy wplyw na to,
                    jak podeszlas do spotkania z lekarka. Do tego doszly problemy z komunikowaniem
                    sie wynikajacymi z bariery kulturowej i jezykowej. Tutaj lekarze rzeczywiscie
                    maja zupelnie inne podejscie do pacjenta. Czy dobrze czy zle - to sprawa
                    dyskusyjna. Jesli lekarz nie odpowiada, mozesz zmienic i poszukac innego. Ja
                    zaliczylam juz 4 ob/gyn w Stanach.

                    Cena za wizyte nie byla wygorowana. Za pierwsza wizyte lekarze na Manhattanie
                    biora ok 250 plus cena za badania laborytoryjne.

                    Zycze Tobie, abys jak najszybciej doszla do siebie i abys z radoscia czekala
                    pojawienia sie Jello. smile
                    • i.p.freely Re: Badan na zadanie 16.11.04, 05:53
                      pacjenta tu (USA) sie nie wykonuje ze wzgledu na to ze to nie lekarz decyduje
                      co nalezy zrobic, a co nie, ale ISNURANCE COMPANIES.

                      Mijaczku, z tego co piszesz chcialas wykonac badanie ultrasongraficzne bo
                      chcesz wiedziec "czy wszystko jest w porzadku", to nie jest jednak "powod" dla
                      insurance company, i co za tym idzie, opiekujacego sie toba lekarza.
                      Pamietaj o tym, ze za pmoca samego USG lekarz nie bedzie w stanie ani
                      powiedziec dlaczego twoja ciaza "poplynela", ani czy kolejna sie "zagniezdzi".
                      Moze tylko stwierdzic obecnosc narzadow ..... for $1,500.- przynajmniej u nas.

                      Na to by ci USG "na zadanie" wykonano jest metoda - musisz utyskiwac na
                      potworne bole w jamie brzusznej, podejrzewasz "ectopic pregnancy". Lekarz wtedy
                      wpisze gdzie trzeba, ze masz "unexplained pain - r/o ectopic pregnancy" i
                      bedziesz mogla sobie zafundowac USG - sprawdz swoja inszure czy pokryje koszty
                      (choc w czesci) jesli zadne anomalie nie zostana wykryte.

                      Na zrobienie STD (sexually transmitted disease) badan tez mama rade - powiedz
                      lekarce, ze twoj partner nie jest ci wierny, ze mial kiedys gonorrea albo inne
                      paskudztwo, ze masz dziwne palenie przy stosunku i .... badania sie zrobia.








                      • mijaczek Re: Badan na zadanie 16.11.04, 15:57
                        I.P... dzieki za rade. Cos w tym jest, chociaz, powiem ci szczerze, ze tez sie
                        zastanawiam czy po prostu nie poczekac az bede w Polsce i nie zrobic sobie tych
                        wszystkich badan w Polsce, za 1/4 ceny, z pelnym zrozumieniem jezyka i jeszcze z
                        komfortem, ze wiem co i jak...
                        Ale mimo wszystko dzieki, bo reczywiscie to ejst chyba jedyny sposob na nich...
                        A koszt USG $1500 to jest jakas czysta paranoja!!!!!!
                        • szpulkaa Re: Badan na zadanie 17.11.04, 13:14
                          mijaczku, historia twojego Jello jest bardzo smutna. wspolczuje stratysad
                          sciskam mocno i wysylam pozytywne wibracje - zawsze tak razniejsmile wierze, ze
                          bedziesz szczesliwa matka - i na ciebie przyjdzie czassmile
                          co do ginekologow, to sama mam z nimi duzy problem. do lekarza chodze co pol
                          roku. zazwyczaj kontrolnie. za kazdym razem to ktos inny, bo do poprzedniego
                          zawsze mam jakies zastrzezenia. moze jak znajde tego odpowiedniego, to zdecyduje
                          sie na ciaze? - dzis juz nie wystarczy znalezc dobrego ojca dla dziecka,
                          potrzebny jest jeszcze lekarzwink rozumiem, wiec doskonale twje zastzrzenia do
                          postepowania lekarza. moge ci tylko doradzic: szukaj a znajdziesz i tego samego
                          sobie zyczyc!smile
                          nie staraj sie porownywac postepowania lekarzy w US i Polsce. to dwie rozne
                          szkoly. ostatnio bylam u francuskiego lekarza. oczekiwalam wiele, no bo to
                          przeciez inna kultura, cywilizacja, technika, etc... i co? rozczarowanie! facet
                          wykonujacy mechanicznie, co trzeba, pozbawiony intuicji... o zwyklej pogawedce z
                          pacjentem nie wspomne - powiedzmy, ze moja znajomosc jezyka to utrudnialasmile
                          zabralam ze soba na wizyte mojego M i tylko dzieki temu, ze moglam na niego
                          czasem spojrzec, czulam sie pewniej. powodzenia w walce o dobrego lekarza!!
                          sciskam jeszcze raz mocnosmile
                          • mijaczek Re: Badan na zadanie 17.11.04, 15:50
                            Dziekuje Szpuleczko,
                            Wiem, ze z lekarzami gorzej niz z facetami. Znalezc tego jedynego graniczy z
                            cudem, no ale coz... musze szukac... i mam nadzieje, ze w koncu znajde lekarza,
                            ktoremu zaufam, choc z tym zaufaniem bedzie kiepsko...
                            Jestem dobrej mysli, a to dzieki temu, ze powtarzamy sobie z Erikiem, ze w
                            nastepnej ciazy Jello do nas wroci. Ze to bedzie dokladnie ta sama dzidzia :o)
                            Pzdrf,
                            Mia
                            • myszka888 Re: Badan na zadanie 17.11.04, 15:55
                              Hm...Mijaczku, ja mam fajna pania ginekolog. Pani jest Hinduska, ale bardzo
                              okiej pani, strasznie mila i tak fajnie sie z nia rozmawiasmile
                              Naprawde jestem zadowolona.
                              Heh, tym bardziej, ze bardzo przypadkowo ja znalazlam...smile
                              • mijaczek Re: Badan na zadanie 17.11.04, 15:57
                                Szczesciara! :o)
                                • szpulkaa Re: Badan na zadanie 17.11.04, 16:01
                                  no i po tym i sasiednim watku wnosze, ze swiatem rzadzi przypadek! oby wiecej
                                  bylo tych szczesliwych!smile
                                  mnie wlasnie spotyka male szczescie, bo moj M zakomunikowal, ze ma na dzis dosc
                                  pracy i idziemy do domu!!! zbieram sie wiec i przesylam wam buziaki i usciski!
                                  do nastepnegooo... paaa
                                  • mulinka Re: Badan na zadanie 19.11.04, 01:18
                                    kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1203112&KAT=
                                    • mijaczek Artykul 19.11.04, 05:10
                                      Dziekuje Mulinko.
                                      Czulam jakbym czytala sama siebie, bo codziennie jestem na forum poronienie i
                                      chore dziecko, strata dziecka... tak wlasnie czuje sie ja... nie wiem co zlego
                                      zrobilam, ale chyba musialam, skoro nie dane mi bylo wydac na swiat Jello...
                                      ... do siebie dochodze juz 9 m-cy... wiem, ze sa kobiety, ktore nie moga sobie
                                      ze soba poradzic od kilku lat... czas leczy rany...moze tak, ale jesli
                                      wspomnienia wracaja to z taka sama instesywnoscia jak dwie godziny po zabiegu...
                                      ... pamietam jak dzien po zabiegu powiedzialam do siebie "wczoraj bylam w ciazy,
                                      dzis juz nie jestem, lecz moje dziecko nie jest ze mna." To boli...
                                      • myszka888 Re: Artykul 19.11.04, 16:23
                                        Mijaczku, to nie Twoja wina. Nic zlego nie zrobilas...

                                        <przytul>
                                        (wg GG)
                                        • mijaczek Re: Artykul 19.11.04, 16:27
                                          Wiem, ze nic zlego nie zrobilam, ale tak jak w tym artykule napisano w swiecie,
                                          w ktorym kojarzymy na zasadzie dobre - nagroda, zle - kara, nie da sie czasami
                                          inaczej myslec, i tu nam potrzeba opieka psychologow, moze nawet psychiatrow,
                                          niestety, ja zamiast takie pomocy uslyszalam na do widzenia "prosze przejsc nad
                                          tym do porzadku dziennego i pamietac, ze to wcale zadna ciaza nie byla..."

                                          <przytul> nawzajem Myszko!
                                          • mulinka Re: Artykul 20.11.04, 02:27
                                            Mijaczku Kochany!
                                            ja Cie przytulam
                                            czy moge na ten temat na priv.?
                                            • mijaczek Mulinko... 22.11.04, 00:36
                                              ...zapraszam na priv'a. Serdecznie.
                                              :o)
                                              • mulinka Re: Mulinko... 22.11.04, 01:29
                                                wyslalam Ci maila na gazete
                                                smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka