zodiakalny_kot
06.02.05, 03:43
Wyobrazcie sobie, wczoraj w nocy zasiadlam do sesji forumowej (po polnocy)-
juz sie zaczynam dobrze czuc, a tu nagle gdzies z oddali dobiega mnie glos z
megafonu:"POLICE, DROP YOUR ARMS!". Najpierw mysle sobie, czy ja juz mam
omamy sluchowe, ale nie, pies potwierdza realnosc sytuacji - wstaje z fotela
i udaje, ze szczeka - zaspany byl wiec wyszly takie pol-mrukniecia (no, bo
wiedziec trzeba, ze ja mu wpajam od dziecka, ze ma byc psem obronnym - no to
tak z poczucia obowiazku dal znac, ze jakby co - to on natychmiast gotowy).
Pedze na gore, budze M. rozgladajac sie na wszystkie strony - czy moze juz
sie ktos wlamuje, itp. Ale nic - cisza wokol. Szybko powylaczalm wszystko na
dole i do lozka. Oczywiscie do 5-tej nie zmruzylam oka - wytezajac sluch i
wzrok - oczywiscie swiatlo musi byc zapalone - zebym szybko znalazla telefon,
itp. Nadal nic wiemy o zadnej sytuacji kryminalnej - w newsach nic nie
mowili, ale chodzi o to, ze ja tyle sie w przeszlosci naoogladalam filmow
kryminalnych - amerykanskich - i teraz od razu widze gotowe scenariusze - jak
taka sytuacja moglaby sie rozwinac (tragicznie). Kiedy bylam w Polsce - to
wszystko w Ameryce wydawalo sie tak kosmicznie dalekie - jakas inna planeta -
calkiem nierealne. Tam w W. wcale sie nie balam - mieszkalam w bloku - do
pozna slyszac halasy sasiadow, klotnie lub szczekanie psa. Nigdy mi to nie
przeszkadzalo - bo dawalo jakas namiastke, ze jestem wsrod ludzi - jesli ja
ich slysze - to i oni mnie uslysza jak bede krzyczec. Tutaj w Stanach kiedy
mieszkamy w duzym domu - nie tak znowu blisko od innych, zaczelam sie bardzo
bac - bo raz, ze te wszystkie sytuacje filmowe moga sie zdarzyc - jak to w
ameryce, a dwa, ze ludzie oddaleni. Chociaz mieszkamy w super spokojnym
miejscu na przedmiesciach - w zamknietym neighborhood - ponoc policja jest w
proporcji 1 na 2 mieszkancow "city" [dosc bogate i duzo kasy policja dostaje,
zreszta z innego incydentu wiem, ze reaguja nawet na najglupsze sygnaly (moj)
blyskawicznie] - i ciagle slysze od M. te racjonalne wywody - to i tak moje
poczucie bezpieczenstwa (zewnetrznego) jest bardzo niskie. Nie mowiac juz o
nocach kiedy moj M. jest w podrozy - dokladnie do 6.20 - kiedy dzwoni budzik -
leze na warcie w pelnym oswietleniu.
Moze to brzmi infantylnie - ale ja sie bardzo boje w nocy sama byc. Zreszta,
po czesci stad ten pomysl, zeby kupic psa.
Czy to jest w granicach normalnosci, zeby dobrze dojrzala kobieta bala sie
jak dziecko?
Czy wy sie boicie?
PS. Po bardzo glosnej historii Elizabeth Smart (dziewczynka porwana z
wlasnego lozka w srodku nocy - nikt nic nie slyszal) obsesyjnie sprawdzalam,
kilka razy w nocy czy Kuba jest w lozku. No bo jak widac te historie sie
zdarzaja naprawde.